Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Delick: Zerkanie w górę mapy Drukuj
Anna Delick, Sztokholm   
17.12.2005
Komentator ekonomiczny dziennika „Dagens Nyheter”, Johan Schück, zauważył niedawno w artykule „Model nordycki pociągający dla reszty Europy” (DN z 29 października 2005), że z mdłego i nieudanego szczytu Unii w Hampton Court wracał premier Göran Persson na otwarcie kongresu szwedzkiej socjaldemokracji (SAP) w Malmö z uzasadnionym przekonaniem, iż sukcesów jego partii szczerze zazdroszczą mu przywódcy innych państw europejskich. Schück skonstatował to zresztą z pewnym zdziwieniem, zrozumiałym u każdego szwedzkiego obserwatora.
Z pięciu państw nordyckich tylko trzy są członkami Unii: Finlandia, Szwecja i Dania. Schück – wprawdzie niepokalany liberał – jest zbyt dobrze wykształconym ekonomistą, aby nie zdawać sobie sprawy, że z roku na rok w różnych rankingach międzynarodowych Finlandia, Szwecja i Dania znacznie wyprzedzają inne państwa Unii, a często także USA. Jego zdziwienie ma przyczyny wewnątrzpolityczne. Göran Persson – 56-letni, bardzo otyły, łysy i podtatusiały mężczyzna bez poczucia humoru – jest jednym z najmniej lubianych premierów w historii Szwecji, a jego partii grozi porażka wyborcza we wrześniu przyszłego roku. Paradoks ten dostrzegli także co wnikliwsi komentatorzy zagraniczni, np. Polly Toynbee – która swój ostatni, głośny tekst o Szwecji zatytułowała „The most successful society the world has ever known” („The Guardian” z 25 października) – możliwość zmiany rządu w kraju tak kwitnącym uznaje wręcz za polityczną perwersję.

Przyczyny niechęci wielu Szwedów do obecnego rządu są naturalnie złożone i nie ograniczają się tylko do aparycji czy sposobu bycia premiera, choć w polityce i one nie są bez znaczenia. Jedną z ważniejszych jest obecna sytuacja na rynku pracy. Z punktu widzenia większości innych krajów europejskich jest ona wspaniała. W końcu września bezrobocie jawne w Szwecji wynosiło 5,4 proc. To prawda, że jeżeli doliczymy do tego osoby zatrudniane w ramach „robót publicznych”, otrzymamy 8 proc, ale inne państwa „starej Unii” też stosują ten typ interwencji, a mają bezrobocie jawne na poziomie 10 proc. Szwecja ma też jeden z najwyższych w Unii wskaźników zatrudnienia – 77,4 proc. (Polska – 51,7 proc.) i najwyższy w ogóle wskaźnik zatrudnienia ludzi starszych, w wieku 55-64 lat – 69,1 proc. (Polska – 26,2 proc.).
Jednak szwedzcy socjaldemokraci prowadzili zawsze politykę maksymalnego zatrudnienia i na początku obecnej kadencji Göran Persson nieostrożnie obiecał, że do roku 2006 bezrobocie spadnie do 4 proc., a spełnienie tej obietnicy uczynił wręcz sprawą honoru – swojego i swojej partii. Elektorat zawsze karze za złamanie obietnic, a elektorat szwedzki jest na to szczególnie czuły. W dodatku rządząca socjaldemokracja wpadła w pułapkę przesadnej wiary w permanentne kształcenie, realizowane ze szwedzkim perfekcjonizmem. Jak podają autorzy antologii Learning to Be Employable (Palgrave MacMillan 2004), w 1975 r. ok. 10 proc. zatrudnionych wykonywało prace poniżej swoich formalnych kwalifikacji; w roku 1997 było ich już 32 proc. W sytuacji polskiej tragedii bezrobocia trudno to może zrozumieć, ale człowiek wykonujący pracę poniżej jego kwalifikacji wcale nie jest zadowolony i odczuwa przeróżne frustracje.

35. kongres SAP zakończył się w sposób tradycyjny: stojąc pod czerwonymi sztandarami i wśród czerwonych róż (kwiat ten jest symbolem partii) Göran Persson zaintonował Międzynarodówkę. Wcześniej obiecał dokończenie budowy det gröna folkhemmet („zielonego domu ludu””, w którym „solidarność ma priorytet nad obniżką podatków” i – jak to z lekką ironią stwierdził jeden z prawicowych komentatorów – rozdawał miliardy (np. 10 miliardów SEK na lepszą opiekę nad ludźmi starymi). No cóż – ma z czego rozdawać.
SAP jest nie tylko najpotężniejszą socjaldemokracją świata, ale pod wieloma względami partią unikalną. Od roku 1932 szwedzka prawica sprawowała rządy zaledwie przez 9 lat i zawsze gospodarczo kończyły się one źle. Socjaldemokracja rządziła przez 64 lata, w tym twórca szwedzkiego welfare state, Tage Erlander był premierem przez 23 lata, co w demokracjach parlamentarnych też stanowi swoisty rekord.
Model szwedzki od początku był wyjątkowo dobrze opracowany teoretycznie przez ekonomistów tworzących tzw. Szkołę Sztokholmską (Stockholmsskolan), której filarami byli Gunnar Myrdal, Erik Lindal, Erik Lundberg, Bertil Ohlin i Dag Hammarskjöld. Nie były to postacie tuzinkowe – dwóch laureatów ekonomicznego Nobla oraz późniejszy Sekretarz Generalny ONZ. Ze Szkołą Sztokholmską związany był też Ernst Wigforss, dwukrotny minister finansów, dzięki któremu Szwecja uniknęła skutków wielkiej depresji lat 30. Wigforss pod wpływem idei tzw. Guild Socialism. Bardzo ciekawe, że w Polsce zupełnie nieznany jest fakt, iż na szwedzką socjaldemokrację większy wpływ niż Marks czy Bernstein, mieli Fabian Society i oxfordzki profesor Georg Douglas Howard Cole, współzałożyciel National Guild Leage.
Jednak praktyczną formę svenska modellen – zwłaszcza w zakresie aktywnej polityki zatrudnienia – nadali dwaj ekonomiści związani z Organizacją Krajową (LO) związków zawodowych: Gösta Rehn i Rudolf Meidner. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszej Polsce nawet zacytowanie tytułu pracy Rehna z roku 1988 – Full sysselsättning utan inflation (Pełne zatrudnienie bez inflacji) może budzić oburzenie, choć przecież takie zatrudnienie jest praktycznie możliwe, aczkolwiek sprzeczne z ekonomicznymi dogmatami. Sama byłam kiedyś na spotkaniu, na którym monetarysta Bengt Assarsson dziarsko pisał wzory na tablicy i wyliczał, że NAIRU (non-accelerating inflation rate of unemployment) musi (sic!) w Szwecji wynosić 10,5 proc. W czasie obecnej kadencji rządu Perssona bezrobocie spadało już do obiecanych 4 proc, a inflacja wynosiła wówczas 0,9 proc. Na koniec września 2005 wzrosła „aż” do 1 proc. Przy tym główna stopa procentowa szwedzkiego Banku Centralnego (stopa repo) jest trzykrotnie niższa niż w Polsce, a kredyt – bardzo tani, zaś konkurencyjność – jedna z najwyższych na świecie.
Ideową podstawą modelu szwedzkiego są tzw. trzy równości. 1) równość jako zasada czystej gry (równe szanse dla wszystkich, gdzie tylko to możliwe); 2) równość podziału (czyli redystrybucja oparta o transfery niezależne często od dochodów, gdyż wtedy nie są jałmużną – stąd np. family allowance czy państwowe zasiłki na studia, tzw. studiebidrag, wypłacane są automatycznie nawet dla dzieci miliarderów); 3) równość obywatelska dziś definiowana jako brak instytucjonalnego prześladowania ze względu na płeć, przynależność etniczną lub religijną, orientację seksualną.

