Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Delick: Cudzoziemka na polskich wakacjach Drukuj
Anna Delick   
09.08.2010

Udając się na ukochane Mazury, na pierwszą turę mojego 6-tygodniowego urlopu, przyleciałam do Warszawy właśnie w dniu, gdy kończono liczenie głosów drugiej tury wyborów prezydenckich.

  

Oczywiście polskie wybory prezydenckie powodowały w Szwecji znacznie mniejsze emocje niż… polskie świnie, gdyż właśnie wtedy zaczęły już krążyć pogłoski, iż MRSA (Methicillinresistent Staphylococcus aureus) – wywołujący jakże groźne nosocomial infections – może być przenoszony na ludzi z mięsa zarażonych zwierząt. W wypadku Szwecji chodzi o mięso z Polski – jego import do Szwecji wzrósł z 3 ton (2002) do 1150 ton (2009). Znana już była książka Döden i grytan (= Śmierć w brytfannie), którą opublikowali dwaj dziennikarze, Henrik Ennart i Mats-Eric Nilsson, znane były wypadki oszustw (12 tysięcy świń w Nacławiu, gdy zezwolenie opiewa na 3 tysiące sztuk) czy wręcz całych świńskich miast, do 17 tysięcy zwierząt, które obsługuje sześciu (sic!) Polaków, a zużycie antybiotyków jest wręcz nieograniczone. „Trupożercy” – jak my, wegetarianie nazywamy zjadaczy mięsiwa – mieli się, czym martwić.

  

Odnośnie wyborów prezydenckich dzienniki publikowały głównie depesze agencyjne, szwedzkiej agencji TT czy agencji zagranicznych. Tylko jedna z gazet zamieściła z pierwszej tury wyborów zdjęcie, na którym jakaś klasycznie słowiańska babuszka – w chustce i fartuchowej sukni – wrzuca do urny swój głos. Wiem, że takie zdjęcia wywołują furię dziennikarzy i niektórych czytelników „Gazety Wyborczej”, którzy chcieliby wmówić światu, że przeciętny Polak nosi wyłącznie najmodniejszą odzież znanych marek, mówi płynnie po angielsku, porusza się przynajmniej volvo, a wakacje spędza na plażach Brazylii czy Mauritiusa (a wszystko to oczywiście dzięki Balcerowiczowi i jego genialnej transformacji). Publikowanie takich „oburzających” zdjęć nie wynika jednak z jakichś antypolskich uczuć szwedzkich żurnalistów, ale z wpojonego w nich przekonania, że Szwecja to nie Sztokholm, Polska to nie Warszawa, a Rosja to nie Moskwa.

  

Ponieważ żaden z kandydatów drugiej tury nie wzbudzał we mnie sympatii, a jakość polskiej wieprzowiny jest mi obojętna, gdyż nie spożywałam mięsa od ponad 30 lat, zainteresowało mnie coś innego. Nigdy nie ukrywałam swojego przekonania, że nacjonalistyczna i skrajnie konserwatywna forma polskiego katolicyzmu jest wielkim nieszczęściem Polski. Z wielką radością rejestrowałam więc oznaki, świadczące o tym, że polski Kościół katolicki zaczyna tracić instynkt samozachowawczy.

  

Czy się to Polakom podoba, czy nie, obecna Polska jest uważana za granicą za państwo wyznaniowe, taki Iran wschodnioeuropejski. Nie jest oczywiście prawdą, że w PRL Kościół zawsze był prześladowany. Już gdy Gierek był w kieszeni zachodnich kredytodawców, a Moskwa patrzyła na niego coraz podejrzliwiej, słowo prymasa znaczyło wiele, a pozycja Kościoła była silna. Świadczy o tym wiele faktów, ten rzekomo prześladowany przez komunistów Kościół pełnił nawet funkcję… cenzora. Oto tylko jeden przykład. W roku 1976 – już po Radomiu i Ursusie – warszawski Teatr Powszechny przystąpił do prób sztuki według powieści Władysława Terleckiego Odpocznij po biegu, poświęconej tzw. sprawie Macocha. Otóż w roku 1910 ojczulek-paulin Damazy z Jasnej Góry – „w świecie”: Kacper Macoch – zabił męża swojej kochanki (a zarazem swojego stryjecznego brata). Zbrodnia jak zbrodnia, w katolickich klasztorach zdarzały się gorsze. Episkopat wpierw oprotestował zamiar wystawienia sztuki wg. powieści Terleckiego. Później jednak – za zgodą ówczesnego dyrektora Urzędu d/s Wyznań, moczarowskiego „endeka”, Kazimierza Kąkola – zjawiło się w teatrze czterech księży, którzy jako cenzorzy obejrzeli próbę spektaklu i zażądali zmian. Także w kwestiach obyczajowych polski Kościół pełnił rolę cenzora, gdyż pruderia „komuchów” znakomicie współgrała z katolicką obsesją de sexto. W sławnym przemówieniu, nawołującym do umiaru i przerwania strajków, prymas Wyszyński wystąpił zresztą w obronie ekipy Gierka (na szczęście robotnicy go nie posłuchali).

  

W czasach rządów wychowanka marianów polski Kościół katolicki stał się już potęgą, Glempowi założono nawet na Miodowej telefon sieci rządowej. W roku 1986 pełną parą budowano ponad 3 tysiące obiektów sakralnych i ukazywało się 89 czasopism katolickich o jednorazowym nakładzie 1,5 mln egzemplarzy. Niejeden Kościół na świecie chciałby być tak „prześladowany”. W lutym 1987 „towarzysz Glemp” – jak złośliwie nazywała go część opozycji – udzielił nawet wywiadu Literaturnoj Gazietie. Jedynym środowskiem, które ostro krytykowało Glempa była paryska Kultura. Wprawdzie Jaruzelski mawiał, że Kościół jest jak garb, którego nie można usunąć, z którym trzeba żyć, jednak długo łudził się, iż Kościół mu pomoże – chociażby jako zawór bezpieczeństwa – że może pod jego skrzydłami powstaną jakieś związki chadeckie, może nawet chadecka partia, że uda się uniknąć dialogu ze znienawidzoną „Solidarnością”. Ostatecznie kadry w mundurach ścigały nie tylko podziemie, ale nawet prosolidarnościowych członków PZPR, w Gdańsku wręcz dokonano pogromu „fiszbachowców”, zlikwidowane „struktury poziome” uważano za dywersję gorszą od RWE. Ludzie ekipy Jaruzelskiego natomiast zdumiewająco łatwo dawali się nabierać na koncyliacyjną miękkość Kościoła i jego uprzejme potakiwanie. Nie uważam go zresztą za obłudę, ale za taktykę – ostatecznie żyję w kraju, którego mieszkańcy też potakują, słuchając najgorszych nawet bzdur, ale potakiwanie to znaczy tylko: „Ach, rozumiem, taki jest twój pogląd” (a co sobie myślą, to ich sprawa). Oczywiście ludzie Kościoła byli zbyt inteligentni, aby dać się „wpuścić” w jakieś chadeckie pomysły, a za to bardzo dbali, aby utrzymać się w wygodnej roli mediatora, a nawet superarbitra. Była też ona korzystna dla obu stron, gdyż przynajmniej początkowo nie były psychologicznie możliwe kontakty „Wrony” z opozycją.  Pokorne obłaskawianie Kościoła przez ekipę Jaruzelskiego trwało do końca. Jeszcze Rakowski zaproponował w swoim rządzie cztery teki ludziom związanym z episkopatem (w tym Trzeciakowskiemu i Micewskiego), ale odmówili oni po konsultacjach z Glempem. Kościół i wojskowa władza z równą obawą patrzyły na tworzące się ruchy niezależne, zwłaszcza na ruch zielonych. Nb. w Polsce chyba nikt nie rozumie – a w każdym razie nie wyartykułował tego publicznie – że gdyby rzeczywiście powstał jakiś konsekwentny ruch zielonych, oparty o ekologię-naukę, to nieuniknione jest jego zderzenie z kościelną ideologią, a zwłaszcza z katolickim stosunkiem do przyrody.    

