Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Delick: Racja Izokratesa Drukuj
Anna Delick   
14.08.2005
Spór o kształt edukacji jest równie stary jak sama edukacja. Także i dziś niejednego młodzieńca ciągną w przeciwnych kierunkach dwie niewiasty: praktyczna, przyziemna Techne i bardziej „laskowata” Pajdeja.

  

 ==========================================================

Z różnych powodów nie czytałam dokumentu Strategia rozwoju edukacji na lata 2007-2013 – żyję w Szwecji, nie mam polskiego obywatelstwa i na polskie problemy patrzę z dystansem. Ponadto, takie polskie dokumenty resortowe są często zbiorem prawd markiza de La Palice, który „kwadrans przed śmiercią był jeszcze żywy”. Ograniczają się do konstatacji banalnych, że wykształcenie to społeczny kapitał, że trzeba podnosić jego jakość itd..  Ze zdumieniem znalazłam w artykule Sławomira Sierakowskiego „Produkcja zasobów zamiast kształcenia ludzi” (Rzeczpospolita, 11 sierpnia) informację, że edukacyjnym celem resortu są bardzo praktyczne studia wyższe, które mają maksymalnie przygotowywać do zawodu.

Spór o kształt edukacji jest równie stary jak sama edukacja, doradzałabym chociażby lekturę Lukiana. Także i dziś niejednego młodzieńca ciągną w przeciwnych kierunkach dwie niewiasty: praktyczna, przyziemna Techne i bardziej „laskowata” Pajdeja. Również w Europie Zachodniej odzywają się – ciekawe, że głównie w kręgu polityków, a nie biznesu – głosy, że młodzież trzeba przede wszystkim kształcić praktycznie i szybko uczyć konkretnego fachu. Nadal zdarzają się też konserwatyści, głoszący – wcale logicznie ze swego punktu widzenia (i siedzenia) – że luksus wykształcenia nie każdemu powinien być dostępny.

Ideał wykształcenia ogólnego, szerokiego czy wręcz nadmiarowego, zawdzięcza Europa Izokratesowi. W jego szkole, gdzie studiowano 3-4 lata, uczono nie tylko oratorskich sztuczek i prawa, ale także – mówiąc dzisiejszym językiem – psychologii czy ekonomii polis, a więc  umiejętności mniej przydatnych retorowi i sądowemu obrońcy. Z punktu widzenia księgowych, już nawet ogólnokształcąca szkoła średnia jest absurdem. Przyszły adwokat nie musi wszak wiedzieć, co to logarytm naturalny, mitochondria czy równanie Schrödingera. Przyszły fizyk może nie mieć pojęcia o Stagirycie czy rewolucji francuskiej, a zamiast lektury Kafki czy Hamleta może kontentować się wertowaniem dowartościowującej polskiego kołtuna gazetki Fakt. Podobnie można patrzeć na problem opłat za wykształcenie: jest ono towarem i każdy powinien za nie płacić z własnej kiesy. Z punktu widzenia księgowych – zwłaszcza tych zakażonych infekcją neoliberalną – już Perykles był wstrętnym lewakiem, gdyż uważał, że teatr pełni niezbędną rolę wychowawczą i z jego inicjatywy biedniejsi obywatele Aten mogli za wizytę w teatrze dostać kilka oboli zasiłku. Platon był też niewątpliwym komunistą, gdyż do gaju Akademosa wpuszczał za darmo – opłaty wprowadził dopiero Speuzyp, mający większą żyłkę do biznesu niż do filozofii (w której nie zaistniał). Na szczęście światem nie rządzą kiepscy księgowi.

