|
KID
|
|
19.09.2004 |
Czasami nadziewamy się na idee proste jak cep, ale wobec diagnoz
społecznych Waldemara Kuczyńskiego cep przypomina szwajcarski zegarek.
A oto corpus delicti.
Za komuny ludzie byli nieszczęśliwi, stawali się więc idealistami i
buntownikami. Za kapitalizmu są zadwoleni, więc myślą tylko o
zarabianiu pieniędzy i to bardzo dobrze.
Gdyby ktoś pytał gdzie, to w Polsce.
Pozostawmy na boku komplikacje związane z idealizmem czasów PRL-u.
Poubolewajmy raczej nad tym, co stoi na przeszkodzie realizacji utopii
Kuczyńskiego, w której 99% Polaków marzy tylko o wrastającym
dobrobycie, a każdy w pojedynkę jest w stanie ten cel osiągnąć. Jakoś
nie pasują do tego miliony idealistów w kościołach. Politycy licytujący
się, kto lepiej obsłuży narodowy interes. Górnicy, pielęgniarki,
rolnicy na ulicach i szosach. Geje i feministki. Ekolodzy.
Alterglobaliści. Ale kiedy wszystkie te fatamorgany, których w swojej
„Pochwale czasów praktycznych” (GW z 17 września 2004) Kuczyński nie
dostrzega, wreszcie znikną, z pewnością wyłoni się zza nich szczęśliwe
społeczeństwo sytych lub pełnych nadziei na sytość burżujów.
Chyba żeby okazało się, że jednak jedni są syci, a inni wciąż głodni i
nie mają żadnej nadziei. Może też być tak, że sytym się przeje. Jedno
jest pewne - idee, którymi będą się kierować, nie będą ograniczały się
do myślenia o nieszczęsnej Polsce i lektury książek o AK. A to, poza
papieżem, wszystko, co kojarzy się Kuczyńskiemu z wartościami.
Bóg (naród) albo rynek - nic więcej nie może nam się zdarzyć. A może jednak?
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...