Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bożek: Niech płacą pacjenci? Drukuj
Jakub Bożek   
24.09.2009
Ulubioną wszystkich domorosłych speców receptą na kłopoty służby zdrowia jest wprowadzenie drobnych opłat, które uiszczać mielibyśmy przed każdą wizytą. Idziesz na kontrolę 10 zł, idziesz na EKG - 50 zł. Bach! Wszystkie problemy lekarzy i pielęgniarek znikają, pieniędzy jest więcej, a kolejki robią się krótsze. Powszechnie przecież wiadomo, że wizyty u lekarza są popularną metodą spędzania wolnego czasu i tak naprawdę w ogonkach stoją głównie zdrowe kobiety i zdrowi mężczyźni, którzy przyszli sobie pogadać. Szczęśliwie jesteśmy w stanie skonfrontować marzenia „speców” z faktami. A te nie stawiają ich cudownego lekarstwa w korzystnym świetle. Przenieśmy się więc do prawdziwego świata i zobaczmy, jakie skutki przyniosło wprowadzenie obowiązkowych opłat za zdrowie w Afryce.

Proste rozwiązania

Na kontynencie Afrykańskim jest 56 państw, a tylko w 12 z nich nie płaci się za wizytę u lekarza. Ale nie było tak przecież zawsze. Wprowadzenie opłat było pośrednim skutkiem fali kryzysów ekonomicznych i społecznych, które w latach 80. wstrząsały Afrykanami. Za przykład weźmy najbiedniejszy rejon na świecie – Afrykę Subsaharyjską. W World Health Report 2008 Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) czytamy, że rejon ten w latach 1980-1994 charakteryzował niemal ciągły spadek PKB (po uwzględnieniu inflacji). Towarzyszyły temu wybuchy bezsensownej przemocy dodatkowo pogarszające warunki życia. Wojna domowa w Kongo w latach 1998-2004 przyniosła 450 tys. dodatkowych zgonów na każdy rok. Stagnacja i ubóstwo rodziły przemoc, a przemoc nie pozwalała wyrwać się z zaklętego kręgu ubóstwa.

Ale był jeszcze jeden, a właściwie dwa powody, dla których biedne państwa musiały ograniczać swoje wydatki na zdrowie. Pierwszy nazywał się Bank Światowy, drugi Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Te dwie instytucje kazały sobie słono płacić za udzielanie pożyczek utrzymujących państwa afrykańskie na chodzie. Ceną były programy „dostosowania strukturalnego”. Za tą nazwą kryją się aż za dobrze znane ograniczenie roli państwa w usługach publicznych, prywatyzacja i liberalizacja. Mniej podatków to mniej pieniędzy na lekarzy i pielęgniarki, kliniki i leki. I tak we wczesnych latach 80. w Demokratycznej Republice Konga zlikwidowano publiczny fundusz na zakup leków, a nakłady na służbę zdrowia w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosiły 10 centów. W Zambii na zdrowie władze wydawały 66% tego, co w latach 70. Sytuacja wyglądała podobnie w pozostałych krajach Afryki. Lata 80. i 90. były latami ograniczania inwestycji i cięć w wydatkach. Na gwałt trzeba było dofinansować malejące budżety na służbę zdrowia. Tylko jak?

Z receptą przyszedł Bank Światowy. W 1987 ekonomista John Akin wraz z dwoma kolegami opublikował wpływowy raport Financing Health Services in Developing Countries:  An Agenda for Reform. Akin sugerował proste rozwiązanie, które pomoże służbie zdrowia wydobyć się z finansowych tarapatów. Niech płacą pacjenci.

Częściowe obciążenie pacjentów kosztami leczenia miało mieć trzy zalety. Po pierwsze – rozumowali eksperci – przyniesie ono dodatkowy dochód ledwo dyszącemu systemowi ochrony zdrowia. Ekonomiści Banku Światowego szacowali, że będzie to nawet 10 do 20% kosztów. Po drugie opłaty miały zwiększyć efektywność systemu. Kluczowe było zręczne ustalenie ich wysokości – na tyle wysokiej, by zniechęcić do przypadkowych wizyt i na tyle niskiej, by nie rujnować potencjalnych pacjentów. Po trzecie opłaty miały poprawić dostęp do usług medycznych dla najbiedniejszych. Wydaje się to paradoksalne, ale pomysł był dość prosty. Założono, że pieniądze zebrane w miastach (więcej ludzi i klinik zapewniają większe sumy) będą przepływać do ubogich terenów wiejskich, ułatwiając życie wykluczonej ludności. Wreszcie najbiedniejsi mieli korzystać z licznych ulg i zwolnień z opłat.

Akinowi wydawało się, że znalazł idealne rozwiązanie: efektywne, wydajne i sprawiedliwe. Czas pokazał, że się mylił.