Izokrates, zresztą konserwatysta wyjątkowy, uważał, że jego uczelnia powinna przygotowywać nie tyle do fachu, co do właściwego zachowania w większości sytuacji życiowych. Przez całą epokę helleńską, a później hellenistyczną chciano kształcić nie specjalistę, ale człowieka, kogoś o takich podstawach wiedzy, aby w razie potrzeby mógł zostać także wąskim specjalistą. Warto może przypomnieć, że termin pajdeja Rzymianie tłumaczyli jako humanitas. Ogólnokształcącą szkołę średnią utrzymuje się dlatego, że rozpoczynający ją młodzi ludzie nie potrafią jeszcze zdecydować, kim chcą zostać w przyszłości. Zresztą i na późniejszy wybór studiów przesadny wpływ mają mody czy medialne histerie. Pamiętamy, że jeszcze niedawno wszyscy w III RP chcieli studiować zarządzanie i marketing, a dziś absolwenci tego kierunku – zwłaszcza po prywatnych szkółkach pseudowyższych – zasilają armię polskich bezrobotnych. Także wiele pracujących w Szwecji polskich sprzątaczek ukończyło ten właśnie kierunek studiów. Aby ułatwić racjonalny wybór studiów, istnieje w szwedzkich  szkołach etat SYO-konsulent (studieoch yrkesorienteringkonsulent), fachowo przygotowanego konsultanta ds. wyboru zawodu. Ma on stały kontakt z urzędnikami AMS (Swedish National Labour Market Administration) oraz z nauczycielami swojej szkoły, studiów i orientuje się w rynku pracy i możliwościach ucznia. Wprowadzenie podobnych etatów w polskich szkołach jest naturalnie wykluczone – budżetowe pieniądze znalazły się tylko na katechetów. Ponadto instytuty szwedzkich szkół wyższych mają od 1966 roku na etacie tzw. studievägledare (vägledare = przewodnik) – najczęściej jest nim jakiś doktorant, udzielający profesjonalnych informacji o przebiegu studiów i o tym, czym zajmują się absolwenci np. lingwistyki, kosmologii czy antropologii kulturowej – przykładowo: zmorą instytutów religioznawstwa porównawczego są osoby pragnące na tych studiach wybrać sobie… wyznanie i studievägledare musi im tłumaczyć, że absolwenci tego kierunku z reguły zostają agnostykami.              

Wprowadzenie powszechnych opłat za wyższe studia niewątpliwie jeszcze bardziej zniechęci do nich młodzież ubogą i to niezależnie od formy, jaką miałyby przyjąć proponowane kredyty. W Szwecji studia są oczywiście bezpłatne, a na utrzymanie otrzymuje się tzw. studiemedel, wynoszący w przeliczeniu 15 tysięcy zł polskich na semestr (dane za ub. rok akademicki), z czego 5 160 zł stanowi państwowy zasiłek bezzwrotny, a resztę – oprocentowana pożyczka. Jednak mimo tak korzystnych warunków jedynie co trzecie dziecko z rodziny robotniczej idzie na wyższe studia – młodzi ludzie z tej sfery boją się zaciągania kredytu, który później trzeba spłacać w każdych okolicznościach (nawet z zasiłku z kasy bezrobocia). W Polsce występuje obecnie nadprodukcja akademickich absolwentów, których  krajowa gospodarka w żaden sposób nie jest w stanie wchłonąć. Z socjotechnicznego punktu widzenia ograniczenie tej nadprodukcji nie musi być czymś złym – historycy wiedzą przecież, że wszystkie rewolucje i inne zaburzenia organizowała warstwa wykształconych, którą w Rosji i Polsce nazywa się inteligencją. Już w tej chwili w Polsce jest całkiem liczna grupa ludzi, którzy czują się potwornie oszukani: wmawiano im, że wykształcenie jest najlepszą gwarancją dobrobytu, a okazało się to kolejnym oszustwem transformacji. Może więc nie wystarczy liczyć tylko na prewencję ABW oraz niż demograficzny i trzeba wprowadzać kolejne utrudnienia? Jednak oprócz polityki jest jeszcze ekonomia. Według oficjalnych polskich danych już w końcu lat 90. zaledwie co 140. chłopskie dziecko szło na wyższe studia – dziś droga Z Komborni w świat jest więc trudniejsza niż w II RP. Spiritus flat ubi vult, jak Wulgata poucza, a genetyka potwierdza, więc tak rażąca dysproporcja oznacza wielkie marnotrawstwo intelektualnego kapitału.

