Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze. Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Dziś jest podobno dzień bez samochodu. Dla mnie żadna różnica, tak czy siak wsiadam na rower. Żegnam się z rodziną, przytulam kota. Zakładam kask, chociaż dużo mi to nie pomoże. Wychodzę z domu, włączam się do ruchu. Widzę nienawistne spojrzenia wszystkich samochodziarzy w wielkich pseudoterenówkach wożących powietrze. Mijam ich zgrabnie na światłach. Jeden próbuje oblać mnie płynem ze spryskiwaczy, ale nie masz szans. Za szybki jestem.
Ruszamy. Słyszę, jak ktoś za mną katuje silnik, zwiększa obroty i zaczyna mnie wyprzedzać. Powinien zachować metrowy odstęp, ograniczenie prędkości jest do 50 km/h. Rozpędza się do 70, a odstęp ma już tylko 50 cm. Z tych 50 zostaje w końcu 30, bo nie zauważył śmieciarki jadącej z naprzeciwka. Widocznie była za mała.
Jadę dalej. Wzdłuż głównych ulic ścieżek nie uświadczysz, samochody zasuwają powyżej setki. Jestem sprytny, wybieram małe uliczki, tam, gdzie nie mogą się rozpędzić. Ktoś robi rozładunek przy prawej krawędzi jezdni; włączył awaryjne i myśli, że jest kryty. Szybka decyzja: wpaść na ciężarówkę czy na samochody z lewej? Daję jakoś radę przejechać. Inny facet akurat chce wysiadać, otwiera drzwi, nie patrząc w lusterko. Przyspieszam i pochylam się, żeby w nie nie uderzyć.
Na skrzyżowaniu zakaz skrętu w lewo, muszę wjechać na chodnik albo nadrobić z 500 m. Myślę sobie, że jestem mały, mogli jednak zrobić wyjątek i pozwolić skręcać rowerom. Ale dobra, wjadę na ten chodnik, podskoczę jakoś na krawężnik. Niby ostre koło, ale da się. Zeskoczyć już nie problem.
Z podporządkowanej wyjeżdża jakiś koleś. Widzi mnie, ale ja mam tylko rower, a rowery przecież jeżdżą wolno. Tylko że akurat rozpędziłem się na prostej do 40 km/h. Ne może się doczekać, wpycha się, a ja muszę zwolnić. Za chwilę to samo: skręca w prawo i znowu zwalniam. Kobieta z naprzeciwka skręca z kolei w lewo. Pogoda ładna, widoczność świetna, jakim cudem mnie nie widzi? Ledwie ją wyminąłem. Sekunda na sprawdzenie, czy nikt mnie nie wyprzedza.
Przeciskam się dalej. Zrobili tu fajny buspas, ale nie dla rowerów. Oprócz autobusów tylko taksówki. Pasy są dwa, więc niby powinienem jechać lewym. Tyle że wtedy pół ulicy trąbi, wyprzedzają z prawej i z lewej. Jak trąbią, to najpierw podjeżdżają na dwa metry - chyba liczą, że się wystraszę, przewrócę i przejadą po mnie, jak już będę leżał. To ja już wolę jechać po buspasie pomimo zakazu.
Nie poddaję się, jadę dalej. Jakiś facet chce zwrócić na ciągłej, znowu zrobiłem się przezroczysty. Zajeżdża mi drogę, walę w niego bokiem. Mały wślizg, bo jakbym uderzył przodem, to wyleciałbym jak z procy. Wyskakuje, drze się coś o wsi i rowerach. Każe spierdalać z jego miasta. Przyjeżdża policja. Wszyscy żyją? To po co dupę zawracacie? Pogodzić się i spierdalać. Pytam, czy miejski born to kill dostanie mandat i jakieś punkty. Ale gdzie tam, policjanci patrzą na mnie jak na wariata: nie mogłem po prostu zeskoczyć z roweru? Mogłem. Saltem w tył.
Dojechałem, przeżyłem. Robi się już ciemno. Za oknem słyszę dzwonki, trąbki. Nawołują się. Wzięli ciężkie u-locki, zębatki, pompki. Idę z nimi. Czuję się jak Batman. Które okno wybić? „Przepraszam”. Jak mnie zabijesz, to też powiesz „przepraszam”? To jest moje miasto. I kup sobie nowe lusterko, bo właśnie odpadło.
Bardzo ciekawe. sam jezdze rowerem po miescie, i wiem, jak się zachowują polscy kierowcy.
Ale tekst wymaga kilku uwag.
