Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Frączak: Sześć grzechów głównych NGO Drukuj
Piotr Frączak*   
12.08.2009
W tekście-apelu Danuty Kuroń Czy autonomiczne organizacje społeczne są potrzebne? pojawia się dość pesymistyczny opis sytuacji działalności społecznej w Polsce. Oto „organizacje społeczne albo upadają z braku środków (co grozi także naszej Fundacji), albo zamieniają się w instytucje realizujące zadania zlecone. Pisząc o organizacjach społecznych, mam na myśli takie organizacje, które podejmują działania w sposób autonomiczny, cele i metody realizacji zadań uzgadniając w interakcji z osobami uczestniczącymi w działaniach. Stawiam tezę, że organizacji społecznych działających autonomicznie jest coraz mniej w proporcji do organizacji, które wykonują zadania zlecone przez gminy, organizacje i firmy grantodawcze oraz fundusze europejskie. Zdobycie środków na działalność statutową jest prawie niemożliwe wobec powszechnego przekonania, że działania podejmowane przez organizacje społeczne mogą być finansowane przez ogromne fundusze europejskie i tylko od naszej sprawności i kompetencji zależy, czy potrafimy z tej szansy korzystać.”

Przyznaję, że ta diagnoza jest absolutnie słuszna. Pokazuje słabość polskich organizacji, jak to autorka określa – autonomicznych, wskazując na rozrost organizacji działających na zlecenie, które są oczywiście niesłychanie potrzebne, ale które, o ile stracą swoje zaplecze społeczne, swojego ducha przedsiębiorczości (społecznej) i niezależności skazują się na bycie przedłużeniem administracji publicznej.

Ponieważ nie znam sytuacji Fundacji prowadzonej przez panią Danutę, poniższy tekst nie będzie odnosił się bezpośrednio do niej. Ale chciałbym, wykorzystując ten ważny apel, podzielić się własnymi spostrzeżeniami, odnoszącymi się do polskich organizacji pozarządowych AD 2009.

Po pierwsze pieniądze?

Podstawowym problemem w odczuciu organizacji pozarządowych jest brak pieniędzy - tak wskazują wszystkie badania. Chciałbym jednak kwestie finansowe zostawić na koniec, a zacząć od tego, co w organizacjach znacznie cenniejsze, czyli kapitału ludzkiego i społecznego. Złośliwie można powiedzieć, że im więcej środków dostajemy z Unii, tym mniej obywatele angażują się w działalność społeczną. Spada członkostwo, spada zaangażowanie wolontarystyczne. I myli się ten, kto myśli, że więcej środków na organizacje coś tu pomoże. Gdzieś na początku transformacji jedna z organizacji dostała, bodaj z funduszy przedakcesyjnych, środki na zwiększenie swojej bazy członkowskiej. Po zrealizowaniu projektu okazało się, że ma mniej członków niż przedtem (w ramach działań wykreśleni zostali ci, którzy istnieli tylko na papierze). Wielu organizacjom nie opłaca się szukać zaangażowanych członków czy wolontariuszy, stosunkowo łatwiej jest zdobyć dofinansowanie i kogoś zatrudnić. Bo przecież taki społecznik wpłaci do kasy rocznie w formie składek co najwyżej kilkadziesiąt złotych i jeszcze będzie chciał w organizacji mieć coś do powiedzenia.

Niezależne źródła finansowania   

I tu dochodzimy do kwestii zasadniczej. Zdobycie środków od członków, darczyńców, sponsorów jest możliwe, ale nie jest łatwe. Co więcej – wymaga wysiłku organizacyjnego, który w mniejszych organizacjach oznacza przestawienie się w dużej mierze na działalność promocyjną i informacyjną, na spotkania, podziękowania i realizowanie strategii fundraisingowej, co łatwo może przytłoczyć rzeczywistą działalność organizacji. To samo zresztą dotyczy działalności gospodarczej, pozwalającej uniezależnić organizację od sponsorów, ale wymagającej wysiłku, który najczęściej odbija się na realizacji misji. Koszty niezależności finansowej mogą być więc za wysokie. Ale to nie znaczy, że nie jest to dobry pomysł. Znam organizacje, których przedstawiciele mówią: Próbowaliśmy kiedyś startować o środki publiczne i niestety wygraliśmy - to była taka biurokracja, że nigdy więcej…

