Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dzierzgowski: Powszechny dochód gwarantowany - idea lewicowa czy liberalna? Drukuj
Jan Dzierzgowski   
07.08.2007
Pomysł, by każdy człowiek, bez względu na swą sytuację majątkową, rodzinną, bez względu na to, czy pracuje czy nie i ile zarabia, był uprawniony do otrzymywania pewnej określonej kwoty pieniężnej od wspólnoty, w której przyszło mu żyć, wydaje się uwodzicielsko prosty. Pozwala, przynajmniej teoretycznie, rozwiązać problem ubóstwa, a już z pewnością najbardziej dotkliwej nędzy, uniemożliwiającej zaspokojenie najbardziej elementarnych potrzeb. Ów stały dochód przyczyniłby się do znacznej emancypacji jednostek, zwłaszcza gdyby był na tyle wysoki, by porzucenie pracy zarobkowej stało się dostępną opcją. Przymus ekonomiczny przeszedłby do historii.

Powszechny dochód gwarantowany daje więc wszystkim ludziom możliwość tego, co ekonomista i filozof Albert Hirschman określał mianem rozstania (exit) - bez większego ryzyka, bez narażania się na spadek standardów życiowych można opuścić nieuczciwego pracodawcę. Znikłby też problem uzależnienia finansowego niezatrudnionych (bądź źle zarabiających) kobiet od pracujących małżonków. Dlatego właśnie Philippe Van Parijs, jeden z najważniejszych członków organizacji Basic Income Earth Network, powiada, że dochód gwarantowany umożliwiłby „wolność od tyranii szefów, mężów i biurokratów”.

Właśnie te dwa aspekty całej sprawy - emancypacja jednostek i bezpieczeństwo - są najistotniejsze we współczesnych opowieściach o powszechnym dochodzie gwarantowanym. Wynika to przede wszystkim z zawartych w nich diagnoz dotyczących obecnej sytuacji gospodarczej świata.

Koniec pracy, globalizacja i elastyczność

Powszechny dochód gwarantowany często brany jest pod uwagę przez autorów, którzy z rozmaitych powodów uważają, że coraz mniej ludzi znajdować będzie zatrudnienie w nieustannie modernizującej się gospodarce.

Od wielu już lat propozycja powszechnego dochodu gwarantowanego przedstawiana jest jako odpowiedź na nadchodzący - zdaniem wielu - czas końca pracy. Już w latach 60. ekonomista Robert Theobald prorokował, że w najbliższej przyszłości maszyny zastąpią zdecydowaną większość pracowników (zwłaszcza tych niżej wykwalifikowanych), co z kolei pociągnie za sobą nieunikniony spadek zarobków tych osób, które zdołają zachować stanowiska. Rozwiązaniem winno być rozdzielenie dochodów i pozycji zawodowej i zapewnienie bezpieczeństwa „ludziom zbędnym”. Dokonałoby się ono właśnie za sprawą powszechnego dochodu gwarantowanego. Do koncepcji Theobalda odwołuje się również najbardziej znany orędownik tezy o końcu pracy, Jeremy Rifkin.

Ale wizja końca pracy to tylko jedna z możliwych diagnoz. W pismach zwolenników powszechnego dochodu gwarantowanego o wiele częściej spotykamy się z argumentami, że od kilkudziesięciu już lat postępuje deregulacja czyli, by tak rzec, urynkowienie rynku pracy. Państwo wycofuje się stopniowo z ingerowania w relacje między pracownikami a pracodawcami. A nawet jeśli tego nie czyni, to i tak przed pracodawcami otwierają się zupełnie nowe możliwości związane z globalizacją, rozumianą przede wszystkim jako uwolnienie przepływów kapitałowych i zapewnienie przedsiębiorcom swobody w wyborze miejsc, w których lokować będą swą działalność. Inaczej mówiąc, pozycja pracowników na rynku staje się coraz mniej pewna. Zawodzą też dotychczasowe metody artykulacji interesów, przede wszystkim organizowanie się w związki zawodowe.

