Szanowny Panie Redaktorze,
piszę ten list w reakcji na Pana komentarz pt. Wstyd, obywatele z „Gazety Wyborczej” z 13 czerwca br. Pisał Pan w nim, jeśli dobrze zrozumiałam, że społeczeństwo obywatelskie nie dopisało podczas sobotniej Parady Równości. Cytuję paragraf, który zaniepokoił mnie szczególnie: „Polski obywatelskiej nie ma. Lewicowców spod znaku „Krytyki Politycznej” mało, feministek poza kilkoma działaczkami Feminoteki niewiele, z „Gazety” jestem chyba sam, trochę osób z organizacji pozarządowych. Żadnych publicystów, ludzi uniwersytetów, aktorów (Jacek Poniedziałek dociera na koniec), żadnych znanych twarzy, nie licząc polityków i prof. Wiktora Osiatyńskiego”…
Dlatego zdecydowałam się napisać list otwarty, puścić go w obieg, może sprowokować chwilowe oburzenie. Tylko czy naprawdę o to chodzi w polityce, życiu społecznym i wreszcie powołaniu dziennikarza-publicysty – o podsycanie oburzenia? Wierzę, że Pan także podziela przekonanie, że nie, że trzeba czegoś więcej i w inny sposób, że oburzenie jest jak dopalacze – daleko się na nim nie zajedzie. Dlatego też piszę dziś do Pana, żeby uzmysłowić Panu, że Pana tekst, w założeniu bardzo słuszny, w istocie jest jak niesprawiedliwe, źle skierowane i niemające wiele wspólnego z polityką oburzenie. Pisze Pan: Polska obywatelska zawiodła. Ale co to jest Polska obywatelska?
Pomińmy milczeniem kwestię, co to znaczy obywatelstwo, i czy można czuć się obywatelem kraju, który mimo że wolny, nie wspiera ludzi w nim żyjących, a w wielu sprawach utrudnia im życie, w dodatku tłumacząc, że tak trzeba. Parady rzeczywiście były projektem obywatelskim, na przekór panującemu wśród obywateli przekonaniu, że obywatel to dorosły mężczyzna, który ma, miał lub będzie miał żonę oraz dzieci. W Paradach szli jednak nie tylko geje, ale też lesbijki, single, poliamori, drags, transseksualiści, samotne matki, przedstawiciele biznesu erotycznego, BDSM-owcy itd. itp. Wszyscy przekonani, że uprawiają politykę, przekonując państwo polskie, by zmieniło swój stosunek do mniejszości. Nosiło się transparenty i postulaty, a organizatorzy Parady zajmowali się przede wszystkim praktyczną koordynacją, aprowizacją i wsparciem, tak by każdy (w założeniu) mógł pod jej sztandarami wyrazić protest lub postulaty. To się zmieniło wraz z organizacją w Warszawie Europride, której polityczność wyrażała się przede wszystkim w prefiksie „Euro” – a postrzegano ją i przedstawiano głównie jako wydarzenie, na którym da się zarobić.
Zadam teraz Panu kilka pytań: czy zauważył Pan, że Parada Równości to znak handlowy wykupiony przez prywatną spółkę? Czy wie Pan, że organizatorzy Parady dopiero na tydzień przed jej terminem zdecydowali się na jakiekolwiek hasło polityczne, tj. postulat związków partnerskich (do tego czasu forsowano wizję parady bez polityki)? Czy nie zdziwiło Pana, że Krystian Legierski, pierwszy otwarty homoseksualista, który uzyskał demokratyczny mandat do piastowania funkcji politycznej, nie zabrał pod Sejmem głosu, mimo że był na tej samej platformie co i Pan? I wreszcie co do składu osobowego Parady: czy wiedział Pan, że ja sama jestem członkinią Krytyki Politycznej? Byłam na Paradzie, czyżby mnie Pan nie zauważył? W Polsce są też inne organizacje lewicowe poza KP; jak czują się tacy działacze, czytając Pana felieton? Podpowiem: pomijani i niepotrzebni. To samo tyczy się feministek; w Paradzie maszerowało ich sporo, także moje studentki, które wyszły na Paradę w ramach zajęć na warszawskich Gender Studies. Było też sporo moich znajomych z różnych organizacji pozarządowych czy nieformalnych koalicji. Ma Pan rację, że nie było ich widać, że nie przynieśli transparentów i szczekaczek. Ale czy to wina Polski obywatelskiej czy raczej Polski biznesowej, która nie chciała nikogo antagonizować i nie dała czasu ani możliwości na przygotowanie materiałów?
I ostatnia sprawa: był Pan pod Sejmem, a nawet pisał Pan o ogromnej liczbie policji. Jak to się stało, że nie ma doniesień o petardach, którymi w uczestników Parady rzucali kontrprotestanci? Jak to się stało, że nikt nie zapytał, po co pochód obstawiono ciężko uzbrojonymi policjantami, skoro po pierwszej petardzie poleciało jeszcze wiele następnych? Petarda to nie jajko czy pomidor, ma znacznie więcej wspólnego z granatem czy bombą łzawiącą, może poparzyć, a nawet oślepić.
Jednocześnie nikt nie zastanowił się, skąd się bierze eskalacja agresji wśród tych młodych mężczyzn. Z platformy mówili Panowie bardzo ładnie o tym, co w skrócie można nazwać modernizacją społeczeństwa, i cieszyli się, że większość obywateli popiera związki partnerskie. Tymczasem ci, którym się nie udało, tłumaczą sobie swoją porażkę tym, że nie godzą się na „bezeceństwa”. Jakkolwiek absurdalne i nieuzasadnione by było takie rozumowanie, ci ludzie stali się kolejną polską mniejszością. Jeśli czegoś z tym nie zrobimy, ryzykujemy znacznie więcej niż to, że Parada Równości (TM) zmieni się w paradę wykluczenia.
Pozostaję z poważaniem,
Agata Czarnacka
Warszawa
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...