Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Caputo: Kościół: jeden, silny i zwarty Drukuj
Caputo   
07.05.2005
Minął „polski kwiecień” - miesiąc który pokazał, że kategorie „zamknięty” i „otwarty”, „liberalny” i „konserwatywny” nijak się mają do polskiego Kościoła, przekonuje na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 19/05) ks. Andrzej Draguła, organizator „Przystanku Jezus”. Te kategorie to publicystyczny wymysł, który należy odesłać do lamusa, gdyż serce duszpasterskiej posługi polega na przepowiadaniu Dobrej Nowiny. Autor  twierdzi dalej, że Kościołowi w Polsce nie jest potrzebny żadnej program duszpasterski, ale „pole zwyczajnego duszpasterstwa”. Takim polem z pewnością winno być duszpasterstwo „rozwodników”, o którym opowiada w najnowszych „Wysokich Obcasach” ich duszpasterz, ksiądz, który nie chce ujawnić nazwiska, bojąc się, że to, co mówi (m.in. o „chamach w sutannach”, o księżach, którzy upokarzają ludzi, zmuszając ich do „podpisywania oświadczeń, że nie uprawiają i nie będą uprawiać seksu”) może zostać odczytane - jak doradzili mu przyjaźni ludzie, którzy rozmowę czytali - negatywnie. A w konsekwencji zaowocuje zesłaniem kapłana na „głęboką wieś” albo „za granice”. A przecież nie mogę zostawić ludzi - wyjaśnia kapłan - którzy potrzebują mojej posługi.

Ma rację ks. Draguła: polski Kościół nie potrzebuje strategii duszpasterskiej, gdyż obejmuje on tylko tych wiernych, którzy są posłuszni. Dla takich nieskalanych owiec wystarczy odprawić mszę św., udzielić chrztu czy ślubu - no i skasować odpowiednią kwotę. A na księży, którzy będą chcieli robić coś więcej, zawsze znajdzie się sposób: zsyłka na zabitą wieś albo poza granice centrum światowego katolicyzmu, czyli Polskę. Jasno widać, że spuścizna Jana Pawła II zamienia się póki co albo w kneblowanie ust duchownym (casus ks. Stanisława Obirka SJ) a teraz „duszpasterzowi rozwiedzionych” albo w pisanie tekstów na „entym” stopniu abstrakcji.

Przykładem rozmowa z ks. Tomaszem Węcławskim, który na łamach „Gazety Wyborczej” (z 29 kwietnia 2005) pytany o podział na „Kościół abp. Życińskiego i o. Rydzyka” odpowiada: „Dla mnie to jest nieporozumienie. Wprawdzie fakty są faktami, napięcia napięciami i różne wizje różnymi wizjami, ale to, co naprawdę jest życiem Kościoła, takimi podziałami zupełnie się nie przejmuje. Abp Życiński i o. Rydzyk, jeśli już mamy trzymać się tych nazwisk, sprawują tę samą mszę świętą, w której chodzi o to samo, czyli o zbawienie świata i każdego człowieka. Ludzie się dzielą i robią różne głupstwa, a msza święta mówi im, że mogą być razem i służyć temu samemu. Ktoś może to, co mówię, uznać za naiwność, ale to nie jest naiwność, tylko istota tego, do czego jesteśmy wezwani w Kościele”.

Niech mi zatem, ks. Węcławski odpowie na naiwne pytanie: jak to możliwe, że celebrując tę samą Eucharystię, czytając tę samą Biblie i będąc w tym samym Kościele, abp Życiński i o. Rydzyk prezentują wykluczające się wizje Kościoła? Chyba, że ks. Węcławski uważa, że obie wizje są dopuszczalne i równie prawdziwe. Nie sądziłem, że w Kościele katolickim doczekamy takiego pluralizmu i wolności.

