> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Po co się męczyć - Partycypator cię wyręczy! Drukuj
Joanna Erbel   
07.04.2011

partycypator_wo_copy.jpgMiałam już w tym tygodniu nie pisać o partycypacji. W końcu to tylko jeden z wymiarów życia w mieście i nie powinien dominować nad innymi miejskimi tematami. Stało się jednak inaczej. Jak w w manifowym haśle: „Przyjdź na Manifę, zanim Manifa przyjdzie po ciebie”, zderzyłam się z reklamą kolejnej odsłony kampanii partycypacyjnej prowadzonej przez Centrum Komunikacji Społecznej – „Misja Partycypatora”. Na serii plakatów widnieje wielki czarny Partycypator. Jest silny i anonimowy. Nie ma twarzy, ale jego sylwetka wzorowana na postaci Supermana ma być gwarancją solidności. Partycypator rozdziera białą koszulę z krawatem, żeby pokazać umięśniony tors z dużą literą „P”. W tle majaczy emanująca światłem kolumna Zygmunta, która jest jedynym elementem miejskim na plakacie. Poza Partycypatorem nie ma na nim żadnych innych ludzi. Jedynym sygnałem, że mamy do czynienia z relacją społeczną, jest wezwanie: „Uratuj Warszawę z Partycypatorem”. Tak więc jestem ja, słaba mieszkanka, Warszawa w kryzysie i omnipotentny Partycypator. Jeśli tak ma wygląda partycypacja, to ja dziękuję.

Można powiedzieć, że się czepiam. W końcu nie ja jestem założoną odbiorczynią plakatu, ale grupa młodszych ode mnie chłopców i dziewcząt. Aby zaś skutecznie docierać do różnych grup społecznych, trzeba mówić atrakcyjnym dla nich językiem. Innym niż ten skierowany do urzędniczek i urzędników, działających od dawna aktywistek i aktywistów czy starszych niż młodzież licealna mieszkańców i mieszkanek miasta. Poza tym plakat zawsze opiera się na pewnym przerysowaniu i redukcji koniecznej do wzmocnienia komunikatu – nie można pokazać na nim wszystkiego. Gdyby było na nim wszystko, co się wiąże z pojęciem partycypacji, wyglądałby tak, że pewnie bym go nie zauważyła wśród innych reklam. Co więcej, nie jest to jedyna akcja w kampanii prowadzonej przez Centrum Komunikacji Społecznej – w innych działaniach operuje się odmienną estetyką. W części z nich sama brałam udział, prowadząc konsultacje, miałam więc okazję zaproponować inne podejście. Racja.

Jednak się czepiam. Nie tylko dlatego, że jest to najsilniejszy do tej pory przekaz na temat tego, jak można patrzeć na partycypację (wcześniej dominowały abstrakcyjne plakaty zachęcające do wzięcia udziału w spotkaniach). Przede wszystkim dlatego, że promowanie partycypacji, której sukces zależy od wytworzenia poczucia współodpowiedzialności za miasto, za pomocą skrajnie indywidualistycznych wzorców, takich jak postać superbohatera, uważam za przeciwskuteczne. Plakat CKS-u daje fałszywe wyobrażenie na temat tego, czym jest partycypacja. Nie polega ona przecież na tym, że w sytuacji kryzysowej znajduje się wszechmogącego Partycypatora, który rozwiązuje wszystkie problemy, zaprowadza porządek, a potem znika. Albo na tym – w bardziej przyjaznym odczytaniu tego plakatu – że każdy (bardziej niż każda) z nas może się stać Partycypatorem i rozwiązywać problemy innych. Partycypacja nie jest też produktem, który należy sprzedać jak superskuteczny płyn do usuwania kamienia.