Mówiąc w ogromnym skrócie, model szwedzki opiera się o:
- bardzo rozbudowany sektor publiczny;
- aktywną politykę zatrudnienia (także szwedzka prawica zdaje sobie sprawę, że polityka na rynku pracy nie może się tylko ograniczać do manipulowania stopą procentową);
- obowiązek układów zbiorowych, umożliwiających realizację świętej w Szwecji zasady „taka sama płaca za taką samą pracę”;
- potężne związki zawodowe, stojące na straży praw pracowniczych i zasady „ostatni przyszedł – pierwszy pójdzie” (gdy firmy muszą zwalniać pracowników, to w pierwszej kolejności najmłodszych, o najkrótszym stażu pracy);
- pewien solidaryzm płacowy (szwedzka struktura płac jest nadal dość płaska)
- duży egalitaryzm: dla Szwecji współczynnik Gini’ego (2003) wynosi 25 (dla Polski – 31,6; dla USA – 40,8).
Dodajmy do tego, że Szwecja ma najniższy na świecie wskaźnik ubóstwa (Human Poverty Index): HPI-2 w Szwecji wynosi 6,7 (w USA – 15,8 sic!). Szwecja i inne państwa nordyckie samym swoim istnieniem kwestionują w sposób empiryczny neoliberalny mit, według którego wysoka stopa podatkowa uniemożliwia przyzwoity wzrost i wysokie zatrudnienie. Gospodarcze sukcesy svenska modellen Balcerowicz, Belka, Hausner i ich medialni akolici mogą tylko totalnie przemilczać. Polscy neoliberałowie – niczym dawne Politbiuro partii, w której na ogół byli aktywistami – nie interesują się bowiem, jak jest, gdyż wiedzą, jak ma być zgodnie z ich „naukową” ekonomią.
Na szczęście Europą nie rządzą fanatyczni doktrynerzy i politycy Unii rzeczywiście coraz częściej zerkają w górę mapy. Model nordyckich welfare states okazał się najlepiej przystosowany do globalizacji i gospodarczo wyraźnie góruje nad innymi rozwiązaniami. To prawda, że w początku lat 90. Szwecja przeżyła poważny kryzys. Nie był on jednak – jak się w Polsce twierdzi – spowodowany „rozwydrzeniem socjalnym”.
Szwedzki kryzys zaczął się dokładnie 25 września 1990, gdy mało znana nawet w Szwecji firma finansowa Nyckeln przyznała się do strat kredytowych rzędu 250 milionów SEK i ogłosiła niewypłacalność. I tak ruszyła lawina – zdarzało się, że bankrutowały 2-3 firmy finansowe jednego dnia, łącznie przestało istnieć 2/3 firm tego typu (a więc ponad 200). Z jednym wyjątkiem (Handelsbanken) zostały zachwiane wszystkie szwedzkie banki i rząd musiał powołać specjalne „bankowe pogotowie ratunkowe” (Bankakuten). Straty kredytowe osiągnęły sumę 200 miliardów SEK. Do tego dołączył się atak rynków walutowych na sztywny kurs korony. Do jej „popłynięcia” przyczynili się nie tylko międzynarodowi spekulanci typu funduszu Quantum G. Sorosa, ale przede wszystkim szwedzkie firmy ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne – to wtedy jeden ze szwedzkich maklerów przyznał otwarcie, ze obowiązuje ich tylko lojalność wobec akcjonariuszy i klientów, a nie własnego państwa. Szwedzki kryzys opracowany był przez wielu ekonomistów (najdokładniejszą chyba analizę wykonał profesor Åbo Akademi, Ari Kokko). Wszyscy oni są zgodni, że przyczyną kryzysu była zbyt pośpiesznie przeprowadzona deregulacja rynku finansowego i to w okresie wyjątkowego „przegrzania” szwedzkiej gospodarki: pełne zatrudnienie (bezrobocie wahało się w granicach 1-1,5 proc.!), wysoka konsumpcja i wyjątkowo duże zyski wielkich szwedzkich koncernów z eksportu połączyły się z nadmiarem spekulacyjnego pieniądza, który szukał ujścia.
Kryzys szwedzki był więc przede wszystkim kryzysem sektora prywatnego (to jego zadłużenie wzrosło o 50 proc. szwedzkiego PKB), miał charakter finansowy, a zapłacili za niego wszyscy podatnicy.

