> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Czy naprawdę musimy być klasą kreatywną? Drukuj
Joanna Erbel   
16.12.2010

fot. nck.plKilka dni temu wyszło polskie tłumaczenie Narodzin klasy kreatywnej Richarda Floridy, jednej z najgłośniejszych i najszerzej dyskutowanych książek dotyczących rozwoju miast. W swojej książce Florida obwieszcza powstanie nowej klasy – klasy kreatywnej, która ma być awangardą współczesnych metropolii. Klasa kreatywna, w większości poruszająca się w obszarze pracy niematerialnej, ma szanse wnieść życie do opustoszałych przestrzeni, zaproponować nowy, bardziej ekologiczny styl życia, szerzyć tolerancję i jednocześnie przyczyniać się do rozwoju ekonomicznego miast. Co więcej, to właśnie klasa kreatywna jest klasą wrażliwą społecznie, która realizując swoje projekty (częściej niż po prostu pracując), może wciągać w swoje działania osoby pracujące w sektorze usług, produkcji oraz rzesze wykluczonych z rynku pracy. 

  

Klasa kreatywna złożona z indywidualistów jest pozbawiona świadomości klasowej, co sprawia, że wpływa na swoje otoczenie nie przez zbiorowy protest, ale przez indywidualne działania. Wyznaczają ją 3T: talent, technologia, tolerancja. Klasa kreatywna to ludzie otwarci, innowacyjni, odważni intelektualnie, przekraczający normy społeczne. Według klasyfikacji Floridy to w większości akademicy/akademiczki, artyści/artystki, designerzy/designerki oraz wiele innych osób zajmujących się tworzeniem nowych rozwiązań, działaniem w sferze symboli. Do klasy kreatywnej Florida zapewne zaliczyłby również większość czytelników i czytelniczek Krytyki Politycznej. Floridowska klasa kreatywna to my! Jesteśmy zdolni, twórczy, wrażliwi społecznie - mamy prawo żądać, aby nas wspierać. Bez nas nie ma mowy o rozwoju.

  

Każde miasto, jak twierdzi Florida, które chce być miastem przyjaznym do życia, potrzebuje klasy kreatywnej. Jednak przedstawiciele klasy kreatywnej nie chcą osiedlać się wszędzie. Przyciąga ich wieloetniczność, różnorodność, miejska zieleń, sztuka. Władze miasta powinny cenić i wspierać lokalne wspólnoty, zwłaszcza te wieloetniczne. Cenić opustoszałe przestrzenie industrialne, oddawać po preferencyjnych cenach  mieszkania na pracownie artystyczne lub świetlice kulturalne, bowiem to właśnie dzięki nim klasa kreatywna zyskuje środowisko, które ją stymuluje do działalności twórczej. Remontując ulice i place, władze miasta powinny unikać nudnych, klasycznych projektów, a częściej oddawać przestrzeń miejską artystom oraz innym grupom, które chcą ją użytkować. Jednocześnie konieczne jest ułatwianie dostępu do nowych technologii, walka z wykluczeniem cyfrowym, bowiem kreatywne jednostki znajdują się wśród osób pracujących obecnie poza sektorem kreatywnym i nie mogą twórczo działać z powodów strukturalnych. Florida przekonuje, że zadaniem władz miasta, którym zależy na rozwoju, jest znoszenie tych granic.

  

Perspektywa Floridy, który pokazuje na ścisły związek heterogenicznej tkanki społecznej z rozwojem ekonomicznych, może być traktowana jako wygodne narzędzie negocjacji z władzami miasta. Jest alternatywą wobec rozwoju miasta opartego na wprowadzaniu zagranicznego kapitału, który rzadko kiedy jest wrażliwy społecznie. Florida pokazuje, że to nie wielkie korporację są głównym motorem rozwoju, ale suma działań osób należących do klasy kreatywnej, która przez swoje codzienne wybory pobudza gospodarkę i oferuje nowe rozwiązania, zachęcając do podejmowania ryzyka. Rozważania Floridy pokrywają się w dużym stopniu zarówno z postulatami miejskich ruchów społecznych, które walczą o przestrzeń dobrej jakości, jak i wszystkich tych, którzy dążą do tego, by władze uznały, że „Kultura się liczy!”. Dlaczego więc nie zjednoczyć się – jak sugerowałby Florida –  przybrać tożsamość „klasy kreatywnej” i z egzemplarzem Narodzin klasy kreatywnej, walczyć o lepszy i sprawiedliwszy świat? 