Wszystko to wiąże się bezpośrednio z postępującą segmentacją rynku pracy. Interesy - i możliwości - pracowników są różne w zależności od tego, w którym z segmentów się znaleźli. Są osoby bardzo poszukiwane przez pracodawców, wysoko wynagradzani specjaliści. Są segmenty, gdzie wciąż jeszcze obowiązują zasady, wynegocjowane przed laty przez związki zawodowe, tj. wysoki poziom ochrony pracowników. Inna część pracowników musi obawiać się tego, że ich kwalifikacje stają się przestarzałe, a ich samych zastąpić mogą maszyny. Jest też spora warstwa tak zwanych flexiworkers - osób podlegających elastycznym formom zatrudnienia. Praca przydarza się im od czasu do czasu. Angażowani są na niepełny etat, na umowę-zlecenie itp. Przeważnie nie mogą liczyć na solidne świadczenia. Wreszcie mamy grupę, którą Guy Standing określa mianem detached stratum - grupę osób będących poza rynkiem pracy, pozbawionych perspektyw powrotu.

Jakie są konsekwencje takiej diagnozy? Po pierwsze nie sposób nie zauważyć, że wszystko to „rymuje się” z postępującą indywidualizacją. Nie ma już możliwości zorganizowania się przeciwko pracodawcom - segmentacja rynku pracy pociąga za sobą różnicowanie się interesów i możliwości ich artykulacji. Po wtóre bezpieczeństwo dochodowe odchodzi do przeszłości. Praca, by odwołać się do znanej frazy Ralfa Dahrendorfa, przestaje być biletem wstępu do świata zasobów. I po trzecie pojawiają się coraz to nowe sposoby nacisku na pracowników - stąd właśnie potrzeba empowermentu i emancypacji jednostek zaczyna być naprawdę paląca.

Nie osądzam, czy te diagnozy są trafne, czy nie. Ważne, że powszechny dochód gwarantowany stanowi próbę odpowiedzi na wszystkie powyższe problemy.

Radykalna reforma kapitalizmu

Odpowiedź ta jednak nie jest - w zamierzeniu zwolenników powszechnego dochodu gwarantowanego - wcale tak rewolucyjna, jak mogłoby się wydawać. Ma on być przede wszystkim rozwiązaniem, które przyczyni się do radykalnej reformy kapitalizmu, ale bynajmniej nie do odrzucenia tego systemu.

Najlepiej widać to na przykładzie argumentu, że każdy pracownik będzie mógł samodzielnie negocjować z pracodawcą warunki zatrudnienia. Myśl jest prosta: wprowadzenie dochodu gwarantowanego umożliwi pełną niemal deregulację i odejście od norm prawa formalnego, gdyż zniknie przymus ekonomiczny, a pozycje negocjacyjne pracownika i pracodawcy staną się prawie równe. Nie trzeba więc systemów ubezpieczeniowych, płacy minimalnej ani układów zbiorowych. Pracownicy indywidualnie ustalą, na jakich zasadach chcą pracować.

Zauważmy, że w tej wizji zmienia się układ sił, ale wszyscy gracze pozostają na swych dotychczasowych pozycjach. Już w 1918 roku Dennis Milner, brytyjski działacz społeczny luźno związany z Partią Pracy powiadał, że dochód gwarantowany pomoże rozładować napięcia związane z konfliktami klasowymi - sama struktura systemu nie była jednak przezeń kwestionowana.

Mamy tu też silny nacisk na indywidualizm, co również współgra z logiką kapitalizmu. Jest i inna grupa argumentów: deregulacja mogłaby znacznie poprawić efektywność produkcji i przyczynić się do zdecydowanego uelastycznienia świata pracy. „Elastyczność” zaś to coś, do czego wzdycha dziś wielu, święty Graal poszukiwany przez ekonomistów czy specjalistów od zarządzania zasobami ludzkimi. Słowem, wielu autorów opowiadających się za uniwersalnym grantem uznaje brak alternatywy dla kapitalizmu jako takiego, ale wierzą w możliwość mniej lub bardziej radykalnej reformy praktyk społeczeństwa kapitalistycznego.

Idea lewicowa czy liberalna?