  

Z Kościołem konsultowała „Wrona” wszystkie posunięcia, referendum 1987 czy późniejsze „niekonfrontacyjne” wybory. Dopiero przy tych wyborach 1989 ostrożny Kościół zdecydował się zerwać swoją maskę neutralności i całą infrastrukturę pariafialną oddać „drużynie Lecha”.

  

Po roku 1989 polski Kościół odrzucił już wszelki umiar, a władza państwowa w lansadach spełniała wszelkie życzenia „czarnych”. Wprowadzono tylnymi drzwiami religię do szkół (podobno był to warunek poparcia Mazowieckiego, z czego nic nie wyszło, bo w wyborach prezydenckich armia proboszczów dobrze wiedziała, że trzeba agitować za Wałęsą). Katecheci są opłacani oczywiście z budżetu, uczelnie katolickie też, w nieprzyzwoitym pośpiechu zawarto wątpliwy konkordat, uchwalono nieludzką wręcz ustawę antyaborcyjną – choć i jej praktycznie się nie przestrzega – zwrócono Kościołowi ogromne majątki o wartości ponad 20 miliardów zł, „czarni” są w każdej instytucji, przy każdej uroczystości, święcili nawet piłki futbolistów czy sprzęt policyjny, religię zaczęto doliczać do średniej maturalnej, a przede wszystkim zgodzono się na semantyczne oszustwo Kościoła, jakim jest termin „wartości chrześcijańskie”, choć każde dziecko wie, że chodzi o wartości katolickie. Z punktu widzenia polskich „wartości chrześcijańskich”, luterański Kościół szwedzki – akceptujący rozwody, środki antykoncepcyjne, kapłaństwo kobiet (obecnym biskupem Sztokholmu jest nawet jawna lesbijka) – oczywiście nie jest „chrześcijański”. Zwłaszcza rządy SLD były pokorne wobec Kościoła, mniemając mylnie, że w ten sposób odkupią grzech „postkomunizmu”. Gdyby Kwaśniewski i Miller lepiej znali historię, to wiedzieliby jednak, że Kościół zawsze chętnie wybaczał, ale dopiero po oddaniu delikwenta władzy świeckiej i spaleniu go na stosie.

  

Jednak zdobycie przez SLD 41 proc. głosów w wyborach parlamentarnych – i to wbrew natarczywej kontrpropagandzie kleru – doprowadziło do pewnego otrzeźwienia w polskim Kościele. Hierarchowie przekonali się, że chociażby dla ich autorytetu popieranie „popaprańców” – jak Wałęsa kiedyś określił partie prawicowe – może być ryzykowne. Zresztą żył wówczas jeszcze Wojtyła, który teologię wyzwolenia zniszczył wprawdzie bezwzględnie, ale nawrócony na kapitalizm i ochronę zygot SLD jakoś akceptował. Kościół powrócił do swojej wyćwiczonej pozycji ponadpolitycznego (rzekomo) autorytetu moralnego. Tę wygodną pozycję porzucił dopiero teraz. Ze zdumieniem czytałam informacje, że ten, kto popiera in vitro, nie powinien przystępować do komunii; z osłupieniem rejestrowałam nawoływanie proboszczów, że ten, kto zagłosuje na Komorowskiego, popełni grzech śmiertelny. Odnosiło się wrażenie, że liczni hierarchowie – od Michalika, głównego protektora Rydzyka zaczynając, a na Stefanku i Głodziu kończąc – uznali PO za wroga. Dlaczego?

  

W Polsce Kościół jest ciągle potęgą. Nikt nie spodziewa się, że ktoś zgani paulinów za udostępnienie Jarosławowi Kaczyńskiemu częstochowskiego sanktuarium albo że chociaż włos z głowy spadnie tym jakże licznym księżom, którzy świadomie złamali ciszę wyborczą. Jednak hierarchowie muszą wiedzieć, że spada liczba powołań kapłańskich i zakonnych, że coraz mniejsza jest grupa Polaków, w których życiu religia odgrywa ważną rolę i że nie są to z reguły Polacy młodzi. Hierarchowie zaczynają wykonywać rozpaczliwe ruchy niczym tonący, który nie umie pływać. Laicyzacja Europy Zachodniej to nie wynik ofensywy lewicy czy liberałów, ale po prostu dobrobytu. Zaiste prorokiem okazał się ten słusznie zapomniany polityk, który wołał, że nie jest ważne, czy Polska będzie bogata czy biedna, bo ważne jest, aby była katolicka. Czyżby hierarchowie zakładali, że tylko Polska rządzona przez PiS to będzie Polska biedna, ale katolicka w rozumieniu ich wersji katolicyzmu?

  

Od pewnego czasu nurtuje mnie myśl, że ideałem wielu Polaków byłby własny, superkonserwatywny Kościół narodowy. Pierwszy raz przyszło mi to do głowy przy okazji demonstracji przed ingresem Stanisława Wielgusa. Nie wnikam, czy arcypasterz był agentem I Departamentu MSW, tylko naiwni mogą sądzić, że CIA czy BND nie ma nadal swojej agentury w Watykanie,  dziś można domniemywać, że pewne materiały w teczce Wielgusa zostały sfałszowane (np. w MSW nie istniał gryf „ściśle tajne”, a jedynie „tajne spec. znacz.”), jednak nie mogli tego wiedzieć ci, którzy w obronie Wielgusa śpiewali „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz…”, podejrzewając o interwencję obecnego papieża. Gdyby jakiś nowy Jan XXIII nakazał odwołać Rydzyka i zmienić profil tego radia, Kościołowi polskiemu niewątpliwie groziłaby schizma.

  

Takim to oddawałam się rozmyślaniom, gdy samolot SASu podchodził do lądowania na Okęciu.

  

-/-

  

W jednym ze swoich tekstów wprowadziłam nadzwyczaj użyteczny, szwedzki termin hemmablind, który na inne języki może być tłumaczony tylko opisowo (blind to defects in one’s home) – oznacza on, że pewne fenomeny i zjawiska, akceptowane i całkowicie „normalne” w jednej kulturze, mogą być zupełnie kuriozalne dla reprezentantów innej kultury. Wyznam od razu, że na tegorocznych wakacjach co rusz przeżywałam jakiś cultural clash, a było ich tyle, że chyba ostatni raz spędzałam część urlopu w Polsce – znam ostatecznie wiele innych sympatycznych krajów, w których mogę wydawać swoje wakacyjne pieniądze.

  

Olsztyn, miasto, które bardzo lubię, choć bieda w nim aż piszczy. Przejście dla pieszych (tzw. pasy) na ul. Bałtyckiej. Stoję przy krawężniku, a ulicą z dużą szybkością mknie sznur samochodów, nikt nie staje. Polskiemu czytelnikowi należy wyjaśnić, że w moim kraju wystarczy podejść do brzegu pasów, aby natychmiast wstrzymać ruch. Kiedyś w Sztokholmie nawet nie chciałam przechodzić na drugą stronę ulicy, a jedynie pozbyć się kamyka z buta, ponieważ jednak zatrzymałam się przy pasach, zahamowały wszystkie samochody. W końcu na tej Bałtyckiej zlitowała się nade mną jakaś dziewczyna, która chyba zgadła, że jestem cudzoziemką – wyjaśniła mi, że przejście muszę wymusić, gdyż inaczej będę stać do wieczora. Nie chodzi nawet o stratę czasu, którego na wakacjach ma się nadmiar, ale o tę typową polską pogardę – występującą jeszcze tylko w Rosji i niektórych krajach tzw. Trzeciego Świata – osoby jadącej samochodem do osoby idącej pieszo.

  

Ten sam Olsztyn, hotel Manor w Gutkowie. Od zeszłego roku hotel „dorobił” się aż dwóch kajaków, akurat nikt z nich nie korzystał. Ratownik informuje mnie, że kajak mogę wypożyczyć w hotelowej recepcji. Recepcjonistka żąda za 3 godziny 130 zł, raczej sporo, skoro wypożyczenie kajaka na jeziorze Skanda czy Jeziorze Kortowskim kosztuje 8 zł za godzinę. Wyjmuję jednak z torebki stosowną sumę, a wtedy recepcjonistka pyta, w którym pokoju mieszkam. Gdy dowiaduje się, że jestem tylko przejazdem na wakacje, informuje, że kajaki są jedynie dla gości hotelowych, a jeżeli dla osób z zewnątrz, to „tylko dla znajomych szefa”. Ona cała feudalna Polska in nuce – nie będzie jakaś hołota z zewnątrz, która nawet nie zna szefa, pływać naszymi kajakami.

