> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Brytyjczycy nadchodzą! Czyli oskarowe rozczarowania Drukuj
Jakub Majmurek   
28.02.2011
oscary.jpgGdy w 1982 roku Colin Welland odbierał Oscara za scenariusz do Rydwanów ognia, zakrzyknął ze sceny „Brytyjczycy nadchodzą!”. Zacytował w ten sposób bohatera amerykańskiej wojny o niepodległość, Paula Revere’a, który miał wykrzyknąć te słowa, by ostrzec stacjonujące w Lexington oddziały amerykańskie. Frazę Wellanda podchwyciła od razu angielska prasa, dostrzegając w sukcesie filmu Hugh Hudsona zapowiedź odrodzenia i kolejnych triumfów brytyjskiego kina.

Nadzieje te w dużej mierze okazały się płonne, ale po sukcesie Rydwanów ognia posypała się cała seria produkcji wyrażających nostalgię za czasami imperialnej Anglii, gdy system klasowy był sztywny i pewny, a kultury i stylu życia klas wyższych nikt specjalnie nie kontestował. Te tzw. heritage films idealnie wpisywały się w wyobrażenia o „dobrym kinie”, jakie mieli rządzący wówczas Wielką Brytanią torysi. Paradoksalnie jednak rządy Thatcher, która przepuściła Wyspy przez maszynkę neoliberalnej, turbokapitalistycznej rewolucji, zmiotły ostatnie ślady przeszłości przedstawianej w tych tak lubianych przez konserwatystów filmach. Co ciekawe, wiele z nich (łącznie z Rydwanami ognia) miało tak naprawdę dość dwuznaczny stosunek do dawnych czasów: nostalgia i fascynacja ich widzialnymi formami (stroje, wnętrza, obyczaje) mieszały się tu ze społeczną krytyką. Najsilniej i najbardziej twórczo napięcie to ujawniło się w produkcjach Jamesa Ivory’ego.

Podczas niedzielnej ceremonii wręczenia Oscarów znów można było zakrzyknąć: „Brytyjczycy nadchodzą!”. Wszystkie najważniejsze nagrody, w tym dla najlepszego filmu, scenariusza, za reżyserię i pierwszoplanową rolę męską, dostał film Jak zostać królem, opowieść o walce przyszłego monarchy Jerzego VI z jąkaniem, dzięki której staje się godnym przemawiać w imieniu narodu (a także imperium i całego walczącego z faszyzmem świata) w kryzysowej sytuacji II wojny światowej.

Jest to bez wątpienia jeden z najbardziej rozczarowujących werdyktów Akademii od lat. O ile jeszcze można zrozumieć wyróżnienie Firtha (choć powinien dostać Oscara w zeszłym roku za rolę w Samotnym mężczyźnie), to cała reszta nagród jest zupełnie niezrozumiała. Wygrał film mierny pod każdym względem, przypominający nakręcony na taśmie filmowej teatr telewizji – zresztą zarówno reżyser (Tom Hooper), jak i scenarzysta (David Seidler) tworzyli wcześniej przede wszystkim dla telewizji (choć Seidler ma na koncie też scenariusz napisany dla F.F. Coppoli).

Jak zostać królem był zdecydowanie najsłabszy z całej oscarowej stawki, nie był też jakimś szczególnym kasowym hitem – zarobił trochę ponad 100 milionów dolarów, mniej niż Incepcja i Toy Story 3, a także film Coenów. Ten ostatni został zupełnie pominięty przy nagrodach, wielkim przegranym jest także wspomniana Incepcja (z liczących się nagród jedynie Oscar za zdjęcia dla Wally’ego Pfistera). Trochę lepiej poradził sobie The Social Network, zgarniając Oscary za muzykę, najlepszy scenariusz adaptowany (tu solidna rzemieślnicza robota Aarona Sorkina nie miała konkurencji i musiała zostać doceniona) i za montaż dla Kirka Baxtera i Angusa Walla. W tej ostatniej kategorii wygrać powinna (pominięta nawet przy nominacjach) Incepcja, ale film Finchera również doskonale wykorzystuje montaż do prowadzenia klasycznej narracji, a scena przegranego przez braci Winklevossów wyścigu wioślarskiego jest małym majstersztykiem.

Film Hoopera jest nie tylko mierny artystycznie, ale także zupełnie pozbawiony tej politycznej dwuznaczności, jaka cechowała heritage films z lat 80. To propagandowa agitka dynastii Windsorów, idealny prezent ślubny na zbliżające się w tym roku „królewskie wesele”. Jak słusznie zauważył na swoim blogu Jarosław Pietrzak, Jak zostać królem idealnie ilustruje marzenia rządu Camerona o tym, jak powinno wyglądać brytyjskie kino. I jak niestety może wyglądać po tym, gdy zgodnie z planami konserwatywno-liberalnego rządu zlikwidowana zostanie UK Film Council, instytucja finansująca bardziej ambitne, eksperymentalne, krytyczne kino na Wyspach. W czasach Thatcher tacy twórcy jak Ken Loach mieli problemy ze znalezieniem środków na swoje produkcje, ale powstawały awangardowe projekty Greenawaya czy Jarmana. Tymczasem rząd Camerona może zmienić Wielką Brytanię w filmową pustynię, na której kwitnąć będą wyłącznie takie okazy jak film Hoopera – idealna ozdoba drobnomieszczańskiego salonu.