Zabójczo proste rozwiązania

Jakie są skutki finansowej reformy zalecanej przez Bank Światowy? Posłużmy się kilkoma podstawowymi wskaźnikami. Wskaźnik umieralności mówi o ilości zgonów na 1000 osób w danym roku. Przez ostatnie 30 lat wiele państw rozwijających się zredukowało umieralność o 80%. Niestety nie zrobiło tego żadne państwo afrykańskie. Równie ważnym wskaźnikiem jest umieralność dzieci (do lat 5). Wśród 25 państw, które (od 1975) nie zmniejszyły tego wskaźnika o więcej niż 30%, aż 20 znajduje się w Afryce Subsaharyjskiej. W 2007 roku umierało tam jedno na siedem dzieci. Warto też przyjrzeć się danym mówiącym, w jakich warunkach przebiegają porody. Aż w 33 krajach tylko połowie porodów towarzyszy wykwalifikowany personel medyczny. Dodam, że Afryka Subsaharyjska jest jedynym regionem świata, w którym wartość tego wskaźnika nie wzrasta. Efekty są tragiczne. W Sierra Leone jedna na osiem kobiet umiera podczas porodu. To 1000 razy więcej niż w krajach rozwiniętych.

Już na sam koniec wypada wspomnieć oczekiwanej długości życia w chwili urodzenia. W wielkim uproszczeniu ten wskaźnik mówi nam, ile lat życia mamy jeszcze przed sobą.  Jeffrey Sachs przypomina, że jednym z wielkich zobowiązań zapisanych w oenzetowskich Milenijnych Celach Rozwoju było „Zdrowie dla wszystkich do 2000 roku”. Tymczasem między połową lat 70. a rokiem 2005 różnica oczekiwanej długości życia między krajami ubogimi (z których większa część znajduje się w Afryce Subsaharyjskiej) a rozwiniętymi zwiększyła się o 3,8 roku. W Mozambiku oczekiwana długość życia to 42 lata. W graniczącym z nim Suazi ludzie żyją najkrócej na świecie – tylko 31,9 lat.

Jedną z przyczyn tego, że sytuacja jest tak tragiczna, jest ograniczony dostęp do służby medycznej. A dostęp jest ograniczony, ponieważ… jest płatny. Z kolei opłaty uderzają w biednych i najbardziej potrzebujących. System zawiódł haniebnie. Okazał się nieefektywny, mało wydajny i niesprawiedliwy. Dowodów na to jest aż nadto. Przyjrzyjmy się niektórym z nich.

Dlaczego drobne opłaty prowadzą do wielkich problemów

Czy opłaty za leczenie przyniosły wymierne korzyści finansowe? Nie. W artykule opublikowanym w lipcowym czasopiśmie medycznym „The Lancet”  Rob Yates przytacza wyniki badań, z których wynika że zamiast obiecanych 15-20% pacjenci pokrywają tylko 5-9% całkowitych kosztów systemu ochrony zdrowia. Brytyjska organizacja pozarządowa Oxfam podaje zaś, że wkład pacjentów rzadko kiedy przekracza 5%. W Mozambiku pieniądze wydawane przez pacjentów na leczenie pokrywały tylko 0,7% finansowych potrzeb sektora medycznego. W Burkina Faso był to 1%. To niewiele. W rzeczywistości jest to jeszcze mniej. Należy przecież doliczyć koszty administracyjne. Badania przeprowadzone w Zambii pokazały, że koszty administracyjne pożerały wszystkie pieniądze wpłacane przez pacjentów.

W „Journal of International Development” z 2001 roku para ekonomistów – Ardeshir Sepehri i Robert Chernomas - wymienia podstawowe powody, dla których opłaty okazały się tak marnym sposobem na poprawienie finansowej kondycji służby zdrowia. Wśród nich znajdują się: słaba administracja i brak kompetencji, brak dostępu do kredytu, niejasne zasady publicznego kupna leków i sprzętu medycznego i wreszcie słaba współpraca z lokalnymi wspólnotami. Takie są uroki prostych rozwiązań, że gdy chcieć je wprowadzać w życie, stają się bardzo skomplikowane.

Idźmy dalej. Nie ma przekonujących dowodów, że wprowadzenie opłat ograniczyło nadużywanie dobroci systemu ochrony zdrowia. W końcu rachunek wystawiony pacjentowi to tylko część tego, co w rzeczywistości musi on zapłacić za wizytę u lekarza. Pacjent płaci też własnym czasem, wysiłkiem, nieraz słono kosztuje go podróż. Nie można też pominąć pewnych uciążliwych „kosztów nieoficjalnych”. To wszystko skłania wielu badaczy problemu do przyznania, że ilość zbędnych wizyt jest niewielka. A w każdym razie mniejsza niż to się na ogół myśli. Nie ograniczono więc liczby „niepotrzebnych” konsultacji (zresztą jak policzyć ich dokładną ilość?). W zamian skutecznie odcięto rzesze pacjentów, którzy naprawdę potrzebowali fachowej medycznej pomocy.

Opłaty, mimo że niewielkie, dla wielu stały się nieprzekraczalną barierą. W Mozambiku tylko połowa ludności cieszy się z dostępu do usług medycznych. Pozostałych po prostu nie stać. Zresztą na jednego lekarza przypada tam 50 tys. pacjentów, więc trudno tu mówić o przyzwoitym poziomie opieki. Inny przykład. W Rwandzie – odkąd w 1996 wprowadzono system opłat – liczba konsultacji zmniejszyła się o połowę.