  

Młody chłopak, student, z zapałem tłumaczy mi, dlaczego wśród młodych stosunkowo popularny jest Korwin-Mikke. Rozumiem to i bez jego wyjaśnień, w szwedzkich szkołach – w ramach przedmiotu samhällskunskap  – w dość szerokim zakresie uczy się ekonomii i dlatego jakiś szwedzki Korwin-Mikke mógłby jedynie być politykiem na skalę klatki schodowej, gdy polski oryginał dostał w pierwszej turze 2,48 proc. głosów.  Jednak brak wiedzy ekonomicznej nie jest jedyną przyczyną. John Hajnal, profesor statystyki London School of Economics, już latach 60. stwierdził, że różnice struktur rodzinnych i zasad zawierania małżeństw między krajami Europy sięgają przynajmniej XV wieku. W państwach nordyckich kobiety wychodziły za mąż stosunkowo późno (co oznaczało mniejszą ilość potomstwa), młode małżeństwo – w przeciwieństwie do Europy Wschodniej i krajów środziemnomorskich – nigdy nie mieszkało u rodziców/teściów, ale we własnym domu, a dzieci z reguły były wysyłane na służbę/naukę do obcych. Fakt szybkiego stawania na własnych nogach i późnego zawierania małżeństw zaowocował wczesnym powstaniem specyficznej, nie mającej odpowiednika w Europie, młodzieżowej kultury. Holenderski badacz, Jan Stehouwer zauważył, że rodzice nordyccy w znacznie mniejszym stopniu niż np. w krajach anglosaskich, ingerują w życie nastoletnich dzieci, a nigdy – w życie dzieci dorosłych. Z kolei Herbert Hendin stwierdził, że szwedzkie matki wpajają w swoje dzieci wartość niezależności od innych ludzi, także od rodziców. Stąd zdumiewający cudzoziemców fakt, ze w Szwecji nawet dzieci bardzo bogatych rodziców często biorą pożyczkę studencką i pracują w czasie wakacji. Szwed z zasady nie chce być zależny od innych ludzi, nawet od rodziny, a jeżeli potrzebuje pomocy, ma mu ją zapewnić państwo. Dlatego tak łatwo było zbudować folkhemmet. Także unikalny obyczaj nattfrieri*  – występujący tylko w Finlandii, Norwegii i północnej oraz środkowej Szwecji – dawał młodym, a zwłaszcza dziewczynom, wielką swobodę, nie do pomyślenia było, aby rodzice planowali małżeństwo młodych (nattfieriet możliwe było tylko w społeczności, w której nie istniało pojęcie mezaliansu). Mój studencki interlokutor utrzymywany jest naturalnie przez rodziców, do głowy mu nie przyjdzie zarobić coś w czasie wakacji, a pomocy oczekuje tylko od rodziny (skądinąd od państwa PO ja też niczego nie oczekiwałabym). Podatki są dla niego rabunkiem, a państwo – niepotrzebną strukturą. W szkole został poddany totalnej indoktrynacji neoliberalnej, nigdy nawet nie słyszał o idei „przyzwoitego społeczeństwa”, którą sformułował izraelski filozof Avishai Margalit, pojęcie dobra wspólnego jest dla niego idiotyzmem. Takim młodym Polakom Korwin-Mikke może się podobać.   

  

W drodze powrotnej zatrzymuję się w Warszawie, w wynajętym mieszkaniu na Mokotowie. Rano usiłuję zjeść śniadanie, na rogu Madalińskiego i Niepodległości jest wprawdzie jakiś sympatyczny barek, bodajże związany z „GW”, ale oprócz mnóstwa słodkich wypieków serwują tam jedynie grzanki z serem i szynką. Kupuję w barku prasę i trzy książki, a na Madalińskiego zatrzymuję dwóch policjantów i pytam, gdzie tu można zjeść śniadanie. W języku polskim istnieje slangowe powiedzenie, że „szczęka komuś opadła”. Właśnie takie zjawisko zauważyłam u jednego z policjantów, nawet strużka śliny spłynęła mu po brodzie. W sposób dość agresywny wyjaśnił mi, że jest policjantem, a nie przewodnikiem czy pracownikiem Urzędu Miasta (sic!), udzielanie informacji nie jest jego obowiązkiem. No tak, to tylko w moim kraju policjanci są szkoleni, że są funkcjonariuszami szeroko pojętej public service, a udzielanie informacji jest służbowym obowiązkiem. W Polsce, niczym w dawnej PRL, policjant jest „władzą”, może najwyżej przyłożyć pałą, prysnąć gazem pieprzowym, czy dla rozrywki gonić Afrykanów, ewentualnie używając broni, co się przecież niedawno właśnie w Warszawie przydarzyło, a zostało odnotowane także przez prasę zagraniczną.

  

Największy jednak szok przeżyłam, gdy polscy znajomi włączyli radio i około godziny 19. (świetny czas) usłyszałam pierwszy takty jezuickiego skądinąd hymnu Chrystus królem, Chrystus panem… (co wskazywałoby na radio Watykan), a potem jakiś radiowy katecheta zaczął ewangelizować. Byłam przekonana, że to jakieś kościelne radio – ostatecznie Kościół w Polsce jest tak nieprzyzwoicie bogaty, że mógłby mieć kilkanaście radiostacji – ale wytłumaczono mi, że to radio publiczne, bodajże jedynka. Szok przeżyłam zaś, gdy się okazało, że moi znajomi – ludzie zresztą religijnie indyferentni – nawet nie rozumieją, jak sprzeczne z zasadami demokracji jest udostępnianie publicznego radia jakiemuś jednemu, choćby nawet dominującemu wyznaniu. I właśnie ten brak zrozumienia jest najlepszym dowodem, że Polska już jest państwem wyznaniowym.     

  

  

*„noc zalotów”; w l. 1800-1900 obyczaj w Norwegii, Finlandii i północnej oraz środkowej Szwecji ; młodzi mężczyźni odwiedzali niezamężne kobiety w sobotnie i niedzielne wieczory, by przekonać się, czy do siebie pasują. W wiekszości przypadków nie dochodziło do pożycia seksualnego.

Komentarze
Dodaj nowy
Mandark   |10.08.2010 01:57:55
"wg" piszemy bez kropki.
Limba   |10.08.2010 02:17:14
mój kolega byl w Szwecji i mówił ,źe tam sami geje, zadnych normalnych facetow-
to prawda????
Jacek Mirewicz   |10.08.2010 02:41:40
Tylko pod krzyzem,
Tylko pod tym znakiem,
Polska jest ciemna,
A Polak
ciemniakiem!
antenka_beretowa   |10.08.2010 02:43:37
Muszę potwierdzić.Zaraz wracam tam skąd przyjechalem.Ten kraj do niczego
się
nadaje , bo wali od niego na każdym kroku zwyczajną, ordynarną dziczą.
To
wszystko. A piskliwe rezonowania "patriotów" przypominają
mowienie,że
deszcz pada
HAŁEWER   |10.08.2010 06:31:28
Też bywam w Polsce przeciętnie raz w roku. Poglądy młodzieży, o których piszesz,
w równym stopniu mnie denerwują, martwią itd. Najbardziej irytujące jest, jednak
to, że wynikają one rzekomo z trzeźwego sposobu myślenia, w związku z czym,
opinia przeciwna jest z reguły przyjmowana ze "wzniosłym politowaniem."
Cecylia   |10.08.2010 08:13:02
W zasadzie od zawsze słyszę, jakim to jesteśmy beznadziejnym narodem. Katolickim
w dodatku. Chamy, co to nie chcą pożyczyć kajaka oraz rozjadą na przejściu dla
pieszych.
Z drugiej strony cóż za wyczucie, takt i "wogle, wogle" w
słowach autorki. I kompletny brak logiki.
Najpierw krytyka polskiej hołoty,
potem pokazanie wyższości nordyków nad resztą świata. Skoro profesor jakiśtam
uzasadnia różnice kulturowe między narodami Europy, to może autorka ruszy głową
i nie krytykuje bezmyślnie, na dodatek powołując się na kategorię
hemmablindu.
Szczerze ubolewam, że urlop się nie udał.
Antykolektywista   |10.08.2010 09:01:02
Traktat o wyższości rasy nordyckiej.
Antykolektywista   |10.08.2010 09:04:02
A może jednak warto się zastanowić nad różnicami kulturowymi,nad plusami i
minusami poszczególnych kultur,z czego one wynikają. Ja jednak nie potępiałbym z
góry więzi rodzinnych.
acmd  - może   |10.08.2010 09:55:51
ktoś autorce kupi "Orientalizm" z okazji jakiegoś szwedzkiego świeckiego
święta?
Zinternalizowany kompleks postkolonialny wychodzi z tego tekstu
uszami…
adolfik   |10.08.2010 10:16:10
Artykuł nierówny/słaby. Kilka trafnych spostrzeżeń
Antykolektywista   |10.08.2010 10:16:50
Dawno pod koniec lat osiemdziesiątych,rodzice mieli sąsiada,który z ogromną
wręcz pasją opowiadał o amerykańskich basenach,które czyścił pracując w USA,w
podobnym tonie co autorka.
antenka_beretowa   |10.08.2010 10:37:46
Taaaa, badać , zastanawiać się dywagować porównawczo można,
owszem.Ale
potrzebny byłby do tego jakiś współczesny Bronisław Malinowski….
"Zwyczaj
i zbrodnia w społeczności dzikich", Appendix
:-D
thispicture   |10.08.2010 10:45:02
Styl iście wakacyjny, luzacki i niedogolony. Czytałam już lepsze kawałki pooh.

