Nowość w sklepie KP

kp20_przod_100px.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Jak zakazać, żeby nie zakazać?
 -karl.luna (1 komentarz)
Ssaki Ciernistych Krzewów
 -kot (30 komentarzy)
Zosia
 -viking (2 komentarze)

Przegląd prasy

CYTAT DNIA

Stanęli przed wyzwaniem dziejowym, któremu musieli sprostać, a ponieważ mieli wolę i wiarę, wyzwaniu temu sprostali.
Andrzej Mencwel, Etos lewicy
Advertisement
Gdula: Coś pękło, ale czy coś się skończyło? Drukuj
Maciej Gdula
Maciej Gdula
  
31.08.2008

maciek.jpgZ każdym dniem widać coraz wyraźniej, że żyjemy na pustyni po IV RP. Nie chodzi o to, że rządy braci Kaczyńskich nie zostawiły niczego oprócz wypalonej ziemi, lecz o to, że póki PiS był u władzy wszyscy mieli mniej więcej jasność, co robić. Zwolennicy PiS-u oczekiwali walki z układem, a przeciwnicy wzywali do opamiętania się i oporu wobec populizmu. Wybory 2007 oznaczały kres tego podziału ról – IV RP się wypaliła, a straszenie PiS-em będzie miało coraz mniejszą nośność. Polska potrzebuje świeżych projektów i nowych linii sporu. Przygotowany pod egidą Michała Boniego Raport o kapitale intelektualnym Polski, którego rangę podkreślił sam Donald Tusk pojawiając się na uroczystości upublicznienia dokumentu, to propozycja zdefiniowania na nowo sytuacji, w jakiej się znajdujemy i wyznaczenia nowych celów dla polskiej polityki. Coś drgnęło w sposobie definiowania zasadniczych problemów przez polityków, ale nie należy przesadzać ze zbytnim entuzjazmem.

Koniec transformacji

Jeszcze kilka lat temu stwierdzenie, że realizowany w Polsce model transformacji jest ułomny jeśli chodzi nie o tempo, ale same fundamenty oznaczałoby, że jego autor dołącza do grupy radykałów, którymi straszy się grzeczne dzieci. Raport zrywa z oficjalnym hurraoptymizmem. Okazuje się, że polska transformacja to nie pasmo sukcesów i przejściowych najwyżej trudności.

Po pierwsze Polska wcale nie dogania krajów Unii Europejskiej najszybciej spośród innych państw regionu (s. 10). Po drugie mierzenie rozwoju wyłącznie za pomocą wzrostu PKB jest krótkowzroczne, bo pomija czynniki, które zapewniają wzrost w długim okresie, takie jak wykształcenie, stan infrastruktury czy zaufanie społeczne. Autorzy z tych dwóch przesłanek wyciągają wniosek, że nie rozwijamy się tak szybko jak moglibyśmy i nasz wzrost oparty na wyczerpujących się zasobach (np. przestarzała infrastruktura energetyczna) może okazać się niestabilny. Co możemy zrobić w tej sytuacji? Przede wszystkim musimy wreszcie przyjąć do wiadomości, że transformacja się skończyła i potrzebujemy nowych zasad organizujących polityki społeczne i relacje między państwem, pracownikami i rynkiem. To nie jest już krytyka transformacji, jaką dobrze znamy: że była ona efektem zawłaszczonej rewolucji, która nie powiodła się tylko dlatego, że dokonali jej niewłaściwi ludzie choć ogólna logika była bez zarzutu.

