|
Dymińska: Przyspieszony proces bobra |
|
|
Dominika Dymińska
|
|
07.06.2010 |
W decyzji Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Bydgoszczy czytamy: „Zezwala się na wykonanie odstrzału redukcyjnego bobra europejskiego z myśliwskiej broni palnej w niezbędnym zakresie ze względu na konieczność ograniczenia poważnych szkód w gospodarce oraz interes zdrowia i bezpieczeństwa powszechnego, z uwagi na zagrożenie przerwania wałów przeciwpowodziowych na Wiśle, w związku z przechodzącą przez teren województwa kujawsko-pomorskiego powodziową falą kulminacyjną”. Fala kulminacyjna doszła już do Bałtyku, a zezwolenie przewiduje odstrzał bobrów do 30 czerwca. Bez ograniczeń. Uzasadnienie ? „Na podstawie art. 107 kodeksu postępowania administracyjnego odstępuje się od uzasadnienia”.
Wały wiślane są oddalone od kilkadziesiąt metrów od normalnego nurtu rzeki, podczas gdy bobry kopią nory wyłącznie pod wodą. Według danych przytaczanych przez WWF zaledwie 3 proc. ich stanowisk w Polsce powoduje szkody. Tamy budowane przez bobry wpływają na zwolnienie nurtu małych rzek i punktowe retencjonowanie wody, przyczyniają się do podniesienia poziomu wód gruntowych, renaturalizacji krajobrazu i zwiększenia bioróżnorodności. Jednak to właśnie na te pożyteczne stworzenia zrzucono odpowiedzialność za powódź. Bo kiedy winne są zwierzęta to tak, jakby nikt nie był winny.
Minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller nazywa bobry największym wrogiem wałów. Każdy robi, co może. A najwyraźniej nikt nie może przyznać się do nieskutecznej i anachronicznej polityki przeciwpowodziowej. Były wiceminister środowiska Radosław Gawlik twierdzi, że projekty hydrotechniczne realizowane w Polsce wbrew zamierzeniom przyczyniają się do zwiększenia skutków powodzi. Dodaje: „Żaden wał nie jest tak wysoki, by nie pokonała go woda.” Ostatnie wydarzenia są na to dowodem. Jednak Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uznała, że przyczyną przelania się wody przez wały był fakt, że zostały one podziurawione przez bobry i postanowiła nas od tych podstępnych zamachowców uwolnić.
W związku z tym nasuwa się pytanie: czym podkopane nieskuteczne zabezpieczenia różnią się od nienaruszonych nieskutecznych zabezpieczeń? Chyba niczym. I czy zlikwidowanie części populacji bobrów sprawi, że będziemy lepiej chronieni przed powodzią? Chyba nie. Ale przynajmniej pozwoli nam żyć w przekonaniu, że znaleźliśmy sprawców tragedii i wymierzyliśmy im zasłużoną karę. Przecież ktoś musiał ją w końcu ponieść. To kwestia bezsporna podobnie jak fakt, że przy nadmiernych opadach deszczu rzeki podnoszą swój poziom i występują z brzegów. Gdyby jednak kraj był na taką okoliczność przygotowany, być może nie rozpatrywalibyśmy powodzi w kategoriach katastrofy. Ale kraj przygotowany nie był. Dlaczego? Z powodu błędów i zaniedbań w dziedzinie polityki wodnej. A z tym bobry nie mają nic wspólnego.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 08.06.2010 )
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...