> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Delick: Koszmar oczekiwany Drukuj
Anna Delick, Sztokholm   
22.09.2010

W ubiegłą niedzielę szwedzkie wybory przebiegły bez większych niespodzianek - od miesięcy sondaże pokazywały, że bloki prawicy i lewicy idą „łeb w łeb”, z lekką przewagą prawicy. I od miesięcy wiedzieliśmy, że języczkiem u wagi może zostać - jak to gazety określały - kamratBrun (towarzysz Brunatny), czyli skrajnie ksenofobiczna i faszyzująca partia Sverigedemokraterna (SD). Führer SD, Jimmie Åkesson (ur. 1979) bardzo się zresztą starał zmyć ze swojej partii rasistowski stempel i na ostatnich (niewybieralnych) miejscach list wyborczych umieścił nawet imigrantów, Serbów i Polaków (przedstawicieli innych nacji trudniej było sprostytuować). SD szli do wyborów pod hasłem Oddajcie nam ojczyznę! Zapytany, jak należy to rozumieć, Åkesson odpowiedział z żołnierską prostotą: - Żadnej wielokulturowości, w Szwecji jest miejsce tylko dla kultury szwedzkiej.

  

Ostatecznie blok prawicy dostał 49,3 proc., lewicy - 43,7 proc.1, a SD musieli się zadowolić 5,7 proc. (próg wejścia do szwedzkiego parlamentu, Riksadagu, to 4 proc.). Nie zmienia to faktu, że wniektórych gminach Skanii (np. w Bromölla) na SD głosowało więcej osób niż na największą partię szwedzkiej prawicy, moderatów. Jednak w Skanii na SD oraz nawet jawnych „naziolów” od dawna mówi się våra duktigagrabbar („nasi dzielni chłopcy”). W przyrodzie nic nie ginie: w roku 1940 szwedzcy naziści planowali, że w przypadku zajęcia Szwecji przez Hitlera główny obóz koncentracyjny dla szwedzkich Żydów założony zostanie w Skanii, w gminie Sjöbo; na początku lat 90. gmina Sjöbo szczyciła się tym, że odmówiła przyjęcia choćby jednego imigranta. Później „mocny człowiek Sjöbo” z chłopskiej Centerpartiet otwarcie przeszedł od SD.

  

Wybory nazwano „historycznymi”, gdyż po raz pierwszy w historii Szwecji socjaldemokraci przegrali dwa razy pod rząd: w roku 2006 i obecnie. Zdarzały się dotychczas rządy prawicy, ale tylko przez jedną kadencję. Wprawdzie socjaldemokraci dostali 30,66 proc. i są nadal największą partią Szwecji (moderaci dostali 28,54 proc.), ale nie zmienia to faktu, że partia Mony Sahlin uzyskała najgorszy wynik w swojej historii, a w każdym razie od roku 1914, kiedy to raczkująca dopiero socjaldemokracja dostała 30,1 proc. głosów. Przyznał to nawet pochodzący z Turcji główny sekretarz socjaldemokracji, Ibrahim Baylan. Nawiasem mówiąc, wszystkie szwedzkie partie (poza SD oczywiście) mają w swoich władzach imigrantów, Afrykanka Nyamko Sabuni z liberalnej Folkpartiet była nawet ministrem w obecnym rządzie Reinfeldta. Na politycznej mapie Szwecji nie istnieją tylko Polacy. Wprzeciwieństwie do Kurdów, Chilijczyków, Turków czy Afrykanów nigdy nie mieli nawet swojego posła parlamencie.

  

Konieczna zmiana mentalności w partii

  

Można oczywiście wymienić sporo drobnych przyczyn, z powodu których socjaldemokraci uzyskali tak słaby wynik. Jednym z nich była napewno dość kontrowersyjna osoba Mony Sahlin, a nawet - to wstydliwe! - jej płeć. Sama spotkałam starych socjaldemokratów, całe życie głosujących na swoją partię, którzy nagle mówili: Przecież baba nie może reprezentować Szwecji!

  

Mona Sahlin - wychwalająca klasę średnią, przedsiębiorców i zakładanie własnych firm - nie była nigdy lubiana w potężnych związkach zawodowych. Co gorsze - także w partii jej pozycja nie była mocna. Publicznie (sic!) wyartykułowano przecież w partii pomysł, aby w razie wyborczej wiktorii Mona pozostała szefową socjaldemokracji, a premierem została uwielbiana w Szwecji, Margot Wallström (ur.1954), była minister w rządzie Ingvara Carlssona, później szwedzka komisarz w Komisji Europejskiej. Wszelkie analogie są zawodne, ale pozwolę sobie z jednej z nich skorzystać. Był kiedyś w Polsce taki kompletnie dziś zapomniany polityk, Leszek Miller, autor dziwacznego hasełka, że „Rynek zawsze ma rację”, polityk ten najlepiej czułby się w PO, ale z uwagi na swoją przeszłość musiał niestety być w SLD. Mona Sahlin niejako „urodziła się w socjaldemokracji” i ze względów rodzinnych od lat młodzieńczych przygotowywana była do najwyższych partyjnych stanowisk, ale wiele osób odnosiło wrażenie, że dobrze czułaby się w liberalnej Folkpartiet (na skali ideowej Folkpartiet odpowiada polskiemu SLD). Gdy w partii niektórzy zwracali uwagę, że Mona wpada w herezję blairyzmu, jej zwolennicy odpowiadali, że to nieważne, Blair był nawet najbardziej znienawidzonym politykiem w Wielkiej Brytanii, ale wybory wygrywał.

  

Prawdą jest, że Mona była niezwykle brutalnie atakowana przez liberalne dzienniki: „Dagens Nyheter”, „Svenska Dagbladet” i „Expressen” - zwłaszcza ta ostatnia popołudniówka pobiła już wszelkie rekordy, drukując na czterech stronach najróżniejsze kalumnie o szefowej socjaldemokracji (z tej okazji powstało nawet powiedzenie, że „The Sun” wreszcie trafił do Szwecji). Prawdą jest również, że moderaci kupili znane blogerki - a są w Szwecji takie, które mają 230 tysięcy wejść tygodniowo. To jednak była błahostka - panienki te, pisujące o tym, jaką „wypada” kupić szminkę i jakie majtki założyć na randkę, mogły jedynie krytykować ubiór i fryzurę Mony.

