Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Bożek: Lekcja komara |
|
|
Jakub Bożek
|
|
31.05.2009 |
To działania człowieka doprowadziły do globalnego ocieplenia – uznali eksperci oenzetowskiego Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) w raporcie z 2007. Przestrzegali też, że jeśli nie podejmiemy stanowczych działań, ocieplenie będzie gwałtowne, a jego skutki – nieodwracalne. Zdaniem niektórych (np. brytyjskiego naukowca Davida Wasdella), raport IPCC jest nawet zbyt optymistyczny. Nie uwzględnia choćby szybkiego ocieplania się Arktyki (w ciągu trzech ostatnich dekad temperatura wzrosła tam aż o 3°C), pomija także najbardziej katastroficzne scenariusze. Tak czy owak, globalne ocieplenie jest faktem. I to faktem, który możemy odczuć na własnej skórze. Okazuje się bowiem, że dekada 1998-2007 była najcieplejszą w ludzkiej historii.
To tylko pogoda?
Jakie są społeczne wymiary zmiany klimatu? Jednym z naczelnych jego skutków jest zwiększające się ryzyko występowania katastrof naturalnych. Od połowy lat 70. liczba huraganów o podobnej sile, co niesławna Katrina, zwiększyła się dwukrotnie. Jak podaje belgijskie Centre for Research on the Epidemiology of Disasters (CRED), tylko w latach 2000-2008 cyklony tropikalne, powodzie, susze, trzęsienia ziemi, tsunami i pożary przyczyniły się do śmierci 770 tysięcy ludzi. W samym 2000 roku ofiarami kryzysów ekologicznych było blisko 10 tysięcy osób. Z kolei Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że w 2000 roku globalne ocieplenie przyczyniło się do 150 tysięcy zgonów. Z porównania tych dwóch liczb widać, że katastrofy są tylko częścią ryzyka, jakie niesie ze sobą zmiana klimatu. Biuletyn WHO z 2007 roku wymienia pozostałe niebezpieczeństwa powodowane ociepleniem, m.in. długotrwałe susze, topnienie lodowców, które dostarczają świeżą wodę, wzrost poziomu morza, co prowadzi do zasolenia źródeł, z których czerpie się wodę wykorzystywaną w rolnictwie i codziennym życiu. Zmiana klimatu powoduje też nasilenie się epidemii malarii, biegunki oraz niedożywienie. Epidemie te co roku przyczyniają się do 3 milionów zgonów.
Jednym z najbardziej znaczących zagrożeń, które nasilają się wskutek zmian klimatycznych, jest malaria. Niewielu Europejczyków zdaje sobie sprawę, że połowa światowej populacji (czyli blisko 3,3 miliarda ludzi) jest narażona na ryzyko zachorowania na malarię. Co roku diagnozuje się 250 milionów przypadków malarii, z czego 1 milion to przypadki śmiertelne. Większość ofiar to Afrykanie. WHO podaje, że przeciętne afrykańskie dziecko choruje na malarię od 2 do 5 razy w roku. Co 30 sekund rejestruje się zgon powodowany malarią. Co to ma wspólnego ze zmianami klimatu? Ma. I to wiele.
Komary roznoszące malarię nie w każdych warunkach są w stanie przeżyć. Niedostępne są dla nich np. tereny położone wysoko w górach. Jednak postępujące ocieplenie powoduje zmiany lokalnego klimatu. Amerykańska organizacja ekologiczna Natural Resources Defense Council (NRDC) informuje, że w 2006 komary przenoszące wirusa malarii znaleziono na wyżynnych okolicach Góry Kenii. Kenijski naukowiec, Shem Wandiga, twierdzi że jeszcze kilka lat temu żaden komar, by tam nie przeżył. Dodatkowo, ludzie zamieszkujący ten region są bardzo mało odporni na wirusy malarii. A ponieważ są także odcięci od leków i szpitali, to
każdy przypadek choroby staje się śmiertelnie niebezpieczny.
Te informacje każą nam zmienić nasze myślenie tak o „naturalnych” katastrofach, jak i o „naturalnych” epidemiach. Nie można już ich postrzegać jako wydarzeń oderwanych od działalności człowieka. To pierwsza i najważniejsza lekcja ekologii politycznej. Okazuje się, że nasze działania powodują nieprzewidziane skutki. Jak twierdzi Ulrich Beck, „źródła bogactwa są «zanieczyszczone» przez wzrastające «zagrożenie skutkami ubocznymi»”.
Kto za to płaci?
