> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Przyszłość należy do małych mieszkań Drukuj
Joanna Erbel   
28.10.2010

corbusier_120.jpgNic tak skutecznie nie dyscyplinuje do pracy jak kredyty mieszkaniowe. Zwłaszcza te trzydziestoletnie. Ich popularności nie zaszkodził nawet kryzys, który w pewnym momencie dawał nadzieje, że konieczne zostanie przemyślenie polityki mieszkaniowej. Tak jednak się nie stało. Mieszkania własnościowe, które na przykład w Niemczech są rzadkością, w Polsce nadal są uznawane za jedno z podstawowych dóbr, za niezbędny element życia dobrej jakości. Własne mieszkanie - nawet to wzięte na kredyt - to gwarancja poczucia stabilności i wyznacznik prestiżu społecznego. Im większe, tym lepiej. Na większej powierzchni lepiej można realizować swój indywidualny tryb życia, być bardziej otwartym na wprowadzanie się partnerów czy pojawianie się zwierząt lub dzieci. Fantazje o dużych mieszkaniach tak silnie są obecnie w wyobraźnie społecznej, że nie zagrażają im nawet rosnące ceny nieruchomości. Obecnie metr kwadratowy mieszkania w Warszawie kosztuje między 6,5 a 9 tysięcy złotych, w Krakowie 7,5 tys, w Łodzi -  4,3 tys., Poznaniu - 6 tys, czyli znacznie więcej niż wynosi średnia krajowa. Co więcej, w sprzedaży bardzo niewiele jest małych wygodnych mieszkań o metrażu poniżej 50m2. Ich stworzenie oraz budowanie mieszkań socjalnych wydaje się jednym z koniecznych kroków, które miasta muszą wykonać. 

 

Wyzwanie stworzenia wygodnych przestrzeni mieszkalnych o mniejszym metrażu podjęli Jakub Szczęsny, Tomasz Gancarczyk oraz Piotr Fabirkiewicz. Ich projekt Redukcja, który od zeszłego wtorku do 22 listopada możemy oglądać w warszawskiej Fundacji Bęc Zmiana, jest próbą zredukowania powierzchni mieszkań przy jednoczesnym zachowaniu ich funkcjonalności. Architekci proponują między innymi pozbycie się korytarzy oraz zmniejszenie powierzchni pokojów. Postulują zredukowanie powierzchni „pokoju telewizyjnego” na rzecz kuchni, co zachęci do spędzenia większej ilości czasu przy stole i rozmowie niż w relacji z telewizorem. Jednym z pomysłów jest również zniesienie wymogu stawianego deweloperom: zapewnienia miejsc parkingowych. Postulat autorów projektu, kontrowersyjny z punktu widzenia posiadaczy samochodów i użytkowników chodników, mógłby stanowić wyjście dla nowej polityki transportowej, która promowałaby ruch rowerowy, transport publiczny oraz car-sharing, czyli współdzielenie samochodów. 

 

Odpowiedzią na brak mieszkań i ich rosnące ceny są również próby zawłaszczenia przestrzeni, często półlegalne, proponowane przez artystów i architektów. Popularnym rozwiązaniem są adaptacje strychów i poddaszy na mieszkania-pracownie, poszerzanie mieszkań o przestrzenie klatek schodowych czy zabudowywanie balkonów i włączanie ich w obręb mieszkania. Znacznie bardziej kontrowersyjnymi rozwiązaniami są różnego rodzaju samorodne nadbudówki na budynkach, nielegalne lub półlegalne samowole budowlane, które pojawiają się na dachach budynków czy innych konstrukcji. Jedną z bardziej kontrowersyjnych będzie projektowany przez architekta Nicolasa Henningera dom na dachu wynajmowanego przez niego kontenera, który jak wiele podobnych stoi na niedziałającym parkingu w londyńskiej dzielnicy Dalston. Niewielki, dobrze izolowany dom o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych ma być miejscem pracy i mieszkaniem. Usytuowany pod nim kontener będzie służył zarówno jako magazyn, jak i klatka schodowa. Konstrukcja ma być odpowiedzią na wysokie ceny czynszu w Londynie i protestem przeciwko wspólnemu mieszkaniu z mniej lub bardziej obcymi ludźmi, wymuszonemy koniecznością oszczędzania.  