1. Autor pisze,ze jezdzi na ostrym kole. Pytanie: czy to takie zupełnie radykalne ostre koło, jakich coraz więcej widać w miescie? tzn. bez świateł i bez hamulcy - bo tak jest
"ostrzej" i bardziej ‘ekstremalnie"? Czy też jednak ma hamulec przy swoim rowerze?
2. Nowe przepisy pozwalają rowerzystom jezdzic po odpowiednio szerokich chodnikach. I dobrze! Tylko ze ja mam małe dzieci - zbyt często widzę masywnych, wysportowanych facetów którzy na góralach pędzą z wielką predkością po chodniku, balansujac między ludzmi. Jak takiemu wpadnie pod koła trzyletni dzieciak - to masakra. Dla mnie nei ma różnicy między tępym włascicielem SUVa, ktory uważą że mu wolno więcej niż rowerzyście, a rowerzystą, ktory uważa że na chodniku wolno mu straszyć dzieci w wózkach i rozpędzać ludzi pod ściany.
AnneMauro
- Dzień bez samochodu
|22.09.2011 17:23:02
Ja nie jestem samobójczynią i po centrum Warszawy rowerem nie jeżdżę.
Ale chciałam tu w zasadzie o czymś innym. Co za idiota wymyślił dzień bez samochodu w środku tygodnia? Akurat wróciłam z Brukseli, gdzie dzień bez samochodu był w ostatnią niedzielę. I to chyba ma trochę więcej sensu. Rzeczywiście w całym mieście samochodu nie było ani jednego (oprócz tych zaparkowanych), mnóstwo ludzi na rowerach, na ulicach różne artystyczne przedstawienia, od muzycznych począwszy, a na zabawach dla dzieci skończywszy. A do tego komunikacja miejska (metro) za darmo, dla tych, co na rowerach nie jeżdżą. Można? Można! Wystarczy może tylko chwilę pomyśleć i zorganizować to z głową. A ta nam najwyraźniej wciąż jeszcze służy wyłącznie do noszenia czapki z piórkiem.
poldek
|22.09.2011 17:39:23
O ile mi wiadomo, to zmieniona ustawa pozwala na jazdę chodnikiem TYLKO w wypadku złej pogody (b. silnego wiatru lub oblodzenia).
eurypides77
|22.09.2011 17:41:34
Zarówno artykuł jak i komentarz "t" zwracają uwagę na jedną "oczywistą oczywistość", wobec której kwestia istnienia lub braku ścieżek rowerowych jest drugorzędna - Polska to naród chamów. Wszystkie problemy - zarówno z kierowcami w felietonie jak i z rowerzystami w komentarzu wynikają z tego, że Polacy nie myślą o innych a tylko o swojej wygodzie (zresztą piesi też nie są bez winy - zajmują całą szerokość chodnika, nie potrafią przemieszczać się po jednej stronie).
muter
|22.09.2011 18:03:13
1. po odpowiednio szerokich chodnikach pod pewnymi warunkami można było jeździć już przed zmianą ustawy
2. Jeździć po chodniku można nie tylko w wypadku złej pogody (to jest akurat nowość), ale również w wypadku, gdy dopuszczalna prędkość na jezdni jest większa niż 50kmh oraz gdy towarzyszy się dziecku do lat 10 kierującemu rower.
3. tekst jest straszny… hejterski, jadący po stereotypach i sztucznych podziałach.
niedzielnykierowca
|22.09.2011 18:58:37
Tekst antagonizuje ludzi i zacheca do stosowania zasady zbiorowej odpowiedzialnosci. Autor nawołuje do nienawisci wobec wszystkich kierowców. Jesli autor opisał własne doświadczenia i odczucia to sam jest niebezpiecznym osobnikiem.
sknd
- dużo prawdy
|22.09.2011 22:54:56
też jeżdże na co dzień rowerem po mieście, dużo prawdy w tym co pisze autor - zwłaszcza niezauważanie rowerzystów przy wyjeździe z bocznej i zbyt mała odległość przy wymijaniu. a najgorsze są tiry
Nick
- do poczytania
|23.09.2011 00:45:33
http://polskanarowery.sport.pl/msrowery
zu
- nie tak
|23.09.2011 01:52:53
autorze, co z tego, że się ma rację, jeśli sieje się nienawiść?
w ten sposób przekonać można tylko tych, którzy już są przekonani, a wszystkich pozostałych zirytować i zantagonizować.