  

Nie było może najzręczniejsze (choć szlachetne), że Mona świadomie wyprofilowała się na głównego przeciwnika SD. Dla przeciętnego Szweda - nawet jeżeli „brunatnych” nie znosi - było wiele ważniejszych problemów, chociażby intensywne przekształcanie przez prawicę czynszowych mieszkań lokatorskich (hyresrätter) w mieszkania własnościowe (bostadsrätter). Sama znam młodą free lancerkę, która nagle dostała wiadomość, że ma w banku szybko pożyczyć 3 miliony koron, wykupić swoje mieszkanie w Gärdet i być szczęśliwą, gdyż z racji zasiedzenia gmina Sztokholm sprzeda jej mieszkanie za 50 proc. wartości rynkowej (rzeczywiście w Sztokholmie mieszkania są potwornie drogie2i 6 milionów SEK, odpowiednik 2,5 miliona polskich zł za przeciętne mieszkanie w dobrej dzielnicy nie jest wielką ceną). Naturalnie nikt nie pomyślał, że młodej free lancerce bez stałych dochodów żaden bank nie pożyczy 3 milionów SEK, a więc dziewczyna zabrała swoje dziecko i dwa koty, przenosząc się na prowincję.

  

Wszystko powyższe to jednak drobiazgi. Przyczyna katastrofalnego wyniku socjaldemokracji nie leżała w kontrowersyjnej rzeczywiście osobie Mony Sahlin, ale w samej partii. Jestem członkinią socjaldemokracji i muszę wyznać, że niektórzy działacze tej potężnej partii przypominają mi… Polaków. Jak wiadomo, Polacy mają bzika na swoim punkcie, uważają się za pępek świata, nie tolerują żadnej krytyki. Gdy zaś przyjadą na Zachód, konstatują z wściekłością, że Polska nie jest ani sexy, ani cool, że wielkie dzienniki prawie nigdy o Polsce nie piszą, w kinach nie można zobaczyć żadnego polskiego filmu, a przeciętnemu obywatelowi Polacy kojarzą się jedynie z nędzarzami wykonującymi najgorsze prace fizyczne - ostatecznie w slangu sztokholmskim polska oznacza zarówno Polkę, jak i sprzątaczkę.

  

Otóż szwedzkim socjaldemokratom też się po prostu przewróciło w głowie. Jeszcze w czasach Ingvara Carlssona dostawali 45,6 proc. głosów i przyzwyczaili się, że tak musi być - wpierw Partia (majuskuła konieczna), potem długo, długo nic, potem reszta politycznego pospólstwa. Socjaldemokraci z zasady tworzyli rządy mniejszościowe po prostu z pychy, gdyż nie mieściło im się w głowie, że mogliby współrządzić z kimś innym. Czasy się jednak zmieniają i gdy Mona Sahlin utworzyła wspólny blok z Zielonymi (Mp) i postkomunistami (V) wielu socjaldemokratów uznało to za zdradę. W Polsce nie ma wielkich, świetnie zorganizowanych partii, a więc chyba tylko niedobitki starych „komuchów” wiedzą, że problemem każdej partii jest jej aparat, że nastrojów tego aparatu nie może ignorować żaden przywódca, że nawet będący u szczytu popularności w roku 1956 Gomułka musiał zawrzeć kompromis z aparatem PZPR.

  

Dla starych socjaldemokratów problemem była oczywiście postkomunistyczna partia lewicy (V). Szwedzka socjaldemokracja była najbardziej antykomunistyczną partią Europy - szczególnie obawiano się wpływów komunistów (finansowanych przez Związek Sowiecki) na robotników. Dlatego przecież - w oparciu o wywiad wojskowy i aparat związków zawodowych - zbudowali socjaldemokraci antykomunistyczny wywiad wewnętrzny IB, organizację, o której istnieniu nie wiedziała nawet większość ministrów szwedzkichrządów. Na czele IB stał osobisty przyjaciel Olofa Palme, Birger Elmér, a organizacja ta była tak dalece tajna, że badająca później działalność IB komisja parlamentarna nie potrafiła nawet ustalić, co właściwie oznacza ten skrót (w korespondencji urzędowej posługiwano się nazwą fikcyjnej firmy audytorskiej Collector). Nie było żartów: seks z komunistką czy wycieczka do NRD oznaczały często kres kariery. Otóż przywódca V, Lars Ohly jeszcze niedawno określał się publicznie jako komunista; odszczekał to dopiero, gdy na horyzoncie zamajaczył udział we władzy. Dla starych socjaldemokratów współrządzenie z kimś takim to jak dla ojca Rydzyka współpraca z żydowską organizacją gejowską.

  

Problemem, choć mniejszym, byli także Zieloni (Mp). Unikalna w skali światowej potęga szwedzkiej socjaldemokracji opiera się o ścisłą współpracę ze związkami zawodowymi, które Zielonych zawsze uważały za wrogów. To pod wpływem Zielonych Mona Sahlin zapowiedziała sprzeciw wobec budowy nowych reaktorów, a szwedzki przemysł chce mieć tanią energię. Z tego samego powodu chciała zwiększyć opodatkowanie emisji dwutlenku węgla i nieznacznie podnieść VAT na benzynę - nie oszukujmy się, to szwedzki inteligent najczęściej jeździ rowerem, szwedzki robotnik niewyobraża sobie życia bez volvo.

  

Socjaldemokracja musi przerobić lekcję z 19 września 2010 i przyzwyczaić się, że nie jest pępkiem świata, a normalną partią, która musi współpracować i iść na kompromisy. Być może już nigdy nie wrócą czasy, gdy Partia szła do wyborów w blasku swego majestatu, a gdzieś tam daleko z tyłu popiskiwała reszta politycznego pospólstwa.

  

Wielcy przegrani

  

Największąprzegraną wyborów jest… najpopularniejsza kobieta-polityk bloku lewicy, jedna z dwóch rzeczników szwedzkich Zielonych, Maria Wetterstrand (ur. 1973), inteligentna biolożka. Kampania wyborcza była dość mdła. Choć całe swoje życie namiętnie interesowałam się polityką, chciało mi się trochę ziewać, gdy słuchałam debaty Mony Sahlin z premierem Reinfeldtem: oboje zgodzili się, że podstawą szwedzkiego systemu powinien być welfare finansowany z wysokich podatków, a potem były już tylko różnice dość kosmetyczne. A przecież sytuacja Szwecji po czterech latach rządów prawicy jest taka, że czerwono-zieloni powinni ją roznieść w puch. Bezrobocie wprawdzie nieco spadło, ale nadal - wg szwedzkich norm - jest wysokie: 7,4 proc. Bezrobocie wśród młodzieży do 24 roku życia włącznie osiągnęło poziom hiszpański, bo 18,7 proc. Najgorsze, że wśród bezrobotnych aż 36,4 proc. to osoby pozostające bez pracy powyżej roku. Prasa, także prawicowa, podawała jeżące włosy na głowie przykładynakazanej przez rząd bezduszności aparatu opieki, np. kobiety po drugiej transplantacji nerki, którą po wypisaniu ze szpitala ambulans przywiózł do domu, a Kasa Ubezpieczeń natychmiast wstrzymała jej zasiłek chorobowy i kazała następnego dnia zgłosić się do biura pośrednictwa pracy3.