Wreszcie, system opłat za wizyty jest skrajnie niesprawiedliwy. Najbardziej tracą na nim biedni. Nie stać ich przecież nawet na najdrobniejsze wydatki na swoje zdrowie. Tym samym wycofują się z powszechnego systemu ochrony zdrowia i zwalniają zasoby, które wykorzystają bogatsi. W Sudanie na przykład aż 70% ludzi z obszarów dotkniętych biedą nie korzysta z pomocy lekarzy. Nawet ci, którzy płacą często robią to z wielkim trudem. Badania cytowane przez Sepehriego i Chernomasa pokazują, że dla sporej części społeczeństwa (od 20 do 60%) opłaty za leczenie stanowią znaczne obciążenie domowego budżetu. Oxfam w raporcie Your money or your life przytacza dane z ankiety przeprowadzonej w Burundi. 4 na 5 pacjentów zadłużyło się albo zostało zmuszonych do sprzedaży części plonów, by móc zapłacić za leczenie. To jeszcze nie wszystko. Gdy ktoś nie był w stanie uiścić opłaty zostawał pozbawiony dokumentów (!) albo nawet więziony w klinice (!!!).

Na koniec przytoczę wyniki jeszcze jednych badań. Policzono, że gdyby w 20 afrykańskich krajach zrezygnowano z pobierania opłat za leczenie, można by uniknąć śmierci 153 tys. dzieci rocznie. To 3 miliony w ciągu 20 lat. To chyba tyle na temat sprawiedliwości.

Idzie lepsze

Na szczęście Afryka budzi się z długiego snu i powoli zaczyna podejmować aktywne działania, by zapewnić swoim mieszkańcom odpowiedni dostęp do systemu ochrony zdrowia. Ścieżkę przetarła Uganda. W 2001 zlikwidowano tam wszystkie opłaty za leczenie w publicznych przychodniach, klinikach i szpitalach. Liczba wizyt wzrosła o 84%. Bank Światowy przeprowadził badania i stwierdził, że reforma szczególnie posłużyła ubogim. Tak, tak dziś Bank Światowy zgadza się z krytyką polityki, którą zalecał jeszcze 20 lat temu. To się nazywa ucząca się organizacja.

Za przykładem Ugandy poszły i inne kraje: Zambia, Burundi, Niger, Liberia, Kenia, Lesoto, Sudan i Ghana. Być może nie wszędzie zlikwidowano opłaty całkowicie, ale ułatwiono dostęp najbardziej potrzebującym: dzieciom i brzemiennym matkom. Jak dotąd efekty są wyśmienite. W Burundi na przykład, liczba porodów odbieranych w szpitalach wzrosła o 61%.

23 września miało miejsce Zgromadzenie Ogólne ONZ poświęcone sprawom zdrowia. Działacze Oxfamu przekonują, że to doskonała okazja do podjęcia ciężkiej pracy nad zapewnieniem wszystkim powszechnej i bezpłatnej ochrony zdrowia. Pierwszym krokiem powinno zaś być zlikwidowanie nieszczęsnych opłat za leczenie. Trzymam kciuki.
Komentarze
Dodaj nowy
Zdzisiek  - Wspólnota państwowa   |24.09.2009 17:39:23
Wspólnota państwowa

To mógł być każdy z nas
ufny ludzkim wspólnotom

ugodzony ciosami wykluczenia

Z łopoczącym dumnie sztandarem
wolności
nasyłamy komornika
by powinności wobec państwa czynił
depczemy
godność matki
i jej niesprawnego dziecka
obłudnie
w imię szczytnych
państwowych wartości
odbieramy im prawo do życia

po co nam państwo
które
egoizm i arogancję
wyżej od solidarności ceni
po co prawo, które swoich
obywateli upokarza
i funduje im tragiczne horrory
które hochsztaplerów
promuje
cwanych darzy estymą
a uczciwych czyni bezbronnymi

Matka z
autystycznym dzieckiem
to niewygodny balast
trzeba ich unicestwić
bez
skrupułów
pryncypia neoliberalnej gospodarki
tego wymagają

Wyznawcy
wydumanych zasad
fałszywej efektywności
sprzedajemy sumienia
hasła
solidarności uleciały w przestworza
wyparte przez zbiorowy egoizm
ten trzyma
się mocno
przylepiony do ideologicznego podłoża

Dowolność wolność
udaje.
Wolność, która ludzi pozbawia godności
nie jest prawdziwą
wolnością
to wypacykowana atrapa
która bezwstydnie z egoizmu cnotę
czyni.

Pomagajmy bliźnim namacalnie
Podnosząc honor wspólnoty z upadku
Z
bagien wyciągajmy wspólne sumienie

Obyśmy też współczując i darząc
empatią
konkretne osoby
dostrzegali mechanizmy,
myślowe labirynty i
ideologiczne zapory,
które współobywateli z człowieczeństwa wyzuwają
Thome   |25.09.2009 06:34:21
"Ulubioną wszystkich domorosłych speców receptą na kłopoty służby zdrowia
jest wprowadzenie drobnych opłat, które uiszczać mielibyśmy przed każdą
wizytą."