Gdy dziś pisma o tak różnej orientacji, jak „Le Monde” czy amerykański „Newsweek”, drukują o Szwecji laudacje, a europejscy politycy z zazdrością zerkają w górę mapy, to mają na myśli nie tyle egalitaryzm czy indeks ubóstwa, co przede wszystkim konkurencyjność i produktywność. Jak to jest możliwe, że w tegorocznym rankingu WEF wśród czterech krajów o najwyższym GCI (Growth Competitiveness Index) są trzy państwa nordyckie, w tym dwa (Szwecja i Dania) o najwyższych podatkach na świecie? Dlaczego w rankingu HDI (Human Development Index) Norden zawsze wyprzedza USA? Jakim cudem w Danii – która w myśl teorii neoliberałów powinna już w uścisku fiskalnej hydry wydawać ostatnie tchnienie – bezrobotnych jest tylko 7,2 proc. młodzieży do lat 24? (Dla porównania: w USA – 11,6 proc., w Polsce – 36,6 proc. – sic!). Być może myli się amerykański profesor Richard Florida, uznający Szwecję za najbardziej kreatywny kraj świata, ale dlaczego w indeksie innowacyjności Komisji Europejskiej Szwecja i Finlandia znowu znajdują się na miejscu drugim i trzecim? Dlaczego Information Society Index – opracowany przez jedną z najlepszych na świecie firm doradczych, IDC – znowu lokuje tę „cholerną Szwecję” na drugim miejscu? Podobnych pytań można by postawić bardzo wiele.
Własny system Szwedzi najczęściej nazywają folkhemmet (dom ludu, dom narodu). Chociaż terminu tego użył po raz pierwszy luterański biskup, Manfred Björkquist, to do politycznego wokabularza wprowadził go socjaldemokratyczny poseł (późniejszy premier, 1932-46), Per Albin Hansson, który w styczniu 1928 zapowiadał w riksdagu zbudowanie domu ludu, w którym nie będzie bękartów. Teraz na kongresie SAP w Malmö zapowiedział premier Persson dokończenie budowy „zielonego domu ludu”: do roku 2020 ma się Szwecja stać pierwszym państwem na świecie niezależnym gospodarczo od ropy naftowej. Wydaje się to bajką, ale nie jest zupełnie nieprawdopodobne. Choć w ciągu ostatnich dwóch kadencji szwedzka produkcja przemysłowa wzrosła o 44 proc., wydatnie zmniejszyło się zużycie paliw płynnych. Gdy chodzi o ogrzewanie domów, Szwecja bardzo łatwo może przejść z ropy na inną energię, aczkolwiek „zielony dom ludu” będzie wymagać anulowania decyzji o zamykaniu reaktorów, choć taka była wyrażona w referendum wola szwedzkiego narodu. Już dziś są zresztą w Szwecji domy wielorodzinne, które ponad połowę zużywanej energii ogrzewczej czerpią z tzw. źródeł ekologicznych (baterie słoneczne, geotermia etc.). Największym problemem jest transport. Dlatego specjalnie powołana komisja studyjna ma opracować różne scenariusze i różne instrumenty (także podatkowo-dystrybucyjne), skłaniające użytkowników do przechodzenia na samochody o mieszanych rodzajach paliwa, ze szczególnym wykorzystaniem biogazu i spirytusu. Hasło „zielony dom ludu” świadczy o szalonych ambicjach szwedzkich socjaldemokratów, którym jednak dotychczas zawsze udało się realizować technologiczne obietnice. Gdy w roku 1964 ogłosili, że w ciągu 10 lat zbudują milion mieszkań, nie wierzył w to nikt na świecie, a i mało kto w Szwecji. W okresie tym zbudowano dokładnie 1 006 400 mieszkań.
Komentarze
Dodaj nowy
ambrozyhozy  - to niemozliwe   |17.12.2005 08:14:50
przeciez WSZYSCY wiedza, ze Szwecja przezywa straszny kryzys, ja o tym kryzysie
to slysze chyba juz od 20 lat!

no w jagorszym razie, nawet jesli rzeczywiscie
PRZYPADKIEM I CHWILOWO w Szwecji sie dobrze dzieje, to zaraz nam prawicowcy
wyciagna ze Szwecja to kraj totalitarny, bo nie pozwala obrazac mniejszosci
seksualnych.
a jak wiadomo, wyglaszanie zdan "homoseksualistow trzeba
leczyc" a jeszcze lepiej "pedaly do gazu" jest swietym prawem
wolnego czlowieka…
galwiej  - dlaczego nie chcą skopiować?   |19.12.2005 19:49:29
to co robią Szwedzi - jeśli to prawda - wydaje się bardzo dobre! Zastanawia
dlaczego nasi ekonomiści i politycy tego nie próbują kopiować!? Jakie mechanizmy
mentalne lub materialne czy społeczne skłaniają naszych "wodzów" do tego
fatalnego zaniechania? Czy może istnieją jakieś publikacje na temat przyczyn
takiej sytuacji? Serdecznie pozdrawiam ludzi myślących rzetelnie o "dobru
wspólnym" Maciej Mackiewicz www.galeriawiejska.prv.pl
amta  - to chyba jasne, dlaczego nasi   |03.01.2006 18:45:32
ekonomisci nie chca kopiowac modelu szwedzkiego. Ten model bowiem jest klarowny
i utrudnia lub uniemozliwia zlodziejstwo publicznego mienia oraz tepi mafijne
uklady w polityce i gospodarce, a polska ekonomia opiera sie prawie wylaczne na
mafijnych ukladach. Poza tym Polska jest programowo zapatrzona na konajaca
juz gospodarke oraz plutokratyczny system polityczny w USA. Swietny tekst.
Gratuluje Autorce.
navik  - Nareszcie taki artykuł!   |27.01.2006 18:04:54
zgadzam sie z amta. Model szwedzki utrudnia całkowicie likwidacje mafijnych i
korupcjogennych układów które w Polsce stanowią podstawę uprawiania polityki.
Osobiście uważam państwa skandynawskie za niedościgniony wzór, do którego USA
nie ma się co równać. Jednak u nas wszyscy zapatrzeni są daleko na zachód
podczas gdy wystarczy popatrzeć minimalnie na północ…Ludzie tam naprawdę w
porównaniu z Polską jest raj, wystarczy pojechać.
amta  - sprawa jest jednak zlozona   |28.01.2006 20:28:20
bo polska nie jest dzis krajem suwerennym. ona zostala najpierw zadluzona po
uszy, tak ze nigdy sie nie wyplaci, a kolejno stala sie kolonia globalnych
korporacji i bankow, wiec musi tanczyc, jak gra globalna mafijna orkiestra.
watpie, czy polska sama sie wygrzebie z obecnej pulapki zastawionej na cala
europe wschodnia przez globalne mafie. rozwiaznie i szanse postepu widze tylko
w radykalnych posunieciach, takich jakie zastosowala np. wenezuela, boliwia i
inne kraje ameryki poludniowej.