Partycypacja opiera się na zauważeniu i uznaniu obecności innych ludzi i budowaniu sieci relacji społecznych. Na trosce o miasto codziennie, a nie tylko w wyjątkowej sytuacji. Na ograniczeniu swojego ego i kierowaniu się przede wszystkim myślą o wspólnym dobru. Partycypacja wymaga stworzenia szeregu instytucji, które będą w stanie odpowiadać na potrzeby mieszkańców i mieszkanek i razem z nimi poszukiwać nowych rozwiązań. Na wzmożonej komunikacji – również między instytucjami, żeby nie dublować działań, akcji, informacyjnych i konferencji. To sieciowe działanie i konieczność współpracy – o czym, jak pokazują inne ich działania, wiedzą również pracownice i pracownicy CKS. Partycypacja nie jest zadaniem do wykonania, ale długotrwałym procesem uznającym wielość opinii i konflikt za ważny etap negocjacji. Wiedza o tym, na czym polega proces partycypacyjny, nie powinna być wiedzą tajemną, skrywaną przed młodymi ludźmi, którym proponuje się „grę miejską”, żeby ich przypadkiem nie zniechęcić. Bez tego wszystkiego możemy porzucić nadzieję, że partycypacja będzie czymś więcej niż pojedynczym wydarzeniem i stanie się stałym elementem miejskiego życia.

  

Komentarze
Dodaj nowy
takie_sobie  - bardzo trafne spostrzezenia   |08.04.2011 14:51:43
to juz Brecht ustami Gelileusza powiedzial, ze biedny ten kraj, ktory potrzebuje
bohaterow…
Warszawa nie potrafi wizualizowac swoich inicjatyw. podobnie jest z
tegoroczna Noca Muzeow - ziewajac Sklodowska to komunikat conajmniej kuriozalny
(sztuka jest nudna?), a do tego pomysl identyczny z plakatem Nocy Muzeow w
Duesseldorfie w 2005-ego roku autorstwa Floriana Meimberga… Stolica mialkoscia
stoi.
Kasia  - racja!   |08.04.2011 15:45:17
Słuszna racja!
pawesta  - partycypator wielkim poetą był   |10.04.2011 15:26:26
mnie zniechęca. niemal dostałem wczoraj apopleksji jak to zobaczyłem
magaz   |16.04.2011 16:52:11
A dziś dobrze ponad setka nastolatków, studentów, rodziców i dzieci pojawiła się
pod Kolumną nie zrażona tym "strasznym" plakatem i dzielnie rozwiązywała
zadania dotyczące Warszawy, ucząc się przy okazji, że wspólnie mogą więcej.
Czyli chyba taki zły pomysł to nie był na koniec :)
Monika  - Szkoda że Was tam nie było   |17.04.2011 12:26:57
Było nas tam ponad dwie setki. Szkoda że nie było tam z nami koleżanki
krytykantki, która pisze i nawet nie wie o czym. Lans i jeszcze raz lans. A gra
była swietan. Wielu przebanych i naprawde zaangażowanych aktorów, trudny temat z
dobrą fabułą. Przed grą zastanawiałam się jak można pokazać tem temat w grze
miejskiej. Moja wyobraźnia okazała się dość słaba. To co zostało zrobione to
mistrzostwo świata. Warto było pobiegać po Starym Mieście przez 4 godziny w
sobotnie popołudnie. I kto to zorganizował - Urząd Miasta. A jednak się da.
Gratulacje!
Mateusz Piotrowski  - Skutki paidei a ’ la KP   |26.04.2011 01:36:45
Dziwne, że J. Erbel skrytykowała nieskuteczność akcji, zanim akcja w ogóle się
odbyła.

Niestety, to nie pierwsza sytuacja, gdy KP krytykuje sensowne
inicjatywy nie doczytawszy nawet na czym owe inicjatywy polegają (vide: tekst o
DZS i NOU). Szkoda, bo zraża tym wielu sensownych młodych ludzi ze
społecznikowskim zacięciem (np. tych pracujących w Urzędzie Miasta i - z
dobrymi wynikami - organizujących Partycypatora).

Wciąż wiążę z KP duże
nadzieje i szanuję pracę i inteligencję wielu ludzi, którzy angażują się w jej
przedsięwzięcia, ale takie "spektatorskie" (jak powiedziałby śp. Staś
Brzozowski) recenzowanie innych akcji nie jest dobrą drogą na budowanie
szerokiego frontu sił prospołecznych.

Z socjalistycznym pozdrowieniem,

mateusz
P
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91841 Seconds