  

Na  początku kampanii Wetterstrand pozostawała skromnie w cieniu Mony Sahlin, ale w końcu ruszyła do ataku. Początkowo prawica nie zwracała na nią uwagi, gdyż panowała opinia (zresztą prawdziwa), że Mp odbiera głosy socjaldemokracji. Potem jednak przyszły dane, że Mp, szalenie popularna wśród młodych wyborców z wyższym wykształceniem, odbiera także głosy partiom prawicowym. Wtedyuderzono w Mp, a w Wetterstrand w szczególności. Sondaże dawały Mp około 10 proc., w wyborach zdobyli 8,67 proc., stając się trzecią partią Szwecji, a Maria Wetterstrand wyrosła na prawdziwą gwiazdę bloku lewicy. Niestety dziwaczny statut tej partii stanowi, że Maria i jej kolega, drugi rzecznik Peter Eriksson muszą opuścić swoje stanowiska najpóźniej w maju 2011. Mp straci wielki talent polityczny i na pewno boleśnie to odczuje. W dodatku Maria musi podjąć bardzo trudną decyzję. Prawica nie ma parlamentarnejwiększości, a Reinfeldtowi - choć tego nie wyklucza - trochę wstyd rządzić przy pomocy „towarzysza Brunatnego”. Zwrócił się więc do Mp. Gdyby Zieloni chcieli współpracować z prawicowym Aliansem, ich pozycja przetargowa byłaby bardzo silna, możliwe byłyby przynajmniej dwie ministerialne teki. Szliśmydo wyborów w bloku lewicy - powiedziała Maria - i byłoby nam bardzo trudno patrzeć w oczy naszym wyborcom, gdybyśmy teraz zaczęli współpracować z prawicą, nawet gdyby miało to zmarginalizować tych tam…brunatnych. Jak widać, są jeszcze na świecie ludzie, którym uczciwość nie pozwala zostać ministrem. Taka jest zresztą wola elektoratu Mp - w przeprowadzonym błyskawicznie przez SIFO sondażu 53 proc. wyborców Zielonych wypowiedziało się przeciw współpracy z prawicą, 30 proc. - za współpracą, a 17 proc. nie miało zdania. Skrzynki mailowe Mp zostały zawalone listami zawierającymi z reguły trzy słowa: - Sägnej, Maria! (Powiedz nie, Mario!). Wiadomo jednak, że wśród Mp są działacze, którzy wobec możliwości wejścia do rządu przebierają nogami, a Maria - jakto się po szwedzku mówi - musi wybierać między dżumą a cholerą. Wyznam szczerze, że sama głosowałam na Zielonych, zresztą już 12 września. Tu małe wyjaśnienie. W Polsce toczyła się debata, czy wybory mogłyby trwać dwa dni - co może zwiększyłoby haniebną w skali europejskiej frekwencję - i uznano, że nie jest to możliwe ze względów organizacyjnych. WSzwecji można głosować już 18 dni przed dniem wyborów, w specjalnie tworzonych punktach, często na pocztach, dworcach etc.

  

Wielkim przegranym wyborów jest też Partia Piratów czy w ogóle internet. Piratpartiet prowadziła swoją kampanię wyłącznie w sieci; brunatni z SD prawie w ogóle nie wykorzystywali netu, żmudnie objeżdżając najdrobniejsze dziury i przemawiając na rynkach pod osłoną policji. Piraci nie dostali nawet jednego procenta głosów (dokładnie: 0,72 proc.); brunatni - 5,7 proc. Zresztą w Szwecji - jednym z najbardziej „unetowionych” krajów świata - już dawno zauważono, że jakakolwiek akcja w sieci ma sens tylko wtedy,gdy nagłośnią ją wielkie media papierowe (czytelnictwo gazet jest ciągle bardzo wysokie) lub telewizja. Do zmarginalizowania netu przyczyniło się po prostu chamstwo internautów, choć szwedzcy internauci to wytworni intelektualiści w porównaniu ze swoimi polskimi odpowiednikami, których świetnie określa powiedzenie: „Dawniej bazgrał w szalecie, dzisiaj - na internecie”.

  

Czy można było powstrzymać?

  

Teraz zadawane jest często pytanie, czy można było powstrzymać marsz brunatnych do Riksdagu, uniknąć tego szoku elit i chaosu w życiu politycznym. Ależ oczywiście, bardzo prosto, mówił zresztą o tym wybitny szwedzki politolog, Olof Ruin (ur. 1927), profesor emeritus uniwersytetu sztokholmskiego - trzeba było imigrantów dopuścić do głosu. Nie można wmawiać ludziom, że wielokulturowość jest wartością samą w sobie, „bo tak jest i już”. A niby dlaczego? W kampanii problem imigrantów był prawie całkowicie przemilczany, a jakieś szczątki debaty przypominały mi dawny dyskurs o prostytucji: jeżeli już nawet (niezwykle rzadko) dopuszczono jakąś prostytutkę do głosu, to tylko taką, która była ofiarą sutenera, heroinistką i którą dobre służby socjalne sprowadziły na drogę cnoty. Nigdy by nie pokazano dziewczyny, która z własnej woli została luksusową call girl i jeszcze była z tego bardzo zadowolona. Podobnie gdy pokazano jakiegoś imigranta, to takiego, któremu Moder Svea wszystko dała: skromne wykształcenie, mieszkanie, zawód, pracę. Przy takim obrazku można się było nasładzać własną dobrocią, co Szwedzi tak bardzo lubią. Dlaczego nie pokazano imigrantów, którzy nie są problemem, np. pracodawców, zatrudniających także Szwedów? Albo importowanych polskich lekarzy, mówiących dobrze po szwedzku (choć naturalnie z obcym akcentem)? Albo tak licznych dentystów Irańczyków? Albo wcale licznych cudzoziemskich pracowników wyższych uczelni, uczących szwedzkich studentów? Ostatecznie najwybitniejszy szwedzki kryminolog, autor dziesiątków publikacji, ekspert sądów i policji, Jerzy Sarnecki nie urodził się w Szwecji. Takich przykładów można by przytoczyć wiele. Dlaczego nigdy nie pokazuje się imigrantów, którym Szwecja coś zawdzięcza?