penki  - Ale są też problemy…   |09.02.2006 15:24:56
Dla wszystkich miłośników modelu skandynawskiego (do których sam się
zaliczam):
http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34257 ,3151692.html
palr  - nie ma liberalnych zdziwień   |13.02.2006 03:08:21
Pełne zatrudnienie i deflacja, to obraz XIX wieku w krajach uprzemysławiających
się. Cykliczne kryzysy spowodowane interwencjami rządów w system
bankowy.
Szwecja dzisiaj: tryumf szwedzkiego narodowego socjalizmu, do
skopiowania przez solidarystyczny PiS (jestem przekonany, że to jest ideał dla
PiS, i, że jest realizowany przez PiS. Określenia z TV są mylące.).

Albo
przerzucanie ciężarów na stronę firm prywatnych, które są dotykane kryzysem, bo
państwowe otrzymują wsparcie z podatków płaconych przez te pierwsze.

Jednak
jest to model bardzo pociągający. Król jeździ rowerem do pałacu. Nie ma łapówek.
Kraj dla Szwedów.
Czy 3 pokolenia temu wieszali złodziei (czytałem)?


Powierzchownie, z punktu widzenia wolnościowca, Szwecja odsuwa w czasie
krach, tym samym powiększając jego skalę. Jeżeli mają ZUS, rozwody i reklamę
pederastii, to powinni mieć spadek narodzin i pewny kryzys systemu. Jak te
statystyki wyglądają?
Może jednak optymizm wzbudzany przez państwowy narodowy
solidaryzm, gdy każdy czuje się bezpieczny u siebie, potrafi zatrzymać kryzys,
spodziewany gdzie indziej w podobnych warunkach?
Bardzo duże nadzieje wzbudza
PiS. Prawo, Sprawiedliwość, solidaryzm poprzez państwo.
Szwecja.

*

Dyrektor z biura Goebbelsa, pytany w latach 60-tych przez
autora książki o Wehrmachcie o opis w jednym słowie czasów III Rzeszy, po
zastanowieniu powiedział: "raj".
penki  - jeszcze o Szwecji   |18.02.2006 19:48:58
Z tą Szwecją (i w ogóle modelem skandynawskim) są pewne problemy. Wspomniany
przez autorkę Newsweek International nie jest jednoznaczny w ocenie tego kraju.
Z jednej strony drukuje teksty autorstwa m.in. prof. Jeffreya Sachsa (tak, tak -
tego ekonomisty, dawnego guru intelektualnego prof. Balcerowicza), który
zachwala tamtejszy "brain power" oraz podaje dane, z których wynika, że
Szwecja jest na pierwszym miejscu na świecie pod względem "second homes
ownership" oraz "luxury boats ownership". Z drugiej strony pisze się
tam, iż bezrobocie w Szwecji jest w rzeczywistości 2-3 razy większe (10-15%).
Niedawno czytałem zaś, że 40% gospodarstw domowych ze Szwecji w USA byłoby
klasyfikowanych jako "low-income". Trudno o jednoznaczną ocenę…
warthog  - przykłady, tylko na co?   |27.03.2006 20:16:54
Cały ten ciąg ochów i achów nad wspaniałym szwedzkim socjalizmem jest w wielu
miejscach słuszny, tylko wyciągnięte wnioski sa w znacznej części - moim zdaniem
- fałszywe. Owszem - Szwecja nie bankrutuje, ale wcale nie rozwija się zby
wspaniale. Czy realny wzrost na poziomie 2-3% (a jeszcze gorzej per capita)
można uważać za sukces? Przy zadłużeniu państwa sięgającym 50% GNP? Co jest
celem gospodarki - zerowe bezrobocie czy rozwój? Oto pytania, na które
liberalizm gospodarczy odpowiada - rozwój! W porównaniu z USA Szwecja cofa sie w
tempie 2% rocznie, więc powodów do zachwytu nie ma. To, że inne kraje
europejskie radza sobie jeszcze gorzej jest tylko dowodem na to, że wyjątki
potwierdzają regułę. Zresztą - współczynnik inwestycji w zeszłym roku Szwecja
miała jeden z najniższych w Europie, podobnie jak w całej dekadzie, więc już
niedługo zaczną się kłopoty (wzmocnione jeszcze przez czynniki
demograficzne).