  

Perspektywa Floridy jest z jednej strony bardzo pociągająca ze względu na szerzenie tolerancji i życia dobrej jakości, z drugiej zaś, mimo iż zdaje się być wrażliwa społecznie, jest skierowana wobec ogólnego Innego, który ma wspierać nasz proces twórczego myślenia, ale jest obojętna wobec konkretnego Innego, który jest naszym sąsiadem i zostanie eksmitowany, jeśli wzrosną czynsze, co jest zwykle rezultatem wprowadzenia się do danej przestrzeni klasy kreatywnej. Florida ceniąc różnorodność i otwarte myślenie, uznaje stabilność i stałe więzi społeczne za przeszkodę w twórczym działaniu. Krytykuje tradycyjne wspólnoty, ale całkowicie pomija inne modele takie jak rodziny patchworkowe, grupy przyjacielskie, różnego rodzaju kooperatywy czy inne formy bycia razem. 

  

Zauważa, że bycie klasą kreatywną to nie tylko sama przyjemność. Aby należeć do twórczej awangardy, trzeba również ponosić koszta związane z funkcjonowaniem na niestabilnym rynku pracy, stresem związanym z ciągłą koniecznością przerabiania nowych informacji, aby być na bieżąco. Zmęczeniem podróżami, które najpierw są przywilejem i przyjemnością, ale z czasem stają się koniecznością. Pisze o kosztach indywidualnych, ale pomija koszta społeczne. Jest świadomy gentryfikacji, ale nie widzi konieczności szukania rozwiązań, które mogłyby ją zatrzymać albo chociaż spowolnić. 

  

Czy zatem należy walczyć z Floridą i uznać Narodziny klasy kreatywnej za książkę szkodliwą społecznie? Wpisać do indeksu ksiąg zakazanych i pilnować, żeby za dużo osób przypadkiem nie uznało się za „klasę kreatywną”? Na pewno nie. Znacznie lepiej jest się z Floridą zapoznać i traktować jako tekst mediujący pomiędzy społecznie zaangażowanymi działaniami kulturalnymi a władzami miasta, dla których argument finansowy jest dodatkowym argumentem. Nie trzeba organizować spotkań i przekonywać, że sztuka przyczynia się do rozwoju miasta – Florida już to zrobił i warto go w tym kontekście polecać. Polskie wydanie Narodzin klasy kreatywnej sprawia, że możemy się zająć tworzeniem modeli współdziałania opartego na idei społecznej solidarności, gdzie kreatywność nie będzie związana z samorozwojem oraz indywidualną satysfakcją, ale będzie środkiem do walki o miasto, w którym znajdzie się miejsce nie tylko dla klasy kreatywnej, ale również dla innych osób.

 ______________

Richard Florida, Narodziny klasy kreatywnej, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2010.

Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |16.12.2010 23:48:17
Budowanie nowych idei, tworzenie rozwiązań, działanie w sferze symboli to jest
to o czym się marzy. Zasuwanie od rana do wieczora od jednej
pseudointelektualnej chaltury do drugiej, sprzedawanie "odkrywczego tekstu o
świetach w rodzinie patchworkowej" po raz piętnasty każdego roku,
prowadzenie kultowej księgarni z jednoczesnym graniem w reklamie Knorra i granie
w reklamach banków z wykorzystywaniem fragmentów własnej twórczości to jest to
co się często realnie dostaje. Jak zobaczyłem Peszek która w reklamie Inteligo
mówi, że nie ma czasu na pieprzoty bo "po prostu śpiewa" to sie poczułem
jakby mi ktoś dał w pysk. Bo przeraziłem się, że ja też tak mogę skończyć. Iść
do fundacji ratującej cośtam cośtam i skończyć tworząc idiotyczne ulotki które
niczego nie wnoszą ale za które można dostać dotację. Klasa kreatywna jest jak
dworski błazen, który cieszy się, że może być sobą w miejscu pełnym obłudy.
JDRZ   |17.12.2010 12:36:59
Zabawne. Właśnie zerkam do jednej z książek wydanych przez "KP", a tam
na jednej z ostatnich stronic wykaz planów wydawniczych. Wśród anonsowanych
pozycji "The Rise of the Creative Class…" Floridy. A teraz mamy
całkiem racjonalną krytykę sztandarowego dzieła zadowolonego z siebie autora,
który wyniósł się z Pittsburgha (no bo przecież to nie jest raczej "creative
city" w rozumieniu Floridy) zaraz po sukcesie owego tekstu. Richard Florida
jest tym wszystkim, czym nie powinien być wnikliwy analityk miasta rozumianego
jako pewien konglomerat społeczno-kulturowo-ekonomicznych kategorii. Warto
wspomnieć, że obecnie jest gwiazdą jakiejś teoretycznie pro-ekologicznej
kampanii reklamowej jakże wybitnie ekologicznej korporacji… Phillips. A
"KP" poleciłbym umiar w ekscytowaniu się modnymi autorami, a już na
pewno ostrożność, zanim coś się umieści w planach wydawniczych.
iza  - moda na Floryde   |17.12.2010 15:14:10
Związek Florydy z Pittsburgiem właśnie jest podstawą do zrozumienia jego prac.
Jest to bardzo ciekawy przypadek miasta, które było skazane na podzielenie losu
Detroit i w krótkim czasie z typowego ośrodka przemysłu ciężkiego stało się
jednym z istotnych centrów kształcenia i badań w dziedzinach medycznych i
technologicznych. To jest właśnie świetny przykład na zmianę - w NYC trudno
byłoby tego typu procesy obserwować, ponieważ w tej metropolii od wielu lat
środowiska twórcze funkcjonujące wg opisu autora istniały. Co do samego Florydy
to jego popularność aktualnie obejmuje środowiska MBA i innych Business School
jak i związanych z ekonomią pewnych badaczy. Socjologowie właściwie zgodnie
uważają, że prace tego autora są bardziej popularne niż naukowe. Na
konferencjach w EU czy USA cytowanie go w pozytywnym sensie i wykorzystywanie
jako podstawy do rozważań czy badań jest właściwie źle postrzegane (i nie jest
to tylko efekt tego, iż "moda na tego autora już minęła"). Florida jest
natomiast bardzo popularny aktualnie w Azji, gdzie nie tylko traktuje się go
jako intelektualistę, ale gdzie buduje się miasta z "The Rise of the
Creative Class" w ręku. Idealnym przypadkiem tego fascynującego procesu i
wdrożenia w życie tej perspektywy jest dzisiejszy Shanghai.
Natomiast w
trendzie zmian o których pisze Floryda wyrosł na gruncie socjologii (częściowo
też ekonomii i culture studies) ciekawy nurt zajmujący się "creative
industry" - czyli szeroko pojętą socjologią pracy i organizacji
funkcjonujących we współczesnych miastach w obszarze aktywności artystycznych,
intelektualnych - ogólnie mówiąc - uznawanych za twórcze. To że KP podjęła się
tłumaczenia tej pozycji jest z pewnością zrozumiałe z perspektywy miejsca
jakie autor zajął w dyskusji na temat rozwoju metropolii, mimo iż pewne cechy
tej pozycji, które Joanna Erbel podkreśliła w tekście, sprawiają iż nie jest to
książka która ma być czytana jako naukowa praca socjologa czy urbanisty.
I.
Wagner
lala skunks  - re: Spokojny   |03.10.2011 10:45:01
Spokojny napisa?:
Budowanie nowych idei, tworzenie rozwiązań, działanie w sferze symboli to
jest to o czym się marzy. Zasuwanie od rana do wieczora od
jednej pseudointelektualnej chaltury do drugiej, sprzedawanie
"odkrywczego tekstu o świetach w rodzinie patchworkowej" po raz
piętnasty każdego roku, prowadzenie kultowej księgarni z jednoczesnym
graniem w reklamie Knorra i granie w reklamach banków z wykorzystywaniem
fragmentów własnej twórczości to jest to co się często realnie
dostaje. Jak zobaczyłem Peszek która w reklamie Inteligo mówi, że nie ma
czasu na pieprzoty bo "po prostu śpiewa" to sie poczułem jakby
mi ktoś dał w pysk. Bo przeraziłem się, że ja też tak mogę skończyć. Iść do
fundacji ratującej cośtam cośtam i skończyć tworząc idiotyczne ulotki
które niczego nie wnoszą ale za które można dostać dotację. Klasa kreatywna
jest jak dworski błazen, który cieszy się, że może być sobą w miejscu
pełnym obłudy.

