Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Forecki: Majowe marcowanie Drukuj
Piotr Forecki   
02.06.2009

Publikacja na łamach niemieckiego czasopisma „Der Spiegel” artykułu o różnych formach współudziału obywateli europejskich państw w zagładzie Żydów wywołała w Polsce reakcje niewspółmierne do jego treści. Zaskoczyły one zapewne nie tylko autorów tekstu, ale także wszystkich tych, którzy po Jedwabnem i innych debatach z polską-żydowską przeszłością w tle sądzili, że pewną lekcję udało się nam już odrobić. Reakcje te ujawniają jednak coś więcej.

To nie zbliżające się eurowybory, ale planowany w Monachium proces podejrzanego u współudział w zagładzie Żydów, pochodzącego z Ukrainy Iwana Demianiuka stanowił asumpt do publikacji w „Spieglu” artykułu Niemieccy zbrodniarze i ich pomocnicy. Ciemny kontynent. Ta niewątpliwa zależność przysłaniana jest dziś w komentarzach narracjami z pogranicza teorii spiskowych, socjotechniki i marketingu politycznego. W ich kontekście najbardziej jednak frapuje fakt, iż tekst ten w istocie w żaden sposób nie poszerza naszej wiedzy o polskim uwikłaniu w Holokaust. Wątków polskich jest w nim zresztą niewiele i sprowadzają się one do kilku potraktowanych lapidarnie zagadnień: szmalcowników, pogromu w Jedwabnem (i niewymienionych już „innych miejscowościach”) oraz powojennych mordów na Żydach, których ofiarą padło, według „Spiegla”, od 600, „a być może nawet” 1000  osób.

Gdyby intencją autorów było poświęcenie Polsce szczególnej uwagi, to z pewnością mogliby napisać znacznie więcej i mieliby o czym, bo to właśnie Polska była główną areną Zagłady. Wystarczyłoby skorzystać z najnowszych publikacji warszawskiego Centrum Badań nad Zagładą Żydów czy spenetrować archiwa Żydowskiego Instytutu Historycznego. Autorzy ograniczyli się jednak do faktów i wydarzeń, którym polscy historycy poświęcili już kilka istotnych publikacji. Dość wspomnieć o wydanych przez IPN dwóch tomach na temat zbrodni w Jedwabnem i okolicznych miejscowościach, książce Andrzeja Żbikowskiego U genezy Jedwabnego, pracy Jana Grabowskiego o szmalcownikach i szantażystach „Ja tego Żyda znam…”, Strachu Jana Tomasza Grossa czy też starszej daty książkach oraz artykułach Bożeny Szaynok, Krystyny Kersten i Józefa Adelsona.

Publikacja „Spiegla” nie poszerza ani nie podważa również dotychczasowej wiedzy o postawach obywateli innych państw Europy, którzy na swój sposób, samozwańczo lub/i w ramach zinstytucjonalizowanej współpracy, pomogli nazistom w realizacji ostatecznego rozwiązania. Trudno także nie zgodzić się z zawartą w tym tekście tezą, że ta dobrowolna lub wymuszona współpraca miała wpływ na skalę zaplanowanego przez nazistów przedsięwzięcia. Jednakże i to żadna nowość. Innymi słowy, próżno szukać w jego treści mijania się z faktami i zaskakujących informacji, o czym w wywiadzie dla „Gazety” mówił historyk Zagłady Dariusz Libionka i z czym na poziomie deklaracji podobno zgadza się wielu publicystów i zabierających głos w dyskusji polityków. O co zatem chodzi?

Kluczowym zarzutem wobec autorów artykułu uczyniono historyczny rewizjonizm. To, że pragną oni podzielić się odpowiedzialnością za Holokaust z innymi europejskimi państwami i narodami, a tym samym odciążyć trudną przeszłość własną. Ponadto powstanie tego tekstu odczytywane jest w szerszym kontekście - jako dowód pewnej tendencji w niemieckim myśleniu, mówieniu i pisaniu o II wojnie światowej. Tendencji, która objawiać ma się między innymi w zabiegach zmierzających do zmiany ustalonych ról i uczynienia ze sprawców wojny jej ofiar. Listę dowodów, że taki trend istnieje, otwiera, rzecz jasna, działalność Eriki Steinbach, uzupełnia niemiecka kinematografia (Gustloff, Ucieczka, Kobieta w Berlinie) i literatura (np. Günter Grass), a zamyka ostatnie oświadczenie CDU/CSU.

