Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze. Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Falęcka: Demonstraci w Londynie zajęli dom syna Kaddafiego
Katarzyna Falęcka, Klub KP w Londynie
21.03.2011
Relacje Wielkiej Brytanii z Libią są ostatnio tematem wielu dyskusji na Wyspach. Rządowi zarzuca się, że dopiero niedawno przestał pomagać libijskiemu reżimowi w kontrolowaniu własnego społeczeństwa. Przypomina się też, że brytyjskie korporacje sprzedały mu broń, która teraz wykorzystywana jest do pacyfikowania libijskich rewolucjonistów. Wzrasta nieufność do rządu - i społeczny aktywizm.
Duża grupę młodych aktywistów zamanifestowania swoją
solidarność ze społeczeństwem libijskim i krytyczne podejście do działań rządu, zajmując dom, a raczej pałac, Saifa Kaddafiego, syna libijskiego dyktatora. Mieszcząca się w Hampstead Heath, jednej z najdroższych dzielnic Londynu, rezydencja tego absolwenta London School of Economics warta jest ponad 10 mln funtów. Monumentalna, z eleganckim podjazdem, góruje nad resztą domów. Teraz jednak sprawia wrażenie wymarłej, z zasłoniętymi oknami i obklejoną gazetami szybą w drzwiach wejściowych. Na ścianie domu, wraz z flagą Libii, squatersi zawiesili plakaty „Solidarność”, „Rewolucja”, a także przekreśloną podobiznę Kaddafiego z podpisem „Precz z Libii, precz z Londynu!”.
Stałam przed przed willą i zastanawiałam się, jak się przedostać na jej teren, gdy zobaczyłam, że na parterze otwiera się okno i wynurza się z niego trójka młodych ludzi. Udało mi się z jednym z nich porozmawiać. Okazało się, że nie należy do ruchu, natomiast „instruuje uczestników o zasadach squatowania”. Cała okupacja zaczęła się od tego, że aktywiści dostrzegli w rezydencji uchylone okno. Utworzyli wtedy „pro-demokratyczny squat”, którego celem jest zwrócenie uwagi, że bogactwa Kaddafiego wystarczyłyby na pożywienie dla wszystkich krajów arabskich.
Na moją prośbę młody chłopak zawołał dwóch uczestników okupacji, aby odpowiedzieli na kilka pytań. Znikając w oknie, starannie je za sobą zamknął i zasunął ciężkie zasłony. Kiedy znowu się pojawił, towarzyszyło mu dwóch Libijczyków: jeden był studentem mówiącym płynnie po angielsku, drugi natomiast uchodźcą, którego odpowiedzi tłumaczył mi na angielski jego kolega. Za framugą okna, na którym siedzili moi rozmówcy, dostrzegłam ogromny telewizor plazmowy (jeden z kilkunastu w rezydencji Kaddafiego). „Telewizor jest włączony dzień i noc, śledzimy wydarzenia w Libii na kanale Al-Dżazira - wytłumaczył student. - Czytamy także wiadomości w Internecie i kontaktujemy się z krewnymi w Libii”. Na pytanie, ilu squatersów jest w rezydencji, dostałam wymijającą odpowiedź, że „dużo”. „Komunikujemy się ze sobą zarówno przez portale internetowe, jak i ustnie: zawsze ktoś z nas pójdzie na jedną z licznych demonstracji, jakie odbywają się w Londynie, przekaże informację o okupacji budynku i w ten sposób liczba demonstantów konsekwentnie rośnie”.
Opinie na temat inicjatywy demonstratów są w mediach brytyjskich podzielone. Wiele zarzutów opiera się na insynuacjach, że młodzi aktywiści korzystają po prostu z prywatnego kina, basenu i komfortu domu Kaddafiego. Na moje pytanie, jak spędzają dni w rezydencji, libijski student odpowiedział, że przede wszystkim starają się utrzymać porządek - pilnują, żeby jakiś przechodzień nie wszedł na teren posesji z alkoholem. Zdarzały się jednak trudne sytuacje. Zaledwie kilka dni temu zostali obudzeni o czwartej nad ranem przez mężczyznę, który dobijał się do drzwi. Zaoferował 40 tysięcy funtów za wpuszczenie go do rezydencji i zgodę na zabranie najcenniejszych rzeczy należących do rodziny Kaddafiego. Demonstranci przegonili go wspólnymi siłami i od tego czas stali się jeszcze czujniejsi.
Squatowanie jako forma demonstracji staje się coraz częstsze w Wielkiej Brytanii. Podczas protestów studenckich przeciwko cięciom budżetowym wiele sal uniwersyteckich zostało przejętych przez demonstrantów, którzy uzyskali wsparcie kadry akademickiej i takich autorytetów jak Noam Chomsky. Na moje pytanie, do kiedy planowana jest okupacja domu Kaddafiego, moi rozmówcy odparli, że do momentu, aż równowartość domu nie trafi w ręce społeczeństwa libijskiego.
Akcja na pewno warta opisania w artykule, zwłaszcza jeśli Autorka miała okazję przyjrzeć się jej na własne oczy. Tylko… po angielsku jest "to discuss something", ale po polsku "dyskutować o czymś". O czymś! Relacje z Libią nie mogą być dyskutowane, o nich można podyskutować. Może bym się nie przyczepiła i nie wrzuciła totalnie niemerytorycznego komentarza, gdyby to nie było pierwsze zdanie. Artykuł do korekty, choć powtarzam - przeczytałam z zainteresowaniem!
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...