Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Podatek od dobrego życia Drukuj
Joanna Erbel   
11.08.2010

fot. flourish.orgSzykują się zmiany w systemie podatkowym. Tydzień temu rząd uzgodnił nowe stawki VAT. Stawka podstawowa wzrośnie z 22 do 23%. Zniknie stawka 7%, która zostanie zastąpiona stawką 8% na budownictwo, leki i niektóre media, oraz stawką 5% na żywność przetworzoną (sery, wędliny, dżemy, chleb, makaron). Jednocześnie do 5% (z 3%) wzrośnie podatek VAT na żywność nieprzetworzoną (warzywa, owoce, zioła, jaja, ryby). Jak przekonuje rząd, na zmianie podatków najbiedniejsi nie ucierpią, a co więcej może nawet zyskają, bo to rodziny, zwłaszcza wielodzietne są odbiorcami przetworzonej żywności. Kanapka z serem lub wędliną, mrożonki, przetworzone dania obiadowe, soki, a na obiad ciastka – są tym, co jest podstawą diety przeciętnej polskiej rodziny.

  

Diagnoza rządu na chwilę obecną jest zapewne słuszna. Warto jednak przyjrzeć się, na jakiej wizji społeczeństwa i życia miejskiego stanowisko to się opiera, oraz jakie pozytywne tendencje może zatrzymać. Przekonanie, że wzrost stawki VAT na żywność nieprzetworzoną jest mniej istotny z punktu widzenia uboższych grup społecznych, oznacza przyjęcie, że warzywa, owoce, ryby, orzechy (inne niż solone mieszanki) oraz inne produkty uznawane za zdrowsze, gwarantujące spokój ciała i ducha są dobrem luksusowym. Zdrowe jedzenie w przekonaniu PO jest przywilejem, a nie prawem, którego zapewnienie jest obowiązkiem państwo. Produkty, które powinny być łatwo dostępne, jeśli chcemy myśleć o dbaniu o zdrowie społeczeństwa inaczej niż przez kosztowne zabiegi (również trudno dostępne), stają się luksusem. Zdrowa dieta i profilaktyka zdrowotna nie mieszczą się w gwarantowanym koszyku świadczeń.

  

Obniżanie cen mrożonek i zgoda na wypchnięcie zdrowej żywności do coraz droższych sklepów opatrzonych napisem „Bio” albo „Organic” – chętnie odwiedzanych przez wyższą klasę średnią – jest fałszywą alternatywą wobec przyjaznych środowisku inicjatyw promujących lokalny handel oraz regionalną żywność o krótkim śladzie ekologicznym, która jest dobrem powszechnym, a nie luksusowym. Uznanie, że klasy niższe żywią się głównie przetworzoną żywnością, całkowicie pomija fakt, że z produktów nieprzetworzonych można skomponować zarówno tani, zdrowy obiad, jak i droższe danie. Ta sama kapusta, która – smażona z garścią rodzynek, kminem rzymskim i kurkumą – jest wariacją na kuchnię hinduską, ze zwykłym kminkiem, cebulą i pomidorem stanowi tradycyjne polskie danie.

  

Pięcioprocentowa stawka na żywność nieprzetworzoną to również cios w pewną wizję miasta, gdzie uliczne stragany są bardziej pożądane niż supermarkety, zaś dzielnicowe centra zorganizowane są wokół lokalnych targowisk, na których mają szanse spotkać się przedstawiciele różnych grup społecznych. Fetyszyzacja chleba jako głównego przykładu oszczędności gospodarstw domowych sprawia, że nie tylko znikają nam z pola widzenia równie ważne warzywa, owoce i jaja, ale również lokalne miejsca handlu jako przestrzenie społecznej interakcji. Sklepy, w których można było spotkać cały przekrój społeczny, podzielą się z czasem – jak w wielu miastach zachodnioeuropejskich – na te ze zdrową żywnością i te, do których chodzą ci, których nie stać na inne produkty. Na chleb zdrowy organiczny i chleb tani wysokoprzetworzony

  

Proste zdrowe jedzenie to coraz rzadziej kwestia gustu, a coraz częściej ceny. Łatwa zgoda na podwyższenie cen żywności nieprzetworzonej jest zgodą na poszerzanie się nierówności w dostępie do życia dobrej jakości – zdrowego ciała, niższego ryzyka otyłości czy zawału. Jest też kolejnym krokiem po sprzyjaniu przestrzennej segregacji (grodzone osiedla, zamknięte place zabaw) i nieinwestowaniu w dostępną i zróżnicowaną społecznie infrastrukturę (słynne „orliki” służą młodzieży, ale nie polepszają zdrowia starszych osób).

  

Jeśli chcemy myśleć o zdrowym społeczeństwie, podział nie powinien przebiegać między żywnością przetworzoną a nieprzetworzoną, ale między produktami z długim i krótkim śladem ekologicznym. Między wielkimi marketami a lokalnymi targowiskami w odległości spaceru od miejsca zamieszkania oraz kooperatywami sklepami spożywczymi, nastawionymi na tworzenie więzi społecznych i dostarczanie taniej i zdrowej żywności. Warto zdecydowanie wspierać te drugie.