Stąd dla Piotra Semki artykuł w „Spieglu” potwierdza „najgorsze polskie obawy co do zmian w niemieckim myśleniu o II wojnie światowej”, sugeruje, że „hitlerowcy znaleźli w narodach Europy równego sobie partnera w nienawiści do Żydów i żądzy mordowania” i zrównuje „niemieckich architektów i reżyserów zbrodni z tymi, których Niemcy do zbrodni pchnęli i których za mord wynagradzali”. Wtóruje mu Paweł Lisicki, który stwierdza, że „Spiegel” „stara się napisać historię na nowo”, a autorzy artykułu „zrobili wszystko, by niemiecką winę rozmyć”. Czemu służy Ciemny kontynent, wie również Andrzej Talaga („artykuł inteligentnie rozmywa niemiecką odpowiedzialność”) i wielu innych publicystów - „Rzeczpospolitej”, „Dziennika”, „Polski”, o „Naszym Dzienniku” nie wspominając. Publicznie mówią o tym także niektórzy posłowie i senatorowie Prawa i Sprawiedliwości, z Beatą Kempą, Janem Ołdakowskim i Arkadiuszem Mularczykiem na czele. Prezes PiS Jarosław Kaczyński prorokuje, że „jeszcze trochę i będziemy Niemcom płacili odszkodowania za żołnierzy poległych w Powstaniu Warszawskim”. Do krytyków artykułu w „Spieglu” przyłączyli się także Władysław Bartoszewski, który uznał go za „wierutne kłamstwo” i „bzdurę niewartą komentowania”, oraz Szewach Weiss, według którego Niemcy nie potrafią sobie poradzić ze „znakiem Kaina” na swoim czole i chcą się nim podzielić „z członkami innych narodów”.

Wobec takiego odczytania artykułu Ciemny kontynent trudno nie zauważyć, iż wypowiadający się na jego temat kreują własną rzeczywistość, która z samym tekstu niewiele ma wspólnego.  Autorzy „Spiegla” w kilku miejscach jasno wskazują przecież pomysłodawców, architektów i głównych koordynatorów Zagłady. Czarno na białym napisano tu, iż „nie ulega wątpliwości, że bez Hitlera, szefa SS Himmlera i wielu, wielu innych Niemców nigdy nie doszłoby do Holokaustu”, albo że „tylko Hitler wraz z otoczeniem i Wehrmacht mogli wstrzymać Holokaust”. Fragmentów o podobnej wymowie jest więcej, ale dla Piotra Semki mają one charakter czysto „rytualny”, podobnie jak dla Piotra Skwiecińskiego, który uważa je za „rytualne zabezpieczenie”. Liczą się więc jedynie przypisywane autorom „Spiegla” intencje, a te uznaje się za jednoznacznie negatywne.

O tym, że Niemcy próbują rozmyć swoją odpowiedzialność za Holokaust i podzielić się nią z Polakami, powiedziano najwięcej w trakcie antysemickiej kampanii marcowej w 1968 roku. Z tego punktu widzenia nie jest to więc zarzut nowy, choć nie sposób, rzecz jasna, porównywać ówczesnych tekstów prasowych i oficjalnych wystąpień partyjnych dygnitarzy z wypowiedziami, których świadkami jesteśmy obecnie. Niemniej jednak wystarczył jeden - zgodny z faktografią - artykuł w niemieckiej prasie, by ożywić pewne narracje i wprowadzić stan wyjątkowy.

Także rola V kolumny została wyznaczona, choć już nie w oparciu o kryteria etniczne, ale na podstawie stosunku do publikacji w „Spieglu”. Zbiorowo przypadła w udziale „Gazecie Wyborczej” i PO, którym Jarosław Kaczyński przypisał antypolskie działania i gotowość do oskarżania „nas o to, że nie byliśmy ofiarami hitlerowskich Niemiec, tylko tymi, którzy z Niemcami współpracowali”. Indywidualnie została natomiast przyznana dr Alinie Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego - i na tym przypadku warto się na chwilę zatrzymać.