Za jeszcze groźniejszy od wprowadzenia czesnego uważam postulat, aby uczelnie szybko i elastycznie dostosowywały się do zmian zachodzących na rynku pracy. Rozumiem intencje pomysłodawców, przerażonych najwyższym bezrobociem w Unii, ale w Szwecji przeżyliśmy już dysputę o analogicznym pomyśle lewicowych (niestety!) polityków i na szczęście uczelnie nie dały się przekształcić w fabryki wypuszczające tzw. fackidioter (fachowców-idiotów). Jak eksperci pani Radziwiłł wyobrażają to sobie w praktyce? Czy administracje uczelni mają prowadzić stałe studia rynku pracy i jego ciągle zmieniających się zapotrzebowań? Każda biurokracja obdarzona jest pewną inercją i musi przegrać potencjalny wyścig z ciągłym falowaniem rynku. Realizacja tego postulatu byłaby właśnie produkowaniem „bezrobotnych z tytułem”. Szwecja importuje dziś z zagranicy informatyków, równocześnie mając sporą grupę bezrobotnych fachowców tego typu. Dlaczego? Ano dlatego, że w drugiej połowie lat 90., w okresie przesadnej wiary w „nową gospodarkę”, uruchomiono – pod naciskiem polityków i rozhisteryzowanych żurnalistów ekonomicznych – dużo nowych i szybkich, najczęściej 6-semestralnych, studiów informatycznych. Tymczasem w 2000 roku przyszedł krach pierwszych dotcomów, pękł spekulacyjny balonik, firmy zaczęły zwalniać fachowców IT. Wtedy to też opustoszały całe budynki w sztokholmskiej dzielnicy Kista, którą Amerykanie nazwali Wireless Valley. Dziś w Kista znowu tętni życie, ale zwolnieni wówczas fachowcy IT bynajmniej tam nie powrócili. Firmy nie interesują się informatykami, którzy skończyli studia w roku 2000 („przed wiekami”), a potem byli bezrobotni – chcą bądź świeżych absolwentów, bądź mających 2-3 lata praktyki.

Pomysł szybkiego dostosowywania się uczelni do zmian zachodzących na rynku pracy ma w sobie coś z wyobrażeń małego Dyzia o wielkim biznesie. Wszystkie wielkie koncerny szwedzkie – Ericsson, Telia-Sonera, SEB, Nordea, fundusze emerytalne etc. – mają własne, często ulokowane w osobnych budynkach, szkoły uczące wewnętrznych procedur. Ktoś, kto chce pracować jako actuary w koncernie Alecta, musi mieć gruntowne wykształcenie matematyczne, a procedur statystycznych i stosowanych programów obliczania prawdopodobieństwa nauczą go w czasie  wewnętrznego szkolenia. Osoba pragnąca zostać asset manager w holdingu Handelsbanken-SPP musi mieć znajomość rynków i szerokie wykształcenie, najlepiej ze Stockholm School of Economics, a  znajomości wewnętrznych procedur, firmowej policy lokat etc. nabywać będzie w czasie stażu i serii szkoleń. Wielki biznes wcale nie chce fackidioter, ale ludzi o możliwie szerokim wykształceniu bazowym, elastycznych intelektualnie, zdolnych do szybkiego opanowywania nowych procedur. Przecież w wielkich firmach rzadko pozostaje się na tym samym stanowisku dłużej niż kilka lat, a nawet zmiana firmy dobrze wygląda w CV.

Komentarze
Dodaj nowy
Seoirse  - Izokrates i oplaty   |08.09.2005 13:31:01
bardzo sie ciesze, ze ktos poruszyl wreszcie kwestie szerokiego ksztalcenia
ogolnego i wiedzy technicznej zdobywanej w miejscu pracy. Ten system sprawdza
sie takze w Wielkiej Brytanii. Jednakze marne pomoce naukowe, przeiczenia
pracownicy, male i ciasne sale na wydzialach uniwerysteckich i losowania na
zajecia (tak, wlasnie tak - na moich studiach, w polowie lat 90., o przyjeciu na
zajecia nie decydowaly ani zainteresowania, ani wiedza, ale losowanie z
kapelusza) sa "zasluga" bezplatnego - i tak zreszta pozornie -
szkolnictwa. Czesne przy rozsadnym systemie zwolnien dla gorzej sytuowanych oraz
stypendiach (zachecajacych takze do przedisebiorczosci) to moim zdaniem jedyne
dobre rozwiazanie probelu edukacji. Ktora powinna byc szeroka, ogolna,
produkowac ludzi wyksztalconcyh wszechstronnie i obytych, o wiedze techniczna
zas zadbac powinni pracodawcy. Nie zapewnia jednak takeigo wyksztalcenia
wszystkim chetnym dramatycznie niedofinansowane uniwersytety.
thomas  - polecam podróż do Skandynawii   |09.09.2005 21:41:17
Tam jest edukacja bezpłatna i równie dobra, a statystycznie lepsza niż w
Wielkiej Brytanii.
Seoirse  - statystycznie?   |15.09.2005 15:50:24
statystycznie moze i tak, choc statystyka to narzedzie, ktorym nalezy sie
poslugiwac ostroznie. Najlepsze uniwersytety sa jednak w Wlk. Brytanii, USA,
Holandii - i studia na nich nie sa bezplatne. Co nie zmienia faktu, ze educkacji
i rzetelna, i bezplatna bardzo by mnie cieszyla. Nie widze tylko mozliwosci
wprowadzenia jej w Polsce.
czapski   |16.09.2005 02:13:32
Najlepsze uniwersytety w Holandii? Lepsze niz skandynawskie? A na jakiej
podstawie takie wnioski? A co do brytyjskiej- czy obecna jakosc ksztalecnia jest
rzeczywiscie taka dobra, czy to raczej magia wielkich nazw wplywa na ocene?
emjot   |18.09.2005 08:57:36
np. na podstawie rankingu uniwersytetu szanghajskiego Jiao Tong "academic
ranking of world universities 2004". kryteria były dośc obiektywne: ilośc
pyblikacji (albo cytowań, już nie pamiętam :)) w pismach z listy filadelfijskiej
plus ilośc nagród Nobla [z ostatnich 20 lat] dla pracowników danej uczelni. Top
10:

