|
Ubrania, dziergane rękawy z włóczki czy sznurkowe serwety, które tradycyjnie utożsamiane są z domem, intymnością i prywatnością coraz częściej pojawiają się w przestrzeni miejskiej. Stojaki rowerowe są obszywane wełnianymi pokrowcami, co jakiś czas nobliwa postać na pomniku dostanie w prezencie kolorowe rękawiczki lub szalik, na chodniku wyrośnie włóczkowy grzyb, wąskie przejście między dwoma budynkami zasłoni różnobarwna pajęczyna. Miejskie działania z włóczką nazywane „guerilla knitting”, są sposobem na zabicie nudy, próbą zawieszanie podziału na to, co prywatne i publiczne, męskie i kobiece, tradycyjne i nowoczesne. Są subtelnym sposobem włączenia się w miasto, zszycia się tkanką miejską, która przez to staje się przedłużeniem mieszkania.
Gueriila knitting oraz inne działania z tkaniną w przestrzenie miejskiej sprawiają, że nasze otoczenie staje się bardziej przyjazne, miękkie. Są czułym gestem wystosowanym wobec pomników, drzew, ławek lub innych elementów małej architektury, które przyzwyczailiśmy się traktować jako trwałe i niepotrzebujące dodatkowej opieki. Przypominają o tym, że miasto nie musi być traktowane tylko jako obszar zarządzany przez specjalnie wynajęte do tego służby, ale również my możemy się troszczyć - o nie i jego innych mieszkańców.
Wzajemna troska jest silna obecna w projekcie Małgorzaty Markiewicz „One, two, tree”, który na początku grudnia (3-4.XII) powstał na placu przed galerią handlową Sfera w Bielsku-Białej. Markiewicz ubrała w patchworkowy kubraczek z fragmentów ubrań stojące przed galerią samotne drzewo. Kolorowe drzewo towarzyszyło akcji zbierania zimowy ubrań, która w dniach 20.11-4.12 odbywała się w punkcie PCK w galerii handlowej.
Osłonięte ubraniami drzewo stało się reprezentantem wszystkich tych, którym brakuje zimowej odzieży. Złożone z różnych elementów garderoby miało przypominać o tym, że w naszych szafach często jest bardzo dużo niepotrzebnych ubrań. Artystka wraz z zarządem galerii zachęcała do tego, żeby podzielić się odzieżą, która wciąż jest dobra, ale już jej nie nosimy, bo wyszła z mody, znudziła się, albo z innego powodu. Akcja spotkała się z dużym i pozytywnym odzewem.
Projekt Markiewicz pokazywał, że stojące ośnieżone może stać się sojusznikiem, symbolicznych przedstawicielem, wszystkich tych, których nie widzimy na ulicach, bo z braku ciepłych ubrań rzadko opuszczają swoje mieszkanie. Tak jak palma Rajkowskiej (Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich, 2002), przypomina o tym, co w pośpiechu umyka naszej uwadze - o grupach osób wykluczonych, mniej uprzywilejowanych oraz przywołuje rodzaj aktywności, która kojarzy się nie z miejską przestrzenią publiczną, ale wolnym czasem, który spędzamy w domu.

Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...