Fundusze Europejskie i inne takie

Bo oczywiście koszty „realizacji grantów” też nie są małe. Trzeba przygotować wniosek, często bardzo skomplikowany. Trzeba prowadzić ogromną sprawozdawczość, dokumentować na tonach papieru, poprawiać, przechowywać. Ale dla wielu „stopa zwrotu” jest wystarczająca, aby się w to bawić. Pytaniem jest, czy cel każdej organizacji da się sfinansować ze środków europejskich? Na pewno nie, choć szansa jest większa, niż się nam wydaje. Ale też zazwyczaj nie może to być główny i jedyny cel projektu. Trzeba umiejętnie połączyć oczekiwania sponsora z własnymi potrzebami. I znów – znam sporo organizacji, które potrafią tak pisać wnioski, by wpisać się w oczekiwania tego, który daje, a równocześnie nie stracić z pola widzenia celu, dla którego organizacja istnieje. Bardzo często nie są to cele, które mogłyby być wprost finansowane z funduszy, co nie znaczy, że ktoś tu kogoś oszukuje. Dla sponsora to, że realizacja finansowanego przez niego projektu przyczynia się do osiągnięcia ważnego celu społecznego, jest (albo powinna być) czymś bardzo cennym.

Winne są też organizacje

I tu dochodzimy do kwestii zasadniczej. Sytuacja jest zła, ale nic się nie zmieni, jeśli same organizacje nie podejmą wysiłku. Nikt nie jest bez winy. Są organizacje (aż chciałoby się powiedzieć quasi-organizacje) społeczne, które po prostu wykorzystują sytuację. Dają, to trzeba brać. Na co brać? Na to, na co dają. Organizacje takie realizują projekty, które w rzeczywistości nic dobrego nie przynoszą, robią kampanie medialne, które dają im niezależne środki w większości przeznaczane na kolejne kampanie. Wystarczy przejrzeć dowolne wyniki konkursu grantowego finansowanego np. z EFS, by zobaczyć, że spora część wniosków budzi poważne zastrzeżenia, co do tego, czy warto je z tych środków finansować.  Jasne, że dobrze wyszkolony „pisacz wniosków” ma większe szanse na zdobycie większej liczby punktów niż społecznik, który po powrocie z pracy idzie podziałać społecznie, a wieczorkiem wniosek napisze. Nie zmienia to jednak faktu, że działania pozorne, marnotrawienie środków publicznych powinno być potępione. I tu jest trochę winy po stronie tych niewinnych organizacji. Bo jeśli jest nieprawidłowość, jeśli jest patologia, to trzeba z nią walczyć. A kto ma walczyć o racjonalne wydatkowanie publicznych pieniędzy na cele społeczne jak nie sami społecznicy?

Dlatego też spróbowałem jakiś czas temu sformułować sześć grzechów głównych (choć nie jest to katalog zamknięty), które – jak mi się zdaje – zdarzają się w organizacjach. Ich nazwanie mogłoby spowodować, przynajmniej u niektórych, rachunek sumienia i… może postanowienie poprawy.

1. Pozorność działań

Ten grzech przybierać może różne formy. Np. organizacja działa tylko po to, by działać (bo ma na to pieniądze), a nie po to, by coś zrobić. Ma wielkie cele, a realizuje jakieś drobne programy, wprowadzając w ten sposób w błąd swoich beneficjentów. Udaje efektywność, np. poprzez zakładanie celów, które i tak już osiągnęła. Korzysta z tego, że łatwiej jest zdobyć pieniądze np. na kampanię reklamową wspomagającą biedne dzieci, niż pomóc konkretnemu dziecku.

2. Marnotrastwo

Pozorność działań sama w sobie jest marnotrawstwem ludzkiej energii, zdobytych środków. Jednak zdarza się, że organizacje i w inny sposób popełniają grzech marnotrawstwa. Dostosowują wydatki do zapisów umowy, a nie do rzeczywistych potrzeb, wykorzystują publiczne (społeczne) środki do realizacji prywatnych celów. Efekty projektów, które są niby publiczne, chowają na dole szuflady, bo może się kiedyś przydadzą – i na wszelki wypadek nie pozwolą z nich korzystać nikomu innemu.

3. Zależność

Organizacje chwalą się swoją niezależnością, ale często jest to niezależność w sferze gestów i deklaracji. Uzależnione od źródeł finansowania organizacje boją się wyrazić swoje zdanie (czasem nawet mieć swoje zdanie), akceptując warunki, które narzucają sponsorzy. Organizacje, które realizują nie swoje cele, które w istocie nie są ani pozarządowe, ani niekomercyjne nie należą do wyjątków.

