|
Ekonomistom, publicystom, komentatorom życia społecznego zadaliśmy pytanie:
Dziś jest już oczywistością, że prywatne instytucje, takie jak agencje ratingowe, mają większy wpływ na stan społeczeństw niż instytucje wybierane demokratycznie. Kapitał się zglobalizował, demokracja - nie. Czy i jak można to zmienić? Czy demokracja przeżyje drugą falę kryzysu?
Publikujemy pierwsze odpowiedzi - Ryszarda Petru i Jerzego Osiatyńskiego. Wkrótce kolejne głosy.
—
Petru: Nie przesadzajmy z końcem demokracji
Oczywiście, że przeżyje. Często spotykam się z manierą upraszczania świata i dzielenia go na kapitał i społeczeństwo. A rynki finansowe to my. Wszyscy, którzy posiadamy jakieś oszczędności, nie chcemy ich stracić, wolimy jak się pomnażają. Ludzie w swej masie reagują podobnie jak rynki finansowe, podlegają emocjom, euforii i panice. Spośród wielu instrumentów finansowych wolą wybierać uproszczone i bardziej zrozumiałe wskaźniki i takie właśnie jak oferują im m.in. agencje ratingowe. Każdy rozumie, że AAA jest lepsze od AA+. Ale to nie agencje ratingowe rządzą światem. One wydają swe oceny, a inni je po prostu kupują.
Jeśli chcemy postawić agencje ratingowe naprzeciw polityków wybieranych w powszechnych wyborach, to nie sposób nie zauważyć, że w tej odsłonie kryzysu bardziej od agencji skompromitowali się politycy europejscy. Wydawało się im, że deklaracjami i zapewnieniami mogą uspokoić rynki finansowe. Ale rynki, podobnie jak obywatele, nie chcą już wierzyć politykom na słowo. Po jakimś czasie od złożeniach przez nich deklaracji sprawdzają co zostało zrobione. Jeśli więc w przypadku Grecji obiecywano reformy i obniżkę długu, a w zmian części reform nie wprowadzano a dług rósł, to nikogo nie powinien dziwić brak wiary dla tych którzy w kółko zapewniają, że w przyszłości będzie lepiej. Jeśli zmierzch demokracji miałby polegać na tym, że ludzie nie wierzą w obietnice tylko w czyny, to byłbym za takim zmierzchem.
Nie przesadzajmy z tym końcem demokracji. To w końcu politycy mają władzę, aby zmieniać świat. Agencje ratingowe, czy szerzej rynki finansowe, tylko reagują na zastane zjawiska. Oczywiście w globalnej gospodarce ich rola wzrosła. Ale zasady są te same co zawsze. Kraje, w których rządy sprawowali populiści, są w tarapatach, a tam gdzie rządy były odpowiedzialne, nie.
PS. Populiści bywają zarówno lewicowi jak prawicowi, rozsądna polityka nie musi mieć ideologicznych barw.
Ryszard Petru - przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Główny Doradca Ekonomiczny DemosEuropa, przewodniczący Rady Nadzorczej DI Investors, pracował też m.in. w PKO BP, BRE Banku i Banku Światowym
—
Osiatyński: Zwiększające się bezrobocie realnie zagraża demokracji
Demokracja dotyczy relacji między obywatelem i państwem na wszystkich piętrach władzy, a więc także na poziomie samorządów. Dotyczy też swobody działania organizacji pozarządowych. Globalizacja rynków finansowych wpływa na zakres i możliwości działania samorządów i sektora pozarządowego, ale demokracji na tych poziomach nie przekreśli ani unieważni. Natomiast jest ona wyzwaniem dla demokratycznego charakteru stosunków między władzą centralną i obywatelem. Może prowadzić do wypierania demokracji obywatelskiej przez demokrację pieniądza, co zresztą nie jest w historii zjawiskiem nowym.
