Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Erbel: Sklepy z farbami znikną z miasta! |
|
|
Joanna Erbel
|
|
25.08.2010 |
Mimo coraz większej popularności recyklingu przedmiotów i powrotu mody na „Zrób to sam(a)!”, samodzielne przerabianie albo naprawianie zepsutych przedmiotów wciąż jest nie lada wyzwaniem. Aby przetworzyć dany przedmiot sama chęć nie wystarcza - potrzebne są do tego jeszcze narzędzia. Jeśli nie ma się własnej skrzynki z odpowiednimi młotkami, piłą, wkrętarką, zestaw pędzli czy innymi potrzebnymi narzędziami, prace techniczne urastają do rangi wydarzenia. Okazuje się, że konieczne jest wygospodarowanie znacznie większej ilości czasu niż początkowo chcieliśmy przeznaczyć. Mieszkająca w większym mieście początkująca majsterkowiczka, jeśli nie chce zlecić naprawy jakiegoś sprzętu komuś innemu, coraz częściej musi pogodzić się z koniecznością wyprawy na przedmieścia.
Obecnie coraz trudniej w centrum miasta kupić kawałek drutu czy wybrać odpowiedni kolor farby do ściany. Sprawia to, że zepsuty koszyk rowerowy z przedmiotu prostego do naprawienia staje się niewygodnym śmieciem. Zamiast zgodnie z postulatem: „Nie wyrzucaj - naprawiaj”, „Nie kupuj - wytwarzaj!” połatać przedarte oczka, znacznie wygodniej i możliwe, że ekonomiczniej jest zamówić nowy na allegro: dostawa do domu pod same drzwi, w najgorszym wypadku na pocztę. 30 złotych plus przesyłka. Oszczędność finansowa przy naprawie przestaje być zaletą, jeśli przemnożymy cenę drutu przez stracony czas spędzony w korkach w drodze na przedmieścia, krążeniu po wielkim sklepie i frustracje związaną z całą wyprawą. Podobnie z remontem mieszkania. Nawet jeśli składa się z punktowych działań, lekkich podmalowań, kosmetycznych zmian na poziomie koloru czy układu przedmiotów, to wraz ze znikaniem lokalnych sklepów z farbami, artykułami metalowymi i narzędziami koniecznymi do majsterkowania i remontowania oraz z wypychaniem tego obszaru handlu na przedmieścia, staje się logistycznym wyzwaniem.
Na szczęście wciąż jeszcze w centrum miasta istnieją zagłębia małych sklepów, które są rajem dla majsterkowiczów i remontujących, zwłaszcza tych niewprawionych. W lokalnych sklepach z narzędziami i przyborami malarskimi nie ma głupich pytań, dziwnych kolorów. Nie trzeba być ekspertką, żeby kupić odpowiednią farbę do metalu, ściany czy drewna. Sprzedawcy pracujący w sklepie średnio dłużej niż w sklepach wielkopowierzchniowych, znają nie tylko swoją ofertę, ale również podpowiadają różne rozwiązania. Nie odsyłają do kolegi z działu obok, bo znają się na klamkach, ale na gwoździach już nie. Wybierając się do sklepu z tradycją, nie trzeba stać się ekspertką od farb, wymiarów balkonu czy rodzajów pędzli, zanim się wejdzie do sklepu. Można przyjść z problemem, marzeniem, kolorową kartką, której kolor chce się mieć na ścianie. Wiedzę o sposobie realizacji zdobywa się w relacji ze sprzedawcą lub sprzedawczynią, a nie w Internecie. Jak w danym momencie nie ma czegoś na składzie można domówić i podjechać po drodze dzień lub dwa dni później.
W centrum Warszawy jednym z takich zagłębi sklepów z narzędziami i farbami jest Plac Grzybowski. Plac Grzybowski, gdzie od XIX wieku obecne są sklepiki oferujące artykuły żelazne, funkcjonuje w świadomości warszawiaków i warszawianek jako ostoja handlu materiałami remontowymi. Do niedawna można było kupić tam cały szereg materiałów: od drutów, przez śruby, po farby i chemię gospodarczą. Obecnie część sklepów znika. Nie można już kupić drutu, ale można zdrową żywność. Duży sklep z farbami i chemią gospodarczą boryka się z problemami od czasu rozpoczęcia modernizacji placu. Najpierw szpaler barierek zagrodził wejście prowadząc do obniżenia obrotu przez kilka miesięcy. Teraz, kiedy remont dobiega końca trudno spodziewać się poprawy. Nowy projekt zagospodarowania przestrzeni odciął sklep od ulicy i uniemożliwił robienie większych zakupów. Chęć uznania priorytetu ruchu pieszego i ograniczenie ruchu kołowego okazała się zagrożeniem dla lokalnego sklepu, którego obecność pozwalała zrezygnować z samochodu, kiedy potrzebna była niewielka ilość farb. Oczywisty rachunek ekologiczny został w ten sposób podważony - brak podjazdu i miejsca dla samochodów to niekoniecznie oznacza ograniczenie ruchu kołowego w mieście. Co więcej, z 12 osób pracujących w sklepie właściciel musiał zwolnić 5. Do końca sezonu letniego przewidziane są kolejne zwolnienia. Jednocześnie miasto, które jest odpowiedzialne za projekt modernizacji placu i jest właścicielem lokalu ignoruje próby rozmowy i odmawia obniżenia czynszu. Sklep z farbami z ofertą znacznie lepszą niż budowlanych marketów, w puntku widzenia śródmiejskich urzędników nie jest wartością.
