> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Buden: Wychowanie do niedojrzałości Drukuj
Boris Buden*   
17.03.2011

Nigdzie postkomunistyczny ideał dojrzałego obywatela nie zadziałał z tak dużą mocą, jak przy jednym z najważniejszych zadań, jakie towarzyszą przechodzeniu do demokracji – mianowicie przy rozwoju tzw. społeczeństwa obywatelskiego. To ono jest prawdziwym podmiotem życia demokratycznego, społecznym substratem wszelkich demokratycznych wartości, sprawiedliwości, działającej sfery publicznej, praw człowieka itp. I właśnie to społeczeństwo obywatelskie w uwolnionych od komunizmu społeczeństwach Europy Wschodniej było podobno wciąż za słabe – żeby nie powiedzieć „w powijakach” – w związku z czym trzeba je było dopiero wychować, wykształcić, „postawić na nogi”. Dziwnym trafem, nikomu nie przyszło do głowy zapytać – kto jeśli nie właśnie społeczeństwa obywatelskie Europy Wschodniej, obalił ancien régime? Czym była Solidarność, jeśli nie społeczeństwem obywatelskim – stawiającym opór, walczącym, zmieniającym siebie i świat? Jakim cudem społeczeństwo stało się nagle tak słabe, skoro jeszcze wczoraj było w stanie obalić komunizm? Któż taki, i w czyim interesie, nałożył pieluchy i dziecięce buciki polskim robotnikom, strzegł ich przed „chorobami wieku dziecięcego” i posyłał do szkoły na klasówki? Tym samym robotnikom, którzy demokratyczną rewolucję rozpoczęli, wytrzymali najbrutalniejsze represje kontrrewolucji i do ostatecznego zwycięstwa demokracji doprowadzili dosłownie własnymi rękami?


Zrobili to cyniczni ideolodzy tranzycji – bo tak możemy nazwać proroków postkomunistycznej transformacji. Ich cynizm miał oczywiście swoją logikę – logikę panowania. Jeśli „wychowanie do dojrzałości” propagowane jest w służbie interesu panowania i zamienia przy tym w niekończący się proces, którego możliwy finał określają wyłącznie wychowawcy, wówczas powoływanie się na „dojrzałość” nie służy już, jak pisze Robert Spaemann, „poszerzaniu kręgu dojrzałych, lecz właśnie tych, których należy wpierw ogłosić niedojrzałymi”. W ten oto sposób typowa dla żargonu postkomunistycznej transformacji metaforyka „dziecinności” okazuje się symptomem nowych relacji panowania. Wyraźnie wskazuje ona na represywną infantylizację faktycznego podmiotu „przełomu demokratycznego”, na jego wtórne odpodmiotowienie. To taki układ, do którego wciąż stosują się słowa Adorno z audycji radiowej o „wychowaniu do dojrzałości” – „w świecie takim jak dziś odwołanie do dojrzałości stanowi swego rodzaju kamuflaż powszechnego narastania stanu niedojrzałości”.

  

W czyim interesie to się dzieje? Kto czyni niedojrzałymi aktorów historycznej zmiany, kto pozbawia ich podmiotowości? Pytanie jest równie stare, co oświeceniowe pojęcie dojrzałości. Już Hamann postawił je bezpośrednio Kantowi: „Któż jest… tym nieszczęsnym nauczycielem?”. Hamann dostrzegał go w samym Kancie, a precyzyjniej – w postaci Oświecającego. Dziś są nim zachodni widzowie, nieuczestniczący w rewolucjach lat 1989 – 1990. Bardzo daleko im do entuzjastycznego „współuczestnictwa” w dziele aktorów wschodnioeuropejskich, z jakim Kantowscy bierni widzowie witali niegdyś rewolucję francuską. Na upadek komunizmu  zareagowali raczej „współuczestnictwem” cynicznym, w zgodzie z interesem własnego panowania. Rozpoznali wprawdzie w tym wydarzeniu – podobnie jak Kantowscy widzowie w upadku absolutyzmu w 1789 – „krok ku lepszemu”, w sensie „tendencji ogólnoludzkiej”. Zarazem tendencja ta uchodziła za dawno już urzeczywistnioną w ich własnym świecie – a tym samym, mówiąc Heglem, za historycznie zniesioną. „Chcecie czegoś lepszego, ale to coś, to my” – brzmiała odpowiedź zachodnich widzów na demokratyczne rewolucje w Europie Wschodniej. Tym samym różnili się nieskończenie od wszystkich tych, których porywały w 1789 roku wieści z Paryża. Gdy tamci w rewolucyjnej rzeczywistości innych dostrzegali swe własne marzenia, oni – dwieście lat później – w rewolucyjnych marzeniach innych dostrzegali jedynie własną rzeczywistość.

  

Konsekwencje tej różnicy trudno przecenić. Z ludzi, którzy z walki o wolność wyszli jako zwycięzcy, z dnia na dzień uczyniono historycznych przegranych. I nie był to efekt działania magii, lecz hegemonii. To ona właśnie uczyniła zachodnich widzów właściwymi zwycięzcami nie tylko nad komunizmem, ale i nad aktorami rewolucji, którzy komunizm doprowadzili do upadku. Pozwólmy deklaracji zwycięstwa wybrzmieć w języku oryginału, w ojczystym języku samej hegemonii: „The armies of the winners did not, it is true, occupy the territory of the losers. Still, given the nature of the conflict and the way it ended, it was logical for the losers to adopt the institutions and beliefs of the winners. It was logical in particular because the outcome represented a victory of the West’s methods of political and economic organisation rather than a triumph of its arms” [To prawda, że armie zwycięzców nie okupowały terytoriów pokonanych. Mimo to, z racji natury konfliktu i sposobu, w jaki został zakończony, logiczne dla pokonanych było przyjęcie instytucji i przekonań zwycięzców. Było logiczne, gdyż wynik odzwierciedlał raczej zwycięstwo zachodnich metod gospodarczych i politycznych, niż triumf ich armii]. Nie przypadkiem Michel Mandelbaum i jego kolega, politolog John Mueller mówią otwarcie o imitacji jako najlepszej drodze do demokracji.


Gorzej być nie mogło: nie tylko aktorów demokratycznej rewolucji ograbiono z ich zwycięstwa i uczyniono przegranymi. Do tego wszystkiego pozbawiono ich dojrzałości i skazano na ślepe naśladowanie nauczycieli – w żałosnym przekonaniu, że wychowa się ich w ten sposób do autonomii. Znalazła w tym odbicie nie tyle samowola nowych panów, ile logika ich panowania.

  

Fragment książki Borisa Budena Strefa przejścia, która wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Przełożył Michał Sutowski. 

  

 — 
*Boris Buden  – filozof, publicysta, tłumacz, krytyk kultury. Urodzony w Chorwacji, obecnie mieszka w Berlinie i Londynie.

  

UNIWERSYTET KRYTYCZNY: Konfrontacje filozoficzne Polska-Niemcy

  

W piątek, 18 marca 2011, o godz. 19.00 Boris Buden wraz z Aleksandrem Smolarem będzie  gościem Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat w ramach Konfrontacji Filozoficznych Polska - Niemcy. Zapraszamy!

  

Czy postkomunizm to rzeczywiście „strefa przejścia” między komunizmem a kapitalizmem, niezbędny etap na drodze ustrojowej transformacji w kierunku normalności? A może raczej kondycja całego naszego świata po upadku komunizmu? Stan, w którym na miejsce zanikającego społeczeństwa wdziera się kultura, a religię zastępuje polityka?
 — 
Projekt realizowany przy wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
q-ku  - zabawne - w lewicowej gazetce…   |20.03.2011 23:59:13
autorzy podłączają się pod zmiany w Polsce 20 lat temu i społeczeństwo
obywatelskie;-)

to OD WAS się uwolnili Polacy 20 lat temu
oby na zawsze, co n
ie jest takie proste bo stoi za wami masa partii lewicowych - ot choćby
ultralewicowy PIS i centrolewicowy SLD
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.06063 Seconds