Zamiast dokańczać transformację lepiej zabrać się za budowanie społeczeństwa i gospodarki opartych na wiedzy – proponują autorzy. Za pomocą złożonych wskaźników porównali poziom kapitału intelektualnego Polaków w poszczególnych grupach wiekowych z mieszkańcami innymi krajami Unii Europejskiej. Polacy są na samym dole tabel we wszystkich kategoriach. To zła wróżba dla przyszłego rozwoju naszego kraju.
„Bariery wzrostu” to od lat ulubiony temat ekspertów od ekonomii. Tyle że przy tej okazji słyszymy zwykle slogany o tym, że trzeba jeszcze obniżyć koszty pracy i podatki, że jak chce się wzrostu, to trzeba na niego ciężko pracować (nawet po godzinach), że tylko przedsiębiorcy umieją w innowacyjny sposób wykorzystać kapitał. Autorzy raportu dostarczają kontrargumentów wobec tych przeciwrozwojowych dogmatów. Utrzymywanie niskich kosztów pracy na dłuższą metę oznacza utracenie przewag konkurencyjnych wobec innych krajów, ponieważ w zglobalizowanym świecie zawsze znajdą się tańsi pracownicy. Ciężka i długa praca, w czym Polacy przodują w Europie staje się zagrożeniem dla stabilności społecznej, bo pracujący albo nie mają dzieci, albo decydują się na ich małą liczbę co w dłuższej perspektywie oznacza kłopoty dla rynku pracy i finansów publicznych. Przedsiębiorcy wcale nie są obecnie grupą innowacyjną, ponieważ ich udział w finansowaniu badań jest znikomy a w konkurowaniu o pieniądze na rozwój są mało aktywni.

Co zatem zrobić, żeby Polska była bardziej innowacyjna i konkurencyjna? Autorzy raportu mają wiele propozycji: od upowszechnienia edukacji dla czterolatków, przez indywidualne ścieżki edukacyjne dla młodzieży, egalitaryzację dostępu do wyższych studiów po aktywizację osób w wieku emerytalnym. Czasami podczas lektury pojawia się miłe zaskoczenie, kiedy słowa zaczynają odzyskiwać swój właściwy sens, na przykład w przypadku elastycznego zatrudnienia, które dla autorów raportu oznacza możliwość regulowania czasu pracy w ten sposób, aby było to korzystne dla pracownika zapewniając mu jak najwięcej wolnego czasu wtedy, gdy właśnie go potrzebuje.

Podążanie za wytycznymi zaproponowanymi w raporcie ma sprawić, że: „Polska staje się jedną z najbardziej dynamicznych gospodarek Unii Europejskiej. (…) dzięki silnie rozbudowanej sieci nowoczesnych żłobków i przedszkoli nasze maluchy od samego początku otrzymują doskonałą edukację, a rodziny mogą mieć kilkoro dzieci i godzić doskonale życie zawodowe i rodzinne. (…)W Polsce trudno się nudzić, w społecznościach lokalnych tętni życie, mieszkańcy organizują osiedlowe i dzielnicowe imprezy na których można mile spędzić czas w gronie sąsiadów i znajomych, nikt nie jest pozostawiony sam sobie” (s.9).

Państwo, demokracja i wybór

Mimo wszystkich zalet raportu ciężko zgodzić się z zaproponowaną w nim perspektywą  i przyjąć ją jako obiecujący dokument kierujący Polską politykę na zupełnie nowe tory. Powodów jest ku temu kilka a najważniejsze wiążą się z rolą państwa, rozumieniem aktywności obywatelskiej i brakiem wystarczającej refleksji nad modelami społeczeństw opartych na wiedzy.  