W związku z tym, co stwierdza skokojny, jako prawdopodobny element klasy
kreatywnej, zastanawiam sie od dłuższego czasu, czy uda mi sie pozbyć
poczucia intelektualnej prostytucji?
Spokojny  - @ lala   |03.10.2011 15:00:25
Myślę, że nie. Używasz fałszywego pieniądza. Pieniądz prawdziwy to taki, którego
jest zawsze tyle samo. Jego ilość nie rośnie. Ludzie rozliczają się nim kiedy
potrzebują różnych rzeczy. Butów - więc ktoś im robi buty. Domu - więc ktoś im
buduje dom. Jak nie mają pieniędzy to tak długo pracują aż te pieniądze
uzbierają.
Pieniądz fałszywy to taki, który można zawsze pożyczyć tylko trzeba
oddać więcej niż się pożyczyło. Każdy współcześnie używany pieniądz jest taki.
Każdy banknot ma napis "jestem długiem który musisz spłacić za pomocą
zaciągnięcia kolejnego długu. Jeśli jesteś sprytny przekonaj kogoś innego by
zaciągnął ten dług za ciebie. Na przykład wmów mu, że potrzebuje czegoś na co go
nie stać i niech on weźmie na to pożyczkę. Wtedy pojawią się pieniądze byś mógł
zwrócić tyle, za ile mnie pożyczyłeś. Namów kogoś na coś. Użyj sprytu". Nie
mając innego wyjścia robisz to. Tworzysz wirtualną rzeczywistość w której
przekonujesz inną osobę, że potrzebuje czegoś więcej niż buty lub dom. Wtedy to
już nie ty musisz spłacać dług tylko on musi. Czy go spłaci zależy od jego
sprytu. Jeśli też zdoła przekonać kogoś innego by wziął z banku pieniądze na
kolejną niezbędną rzecz, to spłaci swój dług. W ten sposób mamy coraz więcej
rzeczy i coraz więcej długu, więc rzecz jasna prostytucja jest tylko kwestią
czasu. Ostatnio dotarłem do Grecji. Odległość którą konno pokonywałbym
miesiącami przebyłem w dwie godziny. Zaciągnąłem wobec wszechświata olbrzymi
dług. Ktoś będzie musiał go spłacić.
Co można zrobić? Można to wiedzieć i z
tej wiedzy czerpać zadowolenie. Odwiedź kopiec Wandy w Krakowie. Tu jest grób
pierwszej królowej Polski. Bezinteresownie weź reklamówkę i sprzątnij trochę
puszek po piwie z tego miejsca. Nikt tego nie zauważy i nic to nie zmieni.
Bezinteresowne działanie to nie prostytucja.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.96736 Seconds