Co do tego, że Szwedzcy ekonomiści nie stosuja się do założen
monetarystów to żadna nowośc. Juz w latach 80-tych amerykańska szkoła podazowa
wykazała niesłuszność wielu ich założeń, np tych o podstawach wzrostu
zrównoważonego i wpływie popytu na inflację. Ekonomia nie jest nauką ścisłą -
jej wzory najczęściej okazuja się niepełne. Szwecja może rozwijac sie przy
zerowym bezrobociu i wysokich podatkach, bo ma skuteczny rząd. A podatki - jak
wiemy - sa ceną rządu. Rząd 100% skuteczny może miec i 100% podatki i całkowicie
spłaszczyć Krzywą Laffera (zależności wpływów budzetowych od wysokości stóp
podatkowych). Tylko po co, skoro to samo, a w zasadzie więcej, można osiągnąć
bez nadmiernej i kosztownej redystrybucji, przy niższych podatkach i większej
sferze wolności osobistych. Tylko że wtedy uwolniono by rzeszę biurokratów,
która musiałaby zakasac rękawy i wziąć sie do uczciwej roboty…
penki  - a no przykłady na:   |27.03.2006 22:42:16
Far from being handicapped by big government, the countries with the world’s
biggest welfare states are flourishing in the global economy. According to the
World Economic Forum’s Global Competitiveness Report, the most competitive
economies in the world are, in order, Finland, the US, Sweden, Taiwan, Denmark
and Norway. Government consumes around half of gross domestic product in all of
these countries, apart from Taiwan and the US, where the combined federal-state
share of GDP is slightly more than 30 per cent. (The US government share of GDP
is much higher when tax deductions and exemptions for public purposes are
counted.) What is more, on a per capita basis from 1990 to 2002, Sweden and
Finland had the same 2 per cent growth rate as the US. The truth is that the
scale and scope of national welfare states is far less constrained by the global
economy than many believe.
warthog  - GDP per cap   |28.03.2006 12:32:16
no cóż, Szwecja ma o ok 0.5 niższy współczynnik posiadanych dzieci, więc
naturalnie w perspektywie będzie uzyskiwac przewagę, przy tej samej dynamice
GDP, w wymiarze per capita. Całkowita populacja Szwecji (włączając potężna
imigrację) jest w całości wspomnianego okresu stała, podczas gdy amerykańska
wzrosła w tym samym czasie o 32.7 mln. Biorąc oba te czynniki pod uwagę, nie ma
chyba wątpliwości, kto ma się lepiej.
AdamD.  - Taki model w Polsce to katastrofa!!!   |28.03.2006 20:27:24
Trzeba pamiętać, że nie da się wszystkiego tak łatwo przenieść. Nasi zamorscy
sasiedzi mają inną historię. Oni są protestantami, my katolikami. Wg Maxa Webera
protestantyzm wpływa pozytywnie na gospodarkę. Kraje katolickie np. Włochy z
rozbudowanym państwem opiekuńczym rozwijaja sie bardzo słabo. Może nacisk na
podjęcie pracy pomimo wysokich zasiłków jest silniejszy w krajach protestanckich
niż w katolickich. Drugi problem to dziedzictwo PRL. Efektem objecia państwem
opiekuńczym wschodnich niemieckich landów jest bardzo niski wzrost gospodarczy,
który kontrastuje z wysokim wzrostem PKB u sąsiadów byłego NRD, Czech i Polski.
Konkurencja rynkowa wpływa pozytywnie na rozwój etosu pracy i póki ten w Polsce
jest niski nie rezygnujmy jeszcze z liberalnego paradygmatu. Adam Derbot
peacemaker   |01.04.2006 22:52:44
Drodzy lewacy, może Szwecja tak świetnie się ma (skądinąd dyskusyjna teza)
dzięki Ikei, Vovlo, Ericsonowi, Saabowi i kilku innym firmom, np.
farmaceutycznym. Te firmy to klasyczne przykłady efektów globalizacji. Na
dodatek Saab produkuje broń (np. Grippen). Nota benne w latach 50-tych Szwecja
była jednym z najlepiej uzbrojonych państw na świecie.
W poście mojego
przedmówcy jest zawarta słuszna teza o innej mentalności Szwedów. Uważam, że oni
po prostu świetnie się rządzą, mają pomysły, nie mają korupcji i dzięki temu są
w stanie wytrwać w swoim nieefektywnym systemie gospodarczym. Teraz - dzięki
czynnym korzystaniu z możliwości bogacenia się dzięki globallizacji. Zapytajcie
ludzi pracujących w Jankach, czy Ikea daje im kokosy?
Reasumując: przędą żyjąc
socjalistycznie u siebie, natomiast juz zupełnie po kapitalistycznemu czerpiąc
zyski na świecie. Długo raczej nie poprzędą. Tym bardziej z powodu zupełnie
obłędnej polityki społecznej.
thomas  - Amerykański raj   |02.04.2006 19:12:58
Drodzy zwolennicy gospodarki amerykanskiej, najwyraźniej w swoich rachubach
zapominacie o kilku faktach:

- gigantycznym i rosnącym deficycie handlowym
USA
- gigantycznym i rosnącym deficycie budżetowym USA
- gigantycznych i
rosnących wydatkach na zbrojenia i zamówienia publiczne w ramach tzw. wojny z
terroryzmem

Ten drugi deficyt wypracował dopiero Bush junior. Gdy dodać do
tego, że USA ma zaniżony deficyt budżetowy, gdyż nie wlicza się bezpośrednio
kosztów związanych z ochroną zdrowia. Uważam to za sztuczne zaniżenie deficytu,
gdyż koszty coraz gorszej opieki zdrowotnej dla uboższych ponosić będą
pracodawcy w związku z malejącą wydajnością pracy. Obniżenie wydajności jest
nieuchronne, gdy zauważyć, w jakim stopniu rozwijają się tzw. choroby
cywilizacyjne, zwłaszcza otyłość związana z konsumpcją wyłącznie najtańszej
żywności śmieciowej i słodzonych napojów. Brak wyraźnej inwestycji w ochronę
zdrowia zaowocuje w niedalekiej przyszłości widocznymi skutkami finansowymi po
stronie podatków - zmniejszą się wpływy z ich tytułu, a zwiększą się
nieuchronnie wydatki na tłumienie niepokojów społecznych (gigantyczne
więziennictwo "rozwiązuje" problemy nierówności społecznych).

Do tego
trzeba dodać niebezpieczeństwo związane z przejściem Chin na rozliczenia w euro.
Gdyby dołączyły się do Chin kraje OPEC, kurs dolara może się urealnić, a wówczas
realna ocena gospodarki amerykańskiej może wziąć górę nad przyzwyczajeniem. Do
tej pory przeliczano waluty na dolara, ale to przestaje być konieczne. Tak więc
dolarowi grozi gwałtowne obniżenie kursu w stosunku do euro.

Zauważcie, że te
niebezpieczeństwa nie grożą Szwecji.
incitatus  - ad vocem: incitatus alias Robert Scurvy   |03.04.2006 08:52:37
Jedyne z czym zgodzic się mogę to że pewne niebezpieczeństwa które aktualnie
groża USA nie grożą Szwecji.A to tylko dlatego ze Szwecja nie prowadzi polityki
globalnej-"nie wychyla się" …sądzi zatem ze niewiele jej grozi….bo
ma socjalną "linię Maginiota".
Tymczasem warto przypomnieć podstawową
zasade epidemiologii:"Jeżeli cos gdzies jest-będzie wszędzie" Będzie
zatem i w Szwecji…
Amerykanie uodpornią się na bakcyla…tymczasem (jeszcze)
nordycy…
warthog  - do thomasa   |04.04.2006 17:39:44
nie odniosłeś się do mojego posta z watku który spadł, więc go tu
powtórzę:

Zgadzam sie z częścią twoich zarzutów, aczkolwiek nie odnosze ich
do siebie. Zauważ, że system stworzony w Afryce nie był kapitalizmem, a odmianą
kapitalistycznego feudalizmu. Był uwarunkowany politycznie i dążył do
eksploatacji. To jest ewidentne i nie zamierzam niczego tu bronić.