Choć zupełnie rozumiem to zniesmaczenie opisywanymi zjawiskami. Mimo, że
mieszkam tu na stałe, to swoją jaskrawością atakują mnie na każdym kroku. Ot,
dzisiaj… Samochód jakiejś lokalnej agencji ochrony wjechał z całym impetem na
przejście dla pieszych, o mały włos nie skończyło się potrąceniem pieszego. Co
zrobili ochroniarze? Wyskoczyli z auta i zaczęli inwektywami wygrażać pieszemu,
a gdy ten zaczął reagować (werbalnie) to jeden z karków rzucił się na niego
(niewerbalnie). Dodam, że karki nie byli młodymi chłopakami, mieli na oko jakieś
pół wieku każdy na tym karku. Wybrałam w telefonie 112. Po kilku próbach dałam
spokój… W Polsce należy pokładać ufność w "panu" a nie w numery
alarmowe. Zapisałam numer rejestracyjny. Na razie żadna z obdzwonionych agencji
nie przyznała się do posiadania takiego inwentarza. Sprawa rozwojowa. Dodam, że
przyglądało się kilkanaście osób - nikt poza mną się nie odezwał, nikt nie wyjął
telefonu. Może czekali na pierwszą krew?
Pikanterii dodaje fakt, że rzecz miała
miejsce 2 metry od wejścia do kurii diecezjalnej (czy jakoś tak - nie znam
nomenklatury). Pan czuwał.
Antykolektywista   |10.08.2010 14:27:53
To naprawdę jest dowód na zacofanie polaków,i wyższość szwedó,że polak jeżeli
już jest od kogoś zależny to od rodziny,a szwed od państwa.
antenka_beretowa   |10.08.2010 14:40:43
Szwed płaci podatek, więc jest niejako pełnoprawnym i rzeczywistym udziałowcem
tegoż państwa, a nie kimś zależnym.
Polak płaci podatek i może państwo
pocałować w dupę, bo Polska jest najważniejsza.
thispicture   |10.08.2010 15:09:24
Jeżeli zasady tej "zależności" są jasne i przejrzyste to czemu nie. I
gdy mam wiedzę o wspólnym wkładaniu do kotła (podatki) to chętnie też wspólnie z
innymi z niego wyciągam. Wszyscy zyskują.
A w rodzinie? Coś mi się wydaje, że w
statystycznej rodzice "żyłują się", żeby dziecko się wykształciło. A ono
się kształci w czasie roku akademickiego, w wakacje odpoczywa po ciężkim
kształceniu, a po studiach pracuje w call center albo sprzedaje ubezpieczenia -
bo się nie chciało rączek brudzić pracą w czasie studiów, nie mówiąc już o
wolontariacie - fe, za darmo mam robić??? I nie ma sprawy - ktoś w końcu w tym
call center musi pracować, żebym się mogła tam dodzwonić.
Tylko szkoda tych
rodziców, co 6 lat na żadnych wakacjach nie byli.
Antykolektywista   |10.08.2010 15:17:56
A to jest już sprawa tych rodziców,kto powiedział,że wszyscy powinni konczyć
studia.Studiować powinny osoby zainteresowane określonym profilem kształcenia
oraz mający przynajmniej przeciętną inteligencję by im podołać. Jeżeli kasa jest
przede wszystkim wspólna to prędzej czy pozniej pojawi się tendencja by inne
sfery życia też były wspólne,i jak to się ma do prawdziwej wolności jednostki.
kot   |10.08.2010 15:37:56
Delick pisze-jak lubię.
Lekkie pióro ( w przeciwieństwie do jej krytyków
piszących ciężko i nieporadnie)
Opisuje polską rzeczywistość jednostronnie, ale
taka jest jej natura (rzeczywistości)- inaczej się nie da, szczególnie w tej
krótkiej formie.
Tu akurat zabrzmiał u niej głos wyższości, nie miły ale, to nie
zmienia, że opis jest trafny, a bez tego, nie ma dobrego konstruktywnego wyjścia
do czegokolwiek. Wymyślenia, nominalizmy, narracje tworzone na potrzeby
polityków przynoszą skutki fatalne. Polska politycznie pogrąża się w
nierzeczywistości.
Ale to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, w końcu to co ma
zaskoczyć -zaskoczy. A zaczynać trzeba od opisu.
Kościół jest w Polsce
olbrzymem pustym w środku, nadmuszką zastępującą pojęcie społeczeństwa, które
zostało zdyskredytowane. Nie ma co z nim walczyć, sam upadnie gdy wzmocni się
społeczeństwo.
mmaly  - Errata   |10.08.2010 16:57:37
Nie ma czegoś takiego, jak średnia maturalna, a religia - póki co - nie jest
nawet przedmiotem maturalnym.
HAŁEWER   |10.08.2010 17:00:56
Celny i trafny tekst! Krótkie migawki charakteryzują liczne polskie problemy.
Tak, to są problemy, które muszą być rozwiązane przez mieszkańców Polski, po to
by ICH kraj przestał być skansenem. Krytycy tego artykułu, którzy jak
podejrzewam mieszkają w Polsce, zamiast przyjąć z wdzięcznością zwrócenie uwagi
na to co złe złe wolą metodę Kartfla - obrażenie się na cały świat.
Antykolektywista   |10.08.2010 17:46:36
Ministrowie Rządu Generalnego Gubernatorstwa też w podobnym tonie wytykali
słowiańskim i żydowskim podludziom ich niższośc cywilizacyjną.
RAWoko   |10.08.2010 18:08:58
OPUS DEI zarobił na prywaryzacji PZU eureko 8mld.BUZEk Krzaklewski
sprzedali czlonkiem Opus dei jest Walc..Warszawiacy oddali jej
władzę, nie widzą nic w tym groznego.wszytsko co pani napisala to
fakty…polska to kraj ochroniarzy sklepow z dopalaczami i
kontrabandy nielegalnych papierosów.układów kolesi korupcji.kazdy kto tu
zyję doskonale wie jak jest.polacy walczyli i marzyli o demokracji a
maja klerobiurokracje
marad888  - Boli, ale trafne.   |10.08.2010 19:00:38
Niestety, mili Państwo rodacy, Polacy, buracy, jeśli jesteśmy w oborze, trudno
obrażać się , że śmierdzi.
Antykolektywista   |10.08.2010 19:22:14
To,że w Poslce jest wiele dziwnych,to,że transformacja zatrzymała się w pół
drogi,a drugiej Irlandii tu nie będzie prędko to jest fakta,ale tak na
marginiesie,czy liczycie,że waszymi pogardy wypowiedziami wobec Polski i
polskich podludzi,załapiecie się na jakąś posadę w kolonialnej
administracji,realizującej dzieło nordyckiej odbudowy.Taka administracja pewnie
będzie musiała tu powstać,skoro tu taki syf,że wstyd na cały świat.
Antykolektywista   |10.08.2010 19:49:48
np.gminnego organizatora wieców na którym polscy podludzie zamieszkujący daną
gminę będą się kajać za to,że są polskimi podludziami,a nie prawdziwymi
nordykami.
antenka_beretowa   |10.08.2010 20:06:29
Słuchaj , Kolektywsta, jak puścisz bąka i ktoś Ci powie,że śmierdzi , to też
odbierzesz to jako akt pogardy?
A w ogóle lepiej sie poczujesz z tymi
insynuacyjnymi, PiSowskim trickami "erystycznymi" chyba gdzieś u
Ziemkiewicza, bo tu zaczniesz za chwilę reglamentować polskość, przydzielać
miejsca , gdzie stało ZOMO itd
Antykolektywista   |10.08.2010 20:24:21
To,że w Polsce jest co i kogo krytykować to jest poza dyskusją,natomiast przez
autorkę artykułu jak i wiele wypowiedzi tutaj,przebija jakiś rodzaj
rasizmu,wobec Polakow jako narodu i społeczeństwa.
antenka_beretowa   |10.08.2010 21:13:55
Najwyraźniej masz (bardzo polski) problem z odróżnianiem krytyki czyjegoś
zachowania, działania, od krytyki ad personam….A rasizm podlega kryteriom
arbitralnym zaś w felietonie i postach jest mowa o faktach.
Jeśli tu widzisz
gdzieś rasizm, to może skieruj baczniejszą uwagę na siebie i swoją wizję świata
i ludzi.
adolfik   |10.08.2010 22:51:26
Z całym szacunkiem, z równym powodzeniem mógłbyś "Front wschodni
1941-1945" Leona Degrelle nazwać krytyką Rosjan. Ale potrafię zrozumieć
autorkę: parę dni temu spotkałem się z chamstwem w Dubrowniku. Bardzo szybko
doszedłem do wniosku, że wszyscy Chorwaci to ustasze i zwyrodnialcy. Na
szczęście szybko ochłonąłem. Pani Delick też bym to radził.
Antykolektywista   |10.08.2010 21:22:08
Naprawdę nie dostrzegasz w tym felietonie chociażby,tezy,że każdy polski
policjant to jest ktoś skrzyżowania zomowca z gestapowcem,a każdy szwedzki to
przyjacielska postać rodem z PRL owskich komedii o milicjantach.
Antykolektywista   |10.08.2010 21:26:28
po prostu opiekuńczy wujek dobra rada,z Misia S.Barei.
Antykolektywista   |10.08.2010 21:31:28
Kiedyś leciałem liniami Air France,i wszystkie stewardesy miały minę,jakby
robiły łaskę,że tam w ogóle pracują i miały zatwardzenie.A co by było gdybym
napisał,że wszystkie francuskie kobiety są takie.
antenka_beretowa   |10.08.2010 22:02:38
Byłem w Danii trochę. Taka Policja tam po prostu jest i już.Np w weekendy w
Kopenhadze ich główne zajęcie to rozwożenie pijanych małolatów po domach. A
propos pijanych : N I GD Y nie zetknąlem się z agresją najbardziej nawet
nawalonego Duńczyka.W knajpie pełnej pijanych "Dunów" zawsze czułem się
bezpiecznie, jak w domu….Ale według Ciebie na pewno agresja w Polsce to
odsobnione przypadki i pijany Polak to wspaniały człowiek…
Antykolektywista   |10.08.2010 22:10:33
Ja też nie zetknąłem nigdy w knajpie,nawet najbardziej nawalonego polaka. A
to,że polska policja nie rozwozi pijanych małolatów to znaczy,że jest czymś w
rodzaju gestapo jak sugeruje autorka.A mój ojciec kiedyś pracował w Danii jako
marynarz,i jak szliśmy ulicą to młody dunczyk na nas napluł.
Antykolektywista   |10.08.2010 22:15:19
A żona właściciela holownika nie odprowadzała za polskcih marynarzy podatku,o
czym duński urząd skarbowy powiadomił polski,ledwo się wybronili przed
zapłaceniem kar.Czy to daje mi prawo do rasistowskcih uogólnień wobec dunczyków.
antenka_beretowa   |10.08.2010 23:24:39
Ja muszę ze wstydem powiedzieć ,że hołduję rasistowskim uprzedzeniom wobec
duńskich kaczek nad kopenhaskimi jeziorkami , bo szelmy śpią w poprzek ścieżek i
maja kompletnie w dupie przechodniów, zmuszając ich do uciążliwego slalomu. Nie
to , co polskie kaczki ,ktore spierdalają karnie na widok reprezentanata korony
gatunków!!
Cecylia   |11.08.2010 07:22:36
Rzeczywiście pani Delick ma lekkie pióro. W związku z tym pisze, co jej ślina na
język przyniesie. Odnoszę się jedynie do części artykułu traktującej o żenującym
poziomie kultu-ralnym (-owym) narodu naszego.
Gdzieś wyżej adolfik słusznie
zauważył, i to potwierdzam, że zdrowy na umyśle, pozbawiony uprzedzeń, średnio
inteligentny obserwator potrafi uniknąć wszechogarniającej chęci ekstrapolacji
jednostkowych zjawisk na całą populację. Poza tym, minimum savoir vivru (którego
łaknie jak dżdżu, widzę, autorka) wymaga, żeby nie walić prosto w oczy
przygodnemu czytaczowi: nacja pańska to chamskie plemię, nie znające zasad ruchu
drogowego.
A propos pogardy (też podobno naszej cechy narodowej, o czym się
właśnie dowiedziałam), pani Delick prezentuje ją już w pierwszym akapicie
określając mięsożernych trupożercami.
wejder1   |11.08.2010 09:14:02
Niestety muszę się zgodzić. Autorka mimo słusznych uwag, nie wykazuje jakiejś
refleksji, co trzeba zrobić, jak możemy razem działać, tylko poleci na
zwiedzanie gdzie indziej.