  

Oczywiście wielokulturowość stwarza też problemy, których nie należy zmiatać pod dywan, ale trzeba o nich spokojnie debatować. Bardzo liczni w Szwecji polscy gastarbeiterzy są problemem nie dlatego, że zabierają komuś pracę (często zresztą pracują „na czarno”), ale dlatego, że niszczą standardy szwedzkiej pracy: pracują w piątek, świątek czy niedzielę, godzą się na niższe stawki, na nieograniczoną ilość nadgodzin, na lekceważenie przepisów bhp etc. Do tego budzą pogardę, bo mieszkają po pięciu w jednym pokoju, a latem nawet dla oszczędności śpią w śpiworach na budowie. Ale już zupełnie inna jest sytuacja osiadłego w Szwecji polskiego robotnika, oficjalnie zatrudnionego członka związku zawodowego, który ze szwedzkimi kumplami pija piwo w piątki, chodzi na mecze, jest pełnoprawnym członkiem kolektywu i niechby go jakiś brunatny odważył się palcem dotknąć… Szwedzi wychowani są w luterańskiej etyce pracy i wielokrotnie obserwowałam - chociażbyw pracy, gdzie obsługująca nas technicznie firma Common ciągle coś przebudowuje i ciągnie nowe światłowody - z jaką autentyczną sympatią szwedzcy robotnicy odnoszą się do swoich polskich kolegów. Gdy jednak - co możliwe jest tylko w małych firmach - Polacy pracują w gorszych warunkach niż dawniej zwierzęta pociągowe, a szef-cwaniaczek przypomina szwedzkiemu robotnikowi, że na jego miejsce czeka już stu Polaków, to Szweda trafia przysłowiowy szlag, a brunatni zyskują nowego wyborcę.

  

 Zwycięzcy

  

Prawica utraciła w parlamencie większość, socjaldemokracja uzyskała najgorszy wynik od roku 1914, czy - poza brunatnymi - są jacyś zwycięzcy minionych wyborów? Oczywiście są.

  

Niewątpliwie zwycięzcą jest prawicowy minister finansów Anders Borg, któremu - wg dość zgodnej opinii - prawica zawdzięcza zwycięstwo. To nie odwołująca się ciągle do klasy średniej Mona Sahlin, ale Anders Borg gromił szwedzkie banki za ryzykowne inwestycje, groził sankcjami oraz wręcz bluzgał na dyrektorów za ich wysokie bonusy. A potem zaprezentował się w sposób już wyjątkowo bezczelny: na czerwonym, socjaldemokratycznym tle kazał umieścić zdjęcie swoje i swojego ukochanego psa z podpisem: „Nowi socjaldemokraci”. Borg jest też jednym z nielicznych w Szwecji polityków, który rozumie to, co - moim zdaniem - zrozumiał też Donald Tusk: gdy ludzie dokonują wyborów politycznych, odnoszą je nie do tego, kim są dzisiaj, ale kim mają nadzieję się stać. A ponieważ są beznadziejnymi optymistami, nie zakładają, że mogą być bezrobotni, chorzy, słabi, biedni. Dlatego szwedzka prawica mogła spuścić straszliwe baty bezrobotnym, a wielu ciężko chorych skazać wręcz na nędzę i… wygrać wybory.

  

Ale są jeszcze więksi zwycięzcy - to sześć szwedzkich sondażowni, nazywających się wytwornie instytutami badania opinii publicznej, których roczny obrót wynosi odpowiednik 210 milionów zł polskich. To one - na zlecenie partii - przeprowadziły od roku 2006 ponad 200 badań politycznych preferencji. Nawet mistrzowie badań, Amerykanie uznają szwedzkie sondażownie za jedne z najpewniejszych na świecie. Zgodnie z rekomendacją amerykańskiej organizacji AAPOR, szwedzkie sondażownie nigdy nie korzystają z internetu, a jedynie z telefonów stacjonarnych - wtedy znają nazwisko abonenta, jego adres, dochody, wykształcenie, miejsce pracy, wszystko i wtedy mogą stworzyć reprezentatywną grupę, odpowiadającą szwedzkiemu społeczeństwu. Nawiasem mówiąc, politologom wiadomo, że najpewniejsze są tzw. pollof polls, prezentowanie zestawień przynajmniej kilku badań różnych sondażowni, które w Szwecji wykonuje jedynie państwowe Sveriges Radio. Sondaże to oczywiście duże pieniądze, taki Demoskop ma 29 389 000 SEK rocznego obrotu, a przynosi swoim właścicielom 3 120 000 SEK zysku. Peje Emilson, główny właściciel Demoskopu ma przeszłość w młodzieżówce partii moderatów MUF. W dodatku Peje Emilson posiada 53 proc. udziałów w Kreab Gavin Anderson Worldwide, specjalizującym się w lobbingu politycznym (m.in. państwa zamawiają tam poprawę swojego wizerunku nie tylko w mediach, ale też w sferach wielkiego biznesu). Oczywiście połączenie sondażowni z biurem lobbingu politycznego jest z punktu widzenia biznesu idealne, choć - moim zdaniem - dwuznaczne moralnie. Nie ulega wątpliwości, że nieustanne sondaże mają na elektorat wpływ, choć nie doczekał się on jeszcze teoretycznego opracowania.

  

Więcej zwycięzców minionych wyborów nie zauważyłam. Na zakończenie jeszcze dwa fakty. Frekwencja wyborcza wyniosła 80,87 proc. - oto normalna frekwencja w starej, ustabilizowanej demokracji. Według bardzo dokładnych badań SCB (Centralnego Biura Statystycznego, które też ma własną sondażownię), wyborcy za najważniejszy problem polityczny uznali kondycję szwedzkiego szkolnictwa.

  

 Przypisy: 

  

1Wszystkie głosy, m.in. z głosowania przedwczesnego i głosowania za granicą, zostaną ostatecznie policzone do wieczora środy, 22 września, ale żadne dramatyczne zmiany raczej nie nastąpią.

2Ceny mieszkań w Sztokholmie dawno przekroczyły już granice absurdu. Za cenę czteropokojowego mieszkania w przyzwoitej dzielnicy Sztokholmu można kupić siedem dużych willi z ogrodem w Sunne albo dwanaście pięciopokojowych mieszkań w centrum Sundsvall.

3Trzeba wyjaśnić, że w Szwecji Kasa Ubezpieczeń może ignorować zwolnienie lekarskie. Lekarz określa, czy pacjent jest chory; Kasa ocenia, czy może pracować. Wielu chorych pracować może.

  

21 września 2010 

  

Komentarze
Dodaj nowy
Swojski  - Lewicowi wladcy nie sprawdzaja sie w kryzysie   |23.09.2010 11:09:26
i wogole sie nie sprawdzaja… dochodzac do wladzy w czasach prosperity
roztrwaniaja majatek, miast go inwestowac.