Harvard U, Stanford U, U Cambridge (UK), U California-Berkeley, MIT,
CalTech, Princeton U, U Oxford (UK), Columbia U, Chicago U.

Zatem 8
amerykańskich i 2 brytyjskie. Pierwszy szwedzki na 46 miejscu (Karolinska
Inst.). Jest oddzielne zestawienie TOP 100 dla ojropy, pierwsze 4 miejsca UK,
dalej politechnika w Zurychu, holenderski Utrecht, U Paryż 06, Monachium,
Karolinska, i znowu UK (Edynburg).
emjot   |18.09.2005 09:10:56
ad meritum, czyli szerokie czy wąskie: moim zdniem nie ma to znaczenia, o tym
decydują kandydaci (studenci), którzy wybierają dla siebie uczelnię. Ważne żeby
był jak największy wybór (bezwzględnie należy zlikwidowac programy
ministerialne, jawnie godzące w niezależnośc wyższych uczelni!).

Studia są
zawsze płatne, pytanie czy moralnym jest, aby niestudiujący utrzymywali
studiujących? Moim zdaniem - NIE. Zatem albo studiujesz za obłożone pieniądze
(np. przez rodziców, czy też przez siebie), albo bierzesz kredyt, licząc, że po
studiach się zwróci. Wiadomo, dochodzą jeszcze stypendia od firm i prywatnych
instytucji, które ryzykują kasę w ciemno (nigdy nie wiadomo jaki będzie skutek
studiowania).

Dlaczego jacyś rolnicy czy robotnicy mają płacic (pod
przymusem państwa!) za studia nie swoim dzieciom? Ktoś to potrafi wyjaśnic?
thomas  - do emjot   |18.09.2005 23:26:22
co do rankingów - to aktualne i dosyć rzetelne dane są na www.webometrics.info.
Oddzielnie liczy się poszczególne uniwersytety i poszczególne kraje (inne wyniki
wtedy wychodzą). Szwecja to nr 4 w rankingu KRAJÓW. Polska ma pozycję 33.
Jeśli
chodzi o ranking uniwersytetów, to już inna sprawa, wtedy liczymy inaczej - bo
np. nie dokładamy R&B etc.

* Programy ministerialne godzą w niezależność
wyższych uczelni - ale są też takie "uczelnie’ jak Jarosza, które są do
cholery nipodobne. Niestety, w takim wypadku to ja wolę, kiedy nie ma
autonomii.

* Czy jest moralne, aby zarabiający utrzymywali niezarabiających?
A może niezarabiający powinni brać kredyt, zeby wyjść z bezrobocia?


Niemoralne jest, aby różnie traktować dzieci, które przecież nie mają żadnej
moralnej ZASŁUGI,że się urodziły takim a takim rodzicom, bogatym czy biednym,
inteligentnym czy tępawym, o wąskich horyzontach lub szerokich! Niemoralne jest,
żeby tylko dzieci bogatych miały lepiej — bo niby czemu?

