> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czerep: Bliski Wschód żegna się z dyktatorami? Drukuj
Jędrzej Czerep*   
04.02.2011

Ponad milion osób demonstrujących w Kairze za wolnością to widok niezwykły. Zwłaszcza w kraju, wktórym system polityczny wydawał się zabetonowany na zawsze. I wczęści świata, w której demokratyczne nowinki kojarzą się nieszczególnie – z nieudanymi, odgórnymi zmianami rządów w Iraku i Afganistanie. Albo z wyborami, które wynosiły do władzy islamskich radykałów, jak w Palestynie. Ruch, który po Tunezji objął Egipt, to nowa jakość na szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie. Nie wiadomo jeszcze, jak to się skończy. W samym Kairze sceny walk wyparły obrazy pokojowego karnawału na placu Tahrir. Coś jednak drgnęło i na pewno tamtejsze reżimy nie wrócą już spokojnie do punktu wyjścia sprzed protestów.

 

Oczywiście demonstracje w Tunezji, Egipcie, a także w Sudanie, Algierii, Jordanii czy Jemenie nie wzięły się z powietrza. Chociaż sytuacja w każdym z tych krajów różni się, to motorem protestów wszędzie są młodzi ludzie, których aspiracje są większe niż oferta autorytarnych rządów. Ci ludzie istnieli od dawna, dotąd jednak ginęli wśród masy biernych współobywateli. W Egipcie już 6 lat temu głośno było o ruchu Kifaya (Dość). Zrzeszał wykształconych ludzi, którzy prowadzili uliczne happeningi, piętnujące korupcję, nepotyzm i autorytaryzm władzy. Wydawało się: idealny zaczyn społecznego fermentu. A jednak jego członkowie napotykali na mur społecznej obojętności. Bardzo liberalny profesor z Kairu tłumaczył mi: „Tak, oczywiście, uwielbiamy akcje Kifaya i kibicujemy im, ale to ciągle wyobcowana elita, nie pociągną za sobą tłumów, żadnej rewolucji u nas nie będzie”.

 

Wydawało się, że arabskie republiki zaklinowane są w schemacie: 1. liberalna mniejszość bez wpływu na „zwykłego człowieka”; 2. niezniszczalni, popierani przez Zachód, skorumpowani liderzy; 3. muzułmańscy radykałowie, których bali się i prezydenci (bo zagrażają ich władzy), i Zachód (bo mamy wojnę z terroryzmem), i liberalna elita (bo gdy ci przejmą rządy, to o wolności możemy zapomnieć). Do tego dyktatorzy, tacy jak Kadafi, pomagają Europie zatrzymywać nielegalnych migrantów. Zastany układ międzynarodowy blokował jakiekolwiek pole manewru. Status quo stało się paradygmatem, z którym się nie dyskutuje. Tymczasem paradygmaty polityczne w tzw. Trzecim Świecie czasem prowadzą na manowce.

 

Wiele napisano o klątwie surowcowej: „W biednym kraju, w którym odkrywa się surowce, musi zapanować dyktatura”. W wielu miejscach tak się dzieje, ale są wyjątki – bogata w diamenty Botswana, nie wiedzieć czemu, jest jednym z najstabilniejszych państw Afryki. Nigdy nie było zamachu stanu, a opozycja jeśli się postara, wygrywa wybory. Podobną prawdą objawioną jest twierdzenie: „Islam nie pasuje do demokracji” czyteż „muzułmanie z natury nie chcą wolności”. I znowu, kruchą, ale jednak demokracją jest Liban, a kultury politycznej Somalilandu, nieuznawanego przez świat muzułmańskie państwa w Rogu Afryki wielu mogłoby pozazdrościć. Co do wolności – czy to aż tak dziwne, że Tunezyjczycy cieszą się, kiedy upada cenzura? Gdyby nie pułapka schematu myślowego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, byłoby to zupełnie normalne. W końcu absolwenci marokańskiego uniwersytetu Al Akhawayn czy bywalcy Nowej Biblioteki Aleksandryjskiej są równie nowocześni jak młodzi Europejczycy.

 

To, co obserwujemy dzisiaj na ekranach telewizorów, to przesilenie, kulminacja procesów które zachodziły podskórnie od dawna. Zapalnikiem była pogarszająca się sytuacja gospodarcza, bezrobocie, rosnące ceny żywności. W pewnym momencie postulaty socjalne i polityczne spotkały się – w Polsce powinno to wyglądać bardzo znajomo. Dzięki telewizjom satelitarnym sfrustrowani obywatele zobaczyli, że jest ich dużo, a dzięki telefonom komórkowym i internetowi mogli się skrzyknąć. Co ciekawe, w Tunezji zorganizowanej opozycji wcześniej właściwie nie było. W Egipcie, gdzie istnieje silne Bractwo Muzułmańskie i znani dysydenci, motorem protestów był enigmatyczny Ruch 6 Kwietnia, raczej zjawisko facebookowe niż siła polityczna. Trudno mówić więc o solidnym podłożu demokratycznym protestujących. Jest ono jednak wystarczająco silne, żeby przełamać strach, wystąpić przeciw dyktatorom i domagać się bardziej sprawiedliwych porządków.

