|
Jednym z marzeń miejskich aktywistów oraz wszystkich, którzy chodzą czy jeżdżą rowerami po polskich miastach są wolne od barier gładkie powierzchnie. Chcemy, żeby przemieszczanie się po mieście przestało być przeprawą przez tor przeszkód. Żądamy równych chodników, podjazdów dla wózków, pasów dla rowerów. Rozdzielenia ruchu czterokołowego od dwukołowego i pieszego. Pragniemy prowadzić swój mniej lub bardziej ekologiczny tryb życia bez konieczności konfrontowania się z innymi i bez ciągłego poczucia niebezpieczeństwa w związku z możliwością utraty zdrowia czy nawet życia. Tym, na czym nam zależy jest przyznanie priorytetu ruchowi pieszemu i rowerowemu poprzez ograniczenie obszarów dostępnych samochodom i wyznaczenie specjalnych, bezpiecznych, wolnych od zagrożeń stref. Chcemy żyć w mieście, które będzie miastem wygodnym, skrojonym zgodnie z naszymi progresywnymi potrzebami rozpoznanymi podczas wyjazdów do Berlina, Kopenhagi czy innych europejskich miast, które traktujemy jako przykłady wzorowej przestrzeni publicznej.
Marząc o lepszym mieście, warto się jednak zastanowić, czy raz a dobrze zaprojektowana przestrzeń, która odpowiada na nasze potrzeby jest tym, co tak naprawdę chcemy. Czy tym, o co nam chodzi jest utopia miejska, w której nie będziemy musieli więcej wytężać uwagi i rozglądać się dookoła, bo będziemy mijać tylko to, co znane, przyjemne i bezpieczne? Idealna przestrzeń skrojona tak, aby zadośćuczynić potrzebom świadomych społecznie, światłych aktywistów i aktywistek szybko może okazać się nie tylko miejscem nudnym, ale również ekskluzywnym. Skrojona dla progresywnej klasy średniej staje się opresyjna dla imigrantów, przybyszów posiadających inne kody kulturowe czy wszystkich tych, którzy byli gdzie indziej kiedy podejmowano decyzje, co do wspólnej przestrzeni, albo urodzili się zbyt późno, żeby wyrazić swoje zdanie, kiedy pożądany ład był tworzony. Wtedy może okazać się, że jak na berlińskim lotnisku Tempelhof, można robić grilla, ale tylko w jednym sektorze. Można przyprowadzić psa, ale może on być w innej części terenu. Zwierzęta mogą mieć prawo do obecności, ale nie tam gdzie są dzieci i jedzenie. Że jak w duńskiej Odense, jest miejsce w mieście na stoiska imigrantów, ale tylko kilka dni w roku. Że liczy się kreatywność, o tyle, o ile jest wpisuje się w estetykę klasy średniej. Że można zostać włączonym do systemu, ale tylko na jego zasadach. Oraz, że istnieje zadziwiająco silny związek między liczbą ścieżek rowerowych, projektów artystycznych w przestrzeni i deklaracją progresywnych działań w mieście, a restrykcyjną polityką migracyjną. Wygodna przestrzeń ogłupia, przytępia, pozbawia społecznej wrażliwości. Przyzwyczaja do jednego porządku społecznego i nie pozwala zobaczyć tego, co wychodzi poza ramy naszego systemu odniesień. Miasto, tak wygodne, że nie czujemy jego obecności oducza nas tego, że tworzenie miejskiej wspólnoty nie polega na wprowadzeniu i egzekwowaniu progresywnych zasad zachowania, ale ciągłej negocjacji wzajemnej współobecności. Idealne miasto, żeby nie stać swoim przeciwieństwem musi zmuszać nas do konfrontacji z tym, co nowe i niespodziewane. Uczyć nas, że niemożliwe jest jednorazowe zaplanowanie przestrzeni, w taki sposób, żeby nie musieć więcej spierać się o jej kształt. Oraz tego, że moment, kiedy otoczenie przestaje stawiać opór, a my nie napotykamy niczego, co poddaje w wątpliwość nasze codzienne nawyki nie powinien być traktowany jako ostateczne zwycięstwo, ale sygnał, że coś zostało wyparte, pominięte, zepchnięte na margines. Wyzwaniem, jakie stoi przed wszystkimi, którym zależy nie tylko na włączeniu do miejskie mainstreamu własnego stylu życia, ale również na trosce o to, żeby być w mieście, które będzie jak najbardziej inkluzywne, nie jest tylko walka o dostępną infrastrukturę, ale przede wszystkim o ochronę tego, co samorodne, nieprzewidziane, oraz uznanie, że planując miasto, konieczne jest nie tylko zapewnienie maksymalnie heterogenicznej przestrzeni, ale również otworzenie się na zdarzenia, którym w danym momencie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Marząc o inkluzywnym mieście, które będzie otwarte na nowe działania nie powinniśmy mieć głównie przed oczami ścieżek rowerowych i projektów w przestrzeni publicznej, ale również zatłoczone wielokulturowe targowiska, na których nikt nie ma problemu z tym, żeby się trochę przesunąć.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...