Odmowa współpracy z właścicielami sklepu jest zgodna z silną tendencją wypychania sklepów z materiałami budowlanymi, ale dziwi w kontekście zapewnień wiceburmistrza Śródmieścia, Marcina Rzońcy, że drobny handel i rzemiosło nie zniknie z centrum miasta, a czynsze będą renegocjowane. W praktyce mamy już do czynienia z ustalaniem funkcji danego lokalu, żeby kawiarnia czy warzywniak nie musiały konkurować z bankiem. Znacznie gorzej jest z już istniejącymi lokalami. Odmowa wsparcia już istniejących sklepów, zwłaszcza tych oferujących inne towary niż żywność, wynika z przekonania, że o ile można mieć ulubioną kawiarnię, ulubiony warzywniak czy stragan z owocami, nie można mieć ulubionego sklepu z farbami czy drutami. Zaś tym, co stymuluje życie miejskie jest konsumpcja gotowych produktów, a nie materiałów żelaznych czy farb - dlatego ta pierwsza zaczyna podlegać ochronie, te drugie - nie.
Jednak jeśli chcemy myśleć o mieście, które jest ekologiczne, wygodne do życia i przyjazne mieszkańcom oraz oparte na idei równości wszystkich obywateli i obywatelek musimy nauczyć się patrzeć na przestrzeń miejską nie tylko jako wygodne miejsce do życia i przestrzeń konsumpcji, ale również przestrzeń tworzenia i przetwarzania. Krzysztof Nawratek pisząc o ostatecznym upadku miast Zachodu stawia tezę, że miasta powinny być podmiotami, a nie tylko zgęszczeniami globalnych pływów. Przywołuje XIX-wieczne miasta-maszyny, miasta-przedsiębiorstwa, które dbały o reprodukcję siły roboczej. Nawratek postuluje budowanie miast, które będą „spowolnione” i stabilne. Roszczenie do podmiotowości miast można rozumieć wielorako, w tym jako tworzenie przestrzeni do mieszkania, które nie tylko będzie wygodna dla mieszkańców-konsumentów, ale również dla twórców i przetwórców. Jako miasto, które wchodzi z mieszkańcami w interakcje na innych zasadach niż wymiana handlowa. Docenia ich potencjał i wolę zmieniania swojego najbliższego otoczenia.
Miasto-podmiot wspiera odruchy mieszkańców, którzy zamiast zamówić na allegro nową ławkę postanawiają wyremontować własną. Nie karze dodatkowymi kosztami za chęć naprawy zepsutego sprzętu (zamiast kupna nowego), potrzebę bycia z ludźmi w przestrzeni publicznej i jedzenia na mieście, recykling zużytych materiałów, dostęp do zdrowym produktów spożywczych czy codziennej aktywności fizycznej. Wchodzi w relacje z mieszkańcami wspierając ich nieformalne inicjatywy i drobne działania naprawcze, które są traktowane jako element życia codziennego, a nie trudny do skoordynowania projekt logistyczny. Nie wymaga pełni wiedzy od kogoś, kto chce włączyć się w współtworzenie przestrzeni, ale daje możliwość uczenia się.
Aby miasto zyskało podmiotowość i zaczęło wchodzić w relacje ważne jest, żeby każda dzielnica miała nie tylko swoje kawiarnie działające jako lokalne miejsca spotkań, ale również sieć sklepów oferujących zróżnicowane usługi. Aby preferowała drobny handel i lokalne sklepiki, które będą zarówno dawały zatrudnienie części mieszkańców dzielnicy, ale będą alternatywą dla centrów handlowych i sklepów wielkopowierzchniowych na przedmieściach. Konieczne jest również uznanie, że jeżdżenie w tą i z powrotem po mieście, to obciążenie dla środowiska, a czas spędzony w ten sposób to strata czasu. Kiedy możemy go spędzić w inny sposób niż w korku czy supermarkecie nasza jakość życia znacznie wrasta, polepsza się stosunek do miejsca, w którym mieszkamy oraz chęć wzięcia odpowiedzialności za otaczającą nas przestrzeń.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.08.2010 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...