Mimo ciekawych uwag, mam wrażenie, że artykuł był
argumentem do splunięcia, a nie poprawiania czegoś. W końcu wynika z niego, że w
Szwecji jest lepiej bo tam historycznie tak rzeczy się ułożyły, a u nas nie da
się niczego zrobić bo to Polska właśnie.
Limba   |11.08.2010 11:16:36
taaak, autorka przywoluje rozne nordyckie rytuay, wyzwolonych parobkow i dziewki
ale zapomniala o tak popularnej /jescze dlugo po wojnie/ eugenice … nie jestem
historykiem i nie chce tu jakichs brudow wyciagac szwedom- ale takie peany
brzmia conajmniej podejrzliwie …
kszan   |11.08.2010 12:24:32
Jeżeli chodzi o funkcjonowanie państwa, to każdy kandydat na posła/radnego itp.
powinien pojechać do Szwecji na dwa tygodnie na krótki kurs "Do czego służy
państwo i co oznacza termin służba publiczna" Po takim przygotowaniu być
może część z kandydatów zrezygnowałaby, a inna część starałaby się chociaż
trochę wdrożyć "model szwedzki" w Polsce. Sądzę, że nawet można by
wystąpić do UE o finansowanie takich wyjazdów w ramach wyrównywania szans - tzn.
naszych szans jako obywateli po wyborze naszych reprezentantów na ich upragnione
stanowiska. Ale realnie patrząc zajmie nam z 300 lat zanim chociaż zbliżymy się
do poziomu relacji obywatel - państwo (przykład informacja-policja) czy obywatel
-obywatel (przejście dla pieszych) jaką dysponuje przeciętny Szwed.
Nie
zapominajmy, że w Polsce skup butelek ma rangę trudności porównywalną z lotem na
Księżyc.
antenka_beretowa   |11.08.2010 13:04:39
Zapomnij, Kszan, poziom dyskusji prezentowanej przez oponentów tutaj jest bardzo
w PL chrakterystyczny - to jest ton - jak tu to ktoś zauważył - obrażonego na
świat kartofla , biegającego do prokuratora, gdy ktoś mu nieśmiało zwróci uwagę
na jego wystające z trampków pazury, bo może po prostu nie widzi. :-D
Limba   |11.08.2010 13:25:00
ojej, ton felietonu jest napastliwy i protekcjonalny … nie znam szwecji-
domyslam sie,ze to kraj dostatni i demokratyczny, ale trudni,zeby nie byl-
ostatnie 100 lat doswiadczyl tylko pokoju i stabilizacji …
kszan   |11.08.2010 16:10:42
Jest z tym problem na każdym forum. Najczęściej jeżeli twój pogląd nie zgadza
się z poglądem oponenta to jesteś WROGIEM, który ATAKUJE nie pogląd czy
stanowisko tylko fizycznie osobę pisząca post i można wyzwać go od
rasistów/pedałów/komuchów/….tu wpisz odpowiedni wyraz, w przypadku sprzeciwu
wszystkie chwyty dozwolone
wejder1   |11.08.2010 14:23:58
To, może podam coś ze Szwecji co pojawiło się na facebooku:

http://www.thelocal.se/1094/20050312/

To a propos policji szwedzkiej. Nie narzekaj tach chrzan o 300 latach,
bo się zachowujesz jak polak, z takim nastawieniem niczego się
nie zmieni.

Problem polega na tym, że charakteryzujemy się jakimś
defetyzmem i ciągle zrzędzimy, że to się nie zmieni, tak nie da
rady funkcjonować.

A artykuł nie odkrył nic nowego o Polsce, każdy
kto się interesuje tym co się dzieje tutaj, nie potrzebuje analizy z
perspektywy szweda, niech lepiej pani napisze jakie ma propozycje
zmian.

Co to oznacza wdrożenie modelu szwedzkiego? Bo jeżeli już mamy
mówić o takim modelu, to ludzie najpierw muszą go chcieć. Zrzucanie
zadania na polityków i to ma byc demokracja?
kszan   |11.08.2010 15:24:28
Zrzucanie zadania na polityków i to ma być demokracja?
No przecież po to ich wybieramy, żeby na nich zrzucać zadania. Jak ci się
zepsuje samochód to zrzucasz zadanie naprawy na mechanika, jak
chcesz mieć ładny dom to zrzucasz zadanie na architekta a jak chcesz
mieć fajne państwo to zrzucasz zadanie na polityka. I wszystkim bez wyjątku
płacisz za wykonaną pracę, z tą różnicą że jak mechanik odwali
fuszerkę to możesz domagać się rekompensaty, a polityka w dzień po
wyborach możesz tylko pocałować w dupę.
Jeżeli pytasz o propozycje
zmian to w jesieni są wybory samorządowe i może warto wybrać się na
spotkanie z kandydatami i zacząć zadawać trudne (dla nich ) pytania
np. o budżet gminy (na co i ile się wydaje) , dostęp do przedszkola, żłobka
czy pieniędzy na imprezy sportowe, chodniki itp. Jeżeli chociaż 10%
wyborców zainteresuje się kogo wybiera na 4 lata i zada po jednym trudnym
(dla kandydata) pytaniu to zaręczam Ci że to będzie przełom i
prawdziwa demokracja.
wejder1   |11.08.2010 17:40:31
Oczywiście, mi chodziło, o ludzi, którzy wiedzą czego chcą od tych polityków i
powiedzmy w dużej przenośni, Ci wyborcy chcą szwecji.

Powinno wysyłać się
wyborców, a nie kandydatów, o to mi chodziło. (oczywiście kandydatów też) ;)
wejder1   |11.08.2010 14:26:57
To, może podam coś ze Szwecji co pojawiło się na facebooku:

http://www.thelocal.se/1094/20050312/

To a propos policji szwedzkiej. Nie narzekaj, nie gadaj o tych 300
latach, bo się zachowujesz jak polak, z takim nastawieniem niczego się
nie zmieni.

Problem polega na tym, że charakteryzujemy się jakimś
defetyzmem i ciągle zrzędzimy, że to się nie zmieni, tak nie da
rady funkcjonować.

A artykuł nie odkrył nic nowego o Polsce, każdy
kto się interesuje tym co się dzieje tutaj, nie potrzebuje analizy z
perspektywy szweda, niech lepiej pani napisze jakie ma propozycje
zmian.

Co to oznacza wdrożenie modelu szwedzkiego? Bo jeżeli już mamy
mówić o takim modelu, to ludzie najpierw muszą go chcieć. Zrzucanie
zadania na polityków, super, i to ma byc demokracja?
antenka_beretowa   |11.08.2010 13:36:05
Limba , gatunek literacko-dziennikarski zwany felietonem ma swoją paraboliczno -
skrótowo - prowokacyjno -protekcjonalno - napastliwie jaką chce urodę…Od
tego właśnie jest….
Spokojny   |11.08.2010 13:45:09
Poczuli się tu wszyscy widzę nagle Polakami i nie bedzie Delick pluć im w twarz.
Mnie się rzygać chce jak widzę w bufecie fakt - gazetę którą czytają tu wszyscy
którzy się nie załapali na darmowca - gdzie się wypisuje dzisiaj, że od
prezydenta powinno sie terqaz oczekiwać chrześcijanskiego świadectwa i że z
małpami które się ze starszych ludzi na Krakowskim naigrawały zrobić powinien
pan prezydent porządek. I rzygać mi się chce jak muszę tu z psycholożką
szpitalną rozmawiać która wmawia pacjentce, że aborcja jej neiuchronnie
spowoduje traumę i może lepiej to dziecko z połową mózgu jednak urodzić i nieść
krzyż. I nie dziwię się autorce, że na ten cały syf mówi po imieniu. Czego tu
bronić?
Limba   |11.08.2010 14:01:02
pewnie macie racje …tylko,ze ja tu naiwnie na kp przyszedlem myslac,ze znajde
grono ludzi chetnych do pracy nad tym krajem a tymczasem czytam klony pacewicza
/motloch wziac za morde/ plus nawiedzonego baptyste/ katolicyzm to
balwochwalstwo, maryja nie dziewica/ … troche jestem rozgoryczony i tyle …
antenka_beretowa   |11.08.2010 13:45:40
A co do Skandynawii, to dobrobyt zaczął się tam dopiero po II
wojnie
swiatowej.
Szwedzka inwazja na Polskę była motywowana zasobnością i
żyznością
tej ostatniej.Przez stulecia Skandynawowie żyli w skrajnie trudnych
warunkach i
wpieprzali często przysłowiowe wodorosty.
Tylko współpraca i
społeczna
dyscyplina dawała szanse przetrwania.Zbiorowa pamięć tamtych czasów
procentuje
dzisiaj.
Limba   |11.08.2010 13:54:24
acha …
Cecylia   |11.08.2010 14:09:30
Pani Delick raczyła wydalić felieton, ja go krytykuję, ponieważ utrwala
stereotypy (Delick używa uogólnień). Nie obrażam się, ani nie biegnę do
prokuratora. Mogę być kartoflem albo burakiem. Nie udowodnię, że jest inaczej,
ponieważ pani Delick nie zauważyła prostego faktu, że ludzie są "różne",
nawet w Polsce.
Gdyby pozostała przy konkretnych przypadkach, OK. Niestetyż:
"cała feudalna Polska", "typowa polska pogarda", itp., że się
powtórzę.
antenka_beretowa   |11.08.2010 14:27:29
Cecylia , do kartofla i buraka dodaj jeszcze neruotyczne i histeryczne