Rzuca się w oczy – co podkreślił na swoim blogu ekonomista Piotr Kuczyński – że raport zaleca rozwiązania, które nie wymagają zwiększenia aktywności państwa. Można zrozumieć ten punkt widzenia jako wyraz perspektywy liberalnej i wiary w moc samoorganizacji społecznej, ale nie można usprawiedliwić, kiedy oznacza to ślepotę na specyfikę polskich problemów, a czasami skłonność do uwzględniania tylko takich danych, które potwierdzają przyjęte założenia. Na przykład autorzy zastanawiając się nad finansowaniem nauki, na którą w Polsce przeznacza się 0,6% PKB w porównaniu do 2-3% w UE, zajmują się przede wszystkim niedostatecznymi powiązaniami między nauką a gospodarką, kompletnie ignorując zagadnienie poziomu finansowania nauki ze środków budżetowych. Tymczasem badania nad poziomem finansowania nauki pokazują, że jeśli nakłady na naukę spadają poniżej 0,4-0,6% PKB, jest ona w stanie pokrywać wyłącznie tak zwane potrzeby własne czyli przede wszystkim pensje naukowców, kształcenie ich następców i koszty utrzymywania budynków oraz aparatury badawczej. Taki stan rzeczy oznacza że nauka nie jest zdolna do wytwarzania innowacyjnych rozwiązań. Na przykład poziom sukcesu w uzyskiwaniu środków z Programów Ramowych UE jest wyraźnie związany z poziomem wydatków na badania i rozwój. Francuzi, którzy na naukę przeznaczają 2,3% PKB w ramach 6 Programu Ramowego dostali środki na realizację 24% zgłoszonych przez siebie projektów. Jeśli będziemy pamiętać, że w Polsce nakłady budżetowe na naukę oscylują wokół 0,3%PKB, a przedsiębiorstwa nie kwapią się, aby finansować badania pieniądze na 15% zgłoszonych do 6 Projektu Ramowego polskich projektów (jeden z najniższych wyników) nie mogą dziwić. Nawet najlepsza komunikacja miedzy naukowcami a przedsiębiorcami nie sprawi, że nakłady na naukę osiągną europejski poziom. Bez wzrostu nakładów państwa w tej dziedzinie będziemy gospodarką opartą na niepłatnej pracy po godzinach.

Państwo jest też istotnym graczem, gdy idzie o zapewnienie funkcjonowania infrastruktury koniecznej dla funkcjonowania społeczeństwa wiedzy takiej jak energia, drogi, pociągi, czy telekomunikacja. W tych sprawach decyzje mają nie tylko wymiar strategiczny, ale także polityczny i powinny być przedmiotem wyboru Polaków jako wspólnoty politycznej. Brak zainteresowania politycznym wymiarem strategicznych decyzji wiąże się ze specyficzną wizją aktywności obywatelskiej obecną w raporcie.

Szersze odwołanie do społeczeństwa obywatelskiego pojawia się dopiero na 115. stronie raportu. Aktywność obywatelska choć zdefiniowana jest przez branie spraw w swoje ręce przede wszystkim, rozumiana jest jako czynnik zwiększający szanse na owoce rozwoju gospodarczego. Takie ujęcie społeczeństwa obywatelskiego jest dziedzictwem III RP. Aktywność społeczna była akceptowana o ile oznaczała odciążenie państwa z jego zobowiązań tak jak choćby przy opiece nad bezdomnymi, ale kiedy tylko przekroczyła granice dobroczynności i działalności kulturalnej, była silnie krytykowana i blokowana. W III RP gdy tylko ludzie organizowali się, aby rzeczywiście brać sprawy w swoje ręce i protestować przeciw zmianom dokonującym się wokół nich, wyklinani byli jako roszczeniowcy i oszołomy, a nierzadko stosowano wobec nich przemoc jak stało się to na górze św Anny albo w Ożarowie. Co charakterystyczne w raporcie nie pojawiają się słowo o związkach zawodowych, które są jednym z najważniejszych przejawów samoorganizacji. W Finlandii, kraju uznawanym za modelowy przykład społeczeństwa opartego na wiedzy, do związków zawodowych należy 80% pracowników.