W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”, na pytanie „Czy Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust”, historyczka dr Alina Cała odpowiedziała: „W pewnym stopniu tak. Przyczyną tego był przedwojenny antysemityzm, który nie przygotował ich moralnie do tego, co miało się dziać podczas Zagłady”. W dalszej części wywiadu Cała w rzeczowy sposób wyjaśniła, w jaki sposób atmosfera wytworzona przez szermujący antysemickimi hasłami obóz narodowy oraz Kościół katolicki i katolickie czasopisma przyczyniła się co najmniej do bierności i obojętności większości Polaków wobec Zagłady. W tym właśnie kontekście powiedziała także, iż „w pewnym sensie” Polacy są odpowiedzialni za „śmierć wszystkich – 3 milionów” Żydów. Nie miejsce tu, by streszczać poszczególne wątki z wypowiedzi Aliny Całej, ale warto wspomnieć, że jej wywód znajduje potwierdzenie w bogatej literaturze przedmiotu, by przywołać choćby prace Ronalda Modrasa Kościół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933-1939, Anny Landau-Czajki Koncepcje rozwiązania kwestii żydowskiej w publicystyce polskiej lat 1933-1939 czy Antysemityzm dla inteligencji? Małgorzaty Domagalskiej.

Godne szczególnej uwagi są reakcje na ten wywiad. Swojego oburzenia stwierdzeniami Aliny Całej nie krył na łamach „Rzeczpospolitej” Władysław Bartoszewski, „nonsensy, uproszczenia, konfabulacje” oraz „skrajnie lewicowe poglądy” przypisał jej Piotr Gontarczyk, o swoim „wkurzeniu” wobec „kosmicznych bzdur” Aliny Całej mówił Jan Ołdakowski, a prowokacją nazwał jej wypowiedź arcybiskup Leszek Sławoj Głódź. Metropolita gdański stwierdził także, że Kościół ma czyste sumienie i „nie ma żadnych lęków przed nagonkami”, dodając, że „jak tak dalej pójdzie, to się doczekamy stwierdzeń, że to myśmy wywołali wojnę”. Wypowiedzi te budują pewną atmosferę, ale w jej kreowaniu znacznie dalej poszedł Piotr Zaremba.

W swojej polemice z Aliną Całą na łamach „Dziennika” zgodził się wprawdzie z niektórymi jej spostrzeżeniami, ale zarazem zupełnie wypaczył sens jej słów, traktując zdanie o udziale Polaków w zamordowaniu 3 milionów Żydów dosłownie. Tym samym ogołocił stwierdzenia historyczki z ŻIH z wielu znaczących sformułowań, takich jak „w pewnym sensie” czy „w pewnym stopniu”, które taką dosłowność interpretacji uniemożliwiały. Nie to jednak czyni wypowiedź Piotra Zaremby szczególną, a insynuacje, które w niej zawarł. Otwarcie stwierdził, że Alina Cała to „zaciekły wróg Kościoła katolickiego”, legitymizując przy tym swoje stwierdzenie własnym doświadczeniem („miałem się kiedyś okazję przekonać osobiście, że fanatyczny)”. Otwarcie również zauważył, iż „całkowicie mimowolnie pani Cała, nie będąc Niemką, wpisała się w dążenie Niemców, aby podzielić się z kimś odpowiedzialnością za największą tragedię XX wieku” i że „Cała idzie dalej niż niemiecka gazeta”. Tyle wprost. Nie wprost podważył natomiast prawomocność wywodu Aliny Całej w odniesieniu do roli Kościoła katolickiego w infekowaniu antysemityzmem polskiego społeczeństwa przed II wojną światową. Bo czy antykatolicka fanatyczka może być w tej sprawie obiektywna? To jednak nie wszystko. Wyobraźmy sobie bowiem, że wzorem Piotra Zaremby eliminującego z wypowiedzi Aliny Całej sformułowania „w pewnym sensie” i „w pewnym stopniu” usuwamy z jego własnego wywodu na  temat „wpisania się Całej w niemieckie dążenia” słowo „mimowolnie”. Czy w kontekście instytucji, w jakiej jest ona zatrudniona – Żydowskiego Instytutu Historycznego, o czym Piotr Zaremba informuje w pierwszych słowach swojego tekstu - nie robi się jakoś dziwnie lepko i znajomo? Doświadczony Marcem czytelnik, pamiętający ówczesne nauki o istnieniu niemiecko-żydowskiego spisku, którego celem jest rozmycie niemieckich win oraz przypisanie Polakom współodpowiedzialności za Holokaust, może się zastanowić, czy oto na jego oczach nie powtarza się historia.