Jako -
jeszcze raz podkreslam - konserwatysta, " obserwator tego co sie dzieje z
wyżyn historii, w poczuciu łączności z przeszłością swego narodu" - a więc
jako polityczna antyteza libertarianina (którego mianem mnie obdarzyłeś), nie
twierdzę, że socjalizm (rozumiany jako socjal-demokracja) wytwarza biedę (biedę
wytwarzał komunizm). Socjalizm wytwarza stagnację i marazm, usypia
społeczeństwo, pozwala mu wierzyć, że ktoś inny zrobi to lepiej, niszczy zapał i
odwagę. Oczywiście - doktrynalny liberalizm potrafi byc równie szkodliwy jak
socjalizm. Spójrzmy na ideologiczą podbudowę libertarian - monetaryzm. Ileż tam
wiary w to, że uda się ując sedno ekonomii w jednym błyskotliwym wzorze. Ileż
zadufania - a przeciez ekonomia to nie jest nauka ścisła, w wolnej gospodarce
rządzą (wciąż jeszcze) decyzje indywidualnego przedsiębiorcy, a te podlegają
takim ilościom czynników, które zawsze wymkną sie modelowi. Koniec końców
pozostaje kilka podstawowych praw, sprawdzone rozwiązania i zdrowy rozsądek.
Jeśli premier Estonii Laar mówi "obniżka podatków przyniosła nam 30% wzrost
wpływów do budżetu ponad najbardziej optymistyczne prognozy" to jest to
tylko jedno z dziesiątków potwierdzeń ogólnej prawidłowości. Mówimy Tajwan - wy
na to, że Azja, mówimy Rosja - wy, szczególny przypadek, mówimy Słowacja -
mówicie mały kraj. Wreszcie mówimy wam obniżka PIT-19 w Polsce, która przyniosła
ok 30% wzrost wpływów budzetowych w pierwszych 6 miesiącach - a wy, że to
przypadek. Podajemy amerykańskie i inne twarde dane statystyczne, a wy nam
wyjeżdżacie ze Szwecją. W Estonii wzrost inwestycji doprowadził do wzrostu
produkcji, zatrudnienia i płac który dał ludziom wyższe wpływy niz jakikolwiek
program redystrybucji. A przy tym dał Estończykom wiare w siłę swojej gospodarki
- owo "eprit de corps" które pozwalało tysiącu husarzy lać 10 tyś
Szwedów. Cóż miałaby dzis Estonia, gdyby zastosowała socjalistyczne wzorce?
A
przy tym premier Estonii mówi bez ogródek: "nie da się zbudowac silnej
gospodarki bez zniszczenia układu powiazań między służbami specjalnymi, polityką
i gospodarką. Do końca 92 r doprowadziłem więc do bankructwa 3 najwieksze banki
w Estonii." Były to banki rosyjskie, dodam od siebie. Czy czegos ci to nie
przypomina?
thomas  - Nie wiem, nie wiem…   |04.04.2006 18:51:32
Estonia to mały kraj. Nie wiem, jak tam jest, ale na Łotwie tak naprawdę rządzi
trzech biznesmenów, którzy kupili sobie partie. Możliwe, że na Estonii jest
podobnie.

Zaś co do obniżania podatków, to jedyne, co jest udowodnione, to że
obniżka podatków w pewnym zakresie jest bodźcem rozwojowym, ale (1) po
przekroczeniu tego zakresu bodziec działa chaotycznie; (2) nie wiadomo, jak
wielki to zakres. W sumie obniżenie podatków może działać zresztą negatywnie, bo
zwiększa się niebezpieczeństwo deficytu budżetowego. Identyczne
niebezpieczeństwo wiąże się z próbami inflacyjnego pompowania wzrostu. Oba
rodzaje polityki są obliczone na krótki termin i nie opierają się na
rzeczywistej sile gospodarki.

Poza tym libertarianizm explicite odżegnuje się
od matematyzacji (Hayek szczycił się tym, że dzięki niemu w ekonomii przestano
korzystać z narzędzi matematycznych). Dla mnie to jest jawne świadectwo
bankructwa tego kierunku. W Polsce, gdzie oczywiście matematyczne wykształcenie
było ekonomistom socjalizmu realnego do niczego niepotrzebne, tylko taki
niematematyczny kierunek mógł zdobyć popularność. I zdobył. Ot, takie buty.
Znajdź mi całkowicie zmatematyzowany podręcznik makro- lub mikroekonomii
napisany przez Polaka….
warthog   |04.04.2006 23:46:07
Kalecki. Rosati.
poza tym kazdy model matematyczny, no moza poza kilkoma dość
oczywistymi w rodzaju MV=PT, prędzej czy później okazuje sie niekompletny i
prowadzi do dogmatyzmu. Nie twierdze, że nie nalezy ich tworzyć, ale należy sie
wystrzegać pomijania z natury stochastycznego czynnika ludzkiego.
Poza tym,
zwracam uwagę że to Keynes (na przekór swoim spadkobiercom) pierwszy w sposób
zdecydowany odrzucił zmatematyzowany sposób widzenia ekonomii charakterystyczny
dla klasyków. Ciekawe, dlaczego stanowi to dla ciebie bankructwo. Przeciez to
model centralnie sterowany opierał sie na modelach matematycznych (tu
niesłusznie krytykujesz ekonomistów PRL-u)!

Co do podatków: oczywiście, że
zakres nie jest z góry wiadomy, to wynika z krzywej laffera, która jest
empiryczna i zindywidualizowana. Obnizki maja chaotyczny wpływ w tym sensie, że
zakresu ich dodatniego wpływu nie da się z góry przewidzieć. To, że mogą
spowodowac spadek wpływów budzetowych równiez wynika z tej krzywej, ale nam
zdecydowanie nie zagraża.
Jedno pozostaje pewne - podwyzki wywołuja spadek
inwestycji i inflację przez co spowalniają wzrost.
thomas  - Kalecki :)   |05.04.2006 20:18:40
Kalecki, jak wiadomo, wiecznie żywy. I bardzo dobrze, że zmatematyzowany. W
czasach Keynesa matematyka była jeszcze dosyć toporna, nie było wszak teorii
gier, algorytmów ewolucyjnych, komputerów, które mogłyby robić symulacje. A na
liczydle to sobie można… Matematyzacja nie jest celem samym w sobie, ale bez
matematyzacji po prostu nie ma nauk ścisłych. Dopóki ekonomia porusza się na
poziomie zdroworozsądkowych eksperymentów myślowych, a nie szczegółowo opisanych
praw i algorytmów, dopóty jest jeszcze prototeoretycznym wstępem do nauki.