Jest to ulubiona recepta macherów państwowych na etapie
upadku systemu. Oczywiście sprzedawana w opakowaniu "system mieszany;
urynkowienie; neoliberalizm rękami lekarzy". Żeby w razie czego nie
przyczepić się do państwa, które zabiera podwójnie.

To jedno:


"Ale był jeszcze jeden, a właściwie dwa powody, dla których biedne państwa
musiały ograniczać swoje wydatki na zdrowie. Pierwszy nazywał się Bank Światowy,
drugi Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Te dwie instytucje kazały sobie słono
płacić za udzielanie pożyczek utrzymujących państwa afrykańskie na
chodzie."
Tak, te lichwiarskie wehikuły krążące po świecie niewarte są
obrony (choć w wielu dyskusjach zależnie od potrzeb staną się jeszcze pewnie w
Krytyce pozytywnymi bohaterami).

Ale:

"Za tą nazwą kryją się aż za
dobrze znane ograniczenie roli państwa w usługach publicznych, prywatyzacja i
liberalizacja."

Czyli - mamy państwa "ledwo na chodzie", które
pożyczają u bandytów (MFW). Pytanie - co było pierwsze: klęska polityki tych
państw (również tzw. bezpłatna służba zdrowia) czy zalecenia MFW (jakkolwiek
bandycko opłacane na zasadzie "wykiwania durnia")?

Dalej:


"(…)podstawowe powody, dla których opłaty okazały się tak marnym sposobem
na poprawienie finansowej kondycji służby zdrowia (…): słaba administracja i
brak kompetencji, brak dostępu do kredytu, niejasne zasady publicznego kupna
leków i sprzętu medycznego i wreszcie słaba współpraca z lokalnymi wspólnotami.
Takie są uroki prostych rozwiązań (…).

Takie są uroki publicznej służby
zdrowia, która zawsze na etapie upadku (Autor dokładnie to opisuje) sięga w
końcu bezposrednio po pieniądze obywatela ("nie wyszło, nie starczy dla
każdego - teraz radźcie sobie SAMI") - oczywiście NIE LIKWIDUJĄC
ISTNIEJĄCEGO OBCIĄŻENIA PODATKOWEGO.

"Wreszcie, system opłat za
wizyty jest skrajnie niesprawiedliwy. Najbardziej tracą na nim biedni."


Tzw. biedni płacą zawsze większość podatków. Im wyższe podatki - tym gorzej dla
biednych, ponieważ nie mają środków/wiedzy/znajomości do ich ominięcia. Jeżeli
dodatkowo obciąża się och opłatami za np. lekarza, za którego JUŻ PŁACĄ - efekt
wiadomy.

Jedną z przyczyn tego, że sytuacja jest tak tragiczna, jest
ograniczony dostęp do służby medycznej. A dostęp jest ograniczony, ponieważ&
jest płatny. Z kolei opłaty uderzają w biednych i najbardziej
potrzebujących."

Tak. W wypadku bezpłatnego dostępu (czyli lekarze NIE
POBIERAJĄ PENSJI a leki SĄ DARMOWO DOSTARCZANE PRZEZ PRODUCENTÓW)- sytuacja
byłaby inna. Z pewnością, lecz taki "system" musiałby poskutkować
śmiercią głodową lekarzy..
kot   |25.09.2009 15:57:25
,,Tak. W wypadku bezpłatnego dostępu (czyli lekarze NIE POBIERAJĄ PENSJI a leki
SĄ DARMOWO DOSTARCZANE PRZEZ PRODUCENTÓW)- sytuacja byłaby inna. Z pewnością,
lecz taki system musiałby poskutkować śmiercią głodową lekarzy..,,