Nowym zagrożeniem jest natomiast wpływ globalizacji kapitału na suwerenność gospodarczą i polityczną poszczególnych krajów. Swoboda przepływów kapitałowych, jeżeli ma być zachowana w długim okresie czasu ,wymaga uzgodnionych reguł polityki finansowej, polityki konkurencyjności sektora prywatnych przedsiębiorstw i polityki podziału dochodu narodowego. Oznacza to dobrowolne ograniczenie suwerenności poszczególnych krajów na rzecz ponadnarodowych instytucji, podczas gdy polityczna odpowiedzialność tych, którzy te uzgodnienia czynią, pozostaje domeną krajowych polityków. To z kolei ogranicza przestrzeń dla demokratycznego procesu decyzyjnego na poziomie poszczególnych krajów. O zakresie tych ograniczeń powinien decydować rachunek wyrzeczeń w kategoriach zakresu systemu politycznej demokracji z jednej strony oraz korzyści i zagrożeń wynikających z globalizacji kapitału z drugiej strony. W rachunku korzyści i zagrożeń globalizacji kapitału trzeba zaś uwzględnić niebezpieczeństwa związane z krótkookresowymi gwałtownymi przepływami kapitału, które – jak widzimy – są w stanie zdestabilizować silne i zdrowe gospodarki. Przed tym trzeba się bronić, ograniczając swobodę krótkoterminowych finansowych obrotów spekulacyjnych (obciążając je specjalnym podatkiem oraz wprowadzając ograniczenia krótkoterminowej sprzedaży i zakupu papierów wartościowych i walut) oraz zwiększając finansowanie sektora przedsiębiorstw przez kredyty bankowe, a nie przez giełdę, na której w okresach niepewności dominują zachowania stadne.
Co do drugiej fali kryzysu, to staje się ona moim zdaniem coraz bardziej nieuniknioną konsekwencją błędów w polityce gospodarczej – zwłaszcza w polityce podziału dochodu narodowego – oraz konsekwencją leżącej u jej podstaw doktryny ekonomicznej, a dopiero dalej globalizacji rynków finansowych. Błędna polityka podziału dochodu narodowego może osłabiać więzi społeczne, poszerzać poczucie społecznej marginalizacji i utraty szans, które zagrażają partycypacyjnej demokracji obywatelskiej, rodzą bowiem znaczną absencję wyborczą, są pożywką dla politycznych ruchów narodowo-populistycznych i tendencji totalitarnych, a skrajnych przypadkach prowadzą do otwartych zamieszek ulicznych i buntów.
Ważną, chociaż daleko nie jedyną gwarancją trwałości demokracji jest możliwie pełne zatrudnienie, wysoka proporcja w całej populacji ludności osób, które mają stałe dochody, pochodzące z pracy – obecnej lub w przeszłości – których dochody pozostają w mniej więcej stałej relacji do dochodów górnych 5% czy górnego 1% dochodów gospodarstw domowych w danym kraju i którzy dysponują jakimś majątkiem zgromadzonym w okresie co najmniej swojej aktywności zawodowej. Tymczasem w minionych 25-30 latach w przodujących gospodarkach rynkowych nastąpiła silna erozja dochodów klas średnich i gospodarstw pracowniczych oraz głębokie rozwarstwienie dochodów ludności. W Stanach Zjednoczonych górny 1 procent dochodów gospodarstw domowych otrzymuje obecnie blisko ¼ dochodu narodowego i kontroluje 40 proc. narodowego majątku, podczas gdy 25 lat temu otrzymywał 12 procent dochodu narodowego i kontrolował 1/3 majątku. Te same procesy polaryzacji dochodów obserwujemy w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy, gdzie państwo nie próbuje ich hamować, pozostawiając politykę dochodową siłom rynkowym.
Te zmiany w dystrybucji dochodu narodowego prowadzą do ograniczenia wewnętrznej konsumpcji, a w ślad za tym inwestycji prywatnych, do spowolnienia dynamiki gospodarczej oraz wzrostu długotrwałego bezrobocia. Silnie rosnące dochody najwyżej uposażonych w większej proporcji są bowiem oszczędzane i nie kompensują ubytku wydatków klas średnich i osób najniżej uposażonych. Jaki zaś przedsiębiorca będzie podejmował decyzje inwestycyjne, nawet kiedy jego koszty bieżące i obciążenia podatkowe spadają, jeśli na jego produkty nie będzie nabywców? Obniżki podatków osób o najwyższych dochodach rozwarstwienie dochodowe powiększają, ale bynajmniej nie gwarantują nowych miejsc pracy. Jednocześnie doktryna tzw. zdrowych finansów publicznych, wyrażająca raczej interesy rentierów niż przedsiębiorców, w praktyce uniemożliwia przeciwdziałanie tym tendencjom stagnacyjnym i trwale wysokim stopom bezrobocia. Tymczasem znaczny i rosnący odsetek osób pozbawionych pracy, majątku i szans jest jak najbardziej realnym zagrożeniem demokracji.
Jerzy Osiatyński – profesor ekonomii, minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Hanny Suchockiej, obecnie doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego sa. ekonomicznych
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...