Brytyjski ekonomista Nicholas Stern oblicza, że niezahamowana zmiana klimatu przyniesie ludzkości większe straty niż Wielki Kryzys z lat 30. i obie wojny światowe razem wzięte. Czy koszty globalnego ocieplenia poniosą ci, którzy są za nie odpowiedzialni? Ulrich Beck uważa, że „bieda jest hierarchiczna, smog jest demokratyczny”. Być może na poziomie państwa tak, ale na poziomie globalnym sprawa przedstawia się inaczej. Kryzysy ekologiczne nie niwelują ekonomicznych nierówności. Co więcej, przyczyniają się do ich pogłębienia. Szacuje się, że spośród wszystkich osób dotkniętych takimi kryzysami aż 98% to mieszkańcy globalnych peryferii (głównie Azji i Afryki). To również oni najczęściej są śmiertelnymi ofiarami naturalnych katastrof. W oenzetowskim raporcie Global Assessment Report on Disaster Risk Reduction czytamy, że wprawdzie kraje rozwinięte o wysokim poziomie PKB, narażone są na dość wysokie ryzyko pojawienia się cyklonów (aż 39%), są jednak w stanie zapewnić swoim mieszkańcom bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa. Ryzyko zgonu spowodowanego katastrofą wynosi tam tylko 1%. Z kolei w krajach o niskim dochodzie narodowym, mimo dość niskiego poziomu narażenia na wystąpienie cyklonu (13%), ryzyko śmierci jest o wiele większe (aż 81% w przypadku wystąpienia cyklonu).
Dobrego przykładu dostarcza porównanie położenia Japonii i Filipin. Japonia jest znacznie bardziej narażona na atak cyklonu, jednak to mieszkańcy Filipin katastrofę odczują bardziej boleśnie. Gdyby oba kraje zaatakowały cyklony dokładnie o tej samej sile, na każdego zabitego Japończyka przypadnie aż 17 Filipińczyków. O tym, co stanie się, jeżeli cyklon zaatakuje kraj rozwijający się, mieliśmy szansę przekonać się w 2008. Cyklon Nargis, który spustoszył Myanmar, spowodował śmierć 139 tysięcy ludzi i miał poważny wpływ na życie 2,4 milionów.
Nie dość, że kraje rozwijające się są pozbawione zasobów, które pozwoliłyby im skutecznie radzić sobie z katastrofami (w Myanmarze zawiódł system wczesnego ostrzegania), to jeszcze ponoszą największe straty ekonomiczne. Raport Organizacji Narodów Zjednoczonych szacuje, że w latach 2000-2008 katastrofy spowodowały bezpośrednie straty ekonomiczne rzędu 835 miliardów dolarów. Eksperci z Banku Światowego obliczają, że w krajach rozwijających się straty ekonomiczne (wyrażane jako procent krajowego produktu brutto) są nawet 20 razy większe niż w krajach rozwiniętych. Skąd ta rozpiętość? Przede wszystkim z braku porządnej infrastruktury, systemów wczesnego ostrzegania, politycznych nacisków na rozwój za wszelką cenę.
O ile relatywne straty ponoszone są przez kraje rozwijające się, o tyle większą część strat absolutnych (czyli wyrażanych w dolarach) ponoszą kraje z grupy OECD (a więc kraje już rozwinięte). ONZ oblicza, że cyklony co roku powodują straty rzędu 1284 miliardów dolarów. Najwięcej tracą Japonia (ponad 850 miliardów dolarów) i Stany (ponad 120 miliardów dolarów). Ale gdy zmienimy optykę i porównamy straty z produktem krajowym brutto, naszym oczom ukaże się zupełnie inny obraz. Podczas, gdy kraje z grupy OECD (dodajmy, że chodzi głównie o Australię, Stany i Japonię) co roku traciły do 13% PKB, to straty krajów Afryki Sub-Saharyjskiej przekraczały aż 50% ich PKB. Co w tym najdziwniejszego? W latach 1975-2007 w krajach OECD rocznie pojawiało się około 71 cyklonów, w krajach Afryki Sub-Saharyskiej niecałe dwa.
Dlaczego straty notowane w krajach rozwiniętych tak znacząco przekraczają straty krajów rozwijających się? Po pierwsze, kraje rozwinięte są po prostu bogatsze. Mają więcej wszystkiego, dlatego też i tracą więcej. Po drugie, koszty katastrof ekologicznych oblicza się na podstawie wartości własności i wartości, na którą ludzie ubezpieczają własność. Rynki ubezpieczeniowe zaś celowo zaniżają straty w krajach rozwijających się, żeby zminimalizować wartość wypłacanych odszkodowań. Dlatego straty w krajach biednych są znacznie niższe niż w krajach bogatych. Biedni nie ubezpieczają swojej własności, a nawet gdyby chcieli wykupić polisę, to i tak ubezpieczyciele zrobiliby wszystko, aby ograniczyć wartość odszkodowania.
Słabe konstrukcje
Czy powinno nas dziwić, że najbardziej zagrożeni są najubożsi?