Co to
jest?! Troll przekroczył granice sensu.
Wnioskuję o odesłanie na oślą ławkę?
welnio  - Ręce opadają   |26.09.2009 20:04:14
Tylko dwa pytania do autora:
1. Rozumiem, że w tej chwili pacjenci nie płacą za
wizyty, bo pieniądze na finansowanie służby zdrowia znajdowane są przez
Ministerstwo Finansów w wielkiej, drewnianej skrzyni na końcu tęczy?
2. Pominę
nawet dosyć dyskusyjne tłumaczenie opłakanych wskaźników służby zdrowia w
państwach subsaharyjskich właśnie opłatami za wizyty… Nie mogę jednak
zrozumieć w jaki sposób sytuację państw, często na granicy bankructwa, gładko
przykłada się do przypadku Polski. Załóżmy, że do hipotetycznego kraju, ze
skorumpowaną biurokracją, problemami z państwowością i minimalną infrastrukturą
oraz opłakanym poziomem edukacji trafiają dotacje w postaci takich, które płyną
w tej chwili do Polski z budżetu Unii. Dotacje są w większości rozkradane lub
nie ma ich jak wydawać. Z tego jasny wniosek: dotacje są złe w ogóle. Taki
myślowy mechanizm został zaprezentowany w Pana artykule. Napisał Pan że drobne
opłaty nie sprawdziły się w Afryce subsaharyjskiej. To znaczy że nie sprawdzą
się i u nas. Plantacje trzciny cukrowej sprawdzają się w Brazylii. Może czas i u
nas zacząć uprawiać trzcinę cukrową?
kot   |27.09.2009 12:44:51
Ten głos nadaje się do polemiki. Banalnej i dlatego trudnej.
Chwilami
zapominamy, że mamy XXI wiek nadmiaru wszystkiego i pozornego niedoboru.
Zdrowie społeczeństwa, jak infrastruktura drogowa jest warunkiem rozwoju i
cywilizacyjnego współuczestnictwa w czymkolwiek. Ciągle pokutuje dogmat, bożek,
to zapatrzenie idioty tylko w jeden punkt- PKB, dla którego warto poświęcać
wszystko, co natychmiast do jego zwiększenia nie prowadzi.
Współpłacenie to
plasterek, jeden z wielu pomysłów, które nie chwytają byka za rogi, bo nie
rozwiązują tego, co powinno znaleźć rozwiązanie priorytetowe, przed PKB (
jesteśmy świadkami jak nie może się teraz z tym uporać potężna Ameryka, a my z
uporem próbujemy znaleźć się w miejscu, które rzeczona właśnie próbuje
opuścić).
Że nas na to nie stać!? G. prawda. Priorytety na tym polegają, że
idą przed wszystkim innym.
Czy wolimy mieć biedniejsze społeczeństwo w krótkim
okresie czasu, ale zdrowe, czy wyższy PKB chwilowo- i problemy nie tylko ze
zdrowiem ale także z rozwojem na dłuższą metę (jeżeli policzyć do kupy w
rachunku ciągnionym).
Thome  - Biedni, ale za to zdrowi.   |28.09.2009 05:41:39
@kot

"Co to jest?! Troll przekroczył granice sensu."


Uparcie stosujesz wobec mnie obelgę "troll". Nie obrażasz mnie co
prawda, ale jakieś jednak świadectwo samemu sobie wystawiasz. Biorąc pod uwagę
Twoje rozważania pod rozmaitymi tekstami - wydaje się, że nadużywasz swojego
"ego".

Rozumiem także, że trudności poznawcze nie pozwalają na
zrozumienie faktu, iż NIE MA DARMOWEJ SŁUŻBY ZDROWIA, ponieważ takie zjawsko
wymagałoby braku wynagrodzeń dla leczącego oraz producenta
leków/sprzętu/personelu itd… Ale ok, posługujemy się pewnymi figurami
retorycznymi, więc "bezpłatna" oznacza finansowaną z pieniędzy podatnika
via kasa państwowa.


"Ten głos nadaje się do polemiki. Banalnej i
dlatego trudnej."

Rozumiem, że samodzielnie moderujesz forum -
certyfikując wypowiedzi. Ta się do polemiki nadaje, a ta nie…:) Polemizujesz
jednak straszliwie banalnie. Z tej prostej przyczyny, że Twoją konstatację można
odwrócić:

Zamiast:

"jesteśmy świadkami jak nie może się teraz z tym
uporać potężna Ameryka, a my z uporem próbujemy znaleźć się w miejscu, które
rzeczona właśnie próbuje opuścić"

Wstawmy:

"jesteśmy świadkami
jak nie może się od lat z tym uporać Polska, a potężna Ameryka z uporem próbuje
znaleźć się w miejscu, które Polska właśnie bezskuteczni próbuje
opuścić".

Co do analizy fetyszu w postaci "wzrostu PKB" -
zgoda. To tylko zagrywka statystyczna, bo PKB można zwiększać nawet fiskalizmem.
Ale przecież ten "myk" retoryczny jest ochoczo wykorzystywany także
przez lewicowych siepaczy.

"Że nas na to nie stać!? G. prawda."


To taki styl bananowej młodzieży…tyle, że bananowcy mieli szmal "od
starych". A wyznawcy przytoczonej sentencji - "pod pałą" od
podatników.

"Czy wolimy mieć biedniejsze społeczeństwo w krótkim okresie
czasu, ale zdrowe"

I to wszystko przecież odgórnie się "da
ustalić"!:)))
Sopor   |28.09.2009 09:11:19
Twórczość autorów KP nie przestaje mnie zaskakiwać. Mam uwierzyć, że te straszne
dane dotyczące stanu zdrowia ludności Afryki nie są efektem zapóźnienia
cywilizacyjnego, AIDS, wojen, rozkładu struktur państwowych tylko wprowadzenia
drobnych opłat za lekarza? Nie mam tak niskiego mniemania o panu Jakubie Bożku,
by myśleć iż faktycznie wierzy w to co napisał. Mamy tu do czynienia raczej z
mało wyszukaną demagogią.