 

Projekt Henningera oraz inne projekty kontenerowe, które działają na wyobraźnię, jest o tyle kontrowersyjny, że stosowany na szerszą skalę zbyt silnie przypomina próby obniżenia standardów mieszkań socjalnych proponowane przez władze m.in. Poznania i Limanowej. Pomysł zamieszkania w kontenerze, tak samo jak zmniejszanie powierzchni mieszkalnej, może uwodzić jako kreatywna odpowiedź artystek czy architektów. Budzi jednak zgrozę, jeśli staje się narzędziem polityki społecznej. Kwestia minimalnej powierzchni mieszkania nie dotyczy samego mieszkania, ale również, jeśli nie przede wszystkim, jego najbliższego otoczenia. Im bardziej dostępna jest przestrzeń publiczna i im więcej potrzeb można zaspokoić poza domem, tym pragnienie posiadania dużego mieszkania jest słabsze. Tanie restauracje i kawiarnie, dostępne cenowo kina, wygodne parki, tanie sauny i baseny, biblioteki oraz inne przestrzenie publiczne sprawiają, że nie potrzebujemy mieć dużego mieszkania, żeby spotkać się ze znajomymi na wspólny posiłek czy picie wina, obejrzeć na większym ekranie film czy posiadać ogromnej łazienki. A mniejsze mieszkanie to większa swoboda finansowa i potencjalnie więcej czasu, który można spędzić inaczej niż tylko zmagając się ze spłatą kolejnej raty kredytowej.   

 

 

Teksty Joanny Erbel z cyklu „Miejskie rewolucje” publikujemy w czwartki.

 

Komentarze
Dodaj nowy
juziek  - Tak, najlepiej stłoczcie nas w kawalerkach 18 m kw   |28.10.2010 10:37:06
Tak będzie bardziej socjalistycznie, tak rodzina zintegruje się najbardziej.
pawelpawel   |28.10.2010 11:20:32
diagnoza moze i czesciowo trafna (tj. problem mlodych w "sidlach"
gigantycznych, 30-letnich kredytow) ale rozwiazanie iscie gomulkowskie z tym
promowaniem malych mieszkan.
wtret  - Precz z molochami!   |28.10.2010 11:48:12
Mieszkanie w loftach i domkach jednorodzinnych jest wrecz nieetyczne. Z prostego
powodu: ich ogrzewanie powoduje wieksza emisje CO2. I to jest najwazniejszy
argument za mniejszymi mieszkaniami.
historyczka   |28.10.2010 13:42:20
Oki, ja mam 30 letni kredyt na mieszkanie poniżej 50 m2. No cóż jestem
pracownicą budżetówki, nie stać mnie na wypasionego lofta. Ale chciałam mieć
swoje mieszkanie, w którym mam zwierzaka, którego mi nikt nie zabroni, w którym
segreguje śmieci, i do którego zapraszam znajomych na jedzenie i na picie, bo
nie stać mnie na rozrywanie się na mieście, w towarzystwie osób, które
niekoniecznie chce widzieć. A duża łazienka akurat jest fajna, bo można umyć się
w więcej osób i zaoszczędzić światło i wodę!Ale popieram postulat autorki,
mniejsze domy na nasze potrzeby i mniej samochodów. Ale z racji posiadania dużej
ilości książek i zwierzaka wole mieć swoje własne mieszkanie, nawet jeśli
faktycznie nadal należy do banku.
pt   |28.10.2010 14:55:48
a rodziny z dziećmi? też mają się tłoczyć na mniej niż 50 metrach?
bopin  - 10 m   |28.10.2010 15:04:08
Nawet w wojsku przysługuje norma 10 m kw. na głowę. A własne mieszkanie to chyba
coś więcej niż koszary? Poza tym kto każe brać kredyt? Pracować i oszczędzać.
Eurypides77   |28.10.2010 16:44:36
Bezsensowny artykul. Mieszkanie ponizej 50 metrow kwadratowych to rozwiazanie
dla zatwardzialego samotnika, ale to po prostu za malo nawet zeby swobodnie
mieszkac w 2 lub wiecej osob - czlowiek potrzebuje przestrzeni do zycia.

A
swoja droga ceny przytoczone w artykule to tez chyba z kosmosu - 9 tys. za metr
kwadratowy to byl poziom maksymalny moze 10 lat temu - teraz jest to 2, 3, 4
razy wiecej.