Między innymi z tego powodu bardzo trudno charakteryzować ideę powszechnego dochodu gwarantowanego jako „liberalną” bądź „lewicową”. Wśród jej zwolenników znajdujemy autorów utożsamianych z liberalizmem, takich jak Charles Murray czy Milton Friedman - stworzona przezeń koncepcja negatywnego podatku dochodowego to jeden z możliwych wariantów dochodu gwarantowanego. Czasem za powszechnością gwarancji dochodowych opowiadają się duchowni, m.in. Martin Luther King i arcybiskup Helsinek. Z drugiej jednak strony, mamy także przedstawicieli lewicy -niemieckiego socjologa Clausa Offego i cytowanego już eksperta Międzynarodowej Organizacji Pracy Guya Standinga.

Owa ideologiczna niejednoznaczność każe powrócić do wątku, od którego zaczynał się niniejszy tekst. Otóż prostota pomysłu z powszechnym dochodem gwarantowanym jest nieco złudna, a to głównie za sprawą sporów teoretycznych między autorami kładącymi nacisk na bezpieczeństwo i autorami kładącymi nacisk na emancypację. Bezpieczeństwo zaś i emancypacja to, jak widzieliśmy, zupełnie kluczowe zagadnienia, co wynika z przyjęcia takiej, a nie innej diagnozy stanu współczesnego świata.

Warto tu wspomnieć o kilku najbardziej znaczących różnicach. Za najbardziej emancypacyjny wariant uchodzi propozycja zakładająca, by dochód gwarantowany wypłacany był wszystkim jednorazowo w postaci bardzo dużej kwoty pieniężnej. Najbardziej znanymi współcześnie orędownikami takiego pomysłu są Bruce Ackerman i Anne Alstott. W książce The Stakeholder Society postulowali oni, by każdy dwudziestojednolatek w Stanach Zjednoczonych otrzymywał 80 000 dolarów w czterech kwartalnych ratach. Wymagane byłyby jedynie niekaralność i ukończenie szkoły średniej. Osobom, które zakończyły swą edukację na wcześniejszym etapie grant wypłacany byłby ratalnie przez wiele lat. Pomysł ten uważany jest za cokolwiek skrajny, głównie ze względu na kwotę grantu, choć ma swych zwolenników. Z kolei rząd Tony'ego Blaira powołał do życia tzw. Baby Bonds. Każde brytyjskie dziecko urodzone po 1 września 2002 roku ma specjalne konto, na które państwo wpłaca po 250 funtów (w przypadku dzieci z ubogich rodzin jest to 500 funtów). Po ukończeniu osiemnastego roku życia właściciel konta będzie mógł podjąć pieniądze - wypada jednak zauważyć, że nawet przy najbardziej korzystnym oprocentowaniu nie mówimy tu raczej o zbyt dużych sumach.

Autorzy, którzy przywiązują większą wagę do kwestii ubóstwa, skłonni są raczej opowiadać się za koncepcją tzw. niepełnego dochodu gwarantowanego, w myśl której kwota uniwersalnego grantu nie powinna być na tyle duża, by pozwalać ludziom na utrzymywanie się bez konieczności podejmowania zatrudnienia. Inną opcją jest tzw. participation income, czyli dochód za uczestnictwo. Obecnie najbardziej znanym autorem postulującym podobne rozwiązanie jest ekonomista A.B. Atkinson. Jego zdaniem dochód gwarantowany powinien przysługiwać osobom, które pracują zawodowo, są w wieku emerytalnym bądź są niezdolne do pracy, bezrobotnym aktywnie poszukującym zatrudnienia, ludziom pobierającym nauki, wolontariuszom i aktywistom organizacji pozarządowych itp. Wspomniany już negatywny podatek dochodowy Friedmana, choć pod względem matematycznym nie różni się niczym od dochodu gwarantowanego, można uznać za rozwiązanie akcentujące raczej kwestię ubóstwa niż emancypacji, a to ze względu na pewne praktyczne różnice, mające wpływ na sposób wypłacania świadczeń.