Na koniec słowo pocieszenia dla tych, którzy nie mieszczą się w jednym, silnym i zwartym Kościele polskim, jaki kształtuje się po śmierci Jana Pawła II: religia to coś więcej niż najlepiej działająca instytucja, to coś więcej niż słowa i czyny duchownych, to także coś więcej niż zakazy stosowania prezerwatywy i seksu przedmałżeńskiego. Religia, a więc także i katolicyzm jest pragnieniem niemożliwego, pragnieniem, które podpowiada, że prawdziwe życie jest gdzie indziej.
Komentarze
Dodaj nowy
czytelnik "Nie"  - postscriptum   |07.05.2005 21:43:01
A czyż taki kościół, który krytykuje Caputo, nie pokazuje właśnie, że prawdziwe
życie jest gdzie indziej? To znaczy - poza kościołem? ;)
Rafał  - Do Caputo   |08.05.2005 02:58:47
Najpierw Kinga Dunin na łamach TP ubolewa nad jakimiś przyszłymi represjami,
które niechybnie na Nią spadną i znów będzie się musiała czuć wykluczona. Teraz
Szanowny Caputo, pomimo artykułowanej i nieartykułowanej niechęci do Kościoła,
oraz braku rozeznania w Jego sprawach też już wiesz jak Kościół po śmierci
Papieża będzie wyglądał- oczywiście będzie "jeden, silny i zwarty".
Wyrywasz z kontekstu wypowiedź ks. Węcławskiego, mieszając w ten sposób porządek
teologiczny z politycznym.. Jeżeli faktycznie zaczną się represje wobec
niekatolików-sam chętnie będę protestował i jakiś Marsz Równości zorganizować
pomogę. Ale tymczasem- ok, zastanawiajmy się, dywagujmy, dostrzegajmy
zagrożenia(bo i takie przecież są) i nawet przewidujmy co się w Polsce po
śmierci Papieża odmieni. Tylko- proszę- bez tego kategorycznego tonu, bez tej
tępej pewności siebie.. Bo to trochę się karykaturalne staje, kiedy ludzie
stojący obok wiedzą najlepiej i bezdyskusyjnie.
PS. Stereotypy typu "Żydzi
rządzą światem" ciągle gdzieś tam istnieją, ale szczęśliwie zostały
skompromitowane i - przynajmniej w publicznej debacie- nikt się argumentu
takiego użyć nie odważy. I bardzo dobrze. I stąd też moja nadzieja, że za czas
jakiś stereotypy typu "katolicy-nieskalane owce, które dają się bezmyślnie
kasować za pomocą tacy" też znikną. Albo przynajmniej ich używanie w debacie
również będzie przejawem obciachu i prostactwa.
ja  - do Rafała   |22.05.2005 11:52:24
Przykładów dyskryminacji niekatolików jest mnóstwo; na razie jeszcze w mordę
dostać za niekatolizycyzm trudno (chociaż bałęm się kupić "Nie" albo
chociaż "Przegląd" przez parę dni po śmierci papy), więc przeważnie się
tego nie uznaje za dyskryminację. Parę przykładów:

- jak byłem w podstawówce
ksiądz wprowadził zakaz robienia dyskotek szkolnych w piątek

- kiedy mój brat
(6 lat wówczas) był na kursie tańca w domu kultury, a akurat był Wieli Post czy
coś takiego (nie pamiętam już dokładnie jaka to okazja), na salę wparował ksiądz
z pobliskiego kościoła i ogłosił że w Wielki Post żadnych kursów tanecznych nie
będzie. Pani prowadząca rozpuściła towarzystwo i odwołała zajęcia.

- całe
liceum w czasie lekcji religii siedziałem na korytarzu; o żadnej etyce ani
innych zajęciach nie było mowy.

- proszę zwrócić uwagę na retorykę (w
mediach, ale i w przemowach Kwaśniewskiego) po śmierci JPII: "dla wszystkich
Polaków papież był wielkim autorytetem", "wszystkimi Polakami
wstrząsnęła śmnierć papieża", itd. Czyli jak mną nie wstrząsnęła, to
Polakiem nie jestem?

- o Paradach Równości itp. nie chce mi się nawet
gadać.

- w Sejmie wisi krzyż, w szkołach w salach lekcyjnych wiszą krzyże, w
szpitalach, w urzędach i hohoho gdzie jeszcze; a jakoś nie ma symboli innych
religii.

- w samym języku: "wierzący" znaczy katolik,
"religia" znaczy katolicyzm.

- księża święcą drogi, mosty i budynki.


Na razie tyle. W razie potrzeby coś jeszcze pewnie mogę sobie przypomnieć.
teter  - do ja   |25.05.2005 19:21:41
To ze ksieza swieca mosty itd to przejaw dyskryminacji niekatolikow? Chacha.
Dobre. Nawiasem - katolicyzm nie jest nazwa zadnej religii.
ja   |29.05.2005 21:46:45
Oczywiscie że tak. Znaczy, gdyby przyszedł sobie ksiądz w wolnej chwili i
poświęcił to czemu nie, ale idzie o to, że święcenie jest częścią uroczystości
państwowych. Znaczy: wójt ramię w ramię z ksiedzem. I wcale nie ma do śmiechu
więc się nie ma co śmiać.

Rozumiem, że w pozostałych punktach zgadzamy się,
że idzie o dyskryminację?

To czego nazwą jest katolicyzm?
Rafal  - do ja   |31.05.2005 12:10:02
Twoja wyliczanka przejawów dyskryminacji niekatolików wygląda okazale,
faktycznie wymieniłeś sporo przykładów. Tylko wszystkie one świadczą o tym, że
byłeś/jesteś dyskryminowany przez system szkolnictwa, nieudolnych, głupich
nauczycieli i kiepskich, miałkich polityków.. Czy winą Kościoła jest to, że ktoś
poprosi księdza o poświęcenie szkoły/mostu/..?Czy ksiądz powinien w takim
momencie powiedzieć-owszem, poświęcę, spełnie prośbę, ale tylko w takim
momencie, kiedy nikt nie będzie mógł tego zobaczyć? Czy winą Kościoła jest to,
że jakaś żałosna postać pokroju Kaczyńskiego zakazuje organizacji Marszu
Równości?Czy Kościół ma się domagać zmiany jego decyzji, mieszać się w sprawy
polityczne?Czy Kościół jest winien temu, że żyjemy w państwie statystycznie
zdecydowanie katolickim, więc i język upraszcza rzeczywistość i pewne rzeczy ze
sobą kojarzy? A do wątków osobistych, przez Ciebie poruszonych-moje
doświadczenie jest inne. W czasach liceum byłem chodziłem na religię. Dlatego
wiem, ile to kosztuje. Mało rzeczy jest równie niepopularnych. Jeżeli ktoś był
wyśmiewany, naznaczony piętnem i zmuszony do tłumaczenia się ze swojego
postępowania, to właśnie Ci, którzy chodzili słuchać "tego ględzenia
czarnych". Jeżeli nie chodziłeś np.do liceum katolickiego, to pewnie wiesz o
co mi chodzi..Tyle. Jeśli zajdzie potrzeba mogę jeszcze sobie przypomnieć inne
sytuacje, kiedy przyznawanie się w tym kraju do religii katolickiej wymaga
dużego heroizmu. Pozdrawiam. Śmiechu życzę mimo wszystko, pomaga rozładować
ideologiczne zacietrzewienie, wszystkim.
Marcin  - do Rafała   |31.05.2005 19:21:27
A gdyby istniał rozdział kościołów i związków wyznaniowych od państwa, to nikt w
szkole nie mógłby się z nikogo z powodów religijnych śmiać. Lekcje religii nie
powinny być w państwowych szkołach.
ja   |01.06.2005 12:53:45
Chodziłem do liceum w małej mieścinie. z początku w 36-osobowej klasie dwoje nas
było co nie chodzili na religię, w innych klasach z mojego rocznika (ja byłem w
A, poza tym: B, C, D, E) nie było ani jednej takiej osoby. Marcin ma rację,
chodzi przecież o rozdział. O to, żeby np. wójtowi nie przyszło do głowy
zapraszać księdza na "państwowe" otwieranie mostu. Oczywiście nie mam
nic przeciwko, żeby potem ksiądz zorganizował osobną uroczystość poświęcenia,
ale pod warunkiem, że jeśli satanistom przyjdzie do głowy zorganizować
"przeklinanie" mostu, to nikt im nie będzie przeszkadzał. OK, nie
cietrzewię się, tylko jestem tu świeżo po wizycie na forum "Frondy" i
trochę agresji się do mnie przylepiło :)
Rafał   |02.06.2005 11:38:02
Tu się zgadzam..Wydaje mi się że tak dla państwa jak i dla kościołów lepszym i
zdrowszym rozwiązaniem byłoby prowadzenie lekcji religii poza szkołą..I że nie
ma nic gorszego (też dla państwa i Kościoła) niż ci bardziej papiescy od
papieża, którzy w imię swoich małych interesów podpinają się pod Kościół.. W
każdym razie-wracam do artykułu u góry-warto rozmawiać (brr.., chociaż kojarzy
się to sformułowanie-nawet katolikom-z obrzydliwym programem). Jednak nie na
poziomie caputo, który właściwie mógłby razem z Pospieszalskim obrzucać się
stereotypami.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.84763 Seconds