Gratuluje braku znajomosci tematu.
gość  - Beznadzieja   |28.10.2010 20:07:49
Beznadziejna perspektywa, duże mieszkanie jest wygodne, niech się pomysłodawcy
tych projektów schowają w małych, pewnie sami sobie hacjendy postawią potocznie
mówiąc " pierd….enie o szopenie"
adaml   |28.10.2010 21:56:12
Do dużych mieszkań zniechęcają kredyty, które już są bardzo drogie. To nie jest
tak, że Polacy biorą kredyt na 30 lat i kupują mieszkanie o powierzchni 150 m2.
Raczej biorą kredyt i kupują 50 m2.
Deweloperzy budują parkingi, bo chcą tego
mieszkańcy. Transport publiczny jest beznadziejny: w wielu miastach jest nie
tylko wygodniej, ale i szybciej (a czas to pieniądze) dojechać do pracy
samochodem.
Trzeba więc zacząć od inwestycji w infrastrukturę transportową - od
metra po ścieżki rowerowe. Bez tego ludzie nadal będą chcieli mieć po 2
samochody w rodzinie.
rosa  - male mieszkania sa fajne   |29.10.2010 00:07:08
A ja mam male wynajete mieszkanie i sobie je chwale. Powodow jest kilka:
- Gdy
sasiedz mi przeszkadzaja nie musze ich znosic: po prostu sie wyprowadze
- Gdy
rozejde sie z chlopakiem po prostu sie wyprowadza, a nie toczy boje o mieszkanie
w sadzie
- Gdy dostane prace w innym miescie, po prostu sie przeprowadze zamiast
dojezdzac godzine. Szkoda czasu i benzyny.
Mam na tyle farta, ze wlasciciel
pozwala na trzymanie zwierzat i tak dalej. dwa pokoje kuchnia lazienka na dwie
osoby wystarcza.
pekok   |29.10.2010 08:39:49
Przede wszystkim brakuje nowych bloków. Buduje się wiele domków jednorodzinnych,
które obsłużą jedynie zamożnych czyli drobny procent społeczeństwa. Nie można
zakazać nikomu mieszkania w dużym i wygodnym domu (z kredytem czy bez), ale
przeciętnych Kowalskich jest "trochę" więcej, a mieszkań spółdzielczych
i wspólnot mieszkaniowych za mało. Da się przecież wygodnie, a nawet bardzo
wygodnie mieszkać w bloku. Obowiązków lokatorzy praktycznie nie mają, mogą w tym
czasie pracować i oszczędzać. Mieszkają blisko centrum więc nie muszą dojeżdżać
ze swoich willi po 20 km. do pracy. Ogrzewanie, remonty, sprzątanie itd. wykona
kilka osób na kilkuset mieszkańców; koszty są podzielone, a tym samym niższe.

Kto powiedział, że wszystkie mieszkania w blokach muszą mieć powierzchnię
poniżej 50m kwadratowych?..
petro-daktyl  - co za mania z tymi rowerami?   |29.10.2010 08:56:56
Lewica kawiarniano/kawiorowa zawsze o tych rowerach i ścieżkach rowerowych,
jakby to było jakieś panaceum. Przypominam, że w tym kraju jest też zima! Z
powodu globalnego ocieplenia zimy są coraz sroższe w Polsce, temperatury coraz
niższe. A dzieci? A ludzie starzy, zniedołężniali, schorowani od nieludzkiej
pracy w systemie komunistycznej dyktatury?
No i ta dwoistość widzenia natury
ludzkiej: albo mała mieszkania są dobre dla ludzi albo złe! A tutaj okazuje się,
że są dobre dla artystów, performerów i aktywistów NGO, a złe dla robotników,
analfabetów i obdartusów socjalnych. Lekka żenada.
robert_pka   |29.10.2010 12:21:33
Oczywiście, że bankom skutecznie udało się wmówić nam, że potrzebujemy mieszkań
na kredyt, by po 30 latach oddać 1+1,6 do 1+2x tyle. Być może w jakimś stopniu
to odreagowanie po PRL. Żeby mieć swoje - za swoje i państwi od mojego wara.
Podchwycili to chętnie politycy wszystkich kolorów, bo pozwala to zdjąć ciężar
budownictwa mieszkalnego z gmin.