przeczulenie na własnym punkcie.Student Igo roku psychologii wie,że
takie
zachowania to objaw niezdolności internalizowania argumentów i
faktów
niezgodnych ze "światoobrazem".Po prostu niedojrzałości.
Stąd
to
plemienno- emocjonalne , obrażone rezonerstwo tutaj wśród oponentów,
zamiast
dyskusji…
wejder1   |11.08.2010 14:30:29
Dyskusji o czym?
Cecylia   |12.08.2010 07:31:53
Czuję się taka zdiagnozowana… (mrugam rzęsami w tym momencie).
Jeśli student
psychologii widzi w moich postach objaw histerii, to prawdą jest, to co mówią o
poziomie kształcenia.
Wyobraź sobie, że nie każdy musi zgadzać się z tak
przedstawioną krytyką. A to różni się od negowania krytyki w ogóle. Przeanalizuj
raz jeszcze, może pomoże ci jakiś student psychologii? Oddychaj.
antenka_beretowa   |11.08.2010 14:45:37
Chyba masz znowu rację. A co do Policji w Kopenhadze, to tam od każdego młodego
człowieka usłyszysz opinię ,że to wcielenie Gestapo , SS i KGB ….ale jeszcze
gorsze…normalka.
wejder1   |11.08.2010 15:09:50
Ja się nie oburzam na ten artykuł, bo opluwa moją polskość, jestem pierwszy do
tego by powiedzieć, że nie jestem polakiem, no problem. Niechciałbym, żebyśmy z
drugiej strony wpadali w tę polskość tylnimi drzwiami. Patrzymy na Szwecje
krytycznie, bierzmy od niej to co działa, ale nie traktujmy żadnego miejsca,
jakby to był raj, bo , według mnie, sami reaktywujemy tę polskość. Polskość, nie
jako piękny wizerunek w oczach kogoś za granicą, tylko polskość jako to coś co
nam niepozwala wprowdzić zmiany.

Gdyby pani opisała to co jest źle to ok, ale
samam mimowolnie reaktywuje tę polskość odnosząć nas do Szwecji.

Tak
przynajmniej ja to widzę.
Powiniśmy krytykować złe zachowanie, nie dlatego, że
się w tym polskość wyraża, ale dlatego, że jest to złe zachowanie.
antenka_beretowa   |11.08.2010 17:46:57
Zapewniam Cię , Wejder,że po (szybkim) kilkuletnim przyzwyczajeniu do
najzwyklejszej normalności tam - przyjazd tutaj jest szokiem. I o tym jest ten
felieton , o fakcie , o zwykłym szoku przybysza ,a nie żadnym traktatem.
Odczucia i wrażenia nie podlegają, niestety ,poprawności politycznej .I to
wszystko.
wejder1   |11.08.2010 18:25:10
Ok, zgadzam się i to też rozumiem, ja tylko przedstawiam w jaki sposób może być
to odebrane, tzn. w jaki sposób ja to odebrałem.

Też masz rację z tą
poprawnością, sam do końca za nią nie przepadam, jak jest zbyt poprawnie to nie
ma jak potrząsnąć drugą osobą.

PS. W każdym bądź razie komentarze są i można
sobie główkować ;)
wejder1   |11.08.2010 23:03:13
Chciałem zauważyć jeszcze jedną rzecz, że autorka narzeka na to, że nie może
wypożyczyć kajaku.

No cóż, trzeba przyznać, że widać brak dostatecznej
konkurencji w Polsce, jakby była silniejsza, to z pewnością hotel byłby zmuszony
do wypożyczania kajaków także osobą z poza hotelu.
critique   |12.08.2010 11:20:52
rozumiem pewne watpliwosci czytelnikow. warto jednak pamietac, ze a delick
napisala tez sporo artykulow o problemach szwedzkich, nie postrzega szwecji jako
raj.
wejder1   |12.08.2010 15:34:03
I od razu lepiej się czuję :)
Karaluch   |12.08.2010 11:46:55
@wejder1

No to na co czekasz, leć i zakładaj wypożyczalnię kajaków pod
hotelem Manor w Gutkowie.
wejder1   |12.08.2010 15:28:34
Stary, ja już to zrobiłem, sądzisz, że dzieliłbym się takim pomysłem na biznes,
gdybym wcześniej go nie zabezpieczył?
antenka_beretowa   |12.08.2010 17:50:51
Wejder, co z powierzchniami reklamowymi na wiosłach?
wejder1   |12.08.2010 21:40:56
No myślałem, że firma turystyczna KP, wykupi ją pod reklamę, np.wyjazdów do
Szwecji, z tekstem ‘Lasy, jeziora i wolny seks czeka na ciebie!’, a małymi
literami ‘Uwaga, zimno, ciemno i drogi alkohol’ ;)
monty  - komentarz do tekstu   |13.08.2010 00:31:37
Kim jest ta Delick żeby tak oczerniać polską mentalność i styl życia? Tekst jest
przepełniony jadem. Taka jest w tej Szwecji szczęśliwa, ale znajduje czas na
pisanie złośliwych, stereotypowych tekstów o Polsce. Jak nie pasuje jej u nas
tyle rzeczy to niech spada, zabierając ze sobą swój boski, szwecki model.
Limba   |13.08.2010 01:07:05
juz widze jak zabiera szwecki model, spodnie szwedy, plyty ace of base i na
prom!
Karaluch   |13.08.2010 14:52:32
@wejder1

A to gratulacje, jak będę kiedyś pod hotelem Manor nie omieszkam
sprawdzić, po ile masz te kajaki.

@Limba

I szwedzki stół.


@monty

Hmmm, zobaczmy:

"Kim jest ten Norman Davies żeby tak
oczerniać prezesa polskiej głównej partii opozycyjnej? Tekst jest przepełniony
jadem. Taki jest w tym Krakowie szczęśliwy, ale znajduje czas na udzielanie
złośliwych, stereotypowych wypowiedzi o inteligentach z Żoliborza. Jak nie
pasuje mu u nas tyle rzeczy to niech spada, zabierając ze sobą swój boski,
krakoski porządek."

"Kim jest ten Stephen Fry by tak oczerniać polską
mentalność i styl życia? Tekst jest przepełniony jadem. Taki jest w tej Wielkiej
Brytanii szczęśliwy, ale znajduje czas na udzielanie złośliwych, stereotypowych
wypowiedzi o Polsce. Jak nie pasuje mu u nas tyle rzeczy to niech spada,
zabierając ze sobą swój boski, brytolski porządek."

"Kim jest ten
Jeremy Clarkson, by oczerniać polską mentalność i styl życia? Film jest
przepełniony jadem. Taki jest w tej Wielkiej Brytanii szczęśliwy, ale znajduje
czas na kręcenie złośliwych, stereotypowych filmików o Polsce. Jak nie pasuje mu
u nas tyle rzeczy to niech spada, zabierając ze sobą swoje boskie Volkswagen
Sirocco."

To może mieć potencjał
monty  - do "Karalucha"   |13.08.2010 15:59:24
Żaden model kulturowy nie jest monolitem, ciągle ewoluuje. To że dzisiaj w
Szwecji żyje się dobrze nie znaczy że powoli nie zacznie się to zmieniać. Liczę
że zdajesz sobie sprawę że w całej Europie mamy poważny kryzys demograficzny,
który odmieni życie naszych dzieci i wnuków. Wytłumacz mi jakim cudem -skoro już
mówimy o Szwecji to przy niej zostańmy -będzie za kilkadziesiąt lat aktualny i
obecny model szwedzki skoro imigranci osiedlający się w Europie mają więcej
dzieci niż rdzenni Europejczycy? Pani Delick nie raczyła napisać jak się żyje w
Malmo gdzie ilość muzułmanów jest tak duża że Żydzi masowo opuszczają to miasto
z powodu nagonki, zresztą nie tylko Żydzi, po prostu innowiercy w całej swojej
różnorodności. Powiedz mi kto ma większą szansę na obronę europejskich wartości-
w perspektywie kilkudziesięciu lat - kraj taki jak Szwecja który z powodu
politycznej poprawności marginalizuje swoje judeo-chrześcijańskie dziedzictwo,
by nie urazić agresywnej mniejszości czy kraj taki jak Polska który nie wstydzi
się ( bo nie ma czego) że jest oparty o wartości chrześcijańskie i chce ich
bronić?
Limba   |13.08.2010 16:28:47
gienia swiat sie zmienia- co w tym zlego,ze bedzie wiecej muzulmanow? to tez
ludzie, islam na pewno bedzie wraz z nimi zmienial …
monty  - ~   |13.08.2010 22:42:44
islam się będzie zmieniał na lepsze? marzenie ściętej głowy, jak do tej pory ci
muzułmanie którzy są w Anglii już napominają o prawie szariatu ( kamienowanie za
cudzołóstwo, ucinanie rąk za kradzież itd). Jeśli uważasz że problem z tą
mniejszością nie będzie narastał to albo jesteś niedoinformowany albo naiwny,
bez urazy.
Limba   |13.08.2010 23:10:58
w kazdym spoleczenstwie sa radykalowie- cos tam se moga postulowac itd .
szwedzcy o ktorych mowa nie zglaszali chyba takich postulatow?
Karaluch   |13.08.2010 23:21:47
monty

Nie wiem, jak tam w Szwecji, ale podejrzewam, że podobnie jak we
Francji czy w Holandii dzietność islamskich imigrantek będzie
w kolejnych pokoleniach spadała:

http://www.trystero.pl/archives/3100

http://www.trystero.pl/archives/3965

Nie przesadzałbym więc z tym islamskim zalewem. 