Ale kocham ten cytat z tekstu
powyzej:

Największąprzegraną wyborów jest
kot   |24.09.2010 10:15:27
,,w historii Szwecji socjaldemokraci przegrali dwa razy pod rząd: w roku 2006 i
obecnie.,,
Swojski pomyliłeś paciorki!
Mandark   |23.09.2010 11:40:46
"otwarcie przeszedł od SD" - bardzo oryginalnie. Jak udało mu się to
zrobić?
AndrzejRoztocki   |23.09.2010 11:41:26
Wszystko pryszcze ale tak naprawde zmrozilo mnie to:

szwedzkie sondażownie nigdy nie korzystają z internetu, a jedynie z
telefonów stacjonarnych - wtedy znają nazwisko abonenta, jego
adres, dochody, wykształcenie, miejsce pracy, wszystko i wtedy mogą
trzeciak  - re: Lewicowi wladcy nie sprawdzaja sie w kryzysie   |23.09.2010 14:49:53
Swojski napisa?:
i wogole sie nie sprawdzaja… dochodzac do wladzy w czasach prosperity
roztrwaniaja majatek, miast go inwestowac.


Co jest oczywiście sensownym i bardzo uzasadnionym komentarzem pod
tekstem o Szwecji.
Thome  - D-23 znowu nadaje…   |23.09.2010 21:47:24
"(…) Serbów i Polaków (przedstawicieli innych nacji trudniej było
sprostytuować)";
"bezduszności aparatu opieki, np. kobiety po drugiej
transplantacji nerki, którą po wypisaniu ze szpitala ambulans przywiózł do domu,
a Kasa Ubezpieczeń natychmiast wstrzymała jej zasiłek chorobowy i kazała
następnego dnia zgłosić się do biura pośrednictwa pracy." - a polska młoda
Lewica nie wierzy, że Skandynawowie obwarowali socjalizm faszyzmem;

"Dlatego przecież - w oparciu o wywiad wojskowy i aparat związków
zawodowych - zbudowali socjaldemokraci antykomunistyczny wywiad wewnętrzny IB,
organizację, o której istnieniu nie wiedziała nawet większość ministrów
szwedzkich rządów."

BEZCENNE :)))) Szwecja państwem partyjnej bezpieki:)
mergiel   |23.09.2010 23:34:56
"Jak wiadomo, Polacy mają bzika na swoim punkcie, uważają się za pępek
świata, nie tolerują żadnej krytyki. Gdy zaś przyjadą na Zachód, konstatują z
wściekłością, że Polska nie jest ani sexy, ani cool"
"choć szwedzcy
internauci to wytworni intelektualiści w porównaniu ze swoimi polskimi
odpowiednikami, których świetnie określa powiedzenie:
mergiel   |23.09.2010 23:36:13
Co za bzdury i poniżające uogólnienia.
Czy autor jest Polakiem? Pewno niestety
tak.
mergiel   |23.09.2010 23:47:20
"Do tego budzą pogardę,bo mieszkają po pięciu w jednym pokoju,a latem nawet
dla oszczędności śpią w śpiworach na budowie"
Faktycznie, powód do
pogardy.
"Podobnie gdy pokazano jakiegoś imigranta to takiego któremu Moder
Svea wszystko dała skromne wykształcenie mieszkanie, zawód pracę" A to już
typowe nazistowskie pranie mózgów, któremu uległ również autor tekstu, co widać
w przytoczonych poprzednio cytatach.
Pozdrowienia Mergiel
tommek   |23.09.2010 23:58:16
To faktycznie cool w tej Szwecji. Co mają teraz powiedzieć Ci co szwedzki
ustrój, tak pod niebiosa chwalą i za przykład każą brać? Socjalizm nawet tam
przestaje się ludziom podobać. Mergiel się nawet obraził, to niesłychane!
Cecylia   |24.09.2010 08:03:08
Mnie akurat artykuł się podoba. Przy innej okazji okropnie dziąsłowałam na panią
Delick. Teraz to odszczekuję. Kobieta jest krytyczna nie tylko w stosunku do
Polaków. Ona jest krytyczna w ogóle.
Poza tym, obserwacja tego forum
potwierdza niektóre jej spostrzeżenia.
Świetna analiza wyborów i sytuacji w
Szwecji.
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 10:03:26
Ona jest krytyczna w ogóle.

No nie zartuj! Przeciez to artykul propagandowy. Zgadzam sie ze nie
jest to propaganda ze szczelnymi klapkami na oczach ale jednak… Juz
sam tytul. Dlaczego niewygranie wyborow przez socjaldemokracje to
zaraz ‘koszmar’?

No i te niesmaczne ‘rasistowskie’ uwagi ze
Serbowie i Polacy sa nalatwiejsi do sprostytuowania. I ta pogarda dla
Polakow co pojechali tam na zarobek i na wszystkim oszczedzaja. Ta
pani ma najwyrazniej kompleksy. Moze ktos kiedys ja wzial za sprzataczke z
Polski i dotad to przezywa.
kot  - Propagandowy -nadużycie?!   |24.09.2010 15:26:06
-W którym miejscu był ten ,,koszmar,,,
bo mi jakoś umknął.
Skąd się to
bierze,że tak gwałtownie tracisz swoje zdolności analityka i rozumienia tekstu,
a dołączasz się do swojaków z pierwszych komentarzy.
Bo to co ta bardzo solidna
socjolożka mówiąc o Polakach, to -jak krowie na rowie-nie były jej opinie , ale
opinie przeciętnego Szweda.
Józef K   |24.09.2010 13:21:15
No dobrze, Cecylia, poczekaj, bo akurat jej przemyślenia ostatnie i te teraz
przesłałem przyjaciołom Szwedom, część nawet przełożyłem, i kiwali bardzo
głowami. Za dużo propagandowości i uproszczeń, że powiem na razie skrótowo, no
ale to felieton, więc uproszczenia być powinny i takie stwierdzenia niewiele w
zasadzie mówią. Ale stwierdzili też, że babka czasem przesadza. Choć i ma trochę
racji. Jak to w życiu /i/albo w felietonach.
Zresztą poczekaj, przełożę kawałek
przyjaciela Szweda (to a propos artykułu z kiedyś):

Zgadzam sie mniej wiecej z
uwagami
autorki (…) chociaz troche idealizuje jednak tę Szwecje. Co do
historii
to mysle, niestety, ze rodzice i tutaj bardzo pilnowali swoje dzieci
i
niekoniecznie pozwalali na malzenstwa z milosci. (…)
Wyzwolenie mlodych
ludzi (a szczegolnie
kobiet) spod patriarchalnej wladzy rodziny raczej mialo
zwiazek ze
wzrostem dobrobytu i mozliwoscia na samodzielne zycie
finansowe.

Gdybym mial tak czarna wizje Polski jak autorka, to (…).
Powiedzialbym, ze roznica miedzy krajami polega na tym,
ze w Polsce jest wiecej
skrajnosci. Szwecja to kraj srodka no i przede wszystkim kraj
kompromisow. W
Szwecji oczywiscie tez sa chamy, ale moze jest ich troche
mniej a ich chamstwo
jest troche bardziej umiarkowane i na czym innym polega. Na ulicy nikt cię nie
uderzy bo tutaj nie do końca wiedzą, ze można by to zrobić ot tak po prostu,
mało kto zwinie samochód bo to też każdy ma więc żaden problem. Z drugiej
strony
w Polsce jest tez sporo wspanialych ludzi z madrymi rozwiązaniami i dużą
wiedzą. Mila strona Szwecji to taka, ze wszystko jest w miare
dobrze
zorganizowane, no i są pieniądze, dlatego zycie przecietnego obywatela na
pewno jest
bardziej praktyczne niz w Polsce (…).

