Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dzierzgowski: Powszechny dochód gwarantowany - idea lewicowa czy liberalna? |
|
|
Jan Dzierzgowski
|
|
07.08.2007 |
Pomysł,
by każdy człowiek, bez względu na swą sytuację majątkową,
rodzinną, bez względu na to, czy pracuje czy nie i ile zarabia, był
uprawniony do otrzymywania pewnej określonej kwoty pieniężnej od
wspólnoty, w której przyszło mu żyć, wydaje się
uwodzicielsko prosty. Pozwala, przynajmniej teoretycznie, rozwiązać
problem ubóstwa, a już z pewnością najbardziej dotkliwej
nędzy, uniemożliwiającej zaspokojenie najbardziej elementarnych
potrzeb. Ów stały dochód przyczyniłby się do
znacznej emancypacji jednostek, zwłaszcza gdyby był na tyle wysoki,
by porzucenie pracy zarobkowej stało się dostępną opcją. Przymus
ekonomiczny przeszedłby do historii.
Powszechny
dochód gwarantowany daje więc wszystkim ludziom możliwość
tego, co ekonomista i filozof Albert Hirschman określał mianem
rozstania (exit) - bez większego ryzyka, bez narażania się
na spadek standardów życiowych można opuścić nieuczciwego
pracodawcę. Znikłby też problem uzależnienia finansowego
niezatrudnionych (bądź źle zarabiających) kobiet od pracujących
małżonków. Dlatego właśnie Philippe Van Parijs, jeden z
najważniejszych członków organizacji Basic Income Earth
Network, powiada, że dochód gwarantowany umożliwiłby
„wolność od tyranii szefów, mężów i biurokratów”.
Właśnie
te dwa aspekty całej sprawy - emancypacja jednostek i
bezpieczeństwo - są najistotniejsze we współczesnych
opowieściach o powszechnym dochodzie gwarantowanym. Wynika to przede
wszystkim z zawartych w nich diagnoz dotyczących obecnej sytuacji
gospodarczej świata.
Koniec
pracy, globalizacja i elastyczność
Powszechny
dochód gwarantowany często brany jest pod uwagę przez
autorów, którzy z rozmaitych powodów uważają,
że coraz mniej ludzi znajdować będzie zatrudnienie w nieustannie
modernizującej się gospodarce.
Od
wielu już lat propozycja powszechnego dochodu gwarantowanego
przedstawiana jest jako odpowiedź na nadchodzący - zdaniem wielu
- czas końca pracy. Już w latach 60. ekonomista Robert Theobald
prorokował, że w najbliższej przyszłości maszyny zastąpią
zdecydowaną większość pracowników (zwłaszcza tych niżej
wykwalifikowanych), co z kolei pociągnie za sobą nieunikniony
spadek zarobków tych osób, które zdołają
zachować stanowiska. Rozwiązaniem winno być rozdzielenie dochodów
i pozycji zawodowej i zapewnienie bezpieczeństwa „ludziom
zbędnym”. Dokonałoby się ono właśnie za sprawą powszechnego
dochodu gwarantowanego. Do koncepcji Theobalda odwołuje się również
najbardziej znany orędownik tezy o końcu pracy, Jeremy Rifkin.
Ale
wizja końca pracy to tylko jedna z możliwych diagnoz. W pismach
zwolenników powszechnego dochodu gwarantowanego o wiele
częściej spotykamy się z argumentami, że od kilkudziesięciu już
lat postępuje deregulacja czyli, by tak rzec, urynkowienie rynku
pracy. Państwo wycofuje się stopniowo z ingerowania w relacje
między pracownikami a pracodawcami. A nawet jeśli tego nie czyni,
to i tak przed pracodawcami otwierają się zupełnie nowe możliwości
związane z globalizacją, rozumianą przede wszystkim jako
uwolnienie przepływów kapitałowych i zapewnienie
przedsiębiorcom swobody w wyborze miejsc, w których lokować
będą swą działalność. Inaczej mówiąc, pozycja
pracowników na rynku staje się coraz mniej pewna. Zawodzą
też dotychczasowe metody artykulacji interesów, przede
wszystkim organizowanie się w związki zawodowe.
Wszystko
to wiąże się bezpośrednio z postępującą segmentacją rynku
pracy. Interesy - i możliwości - pracowników są różne
w zależności od tego, w którym z segmentów się
znaleźli. Są osoby bardzo poszukiwane przez pracodawców,
wysoko wynagradzani specjaliści. Są segmenty, gdzie wciąż jeszcze
obowiązują zasady, wynegocjowane przed laty przez związki
zawodowe, tj. wysoki poziom ochrony pracowników. Inna część
pracowników musi obawiać się tego, że ich kwalifikacje
stają się przestarzałe, a ich samych zastąpić mogą maszyny.