Drogi emjocie,
zasady sprawiedliwości wymagają, aby osoby uprzywilejowane jedynie przez ślepy
traf, a nie dzięki własnej pracy i zasłudze, dzieliły się z innymi. Jeśli nie
chcą, narażają się na słuszny zarzut postępowania niezgodnie z nakazami
moralności.
emjot   |19.09.2005 16:52:06
tyle, że to moralnośc komusza. ja jestem chrześcijaninem, mi nie wolno okradac
innych ludzi..
czapski   |19.09.2005 18:41:12
Czy istnienie bonów edukacyjnych np. to dla Ciebie emjocie tez okradanie innych
i mentalnosc komusza. Bo to nawet wielu mentorow liberalizmu potwierdza
koniecznosc aktywnosci panstwa w dziedzinie edukacji.
emjot   |19.09.2005 20:37:29
tacy mentorzy jak "czerwona" PO (a propos - polecam śmieszną i
pouczającą stronkę o PO http://czerwonepo.t35.com/czer-frag.php)? ;) po prostu
niedobrze mi się robi, kiedy złodziej mówi, że kradnie dla dobra dzieci.


uważam, żę bony edukacyjne to krok w dobrym kierunku - przynajmniej w
stosunku do stanu dzisiejszego.

przede wszystkim nie powinno byc obowiązku
szkolnego (czyt. zmuszania tych, którzy nie chcą się uczyc do chodzenia [bo
przecież nie "uczenia się"] do szkoły), ewentualnie jak w USA
realizowanie obowiązku poprzez homeschooling. tam i tak każdy płaci na szkoły
publiczne (w podatkach lokalnych, z których są utrzymywane), ale przynajmniej
nie musi wysyłac do nich swych dzieci. są inne opcje, np. w szkołach prywatnych
program szkolny akceptuje rada rodziców (ostatnio słynna sprawa z kreacjonistami
w jednym ze stanów "południa").

wogóle to polecam ciekawy artykuł T.
Włodka z "W Drodze" nr 10/2002, dostępny tutaj
http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr362/05-wdr.htm , mam bardzo podobne zdanie do
tego pana.. :)
thomas  - brawo emjot   |19.09.2005 22:58:36
nie dość, że nie zdradzasz, co znaczy wedle Ciebie słówko "moralny" i
jak oceniasz coś jako moralne lub niemoralne, to jeszcze popierasz rozwiązania,
dzięki którym poziom edukacji na szczeblu średnim w USA spadł z najlepszego na
świecie w ciągu zaledwie 20 lat na dziewiąte miejsce. I zjazd dalszy się
zapowiada. Poczytaj ostatni raport OECD.
thomas  - dopisek   |19.09.2005 23:09:22
Aha, moralność chrześcijańska także każe dbać o innych: nie jest sprawiedliwe
ani zasłużone, że dziecko ma cierpieć za winy rodziców.

Jednak jak pokazał
Immanuel Kant nie istnieje coś takiego, jak moralność uzasadniana przez religię.
Moralność musi być autonomiczna, bo inaczej nie jest moralnością — uzasadnienia
inne czynią z niej jedynie nakaz praktyczny, rozkaz itp.

Sądzę, że nie dość
że pan emjot jest sam niemoralny, to jeszcze namawia do niemoralności innych. A
to już jest moralne zdziczenie.

W odpowiedzi oczekuję argumentów
niezwiązanych z religią, tylko z moralnością. W szczególności, proszę mi
wyjaśnić, dlaczego nie istnieje obowiązek sprawiedliwego traktowania wszystkich
dzieci. Rozumiem, że pan emjot chciałby, żeby jego dzieci zostały potraktowane
niesprawiedliwie?
emjot   |20.09.2005 09:14:43
po pierwsze: dzieci nie są samodzielnymi podmiotami, znajdują się pod opieką
dorosłych (najczęściej rodziców), nie mają praw w odłączeniu od swoich
opiekunów.

po drugie: zależy jak zdefiniujesz "sprawiedliwośc". ja
uznaję klasyczną definicję - oddawanie każdemu tego, co mu się należy. jeśli
komuś należy się więcej niż innym to więcej, jeśli mniej to mniej. prawie nigdy
po równo.

po trzecie: moralnosc chrzescijańska jest chyba jedyną prawdziwą
moralnością, z prostego pododu: jest obiektywna. nie ma względu na osoby a
jedynie na ich czyny.
thomas  - trzy nieprawdy   |20.09.2005 13:09:35
1. Dzieci mają samodzielne prawa w odłączeniu od opiekunów, np. prawo do życia,
prawo do opieki medycznej i prawo do nauki itd. Jeśli im ich odmawiasz, budzisz
moją odrazę, bo uznajesz, że jeśli głupi rodzic będzie chciał zabić dziecko, nie
posłać go do szkoły lub nie leczyć, to będzie mógł. To zgroza! Są prawa, których
dzieci jeszcze nie mają (np. decyzje wyborcze, o kupowaniu pewnych szkodliwych
substancji itd.), ale istnieje cała ogromna grupa praw człowieka, która dzieciom
przysługuje na mocy obowiązującego w cywilizowanym świecie prawa.