Sorry, że dopiero teraz to,
co właściwie bardziej pasowało pod poprzedni art., ale nie chciało mi sie wtedy
tłumaczyc, tym bardziej, ze watek juz zniknął i nie chciało mi się z kolei
szukać.
Cecylia   |24.09.2010 16:21:49
Szkoda, że dopiero teraz. Byłoby to jakimś poparciem mojej śmiało wtedy
postawionej odkrywczej tezy, że ludzie są różne.
Z drugiej strony dobrze, że
dopiero teraz. Dobrze, ponieważ wówczas przeczytałam wiele komentarzy (na swój
temat) o kompleksach, chorobach umysłowych i bóg wie czym jeszcze, co
potwierdziło z kolei uwagi Delick z tamtego artykułu, na temat naszego
społeczeństwa.
Anonimowe forum jest mikroświatem odzwierciedlającym strukturę
społeczną, przynajmniej w sferze poglądów. Nic dodać nic ująć.
Józef K   |25.09.2010 00:48:07
Jak wiadomo, Polacy mają bzika na swoim punkcie, uważają się za
pępek
świata, nie tolerują żadnej krytyki.


I to ma być krytyczna uwaga i pouczający klaps wobec Polaków.

Za chwilę
autorka dodaje z iście nie-polski zakąszeniem:

Ostatecznie najwybitniejszy szwedzki kryminolog, autor dziesiątków
publikacji, ekspert sądów i policji, Jerzy Sarnecki nie urodził się w
Szwecji.
Józef K   |26.09.2010 22:43:01
No to proszę, Droga Cecylio, znów moje tłumaczenie (luźne dosyć, bo mi się
nie chce) Szwedów (podsyłam to znajomym, żeby się rozpoznać kto i co):


Jaki dlugi artykul!
Autorka opisuje cala sprawe dosyc akuratnie. Sa
niekiedy bledy
merytoryczne, np. Delick mylnie stwierdza,
ze
Socjaldemokracja nigdy nie przegrala wyborow dwa razy z
rzedu. A
przeciez przegrala i w 1976, i w 1979 roku, dobiero w 1982
odzyskala
wladze. Potem przegrala wybory w 1991, potem znowu w 2006
i 2010.
Natomiast przed 1976 rzadzila nieprzerwanie przez 44 lata,
czasami w
koalicji, czasami sama.


Wielu Szwedow martwi sie teraz z wejscia Szwedzkich Demokratow
do
riksdagu. A jednak - mysle, ze trzeba byc rozsadnym i nie
nazywac ich
brunatnymi. (Zreszta nikt tego nie robi, to wlasny pomysl
autorki.) Ta
partia ma naprawde mroczne korzenie, ale zeby z sekty stac
sie duza
partia musiala bardzo zlagodzic retoryke i oczyscic szeregi
ze zbyt
skrajnych rasistow. I to jest jednak dla mnie troche
pocieszajace:
poniewaz Szwecja jest krajem, gdzie wszystkie partie
staja sie byc
partiami centrowymi, to nawet skrajna prawica musi stac
sie mniej
skrajna. Jak slysze czasami w radiu wywiady ze zwyklymi
ludzmi, ktorzy
na Szwedzkich Demokratow glosowali, to tez staraja sie
mowic, ze nie sa
rasistami, tylko chca zwrocic uwage na pewne problemy
zwiazane z
imigracja… co niekoniecznie odzwierciedla ich prawdziwe
opinie, ale
wiedza, ze nie wypada byc otwartym ksenofobem. Dlatego mam
nadzieje
(chociaz moge sie mylic), ze nie moze byc az tak zle,
zeby zaraz robic z tego koszmar.


Glosowalibyśmy na autentycznych
Zielonych, ale nasi Zieloni tak staraja sie
przypodobac wyborcom, a
szczegolnie Socjaldemokratom, ze
niewiele zostalo z ich pierwotnych
pogladow. To wlasnie smutna strona
tego szwedzkiego dazenia do centrum.


No i znów tyle, bo więcej mi się nie chce a i to trudne. Najgęstsze
przełożyłem.
kot   |24.09.2010 09:46:29
Roztockiemu który upierdliwe domaganie się odpowiedzi.
To jest, podkreślam, z
autentycznym uznaniem, chwalebna i rzadka, ważna intelektualnie
upierdliwość.
Skoro lepsi znawcy Szwecji nie odpowiedzieli…
Po pierwsze, kult
Szwecji bez zrozumienia o co biega, nic nie daje. Poza mocno wątpliwymi
wątpliwościami Agaty i innych przeceniających wątek kulturowy, a nie
doceniających wątku regulacyjnego. Szwecja ideałem nie jest.
Zamiast Szwecja
można wstawić Finlandia, Dania, Kanada (kulturowo różne) i dalej, te spektrum
socjalno regulacyjne w kierunku regulacji: mocno kapitalistycznych i mocno
regulowanych (więc socjalistycznych )-Chin.
Istotne jest kto rządzi:
,socjaliści,, czy ,,kapitaliści,,.
A żeby sprawy nie były tak proste, to w
Szwecji gdy rządzą ,,kapitaliści,, czyli ,,prawica,, (jakoś tak się składa,
że w praktyce idzie to w parze) to też bardzo, i nie mniej, dbają o szwedzki
socjalizm. Nie bardzo rozumiem dlaczego nasi ortodoksyjni prawicowcy (niczym
jacyś odwróceni marksiści)tak bardzo chcą Szwedów - troszcząc się o nich,
wbrew nim
kot   |24.09.2010 09:49:48
wbrew nim-uszczęśliwić
kot   |24.09.2010 09:50:36
I nie po to aby zamącić, ale żeby pokazać, że mamy nieco bardziej skomplikowany
świat niż kiedyś: najwięcej jednego i drugiego, najwięcej ,,kapitalizmu,, i
najwięcej socjalizmu jest w Danii.
Ale do rzeczy, żeby A. Rostockiego nie
zdenerwować czekaniem na prosty konkret.
Myślę, że statystyczne (szkoda, że
tylko statystyczne) analogie między Szwecja, a Polską wynikają z tego, że w
Polsce zostały resztki socjalizmu PRL-owskiego i jego sztywnych wydatków:
służba zdrowia, urlopy, emerytury
kot   |24.09.2010 09:52:16
Paradoksem jest: mamy państwo najbardziej neoliberalno- balcerowiczowskie, od
dwudziestu lat; osiągnęliśmy takie sukcesy jak likwidacja dentystów w szkołach,
zakładów chronionych dla inwalidów; zamierzamy, może się uda zlikwidować te
cholerne państwowe szpitale, sprywatyzować ZUS itd. Wówczas statystyki poprawią
się! Będą lepsze niż w Szwecji.