i co? medal się należy dla biednej ofiary? świat taki straszny, a dzielny-dzielny autor-rowerzysta to prawdziwy bohater? no proszę…
a merytorycznie: sam jeżdżę zwykle na rowerze, czasem też samochodem. i zdarzyło mi się parę razy prowadząc samochodem nie zauważyć rowerzysty i zbliżyć zbytnio. niestety - brak przyzwyczajenia - jako kierowcy - do kultury rowerowej, brak przystosowanych dróg, itd itp. rzecz w tym, że to się może zmienić, jeśli podejście nie będzie takie jak wyżej - agresywne, antypatyczne, beznadziejnie tkwiące w zacietrzewieniu.
qwerty
- zapraszamy na wizytę studyjną
|23.09.2011 09:46:46
autora pierwszego filmu zapraszam do Warszawy. NY garściami powinien czerpać z rozwiązań stosowanych u nas, bo tu jazda ścieżkami rowerowymi to prawdziwa przyjemność. jeśli już znajdą się na naszej drodze, to: 1) mamy ciągłą możliwość składania serdecznych pozdrowień przechodniom, którzy akurat wpadli z wizytą na ścieżkę 2) pełno na nich różnych ciekawych urozmaiceń przygotowanych żeby się nam rowerzystom nie nudziło: lampy uliczne ustawione na pasie ruchu, słupki, schody, zaparkowane samochody 3) i moje ulubione - często nowo powstałe ścieżki biegną raz z jednej raz z drugiej strony ulicy - co kilka świateł rowerzysta powinien zmienić stronę drogi dzięki czemu ma lepszą możliwość obejrzenia pięknej stołecznej. znamy to wszyscy. miasto dba, żeby ludzie chcieli korzystać z roweru.
milimetr
- U-Lock Justice
|23.09.2011 11:36:14
Dziś rano jadąc do pracy (na rowerze) miałem możliwość po raz kolejny być ofiarą (tym razem niedoszłą) staranowania przez panią w samochodzie. Pani mnie nie zauważyła, bo tak się rozglądała na boki; ja natomiast z sercem w przełyku musiałem wiać, żeby weekendu nie spędzić na oiom-ie. Szczerze - wszystkim takim kretynom i kretynkom za kółkiem życzę podobnych przygód w konstelacjach "najbliższa rodzina na rowerach vs. kierowca/czyni pojazdu".
niedzielnykierowca
|23.09.2011 14:59:22
No prosze znowu agresywna wypowiedz!
A szanowny Milimetr może zna osobiście kogos kto jezdzi autem, moze kogos z wlasnej rodziny? Czy ten ktos z rodziny, moze nawet własny rodzic, nigdy sie nie zagapił, nie byl zmeczony za kolkiem i tylko dzieki refleksowi i sprawnosci rowerzysty lub innego uzytkownika drogi szczęliwie nie doszlo do wypadku.
Szczerze zycze Milimetrowi, zeby dozyl czasow, gdy bedzie kierowcą lub rowerzystą, np w starszym wieku, ktorego blad - przypadek nie skończyl sie tragicznie.
sobotniarowerzystka
|24.09.2011 15:34:43
@niedzielnykierowca
Zmęczony gapa nie powinien prowadzić wielesetkilogramowej śmiercionośnej puszki, proste.
Pomyśl, zanim napiszesz - ile błąd kosztuje kierowcę samochodu, a ile błąd kosztuje rowerzystę: w sensie fizycznym. Kierowca jedzie relaksowo i się, och, och, zagapi, to ludzkie, któż z nas nie… Rowerzysta wtedy dokonuje nadludzkich wysiłków, by ratować życie.
Millimetr
- non-violence
|25.09.2011 11:29:23
@niedzielnykierowca
Jasne, że znam osoby prowadzące samochody (rodzice zaliczają się do tej grupy) - natomiast lwia ich część (tych kierowców/kierowczyń)jest również osobami jeżdzącymi rowerami, więc sytuacja komfortowa:)[takie bycie zarówno twórcą i tworzywem].
Problemem wydaję się mi nie zmęczenie za kółkiem, stres (sytuacja miała miejsce o 07:30 rano), ale bezmyślność, brawura oraz zwykła bucowata postawa cechująca wielu uczestników ruchu drogowego w Warszawie: "mam samochód - piesi, rowerzyści, motocykliści (i kierowcy gorszych aut) - won!".
Ot i tyle.
belouga30
- Wszystko to prawda
|26.09.2011 21:27:07
a chamstwo nasze jest niewyobrażalne gdzie indziej w świecie.Zostawiłem moje miasto i przeniosłem się na wieś,gdzie na rowerach jeżdżą tylko stare kobiety i jest minimalny ruch samochodowy.
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...