2. Nie
powiesz chyba, że komuś należy się biedny czy niewykształcony rodzic! Dlatego
jeśli chcesz traktować dzieci sprawiedliwe, to nie możesz ich różnicować ze
względu na bogactwo czy status społeczny rodziców.

3. Tylko moralności cnót
oceniają postępki wedle posiadanych przez osoby cech, kantyzm, utylitaryzm czy
np. intuicjonizm Moore’a oceniają przez pryzmat czynów (i tu też mogą być
różnice: wedle intencji czynów czy wedle konsekwencji, czy też wedle intencji i
konsekwencji). Niemniej moralność cnót może też mieć całkiem
"obiektywny" wymiar, zobacz moralność cnót u Arystotelesa czy w
tomizmie.

Jeśli chodzi o moralność chrześcijańską, to jest kontrowersyjne,
czy coś takiego w ogóle istnieje — istnieją różne rodzaje różnych kodeksów
postępowania, co do których posłuszeństwo wymuszają rozmaite związki wyznaniowe.
Zasady postępowania amiszów czy zielonoświątkowców są inne od zasad postępowania
katarów czy grekokatolików. Znalezienie wspólnego mianownika ich kodeksów, który
byłby inny od wspólnego mianownika niereligijnych moralności i kodeksów innych
religii, jest wysoce wątpliwe.

A zresztą: czy wolno różnicować dostęp dzieci
do nauki ze względu na osoby rodziców, skoro liczą się tylko czyny? Dzieci
jeszcze wiele nie uczyniły, a na pewno dziecko z biednej wiejskiej rodziny, w
której matka ma trudności z czytaniem i pisaniem, ma takie samo prawo do nauki,
co dziecko Palikota.
czapski   |20.09.2005 14:10:01
Drogi emjocie nazywajac PO "czerwoną" to dzialasz jak swegoczasu
bolszewicy dla ktorych wszyscy o innych pogladach to agenci burżuazji..
czapski   |20.09.2005 14:10:40
A co do mentorow- Bony to pomysl m.in. Miltona Friedmana. Czy on tez jest
czerwony?
emjot  - tomaszu   |20.09.2005 17:04:13
1. po pierwsze: nie zależy mi na twojej opinii; po drugie: nie uznaję praw
stanowionych przez ludzi; po trzecie: jeśli opiekun nie wywiązuje się z
obowiązków względem podopiecznego, to można go opieki podbawic, jednak ma się to
nijak do homeschoolingu (uciekłeś od tematu)

2. jakie ja mam prawo wtrącac
się do cudzych rodzin i decydowac o formie wychowania ich dzieci - to po
pierwsze; po drugie: dlaczego mam zmuszac kogoś do utrzymywawnia moich dzieci,
wyjaśnisz to w końcu, czy nie?

3. pierwsza częśc to jakiś bełkot, odniosę się
tylko do moralności chrzescijańskiej: faktycznie istnieje wiele rodzajów, nie ma
tu uniformizacji, jednak podstawą są słowa Jezusa umieszczone w 4 ewangeliach,
które interpretuje się dosyc łatwo; praktycznie każdy, kto umie czytac daje
radę; polecam! :)
emjot  - do Czapskiego   |20.09.2005 17:09:51
"czerwoną" nazwał PO autor witryny, której adres podałem: to nie mój
wymysł! Zatam nie działam jak ktokolwiek. Jestem sobą. :)

Milton Friedman -
tak, to wzór POwca. M. Friedman, w przeciwieństwie do swojego syna (Davida F.),
nie jest pełnym wolnorynkowcem (czy też - jakby się chciało powiedziec -
klasycznym liberałem)! Milton to propaństwowiec, monetarysta, zwolennik
państwowego interwencjonizmu w gospodarkę. Na stronach typu
www.kapitalizm.republika.pl jest nieomal wyklęty! :)
thomas  - zdumiewające!   |20.09.2005 20:34:50
cóż, emjocie, widocznie masz małe pojęcie o świecie, skoro nie rozumiesz, że
tomistyczna etyka cnót jest też chrześcijańska… No cóż, homeschooling Ci nie
służy.