Mieszkania komunalne traktuje się (albo chce
się traktować) jak mieszkania socjalne. A to błąd. Jeżeli z jednej strony
próbuje się tłumaczyć ludziom, że muszą być bardziej elastyczni na rynku pracy,
że muszą być bardziej mobilni, a jednocześnie pozostawia się ich bez alternatywy
wobec wynajmu mieszkania na wolnym rynku (drogo) lub kupnem mieszkania na
kredyt, to znaczy, że coś nie gra. W obu tych przypadkach "partnerem" w
interesach jest przedsiębiorca, który chce i musi zarobić. Im więcej tym

lepiej. W takim razie, jeżeli tylko możemy, wybieramy raczej płacenie za swoje
(kredyt) niż za wynajem. Ale Miasto nie musiałoby zarabiać na mieszkaniach
komunalnych (nie socjalnych, do których rzecz jasna z definicji dopłaca),
wystarczy że czynsz pokryje bieżące koszty eksploatacyjne, amortyzację (koszt
odtworzenia) i da maleńką marżę, która pozwoli rozwijać ten projekt.

Gminy
starają się sprzedawać mieszkania najemcom, stosując zachęty w postaci opustów
cen sięgających 90-95 proc. wartości. W ten sposób pozbywają się problemu z
substancją mieszkaniową w średnim, złym i fatalnym stanie. I słusznie. Nie jest
rolą miasta zapewnienie mieszkań w najatrakcyjniejszych często,
reprezentacyjnych lokalizacjach, w kamienicach wymagających znacznych nakładów
na remonty, czasem wręcz mających walory zabytkowe, czy nawet będących bod
ochroną konserwatorską. Rozumiem sentyment. I że nie przesadza się starych
drzew. Ale nie dajmy się zwariować! Nie może miasto fundować staruszce
trzypokojowego lokum na tzw. starówce tylko dlatego, że sześćdziesiąt lat temu
taki dostała przydział z kwaterunku (podówczas z mężem i dwójką dzieci, a może i
za zasługi dla ludowej ojczyzny). Zresztą nie miasto w rzeczywistości, a my
wszyscy fundujemy. Miasta faktycznie powinny pozbywać się starych miaszkań. Ale
powinno zastępować je nowoczesnym: skromnym, funkcjonalnym, ekologicznym i
ekonomicznym budownictwem zlokalizowanym poza ścisłymi centrami.

Miasta też
narzekają, że (za) mały mają udział w podatku PIT. Może warto zatem pomyśleć o
budownictwie komunalnym nie tylko jako o narzędziu pomocy najbiedniejszym (to
mieszkania socjalne), ale też jako o sposobie przyciągania młodych i starszych -
ale nowych (!) podatników. Dziś wielu osiada w gminach sąsiadujących z dużymi
miastami, w których pracuje i w konsekwencji faktycznie środki z PIT trafiają do
budżetów tych gmin, a nie do miasta, z którego infrastruktury korzystają na co
dzień.
dorothy  - Żenujący poziom artykułu   |29.10.2010 14:34:50
Mam przyjemność pracować w budżetówce, wobec tego nie stać mnie na wynajem
mieszkania na wolnym rynku. Dzięki pracy i zarobkom męża, dostaliśmy kredyt na
30 lat, za który kupiliśmy mieszkanie 46m2, mamy dziecko, a w zeszłym roku
musiałam wprowadzić mojego dziadka do nas - jest nas czworo. Wobec tego, niech
nikt mi z "warszawki" nie p…y o małych mieszkaniach, jakie to fajne
rozwiązanie. Zapraszam, chętnie się zamienię z autorką tekstu - pewnie ma
mieszkanie 2x takie jak moje.
Poza tym, sytuacja życiowa wymusza na młodych
ludziach branie dożywotnich kredytów, gdyż mają do wyboru: 1.mieszkać z teściami
i czekać na rozpatrzenie wniosku o mieszkanie 12lat (tak to wygląda w moim
mieście), przy czym pozytywne rozpatrzenie nie oznacza wcale,że od razu dostanie
się przydział na lokal z zasobów miejskich. 2. kredyt z wszelkimi tego
konsekwencjami.
Pozdrawiam wszystkich trzeźwo myślących.
Roman   |29.10.2010 18:30:15
Przecież autorce właśnie o to chodzi, żeby zamiast przywiązywać się do jednego
(własnego) mieszkania zapewnić dostęp do tanich mieszkań na wynajem, elastycznie
dostosowywanych do potrzeb.

