> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czy demokracja przeżyje drugą falę kryzysu? cz. 1 Petru, Osiatyński Drukuj
red   
22.08.2011

Ekonomistom, publicystom, komentatorom życia społecznego zadaliśmy pytanie: 

  

Dziś jest już oczywistością, że prywatne instytucje, takie jak agencje ratingowe, mają większy wpływ na stan społeczeństw niż instytucje wybierane demokratycznie. Kapitał się zglobalizował, demokracja - nie. Czy i jak można to zmienić? Czy demokracja przeżyje drugą falę kryzysu? 


Publikujemy pierwsze odpowiedzi - Ryszarda Petru i Jerzego Osiatyńskiego. Wkrótce kolejne głosy.

 — 
Petru: Nie przesadzajmy z końcem demokracji

Oczywiście, że przeżyje. Często spotykam się z manierą upraszczania świata i dzielenia go na kapitał i społeczeństwo. A rynki finansowe to my. Wszyscy, którzy posiadamy jakieś oszczędności, nie chcemy ich stracić, wolimy jak się pomnażają. Ludzie w swej masie reagują podobnie jak rynki finansowe, podlegają emocjom, euforii i panice. Spośród wielu instrumentów finansowych wolą wybierać uproszczone i bardziej zrozumiałe wskaźniki i takie właśnie jak oferują im m.in. agencje ratingowe. Każdy rozumie, że AAA jest lepsze od AA+. Ale to nie agencje ratingowe rządzą światem. One wydają swe oceny, a inni je po prostu kupują.

Jeśli chcemy postawić agencje ratingowe naprzeciw polityków wybieranych w powszechnych wyborach, to nie sposób nie zauważyć, że w tej odsłonie kryzysu bardziej od agencji skompromitowali się politycy europejscy. Wydawało się im, że deklaracjami i zapewnieniami mogą uspokoić rynki finansowe. Ale rynki, podobnie jak obywatele, nie chcą już wierzyć politykom na słowo. Po jakimś czasie od złożeniach przez nich deklaracji sprawdzają co zostało zrobione. Jeśli więc w przypadku Grecji obiecywano reformy i obniżkę długu, a w zmian części reform nie wprowadzano a dług rósł, to nikogo nie powinien dziwić brak wiary dla tych którzy w kółko zapewniają, że w przyszłości będzie lepiej. Jeśli zmierzch demokracji miałby polegać na tym, że ludzie nie wierzą w obietnice tylko w czyny, to byłbym za takim zmierzchem.

Nie przesadzajmy z tym końcem demokracji. To w końcu politycy mają władzę, aby zmieniać świat. Agencje ratingowe, czy szerzej rynki finansowe, tylko reagują na zastane zjawiska. Oczywiście w globalnej gospodarce ich rola wzrosła. Ale zasady są te same co zawsze. Kraje, w których rządy sprawowali populiści, są w tarapatach, a tam gdzie rządy były odpowiedzialne, nie.


PS. Populiści bywają zarówno lewicowi jak prawicowi, rozsądna polityka nie musi mieć ideologicznych barw.

Ryszard Petru - przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Główny Doradca Ekonomiczny DemosEuropa, przewodniczący Rady Nadzorczej DI Investors, pracował też m.in. w PKO BP, BRE Banku i Banku Światowym

  

 — 
Osiatyński: Zwiększające się bezrobocie realnie zagraża demokracji

  

Demokracja dotyczy relacji między obywatelem i państwem na wszystkich piętrach władzy, a więc także na poziomie samorządów. Dotyczy też swobody działania organizacji pozarządowych. Globalizacja rynków finansowych wpływa na zakres i możliwości działania samorządów i sektora pozarządowego, ale demokracji na tych poziomach nie przekreśli ani unieważni. Natomiast jest ona wyzwaniem dla demokratycznego charakteru stosunków między władzą centralną i obywatelem. Może prowadzić do wypierania demokracji obywatelskiej przez demokrację pieniądza, co zresztą nie jest w historii zjawiskiem nowym. 