Rozumiem Roztocki, że chodziło Ci, że
powołując się na Kowalika, w ślad za nim stwierdzasz, że jesteśmy zagrożeni
przez nadmiar socjalizmu w Polsce.
Gdyby Krytyka traktowała nas i siebie
poważnie, to należałoby poprosić o odpowiedź Kowalika, o to czy on z kolei
zgadza się z Tobą. A ponieważ myślę, że się nie zgadza wiec jego odpowiedź
byłaby kompetentna i na pewno ciekawa.
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 10:18:01
Rozumiem Roztocki, że chodziło Ci, że
powołując się na Kowalika, w ślad za
nim stwierdzasz


To ja moze raz jeszcze powtorze w tym watku. 

1. Socjalistyczny
proszwedzki i niepodejrzewany o jakakolwiek milosc do neoliberalizmu
ekonomista Kowalik podal pewien wazny parametr.

2. Parametr ten okresla
stope redystrybucji PKB.

3. Kowalik stwierdzil ze w Szwecji
wszystko bylo OK poki parametr ten nie przekraczal 40 czy gora 50%

4.
Kowalik radzil wszystkim probujacym robic szwecje zeby najlepiej sie
do tej granicy nawet za bardzo nie zblizac.

5. Z danych wynka ze my juz
te granice przekroczylismy i stopa redystrybucji wynosi u nas 42% i
jest tylko o 1% z hakiem mniejsza niz srednia UE.

6. Czyli szwecje z
wizji Kowalika zesmy juz zbudowali.

7. W kazdym razie jesli idzie o
podatki to znaczy przejmowanie PKB przez panstwo.

8. Czyli z tego
wnioskuje ze sprawa sie rozbija nie o to ze mamy za male podatki ale o to ze sa one
rozkradane i marnowane.


9. Tak wiec nie ma co trabic za kazdym razem ‘podwyzszymy podatki’ jak
to zrobil np. Piatek /i wielu innych/ bo to bez sensu.

10.
Niestety pozostaje cos w rodzaju ‘metody Ziobry’ czyli tropienie afer.
Ale ta metoda zostala doszczetnie skompromitowana jako ‘oszolomstwo’ i w
ogole ‘faszyzm’ przez oligarchiczne media.

Zgadnijcie koteczki
dlaczego.
Inż.Karwowski   |24.09.2010 11:21:35
@Andrzej
Zgadnijcie koteczki
dlaczego.

A myśli pan, że oni chcieli dobrze, ale wyszło jak wyszło, bo ich media
ścigały za oszołomstwo? Ja nie sądzę. Gdyby rzeczywiście chcieli
rozwalać "układy", to by zaczęli od zmian w systemie, takich
zmian, po których system byłby mniej "aferogenny". Czy oni chcieli
przez 4 lata kadencji wyłapać wszystkich złoczyńców w Polsce? To nie
możliwe. Innymi słowy zamiast odinstalować Windowsa, pis wprowadzał
jakieś programiki wyłapujące niektóre wirusiki. Czyli wniosek jest
taki: im ten system też odpowiada.
Józef K   |24.09.2010 13:28:32
Innymi słowy zamiast odinstalować Windowsa, pis wprowadzał
jakieś
programiki wyłapujące niektóre wirusiki. Czyli wniosek jest
taki: im ten
system też odpowiada.


Poza tym, dodaj, mieli w tym przyjemność równej kilkulatkowi który, z
językiem wywalonym na brodę, do tych wirusików strzela niby w Nintendo i
ma przy tym ubaw graniczący z orgazmem.

Ale przyznaję, że uwagi
Andrzeja jak zawsze bardzo solidne i proste na tyle, że jednak każdy
to rozumie i wie o co biega.
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 13:30:30
im ten system też odpowiada.

To jest inna broszka. Skutek jest niemniej taki ze jak teraz ktokolwiek
/KTOKOLWIEK/ powie o ‘tropieniu afer’ to publika juz ma wdrukowane
‘o kolejny oszolom!’

Nie wiem czy pis tak to spapral ze
szlachetnosci czy z premedytacji. To juz teraz malo istotne. Opisuje
skutek.
Józef K   |24.09.2010 13:34:37
Nie wiem czy pis tak to spapral ze
szlachetnosci czy z premedytacji. To juz
teraz malo istotne. Opisuje
skutek.


No proszę, Andrzeju, Twoje uwagi nawet z punktu widzenia psychologii, są
trafne.
Inż.Karwowski   |24.09.2010 17:32:49
@Andrzej
jak teraz ktokolwiek powie o tropieniu afer - oszołom

I tu się Pan myli. Albowiem, po mojej niewinnej o tym wzmiance,
zdeklarowany lewicowo dyskutant uczynił mi zarzut jakoby Inżynier nie
wpuszczał Chomskiego nawet na słomiankę, bo przecież Chomsky, wiadomo
- lewak.Jednocześnie zachęcał do zapoznania się z "teorią zgody"
tego naukowca, która wg. dyskutanta jest,
cytuję: "(nie)spiskowa"!
Czyli tak:
1 Chomsky może węszyć
spiski gdzie chce, bo jest prawomyślny.
2 Należy zapoznać się z jego
"teorią zgody" bo choć jest trochę spiskowa nie można
jej bezmyślnie odrzucać (bo Chomsky wielkim lewakiem był i dlatego nas
zachwyca)
3 Jak Pan będziesz tropił jakąś aferę to bardzo proszę powoływać
się na teorię zgody Chomskiego, wtedy to nie oszołomstwo
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 18:12:59
Chomsky może

Nie no jasne ze Chomsky to wszystko moze. 