Zdaniem zwolenników powszechnego dochodu gwarantowanego żyjemy w świecie, w którym potrzebujemy bezpieczeństwa, ale równocześnie potrzebujemy wolności osobistej. Postępująca indywidualizacja, wymuszona głównie przez rynek, jest z jednej strony zagrożeniem, ale także pewną zdobyczą. Powszechny dochód gwarantowany to próba pogodzenia tych dwóch spraw. Okazuje się to jednak na tyle trudne, że debata prowadzona przez jego zwolenników staje się coraz bardziej skomplikowana, a kolejne modyfikacje całej idei sprawiają, iż trudno argumentować na rzecz powszechnego dochodu gwarantowanego, odwołując się jedynie do prostoty tego rozwiązania.


 — 
*Jan Dzierzgowski - absolwent Instytutu Socjologii UW, tłumacz książek Richarda Sennetta i Lestera Thurowa

Więcej o powszechnym dochodzie gwarantowanym można przeczytać m.in. na stronach: www.citizensincome.org i www.basicincome.org.

Komentarze
Dodaj nowy
KczK   |08.08.2007 07:20:56
Proponuję iść za ciosem i zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej wprowadzić
gwarantowaną dostępność kobiet. Nie że jeden ma pięć pięknych kochanek a inny
żadnej, co najwyżej towarzystwo obmierzłych sufrażystek.
KczK   |08.08.2007 07:41:39
A poważniej - co się tak uparliście na tych pracodwaców, co was porąbało że
widzicie w nich tylko jakieś upiorne bestie? Pracodawca ponosi ogromną
odpowiedzialność za swój biznes, pracuje więcej i ciężej niż najemni pracownicy
którzy odbębnią swoje i po godzinach mają wszystko gdzieś. Efektem prowadzenia
firmy może być równie dobrze zysk jak i strata. To z tym dochodem gwarantowanym
to ciekawy pomysł. Może olać wszystko, zamknąć firmę i zgłosić się po ten
"gwaratnowany dochód"? Tylko kto w tedy na niego zapracuje?
gien1   |08.08.2007 12:26:20
Powszechny dochód gwarantowany jest być może "uwodzicielsko prostym
pomysłem", ale przy okazji jest pomysłem odrażająco głupim.
Źródłem
"przymusu ekonomicznego", przeciwko któremu wytacza Pan tę armatkę jest
fizjologia człowieka - musimy jeść, pić, chronić się przed niesprzyjającymi
warunkami atmosferycznymi itd. I to stąd wynika fakt, że ludzie muszą wykazywać
aktywność, aby przeżyć. Więc jeśli domaga się Pan jakiejś emancypacji spod
"przymusu ekonomicznego", to ma na myśli wyemancypowanie się człowieka z
jego natury. Już sam ten cel, jak na moje oko jest absurdalny, ale cóż - w końcu
niektórzy ludzie lubują się w bzdurach i absurdach, więc pójdę dalej.
Jeśli
spojrzeć na środki, które Pan proponuje, to sprawa komplikuje się jeszcze
bardziej… Skoro społeczność ma bezwzględnie zapewnić jednostce "określoną
kwotę", to poszczególni członkowie tej społeczności MUSZĄ wykazać dodatkową
(ponad swoje potrzeby) aktywność lub zrezygnować z zaspokojenia części swoich
potrzeba na rzecz tych, którzy z jakichś powodów nie wykazują żadnej aktywności.
I chyba dopiero tutaj dotykamy problemu prawdziwego przymusu… Bo pod
pretekstem uwalniania określonych grup ludzi spod "tyranii szefów, mężów i
biurokratów" (poprzez bezwarunkowe zapewnienie im bezpieczeństwa),
pozostałych członków społeczności chce Pan poddać tyranii tych swoich
"wyemancypowanych" pupili.
Skoro bezpieczeństwo socjalne jednych
uzyskujemy kosztem wolności innych, to chyba jasno widać co to z idea. Nie
bardzo rozumiem więc skąd ta Pańska wątpliwość: "idea lewicowa czy
liberalna?".
gien1  - CD   |08.08.2007 16:04:24
A teraz pytanie: czy wcielanie w życie tej idei jest uzasadnione?
Pisze Pan, że
od lat 60tych (ja myślę, że sprzedawano to nam już znacznie wcześniej) jakieś
mędrki prorokują, że "wkrótce" maszyny (dzięki rozwojowi technicznemu)
wyeliminują człowieka z gospodarki… Doświadczenie wskazuje jednak, że wraz z
rozwojem technicznym powstają kolejne możliwości i kolejne potrzeby, a za tym
rozwijają się kolejne rynki i powstają kolejne miejsca pracy. Różnica jest tylko
taka, że są one przystosowane do istnienia w nowych warunkach technologicznych.
Przykład spod małego palca - ogromny rozwój handlu spowodowany rozwojem
internetu: z jednej strony wygenerował wiele miejsc pracy, a z drugiej - dał
możliwość sprowadzenia jakiejś unikatowej rzeczy z odległego zakątka świata…