Szczególnie zabawne jest jednak to, że autor
przywołuje argumenty wprowadzenia w Polsce opłat za wizyty by konfrontować je z
faktami z… Afryki subsaharyjskiej. Nie jestem znawcą stosunków społecznych
w Afryce, ale o polskiej służbie zdrowia mam coś do powiedzenia. Znam osobiście
kilku lekarzy i to z ich opowieści dowiedziałem się o babciach emerytkach, które
z nudów wpadają do przychodni by dać upust swoim hipochondrycznym lękom.
-
Panie doktorze tu mnie coś boli. Chyba mam raka tarczycy.
- Rano tu mnie w
nodze rwało.
- W gazecie przeczytałam, że tu w oku taka choroba jest, a mnie
właśnie coś tak tu raz ukuło.
Śmieszyły mnie te opowieści, dopóki kilka lat
temu nie trafiłem do przychodni telepany gorączką i nie dowiedziałem się, że
numerki się skończyły, a jutro będą wydawane od szóstej. Wtedy rząd na oko
zdrowych babć siedzących przed gabinetem, nie wydał mi się już tak
zabawny.
Panu Bożkowi może wydawać się, że historie o emerytkach traktujących
stanie w kolejce do przychodni jako okazję do poplotkowania z psiapsiółkami to
wymysł neoliberalnej propagandy. Jednak nie zmienia to faktu, że problem ten
istnieje. Niezrozumienie tego tematu przez autora jest tym dziwniejsze, że takie
osoby nie utrudniają dostępu do służby zdrowia bogatym, którzy i tak pójdą do
prywatnej kliniki, ale osobom biednym. Kasjerka, która godzinami musi czekać w
kolejce z płaczącym dzieckiem, bo przed nią numerki zdobyło kilkanaście bab,
którym nudzi się na emeryturze, nie istnieje w czarnobiałym świecie wrogów
liberalizmu?
I co ma do tego Afryka, której problemy są zupełnie inne? Chyba,
że o czymś nie wiem? Może w południowym Sudanie lub Burkina Faso, ludzie też
nudzą się na emeryturach?
maciej  - Ironia podszyta szyderstwem   |28.09.2009 09:59:07
Jak mniemam najprostszym rozwiązaniem problemów służby zdrowia jest pozbycie się
emerytów z kolejek. Jeszcze lepszym rozwiązaniem będzie sposób aby płacili
składki na ubezpieczenie zdrowotne i mieli zakaz korzystania ze świadczeń
zdrowotnych.
-
Skoro jednak płacili kiedy pracowali i nadal płacą (chociaż są
na emeryturze) to nikt im łaski nie robi. Żelazne prawa kapitalizmu płacę -
wymagam.
blaise   |28.09.2009 17:01:33
Sopor, mam prośbę: czytaj ze zrozumieniem. Bo wszystkie zarzuty, które z
oburzeniem postawiłeś autorowi powinny znaleźć się pod jakimś innym tekstem (bo
jak rozumieć twoje pytanie "Co ma do tego Afryka?" kiedy cały tekst jest
poświęcony polityce zdrowotnej Afryki:).
I jest jeszcze jeden problem: dowody
anegdotyczne typu: "kilka lat temu trafiłem do przychodni", albo
"Znam osobiście kilku lekarzy", nie mogą stanowić argumentów w dyskusji
na forum internetowym. Nie są w żaden sposób weryfikowalne, nikt przecież z nas
Cię tu nie zna, jesteś anonimowy i nikt nie wie, czy rzeczywiście znasz jakichś
lekarzy itp. Krótko mówiąc: jesteś mistrzem w obalaniu tez, które sam sobie
wymyśliłeś, a robisz to przy pomocy dowodów, do których tylko masz dostęp, czyli
własnych wspomnień i zasłyszanych anegdotek. A szczególnie zabawne jest to
zdanie: "Wtedy rząd na oko (sic!) zdrowych babć siedzących przed
gabinetem.."! Nie ma to jak mędrca szkiełko i oko :)!
Thome
jesteśmy
świadkami jak nie może się od lat z tym uporać Polska, a potężna Ameryka z
uporem próbuje znaleźć się w miejscu, które Polska właśnie bezskuteczni próbuje
opuścić.
Tak sądzisz? Bo tak się składa, że to Polska służba zdrowia jest
bardziej wydajna niż USA i więcej obywateli ma do niej dostęp.
blaise   |28.09.2009 17:03:48
powinno być:
"tylko ty masz dostęp"
ost.  - nie kijem go, to…   |29.09.2009 01:05:34
Bardzo podoba mi się ten tekst. Jest jednak i smutna wiadomość. Bank
Światowy wprawdzie zmienił podejście, ale podejście zmieniła też
Komisja Europejska, która w ramach zaprojektowanego przez lorda
Mandelsona, may his name be blotted out, i realizowanego przez Barroso, may his name be blotted out, projektu "Global Europe" wymusza na swoich dawnych koloniach
podobne rozwiązania, jak MFW i BŚ w latach 80. Cóż począć? Wygląda na
to, że bez małej rewolucji w Europie Afryka nie będzie miała szansy
się podnieść.
A.O.
Thome  - Czego nie widać.   |29.09.2009 03:19:52
@blaise

"Tak sądzisz? Bo tak się składa, że to Polska służba
zdrowia jest bardziej wydajna niż USA i więcej obywateli ma do niej
dostęp."

Dwa elementy są ciekawe.

