Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sutowski: Faszyzm nie przejdzie… na razie Drukuj
Michał Sutowski   
14.02.2010
Tym razem naprawdę nie przeszli. Po raz pierwszy od wielu lat, w rocznicę alianckiego nalotu dywanowego, w centrum Drezna nie było demonstracji skrajnej prawicy. Władze landu i miasta od dawna nie mogą sobie poradzić z problemem na gruncie prawnym i znaleźć podstaw do zakazu faszystowskich marszy – podobnie jak władzom federalnym nie udała się kilka lat temu próba delegalizacji Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD).

Każdego roku, 13 lutego na drezdeńską starówkę przybywało kilka tysięcy zwolenników NPD, Niemieckiej Unii Ludowej, Autonomicznych Nacjonalistów, skinheadów i innych zwolenników Niemiec tylko dla „prawdziwych” Niemców. Przemarsze kończyły się starciami z grupami antyfaszystowskiej lewicy, które media głównego nurtu przedstawiały często w konwencji konfliktu radykałów z prawa i z lewa – z niewielkim tylko przechyłem sympatii w stronę młodych anarchistów, Zielonych czy socjalistów.

Tym razem jednak, około pięciu tysięcy faszystów nie zdołało przedrzeć się do centrum miasta. Na rynku głównym mieszkańcy miasta utworzyli żywy łańcuch blokujący do niego dostęp, a liczne grupy kontrdemonstrantów, pokojowo blokujących drogi wokół dworca Neustadt, praktycznie uniemożliwiły przemarsz. Policja – po raz pierwszy od bardzo dawna – stanęła po stronie protestującej lewicy: blokując demonstrację, argumentowała, że „nie może zagwarantować jej bezpieczeństwa”, w związku z czym przemarsz musi zamienić się w… pikietę pod dworcem. Skinheadzi wznosili wrogie policji okrzyki, oskarżając władze miasta o… faszyzm, i domagając się „wolnej przestrzeni dla niemieckiej młodzieży”. Późnym popołudniem większość z nich rozjechała się z powrotem do domów. W czasie pojedynczych starć zatrzymano kilkadziesiąt osób.

Klęska skrajnej prawicy – niewątpliwie. Ale czyj to sukces? Do obywatelskiego wystąpienia na rynku wzywała chadecka burmistrz Drezna, Helma Orosz. Do zgromadzonego tam tłumu-łańcucha mówiła m.in. o konieczności budowy „twierdzy (Festung Dresden) przeciwko głupocie i nietolerancji”, podkreślając, że dla „tamtej bandy nie ma tutaj miejsca”. Apel władz miasta wspomógł lokalny Uniwersytet Techniczny, którego studenci namawiali mieszkańców do uczestnictwa w proteście.

Pokojowe zgromadzenie na starówce to ciekawy przykład obudzenia obywatelskiej świadomości wśród raczej biernych na co dzień, liberalnych członków klasy średniej różnych pokoleń i politycznych orientacji. Doświadczenie polskie pokazuje jednak, że skrajna prawica to przeciwnik stosunkowo łatwy dla liberalnego mainstreamu – zmobilizować statecznych mieszczan do symbolicznego protestu przeciwko faszystom (bądź ich widmu, jak w przypadku projekcji niektórych przeciwników IV RP) naprawdę nietrudno. Tym, co wprowadziło jakościową zmianę do tegorocznych obchodów alianckich nalotów, była postawa radykalnej lewicy.

Demonstranci blokujący (biernie!) faszystowski przemarsz zdecydowali się wreszcie na zorganizowane działanie – związek „Nazi-freies Dresden” zebrał kilka tysięcy osób, które zgromadziły się w węzłowych punktach trasy z dworca do centrum. Byli wśród nich m.in. działacze Die Linke, którzy zorganizowali „publiczne posiedzenie” swej partii. Działania przeprowadzono w taki sposób, żeby w miarę możliwości zapobiec fizycznym starciom – telewizyjny obraz kopanego skinheada zbyt często wzbudzał fałszywe przekonanie o rzekomej „symetrii” działań faszystów i lewicy. Tym razem udało się antyfaszystom pokazać rzeczywisty wymiar politycznego konfliktu i przedefiniować spór z kategorii „porządni obywatele” (czyli siedząca w domu milcząca większość) kontra „uliczni radykałowie” (nieważne, z lewa czy z prawa) na spór lewicy i liberalizmu z faszyzmem i populizmem.