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |12.08.2010 09:15:04
Tak to jest, gdy myślenie sprowadza się do łatania dziur, gdy jest
pozbawione
perspektywy, szerszego spojrzenia niż
dyktat rynku .
kot   |12.08.2010 09:17:59
Gdy cele społeczne są dyktowane przez rynek, który wie lepiej. Tak to powraca
problem kury i jajka.
KrzysztofMazur   |12.08.2010 17:50:28
Tak się składa, że autorka zachwala rynek i to dosłownie.
uzid   |12.08.2010 10:43:57
nie jestem ekonomista i moze bzdury gadam , ale chyba :

a) vat wszyscy placa.

b) zywnosc przetwozona jak nazwa wskazuje wytwarzana jest z
nieprzetworzonej.

zeby zrobic mrozonke to najpierw trzeba kupic warzywa zeby je
zamrozic. wtedy juz sie placi vat za warzywa. pozniej dolicza sie vat za
przetworzona. chyba lepiej zeby byl jak najmniejszy
KrzysztofMazur   |12.08.2010 17:46:57
Jeśli producent mrożonki jest podatnikiem VAT, to odlicza sobie podatek od
zakupionych towarów.
uzid   |12.08.2010 11:11:40
to bardzo ladnie ze pani zajada sie koszem warzyw i owocow z bazarku i zywnoscia
ekologiczna. na zdrowie polskiej inteligncji z nowego swiatu. tylko ze jestesmy
spoleczenstwem masowym i wszyscy nie bedziemy mieszkac w palacach. nie wyzywi
pani miasta wedlinami ktorej kilogram powstaje z kilo 200 miesa i warzywami z
upraw ekologicznych. a ludzie chca zyc prosze pani chocby na dzemie z biedrony
perspektywa zawalu
kot   |12.08.2010 11:17:57
Ale w ten sposób -pogarsza się sytuacje nie najlepszą -jeszcze bardziej.
Może
poszukać oszczędności gdzie indziej?!
A nie zachowywać się jak małpa z brzytwą!
laluna   |12.08.2010 16:18:47
Nie myśli pani logicznie tylko kuje tutaj tendencyjne wnioski: jak z faktu, że
najbiedniejsi, zwłaszcza rodziny wielodzietne są odbiorcami przetworzonej
żywności, może wynikać przyjęcie, że warzywa, owoce, ryby, orzechy (inne niż
solone mieszanki) oraz inne produkty uznawane za zdrowsze, gwarantujące spokój
ciała i ducha są dobrem luksusowym??
KrzysztofMazur   |12.08.2010 18:01:03
Bardzo zabawny artykuł.

W waszej ulubionej Szwecji VAT na całą żywność wynosi
12 %, a na wszystko inne 25 %.
KrzysztofMazur   |12.08.2010 20:25:15
Tak się składa, że żywność kupują wszyscy i wszyscy "korzystają" z ulgi
w VAT, więc żadna to pomoc ubogim.
Podobnie ubodzy kupują nie tylko żywność, ale
i ubrania, meble, benzynę, sprzęt RTV, AGD, telefony, usługi telefoniczne,
bilety do kina itd. więc może wszystko powinno mieć jedną stawkę "dla
ubogich"?
Poza tym wszystkim się wydaje, że są biedni, a naprawdę bieduje
kilka procent, którym można by pomóc w inny sposób, a do tego państwo musi mieć
pieniądze od wszystkich, a nie tylko "bogatych".
Z kolei bogaci są c co
mają majątek, a nie dochód.

"Przedstawiciele różnych grup społecznych"
mogą się tak samo spotkać w supermarkecie i się spotykają. Ja rozumiem, że na
bazarze, to się spotkają i będą rozmawiać o Kancie i Heglu w atmosferze
uniesienia duchowego?
rebelle  - re:   |12.08.2010 22:00:44
KrzysztofMazur napisa?:
Tak się składa, że żywność kupują wszyscy i wszyscy "korzystają" z
ulgi w VAT, więc żadna to pomoc ubogim.


Słyszałeś o prawie Engla?
KrzysztofMazur   |13.08.2010 16:48:05
Słyszałem. Prawo Engla mówi, że 10 % potrzebujących otrzyma 20 % ulgi w VAT, a
pozostałe 80 % "pomocy" trafi do ludzi, którzy jej nie potrzebują,
chociaż wydaje im się inaczej.

Problem polega na tym, że przeciętny wyborca nie
chce płacić podatków, woli dostawać zasiłki i wydaje mu się, że mu się należą,
bo jest "biedny".
To jest problem sarmatyzmu.

VAT powinni płacić
wszyscy tak samo, naprawdę bogaci (i osoby prawne!) dodatkowo podatek od majątku
(sumy aktywów) i może to być podatek wysoki, jeśli jest taka potrzeba
budżetowa.
Od pomocy społecznej jest ośrodek pomocy, nie ulgi podatkowe.
Zarówno
"pomoc socjalna" jak i "liberalizm" są w Polsce jedynie
pretekstem do rozwalania państwa (zasiłki dla wszystkich podatki dla nikogo).
Dosyć sarmatyzmu.

Koniec kazania. Chyba powinienem zostać kaznodziejem.
Dołączę do mormonów, jak się pojawią.
mcwal   |18.08.2010 22:24:52
Ziemniaki w postaci nieprzetworzonej nazywają się kartofle, a w prztworzonej
frytki. Kiedyś, nie tak dawno, podstawą diety biednych były ziemniaki. Biednych
jest chyba więcej niż bogatych.Jeśli nadal jedzą ziemniaki to wpływy budżetowe
będą większe. Wreszcie będzie za co budować autostrady. Jeśli pozostałe
ziemniaki przeznaczymy na biopaliwa i te biopaliwa, jako ekologiczne zwolnimy z
podatku, to bogaci będą bezpiecznie i tanio jeździć, a biedni podziwić piękny
landscape z autostradą i najnowszym modelem SUW-a. A wszystko to w myśl zasady :
"przypływ unosi wszystkie łodzie".
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 20.59387 Seconds