 Wydaje się, że sukces Komorowskiego jest przesądzony, a jeśli nawet zaskoczy nas Kaczyński, to i tak z punktu widzenia lewicy wybory te oznaczają porażkę – wygrała je tak czy owak prawica. Porażka ta jest o tyle smutna, że spodziewana - nie było innego scenariusza. Niespodziewany był aż tak wysoki wynik Grzegorza Napieralskiego, chociaż rzeczywiście w ostatnich dniach jego akcje stale zwyżkowały. Umacnia to jego pozycję w partii oraz w kartelu politycznym i przez najbliższe dwa tygodnie (i potem) będzie on próbował ten sukces zdyskontować i załatwić coś dla swojej formacji. Co to oznacza dla lewicy? Czy zyskujemy na tym, czy jedynym efektem będzie dalsze zabetonowanie sceny politycznej? SLD raczej nie powróci do władzy, będzie jednak stałym rozgrywającym, załatwiając przy okazji własne partyjne interesy. W takim stanie rzeczy, kiedy jedynym sposobem na niepopieranie prawicy będzie głosowanie na SLD, układ ten może trwać przez lata. W konsekwencji oznaczając niezagrożone rządy partii konserwatywno-neoliberalnych.
Poszukajmy jednak także pozytywów. Walka o elektorat Napieralskiego oznacza dla obu konkurentów konieczność uruchomienia retoryki lewicowej. PO będzie zapewne starało przedstawić się jako partia liberalna światopoglądowo, PiS będzie kusiło swoją wrażliwością socjalną. W praktyce niewiele to zmieni, ale zalegitymizuje bardziej lewicowy język i pozwoli na skrystalizowanie jego oczywistych punktów orientacyjnych. SLD pozostając w opozycji, na poziomie haseł pozostanie radykalne, ale też – jeśli pozycja Sojuszu się umocni – bardziej widoczne. Trudno będzie im się już wycofać z wielokrotnie powtarzanych haseł takich jak wyprowadzenie wojsk z Afganistanu, refundacja in vitro, parytet, związki partnerskie. Lata doświadczeń każą wątpić, czy to coś więcej niż hasła, dobrze jednak żeby istniały one w sferze publicznej. Bez względu na to, co uda się Napieralskiemu załatwić w kwestii własnej pozycji i pozycji swojej partii, będzie chciał też osiągnąć jakikolwiek sukces w sprawach publicznych. Może to być np. zapewnienie Komorowskiego, że podpisze Kartę Praw Podstawowych i poprze ustawę parytetową. I mimo wszystko powinno nas to cieszyć.
Oznaczałoby to lekkie przesunięcie całej sceny politycznej w lewo. Może ułatwi walkę organizacjom społecznym o parę konkretnych spraw – ustawę o przedszkolach, antyprzemocową, obronę in vitro, 1% na kulturę… Nadmierny optymizm?
Na podobny temat
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...