Sam miód:o) Oczywiście - byli też tacy, którzy na powstaniu internetu
stracili… No cóż…
Ale teza o możliwości wyeliminowania człowieka przez
maszyny od dawna dobrze sprzedaje się w tanich opowiastkach SF. W rzeczywistości
jednak w wysokorozwiniętych gospodarkach liberalnych bezrobocie jest niskie, a
materialny poziom życia - wysoki.
W podsumowaniu tego wątku, pisze Pan:
"Rozwiązaniem winno być rozdzielenie dochodów i pozycji zawodowej i
zapewnienie bezpieczeństwa ludziom zbędnym"".
Jednak wydaje mi się,
że to, co Pan nazywa rozwiązaniem problemów jest tak naprawdę tylko celem
politycznym lewicy - władza totalna - przydzielanie ludziom "adekwatnej"
pozycji zawodowej, rozdzielanie dochodów pochodzących z ludzkiej pracy, a
wszystko to pod pretekstem "zapewniania bezpieczeństwa"…
I jeszcze
jedno słówko w tym wątku: używanie określenia "ludzie zbędni" jest takie
sobie, ale przynajmniej jasno wyraża stosunek lewicy do ludzi. To oczywiście
tylko taka mała złośliwostka z mojej strony:o)
gien1  - CD   |09.08.2007 03:51:13
Swoją drogą może to taki stały punkt w propagandowym repertuarze lewicy - wmówić
wszystkim, że społeczeństwo ma poważny problem, jest zagrożone i tylko wy wiecie
jak tego problemu uniknąć lub jak go rozwiązać…
No ale wrócę do tematu. Nie
wiem skąd Pan wytrzasnął te przerażające wizje będące konsekwencjami zmian na
rynku pracy. Teza, że "bezpieczeństwo dochodowe odchodzi do
przeszłości", albo "znana fraza" Ralfa Dahrendorfa, jakoby
"praca przestawała być biletem wstępu do świata zasobów" to jakieś
piramidalne bzdury! Owszem - jeśli ktoś wykonuje pracę nieużyteczną (np. jakiś
nawiedzony, pozbawiony talentów wszelakich artysta-amator), czyli nie wytwarza
żadnych pożądanych zasobów, to nie dostaje w zamian żadnych środków. Ale praca
na rzecz innych ludzi zawsze przynosi jakiś dochód, którego wysokość zależy od
tego jak ważna w danym momencie jest ta praca.
Jeśli zastosujemy proponowane
przez Pana rozwiązanie i damy temu przykładowemu niewydarzonemu artyście
"dochód gwarantowany", to (poza tym, że pozbawimy środków kogoś, kto je
uczciwie wypracował) pozwolimy by żył on dalej w społecznej próżni z niską
samooceną i odbierzemy mu motywację do poszukiwania zajęcia użytecznego
społecznie. Takie rozwiązanie nie wydaje się ciekawe…
W Polsce jest zresztą
kilka grup zawodowych, które żyją w takim oderwaniu od społeczeństwa. Np.
dotacje dla górnictwa, czy rolnictwa powodują, że powodzenie zatrudnionych tam
ludzi nie zależy od ich inicjatywy, wysiłku, czy pomysłowości, a skazani są na
wyroki zapadające w odpowiednich ministerstwach i uważają, że tylko tam mogą
szukać rozwiązania swoich problemów. I nie oszukujmy się tym, że póki co są w
miarę zadowoleni. Bo to zadowolenie trwa tylko dlatego, że są w stanie wyrwać z
kieszeni podatnika jakieś pieniądze. Ale kiedy budżet państwa odmówi (a kiedyś
odmówi), to będą się czuli podwójnie oszukani.
Ciekawe co wtedy powie im
lewica, bo ci ludzie są klientelą lewicowych polityków - głosują na nich w
zamian za "wyborczą kiełbasę". Pewnie tradycyjnie winą obarczy się
kapitalistów…
gien1  - CD i wreszcie zakończenie:o)   |09.08.2007 16:41:24
Zarówno gospodarcze, jak i społeczne skutki eksperymentu pt.
"powszechny dochód gwarantowany" będą fatalne, gdyż doprowadzą
do stopniowej redukcji ludzkiej aktywności, przy zachowaniu pewnych
stałych ludzkich potrzeb. 
Taki "rozwój" sytuacji musi
wywołać jakieś gwałtowne (być może: krwawe) rozwiązanie problemu lub
dyktaturę, która zapobiegnie "niepotrzebnym" konfliktom (lub
rozlewowi krwi).
Skoro ostatecznym celem gospodarczym lewicy jest "rozdzielenie dochodów i pozycji zawodowej i zapewnienie bezpieczeństwa
ludziom zbędnym""
, to waszą ideologią jest zwykła dyktatura! Dyktatura, która ma zapobiec
skutkom wdrażanych przez was
"rozwiązań społeczno-gospodarczych" mających na celu coś tam,
coś tam…
Przecież to jakiś obłęd i bzdury całkowite!
sator   |17.08.2007 16:47:21
"I jeszcze jedno słówko w tym wątku: używanie określenia "ludzie
zbędni" jest takie sobie, ale przynajmniej jasno wyraża stosunek lewicy do
ludzi. To oczywiście tylko taka mała złośliwostka z mojej
strony:o)"