4. Chciwość

Organizacje często zaczynają myśleć kategoriami rynkowymi – co się opłaca, a co nie. „Niewidzialna ręka” rynku być może doskonale kieruje przedsiębiorstwami biznesowymi, ale dla organizacji pozarządowych jest czymś zabójczym. Zwłaszcza, jeśli zaczynają oceniać wagę sprawy po ilości pieniędzy dostępnych na rynku na jej rozwiązanie.

5. Bezideowość

Z zależności i chciwości rodzi się kolejne niebezpieczeństwo, jakim jest bezideowość. Parafrazując wieszcza – „cecha taka w administracji zasługą, w organizacji grzechem”. Zimna, profesjonalna organizacja pozarządowa to albo tylko przedłużenie publicznej administracji, albo maszynka do realizowania dowolnych zleceń.

6. Pycha

Jednak i ideowość może być grzechem głównym, jeśli przemienia się w pychę. Wiele organizacji czuje, że ponieważ robią coś dobrze, to nikt inny nie ma prawa tego robić. Jesteśmy najlepsi w Polsce, mamy dobre rozwiązania, umiemy to. Nam należy się uznanie, hołdy i… oczywiście pieniądze.

Sektor pozarządowy, jak zresztą i inne sfery życia publicznego, nie jest doskonały. Ma swoje wady i grzechy. Problem naprawdę zaczyna się wtedy, gdy te wady i grzechy stają się normą. Gdy nie podejmujemy z nimi, jeśli nie walki, to przynajmniej polemiki. I dlatego tekst Danuty Kuroń w moim przekonaniu jest niesłychanie ważny. Jest temat do szerokiej debaty publicznej i analizy doświadczeń 20 lat działalności pozarządowej w Polsce.

 — 
*Piotr Frączak - prezes Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych, członek zespołu Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Zobacz też: Wikipedia obywatelska.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |13.08.2009 00:46:44
Ważny, mądry opis kawałka rzeczywistości. Warto aby dostał się na pierwsza
stronę, aby został przeczytany i przyswojony.
Umiarkowany pesymista   |13.08.2009 13:56:17
Jeszcze jeden grzech - do tych, które Piotrze wskazujesz - traktowanie
organizacji pozarządowych jako dodatku do EFS-u. To już stało się nagminne.
Co
mnie martwi, że jak zwykle tekst słuszny, mądry i na temat - do przeczytania,
przemyślenia i skwitowania wzruszeniem ramion. Brak dyskusji o ważnych sprawach
w sektorze pozarządowym również nagminny.
daleko, blisko   |16.08.2009 09:19:59
Jest to bardzo udany artykuł. Niestety, owe grzechy główne są też grzechami
nagminnymi, najbardziej zawsze bolały mnie lenistwo /nawet w wymiarze
codziennym: praca w biurze i tutaj oznacza przekładanie papierków i internet/ i
chciwośc. Artykuł jest tak dobry, że nie ma sensu dopowiadac czegokolwiek na
poziomie ogólnym. Chciałabym więc dorzucic jedno od siebie: Pracując (zawsze
jako wolontariusz) dla NGOs w Polsce, które skupiały nie tylko Polaków, albo
często nawet były organizacjami zakładanymi przez mniejszości w Polsce,
doświadczałam wielokrotnie wstydu i złości, widząc jak wobec bezinteresownego
zaangażowania czy to Gruzinów, Azerów, Ukraińców czy to Szwedów, Norwegów,
Niemców, polscy współpracownicy kalkulują, obliczają, planują awanse i kariery,
najchętniej w zagranicznych siedzibach organizacji… Współpracuję aktualnie z
dwiema organizacjami pozarządowymi - jedna zatrudnia 4 osoby, a druga 12 osób,
pierwsza ma zasięg na wszystkie niemieckojęzyczne kraje, a druga jest
najważniejszą europejską NGO podejmujaca problematykę głodu. Współpraca polega
na tym, że samodzielnie opracowuję swój program, sama staram się o dotacje, a
wskazuję jedynie daną organizację, pod której patronatem chcę projekt
realizowac, w zgodzie z zasadami, jakimi kieruje się ta organizacja. Mniej
wiecej 3 miesiące w roku spędzam wypełniając różne wnioski… Mam jednak
świadomośc, że właśnie tego przez lata brakowało mi w Polsce, że we wszytskich
fundacjach było za dużo komputerów i biurek, a za mało pracy, kreatywnosci i
odpowiedzialności. Może pechowo trafiałam, nie wiem.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02630 Seconds