> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Erbel: Psy Ceausescu |
|
|
Joanna Erbel
|
|
21.10.2010 |
Jedną z pierwszych rzeczy, która się rzuca się w oczy po wjeździe do Rumunii, są wałęsające się psy, które śpią na chodnikach miasteczek, spacerują wdłuż szosy i z lepszym lub gorszym skutkiem przechodzą z jednej strony drogi na drugą. Można odnieść wrażenie, że w Rumunii psy są wszędzie: odpoczywające, biegające, żywe, umarłe, przemieszczające się pojedynczo albo całymi hordami. Co więcej, że psy zajęły całą przestrzeń i poza nimi nie ma miejsca na inne zwierzęta. Wszeobecność psich hord jest jeszcze silnie odczuwana, kiedy znajdziemy się w Bukareszcie. W mieście, które wygląda jak hybryda paryskiej tkanki miejskiej z socjalistyczną architekturą wzbogaconą o wschodnie wpływy, obecność psów jest jeszcze silniej odczuwalna. Widok, który nie dziwi na wsi, jest zaskoczeniem w nastawionej na podkreślanie swojej monumentalności stolicy. Obecność zwierząt zawiesza patos, kieruje wzrok na poziom kolan i odciąga uwagę od pomników oraz podważa lokalne regulacje dotyczące bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej. Bukaresztańskie psy nie są pasywnym otoczeniem, nie dają się tak łatwo zmitologizować jak gołąbie na Piccadilly Circus w Londynie. Są potencjalnie większym zagrożeniem niż koty wylegujące się w greckich miasteczkach. A w przeciwieństwie do nowojorskich szczurów są stale obecne i widoczne. Nie odcinają się od swojego otoczenia, ale wchodzą w relację z mieszkańcami oraz innymi przechodniami. Obserwują ludzi i uczą się od nich zasad życia w mieście: przechodzenia po pasach i zatrzymywania się na czerwonym świetle. Mimo opowieści o niebezpiecznych hordach atakujących ludzi (zwłaszcza nieszcześliwej śmierci japońskiego turysty), chociaż lekko nieufne, zwykle są przyjazne. Większość wejść do bloków, wiat, parków ma swojego psa lub kilka psów. Bukareszt jest jednym z niewielu takich miast: nie mieszkasz tu na stałe, a wracając wieczorem do domu, wracasz nie tylko do znajomego budynku, ale również do znajomego psa. Bezpańskie psy nie są związane z ludźmi, ale towarzyszą budynkom, chodnikom czy parkom. Są niczym psy zagrodowe i przez to podważają wyobrażenie o miejskości definiowanej jako przeciwieństwo wsi. Ponadto są żywymi duchami zakrojonej na ogromną skalę transformacji tkanki miejskiej Bukaresztu. Transformacja ta w latach 80. całkowicie zmieniła oblicze miasta. Nicolae Ceausescu zburzył 1/5 miasta, aby na miejscu starej zabudowy postawić monumentalny Dom Ludu. Mieszkańcy wyburzanych budynków mieli trzy dni na wyprowadzkę i przeniesienie się do nowo wybudowanych bloków. W nowych domach, które miały służyć jako socjalistyczne mieszkania przyszłości nie było miejsca na zwierzęta, co sprawiło, że na ulicach miasta pojawiły się dziesiątki tysięcy bezdomnych psów. Zwierzęta porzucone przez właścicieli i pozbawione domów, zalały ulice miasta. Zaczęły się szybko rozmnażać Istały się jednymi z bardziej widocznych mieszkańców miasta. Plan Ceausescu, który miał zdycyplinować nie tylko społeczeństwo, ale również miejską florę i faunę, zamiast uwolnić miasto od zwierząt, doprowadził do ich większej obecności. Psy, które nie miały wstępy do nowych mieszkań, zamieszkały reprezentacyjne ulice stolicy. Większość tych, które spotyka się na ulicy ma wyraźne oznaczenia i numery. Są kontrolowane, szczepione, sterylizowane, ale nie zamyka się ich w schroniskach. Ich obecność podważa oczywistość radzenia sobie z problemem, jakim potencjalne są głodne hordy dzikich psów, przez usunięcie wszystkich zwierząt z widoku i zamknięcie ich w klatkach. Nie oznacza to, że schroniska w Bukareszcie nie istnieją. Ale przede wszystkim istnieje społeczne przyzwolenie na współzamieszkiwanie miasta z grupą zwierząt, które z nie są niczyją prywatną właśnością, a jednocześnie przynależą do miasta. Są dobrem publicznym, o które mieszkańcy dbają, dokarmiając je i protestując przeciwko próbom eksterminacji bezpańskich psów co jakiś czas ponawianych przez władze miasta. Mają prawo korzystać z miasta - spacerować, odpoczywać w przestrzeni publicznej na tych samych prawa co jego mieszkańcy i mieszkanki. Teksty Joanny Erbel zcyklu Miejskie rewolucje publikujemy w czwartki.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 21.10.2010 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...