Z pewnością natomiast zastanowić powinni się redaktorzy „Dziennika”, czy eksponując w pierwszych zdaniach lidu wyrwanej z kontekstu i niepełnej wypowiedzi historyczki: „Polacy odpowiadają za śmierć trzech milionów Żydów - twierdzi doktor Alina Cała z Żydowskiego Instytutu Historycznego”, nie skazują tej wymienionej z imienia i nazwiska badaczki na werbalny lincz ze strony anonimowych internautów. I w rzeczy samej, kilkadziesiąt wpisów pod tekstem jest bogato inkrustowanych antysemicką retoryką. W imię deklarowanej przez redaktorów „Dziennika” troski o eliminowanie mowy nienawiści z internetowej przestrzeni (blogi, fora etc.) oraz frasunku nad anonimowością internautów refleksja taka wydaje się szczególnie uzasadniona.

Jest jeszcze jedna kwestia w polskiej dyskusji wokół artykułu w „Spieglu”, na którą warto zwrócić uwagę, a mianowicie zupełne unieważnienie jego przesłania, tak w polskim, jak i w europejskim kontekście. Czytając bowiem liczne komentarze i słuchając rozmaitych wypowiedzi, można dojść do wniosku, że Zagłada to nie nasza sprawa. Dotyczy ona Niemców (sprawców) i Żydów (ofiar). Innymi słowy, od czasów wojny i oddzielnego umierania Polaków i Żydów nic się nie zmieniło. Pisał o tym Sławomir Mrożek: „To, co się działo podczas okupacji z Żydami, nie budziło w moim otoczeniu uciechy, budziło zgrozę, ale była to zgroza wkomponowana w ogólną grozę wojenno-okupacyjną. Ostatecznie to, co się działo między Niemcami a Żydami, to była sprawa między Niemcami a Żydami. Nie nasza, a więc nic nam do niej” (S. Mrożek, Nos, „Kultura” 1984). Otóż między innymi właśnie dlatego, że Zagładę tak wówczas postrzegano, jak również z racji naszej aktualnej wiedzy o haniebnych postawach Polaków wobec Żydów w czasie wojny, których w żaden sposób nie zbilansują drzewka w Yad Vashem, nie można już dziś tak myśleć. Strach, by „strażnik-kret” z wiersza Czesława Miłosza nie policzył nas „między pomocników śmierci: Nieobrzezanych”, nie może blokować mówienia. Na nic zda się „sepizacja”, pod którym to pojęciem, zaczerpniętym z języka angielskiego (SEP – somebody else’s problem), kryją się dyskursywne praktyki unieważniania problemów uznanych za cudze. Dziś objawiają się one pod przykryciem stwierdzeń, iż Niemcom nie wypada publicznie wypowiadać się o innym niż ich własny udziale w Holokauście, bo to ich problem i ich sprawa. Czy jednak „piętno Kaina” wyklucza możliwość mówienia o przeszłości, zwłaszcza gdy robi się to uczciwie, w żaden sposób nie próbując wymazać własnej winy?

Artykuł w „Spieglu” dobitnie pokazuje, że Zagłada jest doświadczeniem całej Europy. Czynienie z niej sprawy pomiędzy Niemcami a Żydami usuwa z pola widzenia szereg istotnych kwestii, jak choćby tę, na ile obecny w Europie antysemityzm uczynił Zagładę możliwą do pomyślenia i zrealizowania. To przecież w tej cywilizowanej i nowoczesnej Europie zawiodły wszelkie mechanizmy zabezpieczające, zawiodła etyka i humanizm. Jak pisał Henryk Grynberg, „Europa ma na swoim sumieniu więcej zbrodni niż cała reszta świata. A jej XX wiek pobił rekordy wszystkich czasów. To ona urodziła Hitlera. Tylko w Europie wychowanej na micie antyżydowskim można było tak zdeprawować sumienia”. Czy konstatacja ta jest daleka od tego, o co w „Spieglu” pyta Götz Aly? Czy Zagładę można wyjaśnić, sprowadzając ją wyłącznie do historii Niemiec? Inna jest z pewnością Europa po Zagładzie. Europa sprawców, ofiar i świadków. „Do Europy tak, ale razem z naszymi umarłymi” – pisała Maria Janion. Żydzi są naszymi umarłymi i są umarłymi Europy. Może właśnie tak należałoby odczytać artykuł w „Spieglu”, zamiast podbijać nacjonalistyczny bębenek, straszyć niemiecką rewizją historii i wzywać do dawania odporu.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.06.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.08791 Seconds