1. Polska służba zdrowia
(brzydkie słowo:) jest "bardziej wydajna" od amerykańskiej.

Jak to
zmierzyłeś?
Moim zdaniem dobrym benchmarkiem będzie tutaj np. wskaźnik
"migracji pacjentów". Słyszałem (a i znam takowych, choć "argument
anegdotyczny" jest niedopuszczalny:) o wielu ludziach operowanych w Stanach
na poważne choroby. Nie słyszałem o masowym przyjazdach "ofiar
liberalizmu" z USA do polskich szpitali.
Chyba, że pod pojęciem
"wydajność" kryje się liczba łóżek w jednej sali czy liczba pacjentów
obsługiwana przez jeden sprzęt. Tak, tu jesteśmy w czołówce światowej.

2.
Więcej obywateli ma do niej dostęp.

Cóż oznacza ten argument? Ma
charakter ilościowy/liczbowy czy procentowy? Jak to zmierzyłeś?

Pomijam
kwestię, że dostęp nie oznacza jeszcze usługi. Ja mam np. w Polsce dostęp do
"bezpłatnych zabiegów stomatologicznych". No mam. Ty też masz. Fikcja?
Fikcja.

Jaki koń jest - każdy widzi.
Wydaje się, że ZASADĄ powinna
być zdrowa polityka finansowa w dziedzinie zdrowia - czyli normalny rachunek
ekonomiczny uzupełniony wsparciem najuboższych (mniej więcej casus USA, ale nie
tylko). Odwrócenie czynników (czyli de facto upaństwowienie lub zagmatwane
finansowo hybrydy) kończą się tym, co widać. W Polsce widać.
kot   |29.09.2009 05:15:43
Silną stroną Thome, którą góruje nad innymi jest niewiedza i argumentacja
anegdotyczna (świetne określenie blaise) oraz przekonanie,że wydaje mi się, albo
tak mówią w telewizji jest wystarczające aby mieć poglądy i głosić to co ma się
na temat ma do powiedzenia.
kot   |29.09.2009 06:48:45
Thome jesteś za to w dobrym towarzystwie, choćby naszego premiera, przyszłego
prezydenta,
któremu przy jego naprawdę nieprzeciętnej inteligencji brakuje
solidnego wykształcenia,
lub choćby wystarczającego oczytania.
kot  - Uzasadnienie   |29.09.2009 09:14:56
Thome, lubisz operować absurdem. Jest to znakomita metoda dowodzenia, ale
wymaga precyzji i starannego wywodu logicznego. Wtedy w ostatnim zdaniu można
sobie pojechać absurdem. Lecz jeżeli tego (dowodzenia ) u Ciebie nie ma i
kończysz pytaniem: skąd na służbę zdrowia wziąć pieniądze. Po drodze omijasz
kluczowe pojęcie priorytetu, które ustawia i wyjaśnia. To kpisz, czy o drogę
pytasz, ( jesteś zbyt inteligentny aby robić to nieświadomie, a jeśli -celowo
toś Troll). Polemika wówczas sprowadzona zostaje do jałowego przerzucania się
przykładami (a skąd wziąć pieniądze na wojnę w Iraku, w Afganistanie, czy
musieliśmy płacić za najdroższą opcję -F16).
- Amerykanie też martwią się
kosztami służby zdrowia. Są kolosalne, w stosunku do PKB
dwukrotnie wyższe niż
w Polsce mimo,że poza systemem jest 40 milionów Amerykanów.
Czy o tym naprawdę
nie wiesz? A powinieneś, bo martwisz się skąd wziąć pieniądze.
Rzetelność
polemiczna, której tylko Troll nie musi przestrzegać wymagałaby tego.
blaise   |29.09.2009 13:36:58
Amerykanie wydają aż 15% swojego PKB na służbę zdrowia, problem jest dośĆ dobrze
w sumie opisany
Mogę dać link do artykułu
Żakowskiego:
http://www.rp.pl/artykul/89572.html



Pisze on m.in.,
że:

"Ubezpieczenie Falck daje np. prawo do domowych wizyt internisty i
ambulatoryjnych u specjalistów oraz do części tańszych badań, zniżki na dentystę
i rehabilitację oraz na część droższych badań. Kosztuje to ok. 1000 złotych
rocznie. Gdyby wszyscy Polacy wykupili takie ubezpieczenie, wydaliby ponad 38
mld. Jest to astronomiczna kwota, skoro całe roczne wydatki NFZ wynoszą 49 mld!
To, co daje Falck, w NFZ nazywa się: podstawowa opieka zdrowotna, ambulatoryjna
opieka specjalistyczna oraz ratownictwo. NFZ przeznacza na te pozycje zaledwie
10 mld złotych.

Odpowiedź na pytanie, skąd się bierze czterokrotna różnica
(10 mld w NFZ i prawie 40 mld potencjalnie w systemie prywatnym) składa się z
dwóch części. Pierwsza to jakość. W NFZ miesiącami czeka się na wizytę u
specjalisty, a w Falcku najwyżej parę tygodni. Ale ubezpieczenie Falck nie ma
np. drogich badań oferowanych przez NFZ ani kosztownych oddziałów intensywnej
opieki. A poza tym jest tam mniej osób chorych, bo chorzy zwykle nie mają
pieniędzy na luksusy (sic! to ode mnie blise’a). Trudno więc różnicę cen
tłumaczyć inaczej niż przy użyciu tych argumentów, którymi wyjaśnia się
nieefektywność systemu amerykańskiego w porównaniu z mniej sprywatyzowanymi
systemami europejskimi.