Jest też spora warstwa tak zwanych flexiworkers - osób
podlegających elastycznym formom zatrudnienia. Praca przydarza się
im od czasu do czasu. Angażowani są na niepełny etat, na
umowę-zlecenie itp. Przeważnie nie mogą liczyć na solidne
świadczenia. Wreszcie mamy grupę, którą Guy Standing
określa mianem detached stratum - grupę osób
będących poza rynkiem pracy, pozbawionych perspektyw powrotu.
Jakie
są konsekwencje takiej diagnozy? Po pierwsze nie sposób nie
zauważyć, że wszystko to „rymuje się” z postępującą
indywidualizacją. Nie ma już możliwości zorganizowania się
przeciwko pracodawcom - segmentacja rynku pracy pociąga za sobą
różnicowanie się interesów i możliwości ich
artykulacji. Po wtóre bezpieczeństwo dochodowe odchodzi do
przeszłości. Praca, by odwołać się do znanej frazy Ralfa
Dahrendorfa, przestaje być biletem wstępu do świata zasobów.
I po trzecie pojawiają się coraz to nowe sposoby nacisku na
pracowników - stąd właśnie potrzeba empowermentu i
emancypacji jednostek zaczyna być naprawdę paląca.
Nie
osądzam, czy te diagnozy są trafne, czy nie. Ważne, że powszechny
dochód gwarantowany stanowi próbę odpowiedzi na
wszystkie powyższe problemy.
Radykalna
reforma kapitalizmu
Odpowiedź
ta jednak nie jest - w zamierzeniu zwolenników powszechnego
dochodu gwarantowanego - wcale tak rewolucyjna, jak mogłoby się
wydawać. Ma on być przede wszystkim rozwiązaniem, które
przyczyni się do radykalnej reformy kapitalizmu, ale bynajmniej nie
do odrzucenia tego systemu.
Najlepiej
widać to na przykładzie argumentu, że każdy pracownik będzie
mógł samodzielnie negocjować z pracodawcą warunki
zatrudnienia. Myśl jest prosta: wprowadzenie dochodu gwarantowanego
umożliwi pełną niemal deregulację i odejście od norm prawa
formalnego, gdyż zniknie przymus ekonomiczny, a pozycje negocjacyjne
pracownika i pracodawcy staną się prawie równe. Nie trzeba
więc systemów ubezpieczeniowych, płacy minimalnej ani
układów zbiorowych. Pracownicy indywidualnie ustalą, na
jakich zasadach chcą pracować.
Zauważmy,
że w tej wizji zmienia się układ sił, ale wszyscy gracze
pozostają na swych dotychczasowych pozycjach. Już w 1918 roku
Dennis Milner, brytyjski działacz społeczny luźno związany z
Partią Pracy powiadał, że dochód gwarantowany pomoże
rozładować napięcia związane z konfliktami klasowymi - sama
struktura systemu nie była jednak przezeń kwestionowana.
Mamy
tu też silny nacisk na indywidualizm, co również współgra
z logiką kapitalizmu. Jest i inna grupa argumentów:
deregulacja mogłaby znacznie poprawić efektywność produkcji i
przyczynić się do zdecydowanego uelastycznienia świata pracy.
„Elastyczność” zaś to coś, do czego wzdycha dziś wielu,
święty Graal poszukiwany przez ekonomistów czy specjalistów
od zarządzania zasobami ludzkimi. Słowem, wielu autorów
opowiadających się za uniwersalnym grantem uznaje brak alternatywy
dla kapitalizmu jako takiego, ale wierzą w możliwość mniej lub
bardziej radykalnej reformy praktyk społeczeństwa
kapitalistycznego.
Idea
lewicowa czy liberalna?
Między
innymi z tego powodu bardzo trudno charakteryzować ideę
powszechnego dochodu gwarantowanego jako „liberalną” bądź
„lewicową”. Wśród jej zwolenników znajdujemy
autorów utożsamianych z liberalizmem, takich jak Charles
Murray czy Milton Friedman - stworzona przezeń koncepcja
negatywnego podatku dochodowego to jeden z możliwych wariantów
dochodu gwarantowanego. Czasem za powszechnością gwarancji
dochodowych opowiadają się duchowni, m.in. Martin Luther King i
arcybiskup Helsinek. Z drugiej jednak strony, mamy także
przedstawicieli lewicy -niemieckiego socjologa Clausa Offego i
cytowanego już eksperta Międzynarodowej Organizacji Pracy Guya
Standinga.