Z wydarzeń w Dreźnie płyną co najmniej dwa wnioski – taktyczny i strategiczny. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to widać dobrze, że w ostatnich latach udało się w Niemczech wypracować sensowną formułę pokojowych kontrdemonstracji. Podobnie jak w czasie blokady ksenofobicznego Szczytu antyislamskiego w Kolonii w 2008, nie tylko powstrzymują one wystąpienia faszystów, ale pomagają też zyskać pozytywny rozgłos. Protest symboliczny zyskuje w ten sposób konkretny wymiar i stanowi częściową przynajmniej odpowiedź na groźne, a obecne w europejskiej polityce tendencje (prawicowy ekstremizm skierowany jest głównie przeciw imigrantom, faszystowska żałoba po ofiarach „alianckiego terroru” to czysto instrumentalny kostium historyczny skrywający sprzeciw wobec współczesnej „krzywdy niemieckiej”, której sprawcami mają być przede wszystkim muzułmanie).

Sprawy się komplikują, gdy zastanowimy się głębiej, co właściwie zaszło pomiędzy drezdeńskim rynkiem i dworcem Neustadt. Sukces obu akcji obywatelskiego oporu, tej „mieszczańskiej” na rynku i tej „radykalnej” pod dworcem, może bowiem odwrócić uwagę od realnego problemu. Skrajna prawica to jego symptom, a nie źródło. Rewizjonizm historyczny grupy faszystów nie ma przełożenia na politykę niemiecką głównego nurtu - chadecka burmistrz miasta, składając hołd ofiarom zbrodniczych i (z wojskowego punktu widzenia) bezsensownych nalotów, podkreśliła, że 13 lutego to dzień pamięci o ofiarach, ale „także o tym, kto tą przeklętą wojnę rozpętał”. W tym miejscu należy postawić pytanie o długofalową strategię lewicy.

Upokorzenie liderów NPD i kilku tysięcy skinheadów nie unieważnia źródeł poparcia, jakim cieszy się w Niemczech dyskurs wykluczający część grup ze społeczeństwa. Rosnąca niepewność socjalna w oczywisty sposób mu sprzyja – tymczasem coraz głośniej słychać wezwania do demontażu państwa opiekuńczego i całego modelu społecznej gospodarki rynkowej. Wybitny skądinąd filozof Peter Sloterdijk jeszcze niedawno całkiem bliski lewicy, dziś wieszczy rewoltę „klasy wytwórczej” przeciw armii „nierobów” (w domyśle wszystkich, których w jakiś sposób utrzymuje państwo z podatków klasy średniej). Przed kilkoma dniami szef koalicyjnej FDP Guido Westerwelle rozwodził się nad ciężkim losem klasy średniej. Słusznie wskazując, że jest ona w trudnej sytuacji, winę zrzucił na… system zabezpieczeń społecznych. Jego zdaniem ciężko pracujących Niemców w biedę i niepewność losu wpędza przede wszystkim rozdęte państwo socjalne. Taki liberalny populizm stanowi rewers populizmu ksenofobicznego i faktycznie mu sprzyja – „uwolnienie” rynku pracy zwiększa bowiem, a nie zmniejsza rozwarstwienie społeczne.