Złośliwostka może w stosunku do lewicy, ale jeśli chodzi o
ciebie, to doskonale wyraża twój stosunek do ludzi. "jakiś nawiedzony,
pozbawiony talentów wszelakich artysta-amator" - ta fraza to przecież nic
innego, jak przecież pełen pogardy opis człowieka zbędnego. Uzurpujesz sobie
prawo do sądzenia o "wydażoności" i "niewydażoności", a tym
samym o życiu i śmierci człowieka. Jakkolwiek zawiera w sobie fundamentalny błąd
("doprowadzi do stopniowej redukcji ludzkiej aktywności, przy zachowaniu
pewnych stałych ludzkich potrzeb"), idea powszechnego dochódu gwarantowanego
ma u podstawy pragnienie, by ludzie tacy jak ty nie mogli decydować o życiu i
śmierci "nawiedzonych artystów".

"Niewydażonemu" radzisz
wytwarzać rzeczy "pożądane" i "pożyteczne społecznie". Nie
przychodzi ci do głowy, że, po pierwsze, te wartości nie koniecznie są tożsame
(gdybym miał wytwarzać rzeczy "pożądane", zacząłbym od narkotyków i
telenoweli), a po drugie, pojęcie pożyteczności społecznej powinno być ci
wrogie, chyba że wykluczysz "niewydażonych" poza nawias
społeczeństwa.
PS
Pamiętaj, że większość wielkich artystów w ich czasach
postrzegano jako "nawiedzonych, pozbawionych talentów wszelakich " i
wytwarzali oni zasoby jak najbardziej niepożądane.
między innymi stąd bierze
się ich wielkość.
gien1  - Odp. dla sator   |05.09.2007 02:50:43
Mało wiesz o moim stosunku do ludzi, misiu…
Jeśli uzurpuję sobie prawo do
czegokolwiek, to tylko do dokonania wyboru: kupić A, czy kupić B, czyli dać
zarobić producentowi A, czy producentowi B…
Poza tym ja nie piszę o
"pożyteczności", tylko o "użyteczności".
Co do losu wielkich
artystów, to tak nie galopuj…
Teresa Stachurska  - Warunek wolności: dochód gwaranowany   |03.01.2011 23:37:38
http://www.artykul2.pl/site/home/19/n.html
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.08.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.04380 Seconds