1. homeschooling to wyjątkowo zła rzecz, gdyż:

(a) zakłada, że
jeden z rodziców musi siedzieć w domu; po pierwsze kobiety mogą chcieć robić
karierę, po drugie w Polsce prawie nikogo nie stać na to, żeby tylko jeden
rodzic pracował; to rozwiązanie dla bogatych i zakładające ograniczenie wolności
kobiety;

(b) wielu rodzicow w Polsce, pięknoduchu, prawie czytać i pisać nie
potrafią, o czym powie Ci pierwszy lepszy nauczyciel z podstawówki w małym
mieście; i oni mieliby kogoś uczyć? zreszta uczenie wymaga dogłębnej znajomości
przedmiotu; chyba nie chcesz, żeby zlikwidować studia dla nauczycieli, aby
wyrównać poziom;

(c) na wsiach nie ma przedszkoli; ma obowiązywać system
homeschoolingu — dzieci mają tak gigantyczne braki, kiedy idą do podstawówki,
że ich nigdy już nie mogą nadrobić. jeśli nauczysz polską wieś dbać o dzieci
tak, żeby nie potrzebowały przedszkoli, to będziesz mógł pisnąć słówko o
homeschoolingu, teraz po prostu bajdurzysz

(d) największą zbrodnią jest uczyć
dzieci bredni; a bredni uczyliby świrnięci rodzice tacy jak Leszek Bubel czy
inny Bin Laden — homeschooling zakłada brak nadzoru i jednego systemu, dlaczego
więc Bublowi zabronić, co nie?

(e) homeschooling prowadzi w USA do
katastrofy, porównaj raporty OECD!

2. Jakie masz prawo wtrącać się do
uprawnień dzieci do powszechnej nauki? A dlaczego "masz zmuszać innych do
utrzymywania Twoich dzieci" — no cóż, skoro jesteś złym rodzicem (a Twoje
wypowiedzi na to znakomicie wskazują), to prawem Twojego dziecka jest skorzystać
z cudzej pomocy. A ponieważ żyjemy w społeczeństwie, to zgadzamy się na pewne
obowiązki pomagania innym, na płacenie podatków, szanowanie prawa (stanowionego
przez ludzi!) itd. I jednym z tych obowiązków jest łożenie na wspólne dobro,
jakim jest przyszłość następnych pokoleń. Mamy obowiązki wobec przyszłych
pokoleń - i dlatego nie wolno nam zakażać dowolnie środowiska, ogłupiać dzieci
itd. Jeśli Ci się nie podoba życie w społeczeństwie, przenieś się do raju lub na
księżyc.

3. Co do tezy, że słowa Jezusa są proste w interpretacji, to może i
prawda (zresztą tezy Jezusa o tym, że ostatni będą pierwszymi, pięknie
współgrają z dążeniami egalitarystycznymi, zresztą jak całe Kazanie na Górze).
Jak jednak udowodnisz, że to jest prawdziwa moralność, skoro rozmawiasz z
ateistą, który nie uzna autorytetu żadnego związku wyznaniowego?
Odwołaj się
do racjonalnych argumentów, bo ja mogę równie dobrze powiedzieć, że jestem
wyznawcą religii X, a ona nakazuje sprawiedliwe traktowanie każdego. I pobawimy
się w strzyżono-golono. To nie ma sensu.
thomas  - aha, kim są klasyczni liberałowie?   |20.09.2005 20:38:42
Bo chyba Bentham, James Mill i John Stuart Mill byli klasycznymi liberałami?
(Uwaga: oni byli, jak wszyscy inni liberałowie Oświecenia, stosunkowo lewicowi i
walczyli z obskurantyzmem religijnym)
emjot   |21.09.2005 15:06:27
1. homeschoolingowcy wygrywają w cuglach z ofiarami edukacji szkolnej w USA
(porównaj wyniki kandydatów na studia z obu grup: w jednakowych testach
homeschoolingowcy są wyraźnie lepsi).

2. bełkot, zostawiam bez komentarza.


3. nie zamierzam niczego dowodzic, szczególnie w internecie, nieznanym mi
osobom. przedstawiam swoje zdanie i tyle. nie wierzę w możliwośc przekonywania w
takich warunkach.

Co do klasycznego liberalizmu: faktycznie nie używam tego
określenia w znaczeniu encyklopedycznym. Chodzi mi o podejście czysto
lingwistyczne: liberał, czyli wolnościowiec: człowiek, który uważa, że
jednostkom nie można niczego narzucac wbrew ich woli. Jednostka wszystkim, grupa
niczym (czy raczej - grupa zwykłą sumą jednostek). Mogę wszystko, dopóki nie
naruszam wolności innych. To klasyczny liberalizm.

Przeciwieństwem
liberalizmu jest socjalizm: jednostka niczym, grupa wszystkim, w 2 odmianach:
narodowej (naród - wszystkim) i międzynarodowej (klasa, względnie ludzkośc -
wszystkim).