Raport ONZ pokazuje, jak bieda bezpośrednio przekształca się w ryzyko. Widać to choćby na przykładzie ryzyka powiązanego z gwałtowną urbanizacją krajów rozwijających się. Najczęściej słabe instytucje takich państw nie są w stanie poradzić sobie z osiedlaniem się „na dziko”. Szacuje się, że co najmniej 900 milionów ludzi mieszka w nielegalnych osiedlach w rozwijających się miastach. Wiele z nich znajduje się w regionach szczególnie narażonych na ryzyko ekologiczne (np. powodzie). Sprawę pogarsza często fatalna infrastruktura oraz zły stan lokalnego budownictwa. Potwierdza to przykład trzęsienia ziemi w chińskiej prowincji Syczuan. 2,5-minutowe trzęsienie ziemi zabiło 85 tysięcy ludzi i spowodowało straty ekonomiczne wielkości 85 miliardów dolarów.
Straty nie byłyby tak duże, gdyby konstrukcja budynków (szczególnie szkół i szpitali) była lepsza. Słabość konstrukcji miała swoją konkretną przyczynę: zawrotne tempo urbanizacji. Szybki rozwój ekonomiczny Chin sprawia, że dziesiątki milionów ludzi migruje w kierunku rejonów najbardziej wystawionych na ekologiczne ryzyko. Tak było ze wschodnim wybrzeżem (narażonym na cyklony) i właśnie z Syczuanem. Nie dość, że lokalne władze nie wypracowały żadnych mechanizmów redukcji ryzyka, to jeszcze są wyraźnie niekompetentne w udzielaniu pomocy dotkniętym przez katastrofę obywatelom. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nierówny podział materialnego wsparcia. Pomoc zależy od wydajności lokalnej władzy, miejsca zamieszkania i osobistego szczęścia. Niektórzy już od roku żyją w namiotach, większa część (około 1 miliona) w barakach wybudowanych w tymczasowych obozach dla ofiar cyklonu. Tylko szczęśliwcy przeprowadzili się do nowych domów. Część ludzi bierze sprawy we własne ręce i przy pomocy rządowych grantów, nisko oprocentowanych kredytów i pieniędzy pożyczonych od rodziny samodzielnie buduje własne domy. Co prawda rządowy program zakłada przekwaterowanie wszystkich ofiar cyklonu już do maja 2010, jest to jednak mało prawdopodobne.
Na ironię losu zakrawa to, że straty ponoszą ci, którzy najmniej przyczynili się do zmiany klimatycznej. Od połowy XIX w. ludzkość wykorzystała już połowę wszystkich paliw kopalnych (czyli około 500 miliardów ton węgla). Za większą część (60%) emisji pochodzących ze spalania tych paliw odpowiedzialne są 23 najbogatsze kraje. Mieszka w nich tylko 14% światowej populacji. Dla przykładu, Amerykanin tylko przez rok przyczynia się do emisji takiej ilości dwutlenku węgla, że przeciętny Etiopczyk musiałby żyć siedem razy dłużej, by mu dorównać.
Globalne ocieplenie ma bezpośredni bądź pośredni wpływ na życie nas wszystkich. Zwiększa ryzyko w niemal wszystkich sferach społecznego i indywidualnego życia. Może prowadzić do kryzysów ekonomicznych, ekologicznych, politycznych. Mimo to jest także pewnego rodzaju szansą dla ludzkości. Testem tego samego rodzaju, co Zimna Wojna i zagrożenie katastrofą nuklearną. Tylko wypracowując nowy i sprawiedliwy porządek, możemy zapobiec katastrofie. Potrzebujemy zielonej polityki, która pozwoli przebudować nasze myślenie o gospodarce i demokracji oraz oprzeć je na nowych podstawach. Przede wszystkim zaś musimy zdać sobie sprawę z tego, że zamieszkujemy wspólny świat i tylko od naszych działań zależy, czy będzie on także dobrym światem.
Bibliografia:
„10 facts on malaria”, World Health Organization, 2009
„Climate and health”, World Health Organization, 2007
„CRED Disaster Figures”, United Nations International Strategy for Disaster Reduction, 2009
„Humanity’s carbon budget running out fast”, New Scientist nr 2706, kwiecień 2009
„Climate Justice The Facts”, New Internationalist nr 419, styczeń-luty 2009, s. 12-13
„Global Warming Health Threats”, Natural Resources Defense Council, 2008
Andrew C. Revkin, „2 Studies Tie Disaster Risk to Urban Growth”, The New York Times z 16 maja 2009
Diarmid Campbell-Lendrum, Carlos Corvalán, Maria Neira, „Global climate change: implications for international public health policy”, Bulletin of the World Health Organization nr 85 (7), marzec 2007, s. 161-244
Global Assessment Report on Disaster Risk Reduction, United Nations International Strategy for Disaster Reduction, 2009
Peter Ford, „China quake: one year on, still rebuilding”, The Christian Science Monitor z 12 maja 2009
Ulrich Beck, „Społeczeństwo ryzyka”, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 31.05.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...