Ale ja mialem na mysli
takich bardziej zwyczajnych ludzi a nie swietych wyniesionych na lewe
oltarze.
mergiel   |24.09.2010 15:09:49
Niestety Kot szuka liberalizmu, czy w zasadzie neoliberalizmu( nie wiem co on
przez to rozumie) tam gdzie go nie ma.
Dentystów nie ma w szkołach bo państwowy
monopolista ubezpieczeniowy za nich nie płaci, to samo dotyczy zakładów pracy
chronionej,gdzie również państwo chce zlikwidować ulgi.
To państwo
"opiekuńcze" bankrutuje i stopniowo zaprzestaje swojej działalności w
kolejnych dziedzinach z powodu banalnego braku kasy, a nie przybywa liberalizmu.
Nie przybywa wolności w żadnej z tych dziedzin. Liberalizm nie polega na tym,
że płacąc obowiązkowe składki, mogę łaskawie zrezygnować z opłaconych de facto
usług i zrealizować swoje potrzeby płacąc za nie alternatywnemu usługodawcy. To
mi przypomina sklepy komercyjne w PRL.
To nic innego, jak tylko zwykłe,powolne
bankructwo. Winnych oczywiście szuka się gdzieś indziej.
Hayek miał rację,
przewidział w 1944(droga do zniewolenia) roku ewolucję socjalizmu do tyranii.
Jak zaczyna brakować kasy w państwie opiekuńczym to wzmacnia się aparat
inwigilacyjno-represyjny w celu sprawniejszego pozyskiwania pieniędzy od ludzi,
jednocześnie wmawiając im, że to dla ich dobra.Obowiązkowe ubezpieczenia
zdrowotne i emerytalne dają złudzenie, że państwo troszczy się o ludzi.
Jednocześnie stale ogranicza się indywidualną działalność ludzi poprzez
nakładanie na nią żmudnych obowiązków sprawozdawczości, uzyskiwania pozwoleń i
koncesji. To wszystko ułatwia kontrolę nad obywatelem i w przypadku zaostrzenia
się problemów finansowych, może prowadzić do tyranii, aparat urzędniczy jest
gotowy.
"Trzeba wyjaśnić, że w Szwecji Kasa Ubezpieczeń może ignorować
zwolnienie lekarskie. Lekarz określa, czy pacjent jest chory; Kasa ocenia, czy
może pracować. Wielu chorych pracować może" w Polsce również ZUS może
unieważniać zwolnienia lekarskie i jest to na porządku dziennym (wielu ludzi się
sądzi z ZUSem tego powodu). Jest idiotyzmem, aby firma ubezpieczeniowa zajmowała
się zaganianiem ludzi do pracy, znacznie racjonalniejsze są ubezpieczenia na
określoną kwotę od szkody,jak np. samochodowe. Nie ma wtedy potrzeby
nadzorowania, czy ktoś pracuje na rencie, czy też nic nie robi. Taki system
ubezpieczeń wynika moim zdaniem tylko z przemożnej chęci socjalistów do
sprawowania kontroli nad rynkiem pracy. Jest nieuczciwością, że ubezpieczony nie
ma prawa ani wybrać ubezpieczyciela, ani negocjować warunków ubezpieczenia. Co
więcej warunki ubezpieczenia ulegają często zmianie w trakcie obowiązywania,
również bez zgody ubezpieczonego.Natomiast w chwili gdy ten państwowy
ubezpieczyciel bankrutuje, bezczelnie ogranicza dostępność do obiecanych usług,
mówiąc, że mamy liberalizm i można sobie te usługi kupić na wolnym rynku. Czyli
obecna socjalistyczna władza utrzymuje ten ersatz wolnego rynku po to aby
zapewnić sobie większą swobodę i tuszować własne błędy systemowe i nie stawiać
ludzi pod ścianą. Dlatego też zresztą w PRL tolerowano czarny rynek żywności i
łapownictwo wśród personelu służby zdrowia.
Pozdrowienia Mergiel
bacowa  - Spójrzmy realnie   |24.09.2010 16:17:26
Osobiście popieram partię taką jak SD i naprawdę dziwię się autorce artykułu że
przyrównuje ją do poczynań nazizmu. Czy niechęć do imigracji z poza Europy to
oznaka rasizmu? Dlaczego multikulturalizm jest wprowadzany tylko w Europie ,
kiedy Azja jest tylko dla Azjatów, Afryka dla Afrykańczyków, kraje arabskie dla
Arabów. Dlaczego tylko białe kraje europejskie muszą się mieszać? Biali mają
coraz mniej dzieci, w 1950 stanowili 27%ogółu populacji świata, w 2060 będą
stanowili tylko 9 %. Czy to znaczy że zamiast ratować swoją kulturę, historię
narodu, rasę mamy oddać wszystko innym w imię tolerancji i zapomnieć o swoim
dziedzictwie? Zresztą nazizm jest nieodłącznie symbolem antysemityzmu.
Nacjonaliści tacy jak z SD, tymczasem chcą uchronić swoją kulturę od zagłady ,a
nie znów tępić Żydów. Dlaczego Żydzi opuszczają masowo Malmo? Bo to imigranci
muzułmańscy ich terroryzują, a nie rdzenni Szwedzi. Prawda jest taka że
rdzenni Europejczycy nie chcą multi-kulturalnego modelu społeczeństwa bo oznacza
on całkowite zmarginalizowanie kultury krajów europejskich, kształtowanej od
2000 lat. Europę zachodnią zalewają imigranci z Afryki i Bliskiego wschodu
którym na wejściu mówi się że spokojnie mogą sobie kultywować swoją własną
kulturę za pieniądze Europejczyków. A potem wszyscy się dziwią że miasta stają
się coraz mniej bezpieczne i że jest coraz więcej gangów terroryzujących rdzenną
ludność… Kilka filmików uświadamiających realia Szwecji a nie krzewiących
propagandę mulkikulti: http://www.youtube.com/watch?v=37noRp9csVg
http://
www.youtube.com/watch?v=gt77xc8ESkE
http://www.you
tube.com/watch?v=eQ6VI_bc1j4&feature=related
AndrzejRoztocki   |24.09.2010 18:15:05
Osobiście popieram partię taką jak SD

Jak tak mozesz! Przeciez tego nie wolno robic!

Wprawdzie niby jest
demokracja i kazdy ma niby prawo wybierac co chce ale pewnych
rzeczy sie nie wybiera i juz.

Bo inaczej jest od razu ‘koszmar’
albo nawet ‘faszyzm’.
cursorium   |24.09.2010 19:35:01
Ciekawa nazwa ta socjaldemokracja. Znaczy to że do demokracji coś sie z przodu
dokleiło. To standartowo dla tej opcji bo socjal bez cudzej pracy nie przetrwa.
mergiel  - ad Bacowa   |25.09.2010 00:40:15
Prawo naczyń połączonych, proces można tylko spowolnić. Działać trzeba inaczej.
Otworzyć granice dla towarów i przestać dotować własne. To bezsens dopłacać do
intensywnego rolnictwa w Europie, które dewastuje środowisko i zatrudnia właśnie
imigrantów. To towary mają wędrować, a nie ludzie. Wtedy spadnie ciśnienie w
układzie. Nie ma szans aby przy obecnych warunkach utrzymać enklawy białej rasy.
Chyba, że weźmiemy przykład
z Korei Północnej, a do tego właśnie dążą partie
nacjonalistyczne i w tym kierunku niestety zmierza Europa ale to jest droga do
stagnacji i przegramy wyścig z resztą świata.
Pozdrowienia Mergiel
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.46060 Seconds