46 m2 to za mało na cztery osoby, wynajmujemy
większe (stać nas, bo nie kosztują tyle co teraz). Ja mieszkam na 57 m2,
wolałbym mieć mniejsze i płacić mniej. Urodzi mi się dziecko, przeprowadzę się
do większego. Dziecko się wyprowadzi, przeniosę się do mniejszego itd.

I te
wszystkie cuda w wyniku odpowiedniej polityki mieszkaniowej. Naprawdę się da. ;)
Zamorano   |29.10.2010 23:34:15
@Przecież autorce właśnie o to chodzi, żeby zamiast przywiązywać się do
jednego
(własnego) mieszkania zapewnić dostęp do tanich mieszkań na wynajem,
elastycznie
dostosowywanych do potrzeb.

I na socjaldemokratycznym i liberalnym,
lewicowym portalu takie głodne, głupie kawałki neoliberalne? Przecież
Balcerowicz mówi to samo, dodając do tego "liberalizację" prawa
lokatorskiego. W realu wyjdzie jeszcze gorzej niż z kredytami, zablokowanie
kolejnego kanały emancypacji ekonomicznej, socjalnej maluczkich i wielkie deale
cwaniaków.

@Urodzi mi się dziecko, przeprowadzę się
do większego. Dziecko
się wyprowadzi, przeniosę się do mniejszego itd.

Jasne. "Mobilność",
również w zakresie polityki mieszkaniowej. Czyli w realu wyszła by dalsza
anihalacja tkanki społecznej i brak poczucia bezpieczeństwa. Anihilacja
wspólnotowości. I znowu tęsknoty z tym związane zagospodaruje prawicowy
populizm.

@I te
wszystkie cuda w wyniku odpowiedniej polityki
mieszkaniowej. Naprawdę się da. ;)

Odpowiednia polityka mieszkaniowa jest ok.
Ale nie jest nią fetysz coraz mniejszych, malutkich mieszkań. To ma być pomysł
lewicy na wejście do realnej polityki? Chyba na zabicie socjalliberalnych i
socjaldemokratycznych projektów zanim zaistnieją w realnej polityce. Mieszkanie
w okolicach 60 metrów to nie jest żadna niemoralna rozbuchana konsumpcja w
Polsce. Zbędność przedpokoju… Takie aranżacje świetnie wyglądają w Ikei.
Uwielbiam je. Tylko w realu jak żyjesz w związku musisz kurde gdzieś te ciuchy
mieć w szafach, zwłaszcza w kraju gdzie są cztery pory roku. To jest fetysz
troszeczkę wyższej stopy życiowej. Tylko tyle i aż tyle. "Performerskie"
pitu pitu wyszło.
Ferro   |30.10.2010 16:05:05
Już się widzę na emeryturze w wynajętej kawalerce, za którą płacę z mojej
500-złotowej emerytury (bo takiej podobno mam się spodziewać). Luksus to wynajem
mieszkania, a nie te 60 m2 własnego.
Cezk   |01.11.2010 08:34:50
Przyszłość należy do dużych mieszkań - takie są perspektywy. Podobnie było w
sektorze samochodowym, tez wmawiano nam, ze przyszłość to "maluch".
Mieszkanie (tak jak samochód) nie zaspokaja tylko potrzeb "mieszkania"
(jak samochód przemieszczania się), ale silnie jest zwiazane z prestizem -
pokazuje nasz statut społeczny. Szybko więc gdy zaspokoimy potrzebe
"mieszkania" w małym mieszkaniu (i je spłacimy) to od razu zapragniemy
większego (patrz bajka o rybaku i złotej rybce). Małe mieszkanie rozwiazuje
tylko problem doraźny (jego brak), ale nasze życie to nie problem doraźnym.