Za prezydentury Busha lewicowo-liberalna, czy przynajmniej nieprawicowa, światowa opinia publiczna traktowała Hollywood (i oscarowe ceremonie) jako głos innej, nieimperialistycznej Ameryki. Hollywood, które często bywa potężnym ideologicznym aparatem imperium, częściowo odpowiadało na to pragnienie, nagradzając filmy występujące przeciw wszystkiemu, co uosabiała Ameryka Busha – takie jak To nie jest kraj dla starych ludzi, Aż poleje się krew, Brokeback Mountain czy Zabawy z bronią. Gdy Michael Moore odbierał nagrodę za ten film w 2003 roku, zaprosił na scenę wszystkich nominowanych dokumentalistów, podkreślając, jak ważna jest ich wspólna służba prawdzie — w kraju, który toczy wojny opierające się na kłamstwach (wkrótce miała się zacząć wojna w Iraku).

W tym roku zabrakło jakichkolwiek gestów tego typu. Artystyczne i polityczne wybory Akademii zdominował konformizm, w dodatku z pretensjonalnym brytyjskim akcentem.
Komentarze
Dodaj nowy
Jw   |28.02.2011 20:24:40
czy Pan na pewno obejrzał wszystkie nominowane filmy, czy tylko tak sobie
Palnął?
Misu   |28.02.2011 20:37:33
Najwyrazniej obejrzal, bo ocena bardzo trafna.
lea   |28.02.2011 20:50:39
Przecież to żaden problem - wszystkie te filmy były w sieci na długo przed
polską premierą. Dziwne tylko, że ludzie nadal traktują Oskary jako miernik
czegokolwiek - skoro mogą sobie sami ściągnąć i sprawdzić.
maciej8   |28.02.2011 23:11:45
W tym roku nie zabrakło jakichkolwiek gestów: autor nagrodzonego dokumentu
"Inside Job" powiedział, że hańbą jest to, że żaden z szefów
amerykańskich banków po wybuchu kryzysu nie trafił do więzienia.
lech100  - King’s Speech   |01.03.2011 16:45:41
Eee, gadanie. Całkiem dobry film. Nie trzeba dorabiać ideologii. Na pewno lepszy
od filmu Cohenów, tym razem takiego sobie.
Libor   |01.03.2011 21:28:45
Zgadzam sie z "Lech100".Tekst wydaje się przesadnym brnięciem pod prąd
decyzji akademii
Pozdrawiam Pana Jakuba
Anonimowy   |02.03.2011 01:44:41
ble ble ble, biznes i tyle, nie ważne, że kicz czy inna killllaaa ważne żeby
kasę przynosiło….
Pan tu się męczy, a kogo obchodzą oskary. Toć to tylko
blichtr - złoty cielec kina.
Nick  - przesada nie przesada…   |02.03.2011 10:35:15
Ale pod prad trza isc. Taki program…
fakindrama   |02.03.2011 13:24:14
Zgadzam się. Jednak wolę galę od czytania średnich tekstów na jej temat.
momek   |03.03.2011 02:21:46
moim skromnym zdaniem film byl momentami bardzo smieszny.. natomiast zupelnie
nie rozumiem zachwytow nad Social Network, to jest moim zdaniem agitka i
kryptoreklama firmy internetowej, a oprocz tego nudne to bylo..
bigboote  - re:   |03.03.2011 20:05:35
momek napisa?:
natomiast zupelnie nie rozumiem zachwytow nad Social Network, to jest moim
zdaniem agitka i kryptoreklama firmy internetowej, a oprocz tego nudne
to bylo..


Pokazująca założyciela tej firmy jako aspołecznego nerda, nie mającego
większych dylematów co do kiwania wspólników. Rzeczywiście, niezła
agitka.
nemo  - Majmurek: Brytyjczycy nadchodzą! Czyli oskarowe ro   |08.03.2011 21:33:21
Wiem, wiem że jest to portal o zapędach lewicowych. Ale przepraszam; nie bawmy
się w Terlikowskich. Trochę obiektywizmu.
‘The Social Network’ ma się tak jak do
‘Jak zostać królem, jak cynowy talerz do księżyca’.

Od Angielskiego Pacjenta
położyłem grubą lachę na Oskarach, ale w tym roku wygrały filmy
sympatyczne.

Zwłaszcza ta angielska produkcja. Wreszcie doceniono dobrą grę
aktorską, a nie pseudosensację, albo pseudopsychologiczne dramaty. Za dużo tego
w kinie było. Ten film powrócił do korzeni. Brawo!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.43414 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273