Co
do Rosatiego, to muszę się przyznać, że nie wiedziałem, bo nie jestem ekonomistą
z wykształcenia. Ale zajrzę sobie z przyjemnością.

Centralne planowanie miało
być zmatematyzowane, ale było oparte na paru słabo przemyślanych i
niesprawdzanych wzorach, a nie na porządnych, rozbudowanych algorytmach. W wielu
wypadkach problemy, które miało centralne planowanie rozwiązać, nie mają po
prostu żadnego rozwiązania, przynajmniej osiągalnego dla człowieka, bo należą do
klasy problemów NP-zupełnych. (Żeby nie być gołosłownym, opracowanie optymalnego
planu lekcji w szkole jest problemem NP-zupełnym; plany są zawsze suboptymalne;
w skali kraju planowanie ma złożoność zupełnie innego rzędu niż złożoność planu
lekcji, a suboptymalność staje się znacznie większym problemem). Próby Langego,
aby wykorzystać cybernetykę, oczywiście są piękne, ale przecież byłoby
idealizmem sądzić, że ekonomiści socjalizmu budżety PRL planowali przy użyciu
stadka komputerów Odra. Budżety planowali politrukowie w KC i poszczególnych KW.
Tak więc założenia systemu i jego realizacja to zupełnie inna kwestia. Zresztą
niewydolność systemu gospodarczego brała się też z nieuwzględnianych w rachubach
czynników zewnętrznych, które pogrążyły polską gospodarkę już za Gierka. Co
prowadzi do wniosku, że matematyzacja to nie wszystko. Trzeba w modelu
uwzględnić kluczowe czynniki, a na to nie ma z góry zadanego poprawnego
przepisu.
warthog  - zgoda…   |06.04.2006 20:41:06
niemal w 100%! To wszystko prawda, łącznie z tym że ekonomia nie jest nauką
ścisłą. I moim zdaniem nie będzie, co nie znaczy, że nie powinna dążyć do
tworzenia modeli, jak najlepszego przybliżenia rzeczywistosci.

ps: ciągle nie
doceniasz ekonomistów PRL. Taki prof Bożyk (skoro Gierka wspomniałeś) dla
naprzykładu, z kolegami, potrafili wcale niezły zestaw wielowymiarowych macierzy
wytrzasnąć. Oni się lubowali w ekonometrii.
thomas  - ekonomia nie jest nauką ścisłą   |06.04.2006 23:23:40
I pod tym podpiszę się wszystkimi odnóżami (przypis: kiedyś Sławomir Sierakowski
opublikował taką tezę w tekście w Wyborczej, Gadomski chciał go za to
pożreć).

Natomiast moim zdaniem, jeśli ma się do czegoś przydać, musi być
coraz bardziej ścisła, a nie mniej ścisła. Nikt nie chce, aby inżynierowie
projektując mosty lub hale sportowe na oko dobierali proporcje. Z ekonomią na
skalę państwa jest tak samo.

Co do Bożyka i jego uczniów (jeśli dobrze
pamiętam, jeden z nich jest dzisiaj szefem NBP), to ekonometrię może i
uprawiali, ale wszyscy wiemy, jak wiele związku z rzeczywistością miały
parametry podawane w oficjalnych statystykach przez zakłady pracy w PRL.

Zresztą do dziś nie liczymy parametrów gospodarczych poprawnie i wystarczająco
szybko, a decyzje podejmowane są na oko. A na oko to chłop w szpitalu umarł.
Cpols  - Mozna i tak   |02.05.2006 21:45:12
Jestem obywatelem szwedzkim i chcialbym dodac kilka uwag:
1…bezrobocie jawne
w Szwecji wynosiło 5,4 proc. …. jeżeli doliczymy do tego osoby zatrudniane w
ramach "robót publicznych", otrzymamy 8 proc…
W/g
Konjunkturinstitutet http://www.konj.se/download/18.7d810b7d109c0650979
800034793/KL_mar2006_web.pdf
niestety tylko po szwedzku, poza rynkiem pracy
jest ponad poltora miljona osob w wieku produkcyjnym. Bezrobotnych bylo w 2005 r
333’ osob ale na zwolnieniach lekarskich 652’. W drugim po Japonii najzdrowszym
kraju swiata. Dlaczego? Chorobowe jest wyzsze niz zasilek dla bezrobotnych.

