|
Kilka dni temu dostałam od jednej z moich studentek link do „Mapy usług i handlu” urzędu warszawskiej dzielnicy Śródmieście. Dzielnica od 1 do 31 października zbierała opinie na temat tego, jakich usług brakuje mieszkańcom i mieszkankom w najbliższej okolicy zamieszkania. Został przeprowadzony również spis istniejących sklepów i usług. Pozyskane informacje mają być podstawą do przeprowadzenia konkursów profilowanych na zagospodarowanie miejskich lokali. Rodzaj usług priorytetowo potraktował też urząd dzielnicy Pragi Południe wybierając je na temat konsultacji prowadzonych w dzielnicy przez Centrum Komunikacji Społecznej. Można mieć nadzieje, że będzie to początek powrotu zróżnicowanego miejskiego handlu na warszawskie ulice. Warto jednak zastanowić się między jakimi lokalami będziemy mogli wybierać. Oraz, jakie są zasoby lokalowe m.st. Warszawy i na ile dzielnice będą mogły prowadzić politykę poprzez zarządzanie nieruchomościami. Jeszcze do niedawna patrząc na zmiany zachodzące w polskich miastach można było dojść do wniosku, że za kilka lat wokół nas będą tylko banki i apteki, przetykane co jakiś czas second handem, sklepem z dopalaczami czy salonem gier. Wolnorynkowa polityka i przetargi, w których głównym kryterium wyboru była oferowana cena najmu, sprawiały, że z ulic znikały lokalne sklepy, zakłady rzemieślnicze. Automaty do gry wypychały piekarnie i sklepy z nićmi. Coraz trudniej było o warzywniak, szewca czy sklep z gwoździami. Drobne usługi albo były likwidowane, albo przenosiły się do centrów handlowych czy lokali w przejściach podziemnych. Warszawska ulica Marszałkowska, która dawniej była tętniącym życiem pasażem handlowo-kawiarnianym stała się niechętnie uczęszczaną arterią ze zbyt szerokim chodnikiem (zaprojektowanym żeby móc pomieścić tłumy przechodniów, których od dawna już tam nie było). Podobnie jeszcze kilka lat temu było z ulicą Chmielną.
Po pierwszym ruchu zassania handlu przez centra handlowe i nasycenia ich sklepami część sklepów zaczęła na powrót wracać na ulice. Początkowo dotyczyło to głównie luksusowych butików – jak te na warszawskim Nowym Świecie czy w okolicach pl. Trzech Krzyży. Teraz ekspansję na Nowy Świat przeprowadziły również tańsze i bardziej masowe marki odzieżowe. Aby kupić rękawiczki czy tanią biżuterię, nie trzeba już jechać do jednego z centrum handlowych, ale można pojechać na Nowy Świat. Ta tendencja do powrotu handlu na ulice jest bez wątpienia zjawiskiem pozytywnym, bowiem miasto bez usług szybko przekształca się w opustoszałą przestrzeń. Jednak wylanie się centrum handlowego na ulice niesie ze sobą niebezpieczeństwo, że warszawskie ulice nie tyle odzyskają swoją tożsamość, ile będą oferowały ten sam zestaw usług, co wielkie malle. Będzie tam miejsce na sieciówki, ale już niekoniecznie na sklepy prowadzone przez drobnych przedsiębiorców dysponujących niższym kapitałem, co sprawia, że nawet w profilowanych konkursach mają mniejsze szanse. Tak jak jeszcze do niedawna trzeba było przypominać, że kryterium doboru najemców w mieście nie powinna być wysokość oferowanego czynszu, tak teraz warto pamiętać o tym, że kawiarnia kawiarni nie równa, a Carrefour Express jest innym rodzajem przestrzeni niż osiedlowy spożywczak. I wbrew temu, co pisze w jednym ze swoich felietonów Krzysztof Nawratek, to nie sama czynność – wspólne picie kawy, kupowanie – określa rodzaj potencjalnych relacji. Ważna jest również forma własności, która wpływa na rodzaj lokalu. Przyjazna sieciówka, nawet z najlepszymi kartami lojalnościowymi, to zawsze sieciówka, która musi spełniać wypracowane w danej sieci standardy – dotyczące składu jedzenia czy kwestii bezpieczeństwa. O ile w lokalnej kawiarni można negocjować skład kanapki i zostawić komuś klucze lub paczkę, o tyle w sieciówce jest to znacznie trudniejsze. Dlatego też powinniśmy dbać nie tylko o typ usług, ale promować również lokalne punkty usługowe i gastronomiczne.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...