 

Od kilku lat w krajach na południe od Sahary obserwujemy silny ruch niezgody na dyktaturę. Tam przybiera on trochę inną formę niż w Tunezji czy Egipcie, ale jego źródło jest podobne. W cieniu wydarzeń egipskich odbywają się właśniewybory prezydenckie w Nigrze, muzułmańskim państwie graniczącym z Libią i Algierią. 31 stycznia do urn ruszyły tłumy ludzi. Podkoniec 2009 roku tamtejszy prezydent Mamadou Tandja kończył drugą i ostatnią kadencję, jednak postanowił zmienić konstytucję, by rządzić dalej. W stołecznym Niamey wybuchły demonstracje, protestujący żądali jego odejścia. 18 lutego 2010 roku władzę objęli wojskowi pod wodzą Salou Djibo, którzy obiecali, że przygotują nową konstytucję, rozpiszą wybory i odejdą. Nigerczycy poparli ich, pod warunkiem, że ci przywrócą demokrację.I  wygląda na to, że eksperyment się powiedzie. Według tego samego modelu dochodziło dwukrotnie do przewrotów w Gwinei (2008 i2009/10) i w Mauretanii (2005). Za każdym razem towarzyszyły im rozbudzone nadzieje na szybkie pożegnanie z dyktaturą, wielkie rozpolitykowanie zwykłych ludzi i poczucie wychodzenia na prostą polatach uwiądu. Zawirowania pojawiały się, gdy ludziom robiło sięzbyt ciasno w ramach siermiężnych reżimów.

 

Co ciekawe ruchy protestu w krajach Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu powstają niezależnie od globalnego układu sił. Nie są (no, może minimalnie) wynikiem ingerencji państw Europy czy USA. „Nie sądzę, by kluczową kwestią było to, że Zachód ma poprzeć tę czy inną siłę polityczną. Ważne jest to, że takie siły pojawiają się w społeczeństwie oddolnie” – mówił kilka lat temu znawca islamu Gilles Kepel.

 

Może jeszcze ciekawsze jest, że przywódcy kolejnych krajów, chcąc uniknąć kłopotów, sami proponują ustępstwa. Prezydent Jemenu Ali Abd Allah Salah, który miał rządzić dożywotnio, zapowiedział, że obecna kadencja będzie jego ostatnią. Abdelaziz Bouteflika obiecał w czwartek, że zniesie obowiązujący od 1992 roku stan wyjątkowy. Obydwaj poszli na rękę demonstrantom zanim ci zdążyli im poważnie zagrozić. Bliskowschodni liderzy zaczynają rozumieć, że nie mogą ignorować potrzeb własnych obywateli. A ci w końcu pojęli, że mogą skutecznie domagać się swoich praw. To już ogromny krok naprzód.

 

 

*Jędrzej Czerep - publicysta, ekspert Fundacji im. K.Pułaskiego. Absolwent Master In Euro Mediterranean Affairs (MEMA), międzynarodowego projektu akademickiego łączącego nauki polityczne, ekonomię i studia kulturoznawcze, organizowanego przez 16 uniwersytetów z 7 krajów basenu Morza Śródziemnego. Współpracował z brukselską organizacją lobbyingową Culture Action Europe, Amnesty International i telewizją Al-Jazeera English. 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |04.02.2011 15:34:41
Zamieszanie potęgują eksperci, którzy z definicji są od tego aby wiedzieć
i dzielić się swą wiedzą, tymczasem potęgują tylko
zamieszanie informacyjne.
Zaimponował mi Konstanty Gebert, co do
którego mam mieszane odniesienia, który powiedział w TV, że nie da się
przewidzieć do czego doprowadzi rozwój sytuacji w Egipcie,
gdyż nieprzewidywalna jet dynamika ruchów
społecznych. 
Czy pod
koniec lat osiemdziesiątych ktokolwiek  przewidział(ekspert, tubylec,
instytut) w jakim kierunku rozwinie się sytuacja w Polsce!
I
coś jeszczehttp://kot-blogkota.blogspot.com
Skuba   |05.02.2011 21:19:01
Przewidywanie jest niezwykle trudną sztuką, szczególnie kiedy dotyczy
przyszłości.

Wydarzenia w Egipcie i ich porównanie do tych irackich pokazuje
że demokracji nie da się narzucić od góry i jest to oddolny
proces.

Pozdrawiam
Kuba
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.43883 Seconds