Owa
ideologiczna niejednoznaczność każe powrócić do wątku, od
którego zaczynał się niniejszy tekst. Otóż prostota
pomysłu z powszechnym dochodem gwarantowanym jest nieco złudna, a
to głównie za sprawą sporów teoretycznych między
autorami kładącymi nacisk na bezpieczeństwo i autorami kładącymi
nacisk na emancypację. Bezpieczeństwo zaś i emancypacja to, jak
widzieliśmy, zupełnie kluczowe zagadnienia, co wynika z przyjęcia
takiej, a nie innej diagnozy stanu współczesnego świata.
Warto
tu wspomnieć o kilku najbardziej znaczących różnicach. Za
najbardziej emancypacyjny wariant uchodzi propozycja zakładająca,
by dochód gwarantowany wypłacany był wszystkim jednorazowo w
postaci bardzo dużej kwoty pieniężnej. Najbardziej znanymi
współcześnie orędownikami takiego pomysłu są Bruce
Ackerman i Anne Alstott. W książce The Stakeholder Society
postulowali oni, by każdy dwudziestojednolatek w Stanach
Zjednoczonych otrzymywał 80 000 dolarów w czterech
kwartalnych ratach. Wymagane byłyby jedynie niekaralność i
ukończenie szkoły średniej. Osobom, które zakończyły swą
edukację na wcześniejszym etapie grant wypłacany byłby ratalnie
przez wiele lat. Pomysł ten uważany jest za cokolwiek skrajny,
głównie ze względu na kwotę grantu, choć ma swych
zwolenników. Z kolei rząd Tony'ego Blaira powołał do
życia tzw. Baby Bonds. Każde brytyjskie dziecko urodzone po
1 września 2002 roku ma specjalne konto, na które państwo
wpłaca po 250 funtów (w przypadku dzieci z ubogich rodzin
jest to 500 funtów). Po ukończeniu osiemnastego roku życia
właściciel konta będzie mógł podjąć pieniądze -
wypada jednak zauważyć, że nawet przy najbardziej korzystnym
oprocentowaniu nie mówimy tu raczej o zbyt dużych sumach.
Autorzy,
którzy przywiązują większą wagę do kwestii ubóstwa,
skłonni są raczej opowiadać się za koncepcją tzw. niepełnego
dochodu gwarantowanego, w myśl której kwota uniwersalnego
grantu nie powinna być na tyle duża, by pozwalać ludziom na
utrzymywanie się bez konieczności podejmowania zatrudnienia. Inną
opcją jest tzw. participation income, czyli dochód za
uczestnictwo. Obecnie najbardziej znanym autorem postulującym
podobne rozwiązanie jest ekonomista A.B. Atkinson. Jego zdaniem
dochód gwarantowany powinien przysługiwać osobom, które
pracują zawodowo, są w wieku emerytalnym bądź są niezdolne do
pracy, bezrobotnym aktywnie poszukującym zatrudnienia, ludziom
pobierającym nauki, wolontariuszom i aktywistom organizacji
pozarządowych itp. Wspomniany już negatywny podatek dochodowy
Friedmana, choć pod względem matematycznym nie różni się
niczym od dochodu gwarantowanego, można uznać za rozwiązanie
akcentujące raczej kwestię ubóstwa niż emancypacji, a to ze
względu na pewne praktyczne różnice, mające wpływ na
sposób wypłacania świadczeń.
Zdaniem
zwolenników powszechnego dochodu gwarantowanego żyjemy w
świecie, w którym potrzebujemy bezpieczeństwa, ale
równocześnie potrzebujemy wolności osobistej. Postępująca
indywidualizacja, wymuszona głównie przez rynek, jest z
jednej strony zagrożeniem, ale także pewną zdobyczą. Powszechny
dochód gwarantowany to próba pogodzenia tych dwóch
spraw. Okazuje się to jednak na tyle trudne, że debata prowadzona
przez jego zwolenników staje się coraz bardziej
skomplikowana, a kolejne modyfikacje całej idei sprawiają, iż
trudno argumentować na rzecz powszechnego dochodu gwarantowanego,
odwołując się jedynie do prostoty tego rozwiązania.
—
*Jan
Dzierzgowski - absolwent Instytutu Socjologii UW, tłumacz
książek Richarda Sennetta i Lestera Thurowa
Więcej
o powszechnym dochodzie gwarantowanym można przeczytać m.in. na
stronach: www.citizensincome.org
i www.basicincome.org.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.08.2007 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...