Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Czarnacka: Sfera czy scena? Kilka słów o polskiej publiczności |
|
|
Agata Czarnacka
|
|
30.03.2005 |
Ryszard Bugaj, ekonomista, publicysta i polityk, zapytany, czy w Polsce istnieje sfera publiczna, odpowiedział, że owszem, istnieje, a najlepszym tego dowodem jest fakt, iż drukuje się jego teksty. Tymczasem jeśli jest to dowód, to raczej na istnienie wolności słowa, wolności, która jest jednym z koniecznych warunków istnienia sfery publicznej, niemniej jednak nie wydaje się wystarczająca. Osobista opinia Ryszarda Bugaja, choćby najbardziej obiektywna i wyważona, nie jest tym samym, co opinia publiczna, kształtująca się w toku dyskusji prowadzonej przez członków społeczeństwa, którego dotyczy. Nie da się jednak zaprzeczyć, że możność wyrażenia swojej opinii przez przedstawicieli rozmaitych grup społecznych, stanowi podstawę i punkt wyjścia każdej debaty. Każdy z uczestników powinien mieć możność zdefiniowania problemu i zaproponowania środków zaradczych, jakie widzi ze swojej pozycji, a następnie odniesienia się do definicji i propozycji pozostałych uczestników. Wydaje się to elementarne, a przecież konflikty pojawiają się już w fazie formułowania wstępnych założeń, zanim jeszcze uda się je w całości wyrazić.
Sfera publiczna weryfikacją demokracji
Prawidłowo funkcjonująca sfera publiczna nie tylko wykształca mechanizmy umożliwiające osiągnięcie porozumienia w tej czy innej kwestii (jak zauważyliśmy, dyskusje na polskiej scenie publicznej nieodmiennie grzęzną w nierozwiązywalnych konfliktach tożsamościowych), ale przede wszystkim zgoda osiągnięta przez uczestników takiej dyskusji nabiera mocy prawotwórczej: nieuwzględnienie jej odbiera organom przedstawicielskim etyczną legitymizację. Tymczasem trudno sobie wyobrazić pojawiające się np. jako komentarz w gazecie sformułowanie: „rząd polski, pod naciskiem opinii publicznej, zmienił stanowisko”. Rząd polski jest przecież twardy niczym Roman Bratny i się nie ugnie. Ma do dyspozycji najlepszych ekspertów i perspektywę oglądu problemów, jakiej nie osiągnie nigdy zwykły człowiek, a już na pewno nie oderwany od życia “intelektualista”. Nie ma potrzeby debatować, większość spraw – jak odkrywamy, śledząc wyniki poczynań sejmowych komisji śledczych – załatwia się w kuluarach bądź przez telefony komórkowe. Rozpisany w ten sposób na role polityczny kontredans przypomina raczej scenę, na której każdy zna swoje miejsce i czas, z pokorą przyjmując przetasowania przy kolejnych wyborach, niż sferę faktycznej debaty nad zadaniami państwa i sposobami ich najskuteczniejszej realizacji.
Zamknięte usta obywatela
A może opinia publiczna to kolejny mit nowoczesności, na który nie ma miejsca w postindustrialnym, ponowoczesnym świecie? Być może milczenie tłumów, brak artykulacji interesów chociażby przez demonstracje czy strajki, niewielka frekwencja na manifestacjach oznaczają zużycie ideału partycypacji politycznej? Można przyjąć, że współczesna polityka jest domeną ekspertów, ryzyko, które wpisane jest w niemal każdy z aspektów życia społecznego i którego minimalizacji podejmuje się klasa rządząca, jest czynnikiem na tyle złożonym, że wymaga kompetencji niedostępnych przeciętnemu zjadaczowi chleba. Głosy oddawane są z ulgą i bezkrytycznie, na kandydata ocenianego w wymiarach pozamerytorycznych, gdyż merytoryczna weryfikacja postulatów jego programu stanowi wyzwanie nawet dla ekspertów konkurencyjnej partii. Przyjmując taki punkt widzenia, możemy się tylko pogodzić z narastającą biernością społeczeństw i głosować przy użyciu znanej metody wyliczanki. Niemiecka socjolożka, Elizabeth Noelle-Neumann, podsuwa jednak inną interpretację zadziwiającego milczenia obywateli. W książce Spirala milczenia konstruuje pojęcie „funkcji artykulacyjnej”, polegającej na tym, że: „środki przekazu podsuwają odbiorcom słowa i wyrażenia, którymi mogą bronić swojego stanowiska. Jeśli nie znajdują dla niego częstej i płynnej artykulacji, to popadają w milczenie, stają się ‘niemi’.”1 Czy zatem można mówić o tym, że w Polsce istnieje wolność słowa, skoro stanowiska prezentowane publicznie nie wyrażają nastrojów społeczeństwa? Być może karty w tej grze już dawno zostały rozdane, i nikt nie przejmuje się tym, że sama gra kompletnie przestała przystawać do rzeczywistości?
Sfera publiczna dla lewicy
Kryzys uprawomocnienia struktur władzy w Polsce nie wydaje się zmierzać ku rozwiązaniu, a raczej się pogłębia. Skandaliczne raporty przedkładane przez sejmowe komisje śledcze pozostają bez echa, rażące przekraczanie sprawiedliwości dokonuje się coraz częściej przed szeroko otwartymi w zdumieniu oczami obywateli. Zdumiewające jest, że w takiej sytuacji nie pojawiają się głosy protestu, zdumiewające jest również, jak rzadko podnosi się kwestię publicznej debaty i jej roli jako etycznej legitymizacji państwa. Dalsze pomijanie tej kwestii milczeniem konserwuje jedynie istniejący układ, pozostawiając niezadowolonym odwoływanie się do wyższych, transcendentnych instancji. Być może więc nowym znamieniem poszukującej wyznaczników swojej tożsamości lewicy powinno się stać skoncentrowanie na pytaniu o uprawomocnienie przez istniejącą i funkcjonującą, mającą wpływ na prawodawstwo i politykę państwa sferę publiczną. Troskę o legitymizację struktur państwowych przez wartości chrześcijańskie pozostawmy natomiast prawicy.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.10.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...