Sam miałem małe mieszkanie (34,5 m), później wieksze (75), a teraz mieszkam w
domu (300m) i wiem jedno - nie ma powrotu do bloku, a kredyt bede spłacał juz
tylko 22 lata - i to jedyna droga na która każdy z nas chcac nie chcac wejść
musi.
bartek.milewski  - bledne kolo   |03.11.2010 22:58:28
male mieszkania to najdrozsze metry, jedyne co mogloby naprawde zmienc
rynek mieszkaniowy to brak jakichkolwiek kredytow bo to wlasnie one
pompuja ceny, ale swiat bez kredytow bardzo trudno sobie wyobrazic a
jeszcze trudniej wprowadzic. mieszkam w socjalistycznej norwegii i
wynajem mieszkania nie ma zadnego sensu ekomomicznego, jest drozsze,
trudno dostepne i mniej mobilne. latwiej sprzedac mieszkanie i kupic
inne w nowym miejscu niz startowac w castingach na wynajem.
wlasciciele z natury rzeczy sa zdrowsi dla substancji mieszkaniowej niz
wynajmujacy. problem europejskiej wspolczesnosci nie polega na metrazu
mieszkan a raczej na braku wizji miasta jako takiego, miejsca
mieszkancow a nie pola gry inwestorow.
ma_ku  - W jakim mieszkaniu mieszkasz?   |05.11.2010 08:53:36
Autorko, jakie jest Twoje mieszkanie? Czy mieszkasz lub mieszkałaś w 35 metrach?
Albo w kawalerce, 28 metrów? Czy zapraszałaś znajomych do takiego metrażu? Ja
się w takim wychowałem - i nikomu tego nie życzę.
mola  - a ja dumnie mam 48,5 m2   |05.11.2010 10:08:14
Na warszawskim Muranowie, rocznik 63 :), 3 pokoje z garderóbką, genialnie
rozwiązane! W pokoju stół zamiast tv. Po wyprowadzce z rodzinnego (dosłownie)
domu nauczyłam się tu wykorzystywać każdy skrawek przestrzeni, kupować, zbierać
i przechowywać tylko to, czego serio potrzebuję. Mieszkanie w Śródmieściu
rozwiązuje nam problem dostępu do kin, knajp, sauny, jogi itd., nie musimy robić
tego wszystkiego w domu i mamy wybór. Niepotrzebne rzeczy oddajemy, sprzedajemy,
wystawiamy, może jeszcze komuś się przydadzą. W domu nie trzymamy powietrza,
jeździmy po nie za miasto. Nie widzę żadnego problemu.
es_zet_pe  - Powrót do Gomułki i Le Corbusiera?   |08.05.2011 14:45:51
W pełni się zgadzam z tym co piszą Zamorano i Dorothy.

Pomysły które lansuje w
tym artykule pani Erbel nie są nowe. Pachnie mi powrotem do Gomułki i Le
Corbusiera. To już było i zostało wypróbowane, także na mojej własnej skórze. Za
Gomułki, kiedy wcielano w życie lecorbusierowskie koncepcje "maszyny do
mieszkania". Wtedy to budowano bloki z małymi mieszkaniami i ślepymi
kuchniami, ale za to wielkimi przestrzeniami wspólnych korytarzy. Kuchnie miały
być malutkie takie tylko do przyrządzania śniadań, bo socjalistyczni pracownicy
mieli jadać w stołówkach, a między sobą integrować się urzadzając wspólne
herbatki na korytarzach. Oczywiście nie zdało to egzaminu. Mieszkałem w czymś
takim i wiem dobrze. Obawiam się, że autorka i twórcy projektu
"redukcja" chcą nam zaoferować to samo tylko w nowszym i modniejszym
opakowaniu.
Proponowane pomysły mogą się wydawać atrakcyjne dla singli
prowadzących aktywny wielkomiejski styl życia, ale na pewno nie trafiają w
potrzeby typowych rodzin pracowniczych.

Osobiście nie mam aspiracji do
posiadania domu jednorodzinnego. Nie chcę mieć łazienki wielkości basenu, ani
pokoju telewizyjnego z ekranem na całą ścianę. Ale też nie chcę z rodziną 2+2
mieszkać w kliteczce. Pokój dla każdego dziecka, korytarz z pawlaczem czy szafą
na zimowe buty, to luksus?

Wasze tj. autorów "Redukcji" pomysły są
wręcz szkodliwe, antylewicowe i tak naprawdę neoliberalne. To pokazanie że
plebsowi wystarczy norka wielkości kontenera. Uderzcie w tych co naprawdę żyją
luksusowo na koszt środowiska i społeczeństwa, w wielkie wille na peryferiach. A
nie sugerujcie że robotnikowi czy nauczycielowi wystarczyć ma kliteczka.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.10.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07647 Seconds