Warto porównywać wskaźniki kluczowe dla rozwoju gospodarek opartych na wiedzy, bo wtedy nie koncentrujemy się na specyfice poszczególnych krajów i możemy uchwycić ogólne trendy. Ale ma to też istotne wady. Kiedy mówi się jednym tchem o Singapurze, Korei i Finlandii jako społeczeństwach opartych na wiedzy gubi się istotne różnice między modelami społecznymi w tych krajach. O ile w Finlandii liczy się współpraca i zabezpieczenie społeczne obywateli, o tyle w Singapurze, zarządzanym jak przedsiębiorstwo, liczy się konkurencja, a o swoje zabezpieczenie obywatele muszą dbać we własnym zakresie (dlatego też w Singapurze często to rodzice wybierają dzieciom studia, aby w przyszłości dobrze zarabiały i utrzymywały rodziców na starość). Finlandia jest krajem o niskim poziomie nierówności a w Singapurze wskaźniki nierówności są porównywalne z rosyjskimi. Autorzy w ogóle nie zastanawiają się nad tymi różnicami. Tak jakby istniała jakaś uniwersalna recepta na społeczeństwo oparte na wiedzy. I tak jakby tak jakby dzięki temu przepisowi z uniwersalnej książki kucharskiej Polska miała zdobyć puchar w jakimś międzynarodowym wyścigu.

Stare wino w nowych butelkach


Ta cecha raportu niepokoi najbardziej, bo przypomina dobrze znaną historię budowania kapitalizmu po 1989 roku. Ustalono, że tylko jedna droga jest racjonalna i debata nad możliwymi kierunkami w jakich Polska mogła by zmierzać została ograniczona. Konflikt rozgrywał się między oświeconą elitą a irracjonalnymi mącicielami, ewentualnie skamielinami dawnego porządku. Takie rozdanie ról skutecznie blokowało demokratyczną debatę i przyczyniało się do wycofywania się ludzi z aktywności społecznej i politycznej. Brak wpływu na kształt transformacji Polacy zrekompensowali sobie w 2005 roku, głosując na partie populistyczne domagające się moralnej rewolucji i rozliczenia winnych nieudanych zmian.

Każdy, kto myśli o głębokiej zmianie w polskiej polityce i życiu społecznym, musi wziąć pod uwagę te dwa sposoby rozgrywania konfliktu. Pierwszy polega na generowaniu fałszywego konsensu i wykluczaniu głosów domagających się wzięcia pod uwagę alternatywnych wizji organizowania życia społecznego. Drugi sprowadza się do wyznaczenia zdrajców, którzy nie mają moralnego prawa do uczestniczenia w życiu wspólnoty narodowej. Obydwa sposoby organizacji konfliktu są dziś naszymi bezrefleksyjnymi nawykami i obydwa stanowią naszą słabość. Jeśli uznajemy, że modernizację – niczym klasyczną sztukę – można tylko odgrywać według jednego scenariusza, zaś wspólnotę narodową traktujemy jako coś gotowego i wymagającego tylko obrony przed obcymi wpływami, sami zwalniamy się z odpowiedzialności za decyzje dotyczące przyszłości tej wspólnoty. Kiedy linia sporu oddziela oświeconych od ciemniaków albo rycerzy bez skazy od zdrajców, ciężko debatować nad zaletami i wadami poszczególnych rozwiązań. Jeśli konflikt polega raczej na wyznaczaniu grup, które należy wykluczyć, niż na szukaniu sprzymierzeńców dla wizji, którą chce się zrealizować, polityka demokratyczna zostaje zredukowana do procedury wyborczej i bicia w plemienne tam tamy.

Projekt budowy społeczeństwa opartego na wiedzy, aby rzeczywiście odmienić Polskę, musi uwzględnić polityczny wymiar decyzji o drodze rozwoju. Jeśli uczestnictwo w demokracji będzie się ujmować wyłącznie jako dodatek do ekonomii i czynnik zapewniającym długotrwały wzrost, głęboka zmiana nie nastąpi i dalej będziemy jechać starymi koleinami.

  


Na podobny temat




  Skomentuj

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

Aktualizacja    ( 04.09.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »