|
Wróćmy raz jeszcze do początkowego obrazu, owej sceny upadku muru, w której jawi się nam symbolicznie zagęszczone historyczne wydarzenie upadku komunizmu. W osobliwy sposób obraz ten przywołuje znaczenie słowa „symbol”, które pochodzi od greckiego symbállô – składać w całość, dopełniać. Symbolon oznacza dwie części jednej całości, innymi słowy: zjednoczenie. Wraz z upadkiem muru berlińskiego zachodzi historyczne wydarzenie, w którym bezpośrednio przejawia się symboliczne znaczenie. Właśnie w tym sensie przywołuje ono kolejne skojarzenie, a mianowicie mit początku miłości, który w Platońskiej Uczcie opowiada poeta Arystofanes: miłość polega na dążeniu dwóch przemocą rozdzielonych połówek całości do zjednoczenia – tym samym również pełnię szczęścia, jeśli pierwotna jedność zostanie odtworzona. W tej mitycznej konotacji przezwyciężenie podziału odnajduje swój sens w figurze powrotu do pierwotnego stanu natury.
Coś podobnego da się zauważyć przy upadku muru berlińskiego. Chodzi o wrażenie, że jego budowa i w konsekwencji podział miasta – jego placów, ulic i mieszkańców – na dwie części, były czymś nienormalnym i nienaturalnym. W związku z tym później ostateczny upadek muru oznaczał nie tylko zjednoczenie brutalnie rozdzielonych części miasta i ich mieszkańców, ale przede wszystkim zjednoczenie ludzi i całego społeczeństwa z ich oryginalną naturą, tak brutalnie stłamszoną przez komunistów. Wyjaśnia to, dlaczego upadek muru, jak również klęska symbolizowanego przezeń komunistycznego projektu, przeżywano nie tylko jako zwycięstwo jednego systemu politycznego nad innym czy jednej ideologii nad drugą, ale również jako coś o wiele głębszego: jako zwycięstwo ludzkiej natury nad jej najgorszymi wrogami – ideologią i na ideologii ufundowaną polityką.
Dopiero ten rzekomo pozaideologiczny, pozapolityczny, a nawet pozahistoryczny symboliczny przeskok wyjaśnia nam przemożny entuzjazm, jaki demokratyczne rewolucje w Europie Wschodniej wzbudziły na Zachodzie. Tyle, że zamiast rozpoznać w nich zachętę do sprzeciwu i oporu, a więc wezwanie do dojrzałej postawy we własnej rzeczywistości – na czym polegała właściwa przyczyna fascynacji Kantowskich widzów rewolucją francuską – zachodnia publiczność odnalazła w rewolucyjnych aktach aktorów wschodnioeuropejskich jedynie obiektywne potwierdzenie własnej bierności wobec status quo. Zamiast dostrzec w tych rewolucjach godny naśladowania wzór, spoglądała na nie z góry, tak jak ktoś będący wzorem spogląda z góry na tych, którzy go naśladują – co stanowi dokładne przeciwieństwo entuzjastycznej identyfikacji z rewolucją francuską, którą Kant niegdyś przypisał jej obserwatorom.
Tym, co faktycznie zafascynowało zachodnich widzów dwieście lat później, był zaprojektowany na rewolucje powrót do przedpolitycznej idylli, w której nie było jeszcze konfliktów ani ideologii, mogących podzielić społeczeństwo. Z ich perspektywy rewolucja nie tylko nadrabiała zaległości zmarnowanego historycznego rozwoju, lecz również jednoczyła społeczeństwo z jego pierwotną, a przez komunizm wyobcowaną naturą. Na tym miał polegać jej właściwy sens. Ale jak to często bywa, gdy panujące w danej epoce historycznej idee fantazjują o swych rzekomo naturalnych źródłach, okazują się być po prostu ideami panujących, ukazując przez to swą ideologiczną naturę. Tak oto entuzjazm, z którym Zachód powitał rewolucję na Wschodzie okazuje się zwyczajną ideologiczną paplaniną: Rewolucja ma być ostatecznym zwycięstwem postpolitycznej tolerancji, posthistorycznej normalizacji, postutopijnego uspokojenia itd. Zachodnia publiczność tak głośno entuzjazmowała się odwagą przemian, gdyż dostrzegła w niej wyłącznie potwierdzenie własnego lizusostwa wobec zastanej rzeczywistości.
Przełożył Michał Sutowski.
Fragment książki Borisa Budena, Strefa przejścia, która ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...