  

Nowym zagrożeniem jest natomiast wpływ globalizacji kapitału na suwerenność gospodarczą i polityczną poszczególnych krajów. Swoboda przepływów kapitałowych, jeżeli ma być zachowana w długim okresie czasu ,wymaga uzgodnionych reguł polityki finansowej, polityki konkurencyjności sektora prywatnych przedsiębiorstw i polityki podziału dochodu narodowego. Oznacza to dobrowolne ograniczenie suwerenności poszczególnych krajów na rzecz ponadnarodowych instytucji, podczas gdy polityczna odpowiedzialność tych, którzy te uzgodnienia czynią, pozostaje domeną krajowych polityków. To z kolei ogranicza przestrzeń dla demokratycznego procesu decyzyjnego na poziomie poszczególnych krajów. O zakresie tych ograniczeń powinien decydować rachunek wyrzeczeń w kategoriach zakresu systemu politycznej demokracji z jednej strony oraz korzyści i zagrożeń wynikających z globalizacji kapitału z drugiej strony. W rachunku korzyści i zagrożeń globalizacji kapitału trzeba zaś uwzględnić niebezpieczeństwa związane z krótkookresowymi gwałtownymi przepływami kapitału, które – jak widzimy – są w stanie zdestabilizować silne i zdrowe gospodarki. Przed tym trzeba się bronić, ograniczając swobodę krótkoterminowych finansowych obrotów spekulacyjnych (obciążając je specjalnym podatkiem oraz wprowadzając ograniczenia krótkoterminowej sprzedaży i zakupu papierów wartościowych i walut) oraz zwiększając finansowanie sektora przedsiębiorstw przez kredyty bankowe, a nie przez giełdę, na której w okresach niepewności dominują zachowania stadne.

  

Co do drugiej fali kryzysu, to staje się ona moim zdaniem coraz bardziej nieuniknioną konsekwencją błędów w polityce gospodarczej – zwłaszcza w polityce podziału dochodu narodowego – oraz konsekwencją leżącej u jej podstaw doktryny ekonomicznej, a dopiero dalej globalizacji rynków finansowych. Błędna polityka podziału dochodu narodowego może osłabiać więzi społeczne, poszerzać poczucie społecznej marginalizacji i utraty szans, które zagrażają partycypacyjnej demokracji obywatelskiej, rodzą bowiem znaczną absencję wyborczą, są pożywką dla politycznych ruchów narodowo-populistycznych i tendencji totalitarnych, a skrajnych przypadkach prowadzą do otwartych zamieszek ulicznych i buntów. 

  

Ważną, chociaż daleko nie jedyną gwarancją trwałości demokracji jest możliwie pełne zatrudnienie, wysoka proporcja w całej populacji ludności osób, które mają stałe dochody, pochodzące z pracy – obecnej lub w przeszłości – których dochody pozostają w mniej więcej stałej relacji do dochodów górnych 5% czy górnego 1% dochodów gospodarstw domowych w danym kraju i którzy dysponują jakimś majątkiem zgromadzonym w okresie co najmniej swojej aktywności zawodowej. Tymczasem w minionych 25-30 latach w przodujących gospodarkach rynkowych nastąpiła silna erozja dochodów klas średnich i gospodarstw pracowniczych oraz głębokie rozwarstwienie dochodów ludności. W Stanach Zjednoczonych górny 1 procent dochodów gospodarstw domowych otrzymuje obecnie blisko ¼ dochodu narodowego i kontroluje 40 proc. narodowego majątku, podczas gdy 25 lat temu otrzymywał 12 procent dochodu narodowego i kontrolował 1/3 majątku. Te same procesy polaryzacji dochodów obserwujemy w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy, gdzie państwo nie próbuje ich hamować, pozostawiając politykę dochodową siłom rynkowym. 