Można skutecznie zwalczać faszyzm na poziomie taktyki, a i tak na dłuższą metę kompletnie polec. I choć dzisiejsi ekstremiści wyzywający niemiecką policję od faszystów, budzą raczej politowanie niż grozę, nie zmienia to faktu, że pokłady społecznej frustracji rosną. NPD i DVU to farsowa podróbka NSDAP, RFN to nie Republika Weimarska a Unia Europejska – nie Liga Narodów. Mimo to (a może właśnie dlatego!) inaczej niż kiedyś w Europie (a podobnie jak w USA) lewica na ulicach i w parlamentach musi nie tylko blokować prawicę – powinna wymuszać Nowy Ład. Raczej w stylu Keynesa niż Alberta Speera. Faszyzm nie przejdzie… na razie.

Zobacz: fotorelację z blokady demonstracji
Komentarze
Dodaj nowy
Rylew  - Czego się bać ?   |17.02.2010 06:00:02
*powstrzymać marsz faszyzmu*
to hasło mogłoby być chyba mottem tego tekstu
Sutowskiego.
Może warto przyjrzeć się temu *faszyzmowi* bliżej, żeby wypracować
lepsze metody powstrzymywania ( a właściwie dlaczego nie wygaszenia ) tego
ruchu.
W Niemczech ten ruch potępiany jest przez zwykłych mieszczan głównie z
powodu domieszki nazizmu, rasizmu i hitleryzmu. Gdyby nie te cechy to obawiam
się, że kontrdemonstrację jak w Dreźnie nie dałoby się zorganizować.
Gdyby nie
ten fakt, to partie te byłyby postrzegane jak partie protestu społecznego, które
uważają, że liberalny mainstream nie rozwiązuje wielu problemów społecznych, a
wiele z nich generuje.

Potępianie idei silnego państwa argumentem z faszyzmu
to przejaw myślenia schematycznego, podobnie jak twierdzenie, że przemianowano
spór z *porządni obywatele kontra uliczni radykałowie* na
*lewica i
liberalizm kontra faszyzm i populizm*.
Tutaj jestem sceptyczny, to nie
tak.

Dzisiaj neofaszyzm to *siódma woda po kisielu* tamtego znanego, który
zrodził się z Niemczech w latach trzydziestych po *wielkim kryzysie roku 29*. To
ostatnie powinno raczej skłaniać szczególnie do refleksji jako, że czas po
kryzysie jest czasem przed kryzysem w tym systemie.
Neofaszyzm odrzucamy ze
wstrętem mając w pamięci lata trzydzieste i czas wojny, ale dzisiaj powinniśmy
się raczej obawiać neoliberalizmu, tego
nowego totalitaryzmu ekonomicznego
prowadzącego nieuchronnie do katastrofy społecznej w megaskali.
blofeld   |18.02.2010 01:36:07
Na prawdę nietrudno zmobilizować "liberalnych mieszczan"? To gdzie te
tysiące liberalnych yuppies z Wilanowa i Białołęki na demonstracjach antify w
Polsce?

Akurat w 2009 uczestniczyłem w blokadzie NPDowskiego zlotu w
Poessneck. To było niesamowite właśnie DLATEGO, że biskup Turyngii przyjechał
koncelebrować antyfaszystowską mszę, anarchiści budowali barykady, a Zieloni
zrobili wielki happening dla dzieci.

Wtedy zrozumiałem, że delegalizowanie
tego typu zlotów byłoby utratą szansy na niesamowitą mobilizację społeczną i
przypomnienie jakichś podstawowych wartości.

Dużo lepiej się czuję, gdy
kilkudziesięciu neonazistów otoczonych jest dziesiątkami tysięcy niezadowolonych
z nich ludzi, niż wtedy gdy neofaszystów - popieranych milcząco przez dziesiątki
tysięcy - z ulic zgarnia policja.

Czemy zatem domagasz się "delegalizacji
faszystowskich marszy"?
Rylew   |18.02.2010 06:42:05
lewica na ulicach i w parlamentach musi nie tylko blokować prawicę  powinna
wymuszać Nowy Ład. Raczej w stylu Keynesa niż Alberta Speera. 
Jeśli Nowy Ład
w stylu Keynesa to może zamiast Alberta Speera rekomendować Hjalmara Schachta :)
?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83733 Seconds