Poza tym Limba może
mieć rację, czemu dzieci tych strasznych Muzułmanów nie miałyby się
nieco zsekularyzować?
wejder1   |14.08.2010 00:26:20
Podejrzewam, że problem muzułmanów i ich żądań może być także związany z

http://tygodnik.onet.pl/1,9555,druk.html

Co do Francji, gadałem dziś z koleżanką, która pisze doktorat o polityce
imigracyjnej Francji (ogólnie to porażka). Tam występuje
problem wyrzucania poza nawias społeczeństwa związany z ogromnymi
trudnościami w awansie społecznym ‘nie prawdziwych’ Francuzów.

Ostatnio
też słyszałem, że amerykańscy muzułmanie są zdecydowanie soft i nie są
tak radykalni jak europejscy.
monty   |14.08.2010 19:17:31
Generalnie prognozy dla Polski są katastrofalne, za dużo młodych ludzi wyjeżdża
do Anglii, to w sumie najważniejszy problem z jakim Polska będzie się borykać na
przestrzeni lat. Nie rozumiem dlaczego rząd (mniejsza o to czy prawicowy czy
lewicowy)nie robi z polityki prorodzinnej swojego sztandaru. Jeśli ten trend się
utrzyma będziemy musieli przyjąć dużą ilość imigrantów. Najważniejsze żeby byli
z naszego kręgu kulturowego.
A to filmik o tym jak się kończy multikulturalizm
i marginalizowanie europejskiego dziedzictwa (cały po angielsku), czekam na
wasze opinie :) :
http://www.youtube.com/watch?v=i5tbODXZdXw
Limba   |14.08.2010 20:33:41
oezu, daj pokoj … sto lat temu w gacie robili przed chinczykami /zolte hordy
nas zaleja/ a teraz strasza nas muzulmanami . sa tu nie tak dlugo- max 4
pokolenia- tacy zydzi tysiac lat szemrali po swojemu i pejsy przystrajali zanim
haskala nadeszla i goj stal sie czlowiekiem.
wejder1   |14.08.2010 22:50:18
Według mnie powinno pilnować się tych wartości. Tak jak mówił ten konserwatysta,
że jak masz pogląd podważający wolność słowa to ten pogląd nie powinien być
tolerowany. Pewne zachowania nie powinny być tolerowane, bo skończymy jak z tym
wyrokiem sądu w sprawie meczu Krakowia/Wisła, gdzie sędzina stwierdziła, że
antysemickie hasła, które były skandowane między przeciwnikami drużyn, są
uwarunkowane kulturowo (historią obu drużyn, chyba od 1913 roku, czy coś w tym
stylu) i nie miały na myśli tego co było w ich treści, ponieważ dotyczyło
relacji między drużynami, a nie prawdziwych Żydów (jak znosili kolesia na
noszach, to krzyczano ‘do pieca,do pieca’, oczywiście zgodnie z wyrokiem, nie
chodziło o żaden piec). Jakiś czarny gracz, z jednej drużyny, nie znał polskiego
dostatecznie dobrze, żeby zrozumieć wyzwiska, które krzyczano w jego kierunku,
więc nie mógł być obrażony.
Jestem przeciwnikiem tak pojmowanego
multikulturalizmu i nie widzę powodu, żeby pozwalać imigrantom na wszystko, a
właściwie nowym obywatelom na wszystko.

Oczywiście powinna być możliwość
rzeczywistego integrowania się ze społeczeństwem, także przez rzeczywisty awans
społeczny.

Ogólnie zgadzam się z wnioskiem tego filmu, że trzeba określić
własne zasady, według których można się włączać w nasze społeczeństwo.
Inż.Karwowski   |14.08.2010 22:49:05
@ monty Kto przeżył zamach (jak ja)wie co to strach przed islamem.
Ale
historia Europy to historia wędrówek różnych grup etnicznych i wypierania
jednych przez drugich, a drugich przez trzecich itd.Dość długi okres względnego
zastoju wytworzył błędne wrażenie,że "tak było zawsze" (w Polsce-
Polacy, Hiszpanie w Hiszpanii itd.). Chyba wkroczyliśmy znów w okres wielkich
exodusów i wędrówek. I chyba nikt nie jest w stanie przewidzieć ciągu
dalszego.
Let’s hope for the best :)
Thome  - Szwedzi głupi nie są…   |14.08.2010 23:36:52
"Szwed z zasady nie chce być zależny od innych ludzi, nawet od rodziny, a
jeżeli potrzebuje pomocy, ma mu ją zapewnić państwo."

Słabo uczą chyba na
tych lekcjach samhällskunskap, skoro Szwed chcąc pomocy nie wie, że bierze ją od
bytu, który bierze te pieniądze także od niego i od tych "innych
ludzi":) Choć dużą wolność gospodarczą tam mają i w podatkach można dobrze
zakręcić, więc tylko absolutnie niezindoktrynowani neoliberalnie humaniści
wierzą, że progresja jest fajowa i działa:)

Opis młodego, pryszczatego
studenta, który się pracą nie hańbił i wspólnotowości nie rozumie - dobre:)


A swoją drogą ciekawe rozumowanie. Skoro pomoc od rodziny -> "uzależnia"
od rodziny, to pomoc od państwa -> uzależnia od…..nie, to nie uzależnia, to
jest dobre. DOBRE. Tak uczą na samhällskunskap.
Józef K   |15.08.2010 04:38:24
Bardzo dobry tekst. Już drugi w ostatnim czasie, jaki przeczytałem z laptopem na
plaży.
Jak zawsze w tego typu, należy upraszczać jak najwięcej i podawać
przykłady rzeczywistości, i autorka to bardzo dobrze i inteligentnie robi.
A
tutaj na przykład bardzo fajny osąd rzeczywistości i zarazem zdanie syntetyczne
(czyli takie, które wnosi coś do mojego myślenia a nie tylko analizuje):
‘Kościół i wojskowa władza z równą obawą patrzyły na tworzące się ruchy
niezależne, zwłaszcza na ruch zielonych. Nb. w Polsce chyba nikt nie rozumie
Józef K   |15.08.2010 04:44:48
a w każdym razie nie wyartykułował tego publicznie
Józef K   |15.08.2010 04:46:19
że gdyby rzeczywiście powstał jakiś konsekwentny ruch zielonych, oparty o
ekologię-naukę, to nieuniknione jest jego zderzenie z kościelną ideologią, a
zwłaszcza z katolickim stosunkiem do przyrody.’
Trudno się nie zgodzić, że jest
to jedynie analiza, całkiem niezłe zdanie syntetyczne.

Byłem w Szwecji i żyłem
tam sporo, i faktycznie - w kwestii pewnej mentalności - autorka ma rację, jest
jak jest, co nie znaczy, że nie dałoby się napisać felietonu na przykład o ich
specyficznym mentalnym nihilizmie i pijaństwie (wynikających wprost z dobrobytu
i dobrej pomocy socjalnej).
Cóż, jest tam mega-luz, proponuję pojechać, praca
jest jak się zna angielski, niemal na pewno.

Powakacyjnie witam starych druhów
internautów: kota, spokojnego i wejdera, antenkę i Limbę, widzę, ze stoicie tym
razem raczej na jednej barykadzie, to bardzo cieszy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 2.17123 Seconds