  

Te zmiany w dystrybucji dochodu narodowego prowadzą do ograniczenia wewnętrznej konsumpcji, a w ślad za tym inwestycji prywatnych, do spowolnienia dynamiki gospodarczej oraz wzrostu długotrwałego bezrobocia. Silnie rosnące dochody najwyżej uposażonych w większej proporcji są bowiem oszczędzane i nie kompensują ubytku wydatków klas średnich i osób najniżej uposażonych. Jaki zaś przedsiębiorca będzie podejmował decyzje inwestycyjne, nawet kiedy jego koszty bieżące i obciążenia podatkowe spadają, jeśli na jego produkty nie będzie nabywców? Obniżki podatków osób o najwyższych dochodach rozwarstwienie dochodowe powiększają, ale bynajmniej nie gwarantują nowych miejsc pracy. Jednocześnie doktryna tzw. zdrowych finansów publicznych, wyrażająca raczej interesy rentierów niż przedsiębiorców, w praktyce uniemożliwia przeciwdziałanie tym tendencjom stagnacyjnym i trwale wysokim stopom bezrobocia. Tymczasem znaczny i rosnący odsetek osób pozbawionych pracy, majątku i szans jest jak najbardziej realnym zagrożeniem demokracji.

  

Jerzy Osiatyński  – profesor ekonomii, minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Hanny Suchockiej, obecnie doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego sa. ekonomicznych 

  

Komentarze
Dodaj nowy
Thermidor   |22.08.2011 11:45:21
Po co publikować wypowiedź Petru, skoro wystarczyłaby nota poniżej ze
specyfikacją koryt Petru?
Gra_ce  - Wypowiedź   |22.08.2011 14:02:00
Każda polityka opiera się na ideach i założeniach dotyczących tego, co jest
dobre dla ogółu. Politycy próbują zmieniać świat w jakimś założonym kierunku.
Pana mentor, prof. Leszek Balcerowicz jest ideologiem neoliberalizmu. Nie ma
ekonomii bez nacechowanej ideami polityki.
Kuba   |22.08.2011 14:03:53
Petru, chyba jako pilny uczeń Balcerowicza, oczywiście widzi tylko pieniądze,
nie ludzi. Nie wiem po co pytacie takich ludzi o zdanie, jeżeli wiadomo, co
powiedzą.

Liczy się kasa, kapitał, "obiektywne" agencje ratingowe,
reszta to jakieś nie warte uwagi truizmy.
Fufu  - WoW   |22.08.2011 18:26:29
Po raz pierwszy chyba na waszej stronie przeczytałem kogoś mniej
populistycznego, za taką osobę uważam Pana Petru.

Jah bless.
Kloschard   |22.08.2011 19:58:55
Szanowni przedmówcy chyba nie zrozumieli przesłania Pana Petru. Pisze on o
kompletnym braku zaufania i indolencji obecnie rządzących. Brak idei u
współcześnie rządzących, a przede wszystkim brak elementarnej uczciwości. Partie
polityczne - i to nie tylko w Polsce - stały się maszynami do kręcenia lodów
(vide afera bulwarówki w Anglii, afery korupcyjne we Francji czy w Niemczech, o
polskich aferkach nie wspomnę), zamiast centrami wykuwania nowych idei
politycznych, dających nam, zwykłym zjadaczom chleba perspektywę na przyszłość w
zmieniającym się świecie.
Inaczej mówiąc, gdy partie polityczne nie dostarczają
idei, wokół których mogliby się skupić obywatele, to ci ostatni skupiają się na
kasie - jedni większej inni mniejszej, każdy wedle swoich możliwości -
zapominając, że kasa nie jest celem samym w sobie, lecz właściwie zużytkowana
(czy to kasa publiczna, czy prywatna) może - i powinna - służyć dobru
publicznemu.
es_zet_pe   |24.08.2011 14:55:59
Po co w ogóle pytać Petru? Przecież z góry wiadomo co powie: rynki finansowe są
super, populiści są ohydni.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02869 Seconds