2… Elektorat zawsze karze za złamanie obietnic, a elektorat szwedzki jest na
to szczególnie czuły. …Elektorat szwedzki nie karze za zlamanie obietnic
wyborczych. Gdyby tak bylo, to socjalisci straciliby wladze po poprzednich
wyborach w ktorych obiecywano skrocenie kolejek do lekarzy specjalistow do
trzech miesiecy.
3…No cóż – ma z czego rozdawać….
Dlug panstwa
szwedzkiego wynosi 1200 miljardow koron. Innymi slowy kazdy szwed ma szesnascie
razy wiekszy dlug od polaka.
3…. SAP jest nie tylko najpotężniejszą
socjaldemokracją świata, ale pod wieloma względami partią unikalną….
Na
poprzednia kampanje wyborcza socjalistow LO (szwedzki CRZZ) wydalo ponad pol
miljarda koron. 57 koron na obywatela Szwecji. Dla porownania Bush wydal na
kampanje wyborcza 6 razy mniej na obywatela. I znowu niestety tylko po
szwedzku.
http://www.dagensmedia.se/mallar/dagens
media_mall.asp?version=72085
4…, (Pełne zatrudnienie bez inflacji) może
budzić oburzenie, choć przecież takie zatrudnienie jest praktycznie możliwe,
aczkolwiek sprzeczne z ekonomicznymi dogmatami…. Tu juz komentarz jest
niepotrzebny bo znamy to z autopsji. Moge tylko dodac, ze na poczatku zeszlego
roku korona szwedzka (SEK) byla trzecia najslabsza waluta swiata.
5… Ideową
podstawą modelu szwedzkiego są tzw. trzy równości…. Ostatnio wyrzucono z PO
polityka za to, ze kupil za ponad miljon zl grunt by po zasadzeniu lasu zyc z
doplat unijnych. Nasz premier kupil za ponad 8 mln zl gospodarstwo za ktore nie
tylko nie placi podatku od nieruchomosci ale dostaje doplaty unijne. Ta rownosc
jest rodem z „Folwarku zwierzat”.
6…. Dodajmy do tego, że Szwecja
ma najniższy na świecie wskaźnik ubóstwa (Human Poverty Index): HPI-2 w Szwecji
wynosi 6,7 (w USA – 15,8 sic!)…. Po huraganie Katrina pisano duzo o
biedakach ktorzy nie opuscili swoich domow (80 % dziennikarzy szwedzkich ma
sympatie lewicowe). I tylko w prawicowych bloggach (np. http://www.erixon.com/
niestety znowu tylko po szwedzku) mozna bylo przeczytac, ze poziom ubostwa w USA
to sredni zarobek w Szwecji. HPI (jesli sie nie myle) liczy wskaznik ubostwa
relatywnie a wtedy Korea Polnocna i Kuba sa przed Szecja.
Mysle, ze na koniec
napisze cos o czym nie mieliscie pojecia na temat Szwecji. Nie mamy niezaleznego
sadownictwa. I nie ma na ten temat zadnej dyskusji w mediach poza bloggami. A i
sluzba cywilna jest tez upolityczniona. Ale to juz na inna okazje. I na
zakonczenie: pani Anna Delick albo nie ma zielonego pojecia o tym co sie dzieje
w Szwecji albo nalezy do tych 80 % lewicowcow ktorzy potrafia robic wode z
mozgow.
penki  - Tekst Jeffreya Sachsa…   |06.05.2006 14:38:56
Fewer debates over economics would be needed if the world spent more time
examining what actually works and what does not. Almost everywhere, debate has
raged about how to combine market forces and social security. The left calls for
an expansion of social protection; the right says that doing so would undermine
economic growth and widen fiscal deficits.

But the debate can be moved
forward by examining the successful economies of Denmark, Finland, Iceland, the
Netherlands, Norway, and Sweden. While no regional experience is directly
transferable, the Nordic countries have successfully combined social welfare
with high income levels, solid economic growth, and macroeconomic stability.
They have also achieved high standards of governance.

To be sure, there are
also differences among the Nordic states, with social welfare spending the
highest in Denmark, the Netherlands, Norway, and Sweden, and a bit lower in
Finland and Iceland. Nevertheless, whereas the taxes at the national level in
the United States are equal to around 20% of GNP, in the Nordic countries the
ratio is more than 30%.

High taxation supports comprehensive national health
care, education, pensions, and other social services, resulting in low levels of
poverty and a relatively narrow income gap between the richest and poorest
households. In the US, the poorest 20% of households receive just 5% of total
income, putting their income at around one-fourth of the national average. In
the Nordic countries, by contrast, the poorest 20% of households receive nearly
10% of total income, putting them at roughly one-half of the national
average.

American conservatives argue that a large public sector is subject
to inefficiency and mismanagement, corruption, and bureaucratic abuse, while the
taxation needed to support it blunts economic efficiency. But each of these
propositions is refuted by the Nordic experience.

Consider the claims of
inefficiency and waste. As a result of government-funded national health
insurance, the Nordic countries have a higher life expectancy and a lower infant
mortality rate than the US. Life expectancy is close to 80 years in the Nordic
countries, compared to 78 years in the US, where the government does not
guarantee national health insurance and millions of families are too poor to pay
for it on their own. Ironically, the heavy reliance on the private sector in the
US system is so inefficient that Americans pay a larger share of GNP for health
(14%) than do the Nordic countries (11%), but get less.

Similarly, although
social welfare spending is lower in the US than in the Nordic countries, its
budget deficit as a share of national income is much larger. The US spends less
in the public sector, but it taxes even less than it spends.

Nor has high
taxation in the Nordic countries impeded economic performance. Rather than
relying mainly on income taxation, as in the US, the Nordic countries rely on
value-added taxation, which provides a relatively high amount of revenue with
relatively low rates of evasion and few distortions to the economy.

The
Nordic experience also belies conservatives’ claim that a large social
welfare state weakens incentives to work and save. National saving in the Nordic
countries averages more than 20% of national income, compared to around 10% in
the US.

Moreover, economic growth in the Nordic countries has been similar to
that in the US in recent years. Income levels are higher on average in the US,
but mainly because the Nordic countries work fewer hours per week. In any case,
all of the Nordic countries have very high incomes, and Norway’s per
capita income actually exceeds the US.

Several factors appear to explain the
Nordic countries’ economic success. Taxation is broad-based and relatively
non-distorting, while open international trade, market forces, and private
ownership of industry are relied on to maintain incentives. The Nordic countries
are not “socialist” economies, based on state ownership and
planning, but “social welfare” economies, based on private ownership
and markets, with public provision of social protection. Importantly, they
invest heavily in higher education and in science and technology, so they remain
at the cutting edge of high-technology industries.

Half a century ago, the
free-market economist Friedrich von Hayek argued that a large public sector
would threaten democracy itself, putting European countries on a “road to
serfdom.” Yet the Nordic states have thrived, not suffered, from a large
social welfare state, with much less public-sector corruption and far higher
levels of voter participation than in the US. According to Transparency
International, the Nordic countries have the world’s least corrupt
political systems (with Iceland and Finland ranking as the least corrupt), while
the US, with its big money politics, is fairly far down on the list.

But how
replicable are the Nordic successes? These countries have small populations,
easy access to international trade, natural resources, and peaceful neighbors.
Most notably, they are ethnically homogeneous, so that social divisions are more
amenable to compromise. However, this means that the challenge of maintaining a
strong social welfare state in ethnically and racially diverse societies such as
the US is not economic, but one of promoting respect and inclusiveness.
amta  - Kiedy przeczytamy nowe ciekawe teksty   |03.06.2006 22:37:24
Pani Anny Delick?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.31395 Seconds