Gdzieś pośrodku (w tym ujęciu) jest konserwatyzm z akcentowaniem
głównej roli rodziny i dobrowolnych związków.
thomas  - dane na stół   |21.09.2005 18:45:40
1. Podaj źródło swoich danych. Nie wierzę Ci za grosz.

2. Cóż, wyznajesz
zasadę "alboż to ja stróżem brata mego?" Gratuluję dobrego samopoczucia.
Bo chrześcijaninem to tylko w gębie jesteś. Pfuj!

3. To po co nam czas
zabierasz? Jeśli nie masz argumentów, idź sobie na forum Frondy i zrób sobie
dobrze.

Aha, kłamliwe jest przedstawianie liberalizmu jako takiej
egoistycznej ideologii. To nie jest liberalizm, tylko anarchizm lub republika
egoistów. Też klasyczne poglądy, tylko że Maksa Stirnera.
thomas  - a tak już zupełnie na marginesie   |21.09.2005 18:48:33
Nawet zgodnie z definicją liberalizmu emjota liberał powinien popierać obowiązek
szkolny, gdyż rodzic nie powinien ograniczać wolności swojego dziecka, które ma
prawo do nauki i rozwoju. Obowiązek szkolny chroni wolność dzieci przeciwko
przemocy dorosłych.
emjot  - buahaha   |22.09.2005 16:49:04
"Nawet zgodnie z definicją liberalizmu emjota liberał powinien popierać
obowiązek szkolny, gdyż rodzic nie powinien ograniczać wolności swojego dziecka,
które ma prawo do nauki i rozwoju. Obowiązek szkolny chroni wolność dzieci
przeciwko przemocy dorosłych."

Krótka piłka: poproszę o żródła tego
"prawa" i "prawa" zabraniającego rodzicom nauki własnych dzieci
(podpowiem: trzeba poszukac wśród państw 20 wieku).

1. źródeł jest wiele,
wystarczy wrzucic hasło w jakąś wyszukiwarkę, przykładowe, które mi się
wyświetliły: http://www.hslda.org/docs/news/hslda/200312/200312
040.asp
http://www.hslda.org/docs/nche/000010/200
410250.asp
http://www.pahomeschoolers.com/newslet
ter/issue69.htm
http://www.botanicals.net/liveoak /wj-hsonsatact.html
niestety
oficjalna agencja usa nie porównuje wyników homeschoolersów (boją się?) a
jedynie szkół prywatnych (głównie katolickich) i państwowych, wskazując zresztą
jednoznacznie na przewagę prywatnych. jedyna informacja dotyczy ilości
homeschoolingowanych (2,2% ogółu uczniów w usa) i kilku szczegółów:
http://nces.ed.gov/nhes/homeschool/ .

2. i 3. na zaczepki nie odpowiadam, ale
po chrześcijańsku wybaczam. :)

generalnie znudził mi się ten wątek, nie
wymagam zatem odpowiedzi. ąegnam z adhdowskim pozdrowieniem! :d
thomas   |22.09.2005 18:55:50
Żadnych danych oficjalnych nie ma… No tak, tego się spodziewałem. A może tak
by sprawdzić raport UNESCO lub OECD?

Nikt nie zabrania rodzicom uczyć swoich
dzieci. Jednak dzieci mają prawo do nauki (Konwencja Praw Dziecka ONZ), a to
oznacza również, że musi istnieć ściśle wyznaczony standard tego, co dzieci
muszą opanować. Homeschooling natomiast może prowadzić do indoktrynacji w stylu
"ziemia jest płaska" i "ewolucja to tylko teoria" - a tego
rodzaju nauczanie to zbrodnia taka sama, jak wymuszanie nauczania bzdur Łysenki
w szkołach sowieckich.

Co do 2. Nie wybaczaj po chrześcijańsku, bo jesteś
wyznawcą - że powiem po amerykańsku - Gospel of Greed. Twoja Biblia nie obejmuje
najwyraźniej takich spraw, jak miłość, miłosierdzie, szczodrobliwość,
współczucie, karmienie głodnego, leczenie chorego… Taka specyficzna wersja w
stylu Pata Robertsona.

A poza tym żegnam bez żalu i cieszę się, że
zrozumiałeś, że tu trzeba przedstawiać argumenty, a odwołania do religii
prowadzą donikąd. Bo na pewno nie do racjonalnej debaty.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09967 Seconds