Warto się też zastanowić, czy mówiąc o polskiej
służbie zdrowia na tle innych krajów, powinniśmy mówić o kryzysie czy o cudzie.
Mimo bolączek otrzymujemy przecież jakoś działający, dość nowoczesny system,
płacąc kilkakrotnie mniej niż inni mieszkańcy Unii, 12 razy mniej niż w USA i
dużo mniej niż sąsiedzi (90 dol. mniej niż Słowacy, 230 mniej niż Węgrzy i 414
mniej niż Czesi). Narzekając, zachowujemy się więc trochę, jak byśmy kupując
volkswagena za cenę poloneza zrzędzili, że nie jest to jaguar. Polonez daje się
ulepszyć, ale nadzieja, że w cenie poloneza można mieć jaguara, przynosi tylko
frustrację.

Teraz dam kolejny
link:

http://www.trystero.pl/archives/3659

C hętnie przeczytałbym więcej
opinii na ten tema. Bo dla mnie jasne jest, że mniej sprywatyzowane systemy
opieki zdrowotnej są bardziej wydajne i bardziej przyjazne dal
pacjentów.

Thome:
Pomijam kwestię, że dostęp nie oznacza jeszcze usługi. Ja
mam np. w Polsce dostęp do bezpłatnych zabiegów stomatologicznych. No mam. Ty
też masz. Fikcja? Fikcja.

Nieprawda. Za częśc usług stomatologicznych trzeba
dopłacić (co mnie bardzo wkurwiło niedawno - leczenie kanałowe) ale nie na
wszystko - to jest jednak dowód anegdotyczny i zamilczmY o tym. Nie dysponuję w
tym momencie linkiem na temat, ale może za chwilę coś znajdę. Powiem jednak -
anegdotycznie- że w Poznaniu nie jest z tym najgorzej.
blaise  - kolejny link i informacje   |29.09.2009 15:38:21
http://www.rynekzdrowia.pl/Ubezpieczenia-zdrowotne
/867-mln-Amerykanow-bez-ubezpieczenia-zdrowotnego, 5164,4.html

"Według
raportu Familie USA, który uwzględniał również informacje oficjalne, podaje, iż
spośród 262 mln Amerykanów młodszych niż 65 lat 33 procent pozostawało w
dwuletnim okresie 2007-2008 przynajmniej przez pewien czas poza ubezpieczeniem
zdrowotnym. Było to łącznie 60,1 mln dorosłych oraz 26,6 mln dzieci i młodzieży
w wieku do 18 lat."

Więc jest coś na rzeczy czy nie?
blaise   |01.10.2009 17:00:29
http://www.guardian.co.uk/world/2009/oct/01/lobbyi
sts-millions-obama-healthcare-reform

Wygląda na to, że korporacyjni cwaniacy
rzucili kongresmenom sporo gotówki.. Mam nadzieje, że tego pożałują
kot   |04.10.2009 10:54:10
Mogłem oglądać i jakby doświadczyć. W pigułce jednego szpitala poznawałem:
problemy , blaski i cienie polskich szpitali. I rodzaj destrukcyjnej polityki
państwa prowadzonej wobec nich. Bliska mi osoba ,,cudem,, dostała się na
pododdział ( tak to się po wojskowemu i słusznie nazywa) proktologii Szpitala
Soleckiego w Warszawie.
Pododdziałem kieruje, zarządza, dowodzi, odpowiada,
tworzy go i utrzymuje przy życiu doc. Małgorzata Kołodziejczak . W
korytarzach, salach, łazienkach, brak pieniędzy widać z każdego wymagającego
remontu kąta. I w tych warunkach jest robione coś, co się daje nadrobić
wysiłkiem, organizacją, zadbaniem, lśniącą, uporczywie doglądaną czystością.
Rzeczowa i uśmiechnięta pani ordynator zajęta jest ponad miarę, gdy co kilka
dni przychodzi nowa partia pacjentów, których trzeba zoperować. Ruch jak w
dobrze zorganizowanej linii produkcyjnej. I mimo tego jest: życzliwość i dobra
opieka. Skromne posiłki są smaczne. Personel kompetentny , czujny, zajęty:
organizacja robi wrażenie perfekcyjnej. Jeżeli ktoś powie, że można lepiej,
taniej i sympatyczniej, zorganizować coś podobnego po sprywatyzowaniu, będzie
musiał wykazać dużo złej woli albo ideologicznego zaślepienia.
Szpital na Solcu
od lat oblegany przez pacjentów jest obiektem zakusów likwidacyjnych.

Nieszczęściem polskiej transformacji jest dojście do władzy ludzi
nieprzygotowanych do jej sprawowania, którzy nigdy nie zajmowali się
zarządzaniem, nie potrafią docenić i uszanować tego co już dobrze funkcjonuje.
Nie zdających sobie sprawy z tego ile potrzeba, zaangażowania, czasu na
konieczną selekcję personelu, powstanie tkanki organizacyjnej, którzy nie
odróżniają destrukcji od reformy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07973 Seconds