|
Miałam już w tym tygodniu nie pisać o partycypacji. W końcu to tylko jeden z wymiarów życia w mieście i nie powinien dominować nad innymi miejskimi tematami. Stało się jednak inaczej. Jak w w manifowym haśle: „Przyjdź na Manifę, zanim Manifa przyjdzie po ciebie”, zderzyłam się z reklamą kolejnej odsłony kampanii partycypacyjnej prowadzonej przez Centrum Komunikacji Społecznej – „Misja Partycypatora”. Na serii plakatów widnieje wielki czarny Partycypator. Jest silny i anonimowy. Nie ma twarzy, ale jego sylwetka wzorowana na postaci Supermana ma być gwarancją solidności. Partycypator rozdziera białą koszulę z krawatem, żeby pokazać umięśniony tors z dużą literą „P”. W tle majaczy emanująca światłem kolumna Zygmunta, która jest jedynym elementem miejskim na plakacie. Poza Partycypatorem nie ma na nim żadnych innych ludzi. Jedynym sygnałem, że mamy do czynienia z relacją społeczną, jest wezwanie: „Uratuj Warszawę z Partycypatorem”. Tak więc jestem ja, słaba mieszkanka, Warszawa w kryzysie i omnipotentny Partycypator. Jeśli tak ma wygląda partycypacja, to ja dziękuję.
Można powiedzieć, że się czepiam. W końcu nie ja jestem założoną odbiorczynią plakatu, ale grupa młodszych ode mnie chłopców i dziewcząt. Aby zaś skutecznie docierać do różnych grup społecznych, trzeba mówić atrakcyjnym dla nich językiem. Innym niż ten skierowany do urzędniczek i urzędników, działających od dawna aktywistek i aktywistów czy starszych niż młodzież licealna mieszkańców i mieszkanek miasta. Poza tym plakat zawsze opiera się na pewnym przerysowaniu i redukcji koniecznej do wzmocnienia komunikatu – nie można pokazać na nim wszystkiego. Gdyby było na nim wszystko, co się wiąże z pojęciem partycypacji, wyglądałby tak, że pewnie bym go nie zauważyła wśród innych reklam. Co więcej, nie jest to jedyna akcja w kampanii prowadzonej przez Centrum Komunikacji Społecznej – w innych działaniach operuje się odmienną estetyką. W części z nich sama brałam udział, prowadząc konsultacje, miałam więc okazję zaproponować inne podejście. Racja.
Jednak się czepiam. Nie tylko dlatego, że jest to najsilniejszy do tej pory przekaz na temat tego, jak można patrzeć na partycypację (wcześniej dominowały abstrakcyjne plakaty zachęcające do wzięcia udziału w spotkaniach). Przede wszystkim dlatego, że promowanie partycypacji, której sukces zależy od wytworzenia poczucia współodpowiedzialności za miasto, za pomocą skrajnie indywidualistycznych wzorców, takich jak postać superbohatera, uważam za przeciwskuteczne. Plakat CKS-u daje fałszywe wyobrażenie na temat tego, czym jest partycypacja. Nie polega ona przecież na tym, że w sytuacji kryzysowej znajduje się wszechmogącego Partycypatora, który rozwiązuje wszystkie problemy, zaprowadza porządek, a potem znika. Albo na tym – w bardziej przyjaznym odczytaniu tego plakatu – że każdy (bardziej niż każda) z nas może się stać Partycypatorem i rozwiązywać problemy innych. Partycypacja nie jest też produktem, który należy sprzedać jak superskuteczny płyn do usuwania kamienia.
Partycypacja opiera się na zauważeniu i uznaniu obecności innych ludzi i budowaniu sieci relacji społecznych. Na trosce o miasto codziennie, a nie tylko w wyjątkowej sytuacji. Na ograniczeniu swojego ego i kierowaniu się przede wszystkim myślą o wspólnym dobru. Partycypacja wymaga stworzenia szeregu instytucji, które będą w stanie odpowiadać na potrzeby mieszkańców i mieszkanek i razem z nimi poszukiwać nowych rozwiązań. Na wzmożonej komunikacji – również między instytucjami, żeby nie dublować działań, akcji, informacyjnych i konferencji. To sieciowe działanie i konieczność współpracy – o czym, jak pokazują inne ich działania, wiedzą również pracownice i pracownicy CKS. Partycypacja nie jest zadaniem do wykonania, ale długotrwałym procesem uznającym wielość opinii i konflikt za ważny etap negocjacji. Wiedza o tym, na czym polega proces partycypacyjny, nie powinna być wiedzą tajemną, skrywaną przed młodymi ludźmi, którym proponuje się „grę miejską”, żeby ich przypadkiem nie zniechęcić. Bez tego wszystkiego możemy porzucić nadzieję, że partycypacja będzie czymś więcej niż pojedynczym wydarzeniem i stanie się stałym elementem miejskiego życia.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...