> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Fetysz partycypacji Drukuj
Joanna Erbel   
17.02.2011

Jeszczfot. verbeeldingskr8 CC (by)e cztery lata temu słowo „partycypacja” należało do słownika radykalnej krytyki społecznej. Partycypacja rymowała się z budżetem partycypacyjnym i demokracją bezpośrednią. Była ignorowanym wymogiem nakładanym przez Unię Europejską, niespełnioną obietnicą, jaką składało demokratyczne państwo polskie swoim obywatelom i obywatelkom oraz niezrealizowanym potencjałem konsultacji społecznych. Przez te trzy lata wiele się zmieniło. Partycypacja weszła na stałe do słownika miejskiego aktywizmu (zarówno tego lewicowego, jak i konserwatywnego), jest odmieniana przez przypadki, ma również swoje przymiotnikowe wariacje: odbywają się spotkania i warsztaty o „partycypacji społecznej” oraz „partycypacji obywatelskiej”. O tej drugiej powstał portal, który zbiera wiedzę o warsztatach, konferencjach i toczących się procesach partycypacyjnych. Ta pierwsza stała się tematem szerokiego programu „Wzmacnianie mechanizmu partycypacji społecznej w m.st. Warszawie”, prowadzonego przez Centrum Komunikacji Społecznej. Coraz częściej partycypacja jest również kojarzona ze sztuką w przestrzeni publicznej.


O partycypacji się mówi, i to coraz więcej. Partycypacja stała się modna i seksowna. I dobrze. Szeroki udział mieszkanek i mieszkańców w procesie decyzyjnym, w którym kształtuje się tkanka danego miejsca, to konieczny element budowania otwartego, demokratycznego miasta. Jednak aby partycypacja nie była pustym sloganem albo narzędziem służącym legitymizowaniu interesów tylko jednej grupy społecznej, nie można jej fetyszyzować. Konsultacje społeczne, w których bierze udział kilkadziesiąt (a nawet kilkaset osób) czy współpraca z organizacjami pozarządowymi, nie oznaczają automatycznie uwzględnienia wszystkich głosów. Mieszkańcy miast coraz bardziej się aktywizują, ale wciąż najaktywniejsza jest klasa średnia. To ona tworzy NGO-sy, pisze petycje i dysponuje kapitałem społecznym i kulturowym umożliwiającym jej skutecznie wywierać nacisk na władze miasta. Znacznie rzadziej do głosu dochodzą osoby z klas niższych, nie mówiąc już o legalnych i nielegalnych imigrantach. Istnieje wiele obszarów nie-uczestnictwa. Chodząc przez cztery lata na różnego rodzaju konsultacje, nie widziałam tam żadnego Wietnamczyka/Wietnamki, Roma/Romki czy innej przedstawicielki czy przedstawiciela mniejszości etnicznej. Osoby starsze to zwykle również przedstawicielki i przedstawiciele klasy średniej (dla spokoju sumienia są traktowane jako reprezentantki i reprezentanci wszystkich starszych ludzi). Choć coraz więcej osób włącza się aktywnie w politykę miasta, to najbardziej wykluczeni wciąż pozostają wykluczeni.

  

Nacisk na osobisty udział w konsultacjach społecznych i ocenianie ich za pomocą liczb sprawia, że pomija się interesy tych, którzy nie widzą dla siebie miejsca w tym procesie decyzyjnym. Liczenie uczestników zastępuje pytanie, kim były te osoby. Czy grupa była reprezentatywna, czy nie? A jeśli nie była, to w jaki sposób można uwzględnić interesy nieobecnych? Częściej pytamy o to, czy konsultacje zostały przeprowadzone, niż o to, komu mają służyć wprowadzane zmiany.

W taką pułapkę wpadają między innymi autorki i autorzy raportu DNA Miasta: Diagnoza. Badanie polityki kulturalnej miast polskich kandydujących do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 zrealizowanego przez Fundację Respublika. Oceniając strategie miast kandydujących do ESK, stwierdzają, że „największy problem przy tworzeniu aplikacji, czyli strategii rozwoju kultury, polegał właśnie na włączaniu mieszkańców w proces jej tworzenia”. Nie stawiają pytań o to, do kogo oferta miast jest skierowana, kto z niej skorzysta, a jakie grupy społeczne będą musiały zostać usunięte z reprezentacyjnych dzielnic. Koncentrują się na spełnianiu przez miasta europejskiego priorytetu „miasto i obywatele”, pomijając całkowicie mieszkanki i mieszkańców bez obywatelstwa. Inną kwestią jest to, czy aplikacja do ESK, która powinna być spójnym dokumentem spełniającym formalne warunki, rzeczywiście musi być powszechnie konsultowana. Może wystarczą zespoły eksperckie, które zalecą szerokie konsultacje na dalszym etapie realizacji projektów? Czy w momencie, kiedy nie mamy do czynienia z demokracją bezpośrednią, wszystko na każdym etapie musi być konsultowane?

  

Co więcej, mimo że konsultacje społeczne jako narzędzie wzmacniania procesu partycypacyjnego są coraz częściej stosowane przez władze miast, zwykle ich przedmiotem są kwestie światopoglądowe religijne a nie ekonomiczne. Jednym z takich przykładów jest zapowiedziany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz majowy sondaż w sprawie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. Jak zauważa Adam Ostolski, bardzo dobrze, że taki sondaż się odbędzie, ale jednak niepokoi fakt, że przedmiotem konsultacji społecznych nie stała się ani prywatyzacja SPEC, ani przyszłość wielu warszawskich zabytków (zwłaszcza tych związanych z robotniczą historią miasta). Doceńmy, że władze miasta chcą włączyć mieszkańców i mieszkanki do procesu decyzyjnego, ale nie możemy pozwolić, żeby konsultowanie jednych tematów służyło jako polityczne narzędzie do pomijania innych, tych bardziej kontrowersyjnych. Musimy nie tylko żądać konsultacji społecznych i tego, by ich wyniki były dla władz wiążące, ale również domagać się wpływu na szersze spektrum decyzji. W innym przypadku fetysz partycypacji całkowicie zasłoni skutki polityki władz miasta.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Robert  - inkluzja grup marginalizowanych   |22.02.2011 14:39:16
Dzieki za zwrócenie uwagi na problem jakościowej stratyfikacji osób
uczestniczących w konsultacjach społ. czyli: na problem partycypacji wybranych,
a raczej uprzywilejowanych. Wyzwaniem jest skuteczna odpowiedź na pytanie - co
zrobić by włączyć tych, co nie za bardzo i z BARDZO WIELU powodów nie mają
dostępu do "uszu" władzy/mainstreamu…
Robert
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93452 Seconds