|
13.00 Na Krakowskim Przedmieściu, przed kościołem św. Anny staje czerwony namiot. Jest jeszcze pustawo, mam wrażenie, że spacerujący warszawiacy są nieświadomi nadchodzących zdarzeń. Zauważam jednak, że z każdą minutą ludzi wokół namiotu jest coraz więcej. Rozstawiane jest nagłośnienie i minipodest dla mówców. Spacerowicze, wcześniej wyglądający na nieświadomych i niezaangażowanych, wyciągają gwizdki i w ciągu kilkunastu minut tworzy się całkiem spora gwiżdżąca grupa. 13.45 jest już spory tłum, ponad tysiąc osób. Zajmują szerokość całego Krakowskiego Przedmieścia, rozwinięty zostaje wielki transparent „FASZYZM NIE PRZEJDZIE”. Przyszli anarchiści, lewicowcy, ale i zwykli mieszkańcy stolicy, matki z dziećmi, osoby starsze. Skandują „No !No! No pasaran!” oraz „Warszawa wolna od faszyzmu!”, wielu przyniosło tabliczki z hasłami własnej roboty. Od strony kościoła widoczna jest także Papierowa Armia Wymoczków Włoskowatych. Pierwsze rzędy łapią się pod ręce, powstaje zwarty ludzki mur w poprzek ulicy. Od strony pl. Zamkowego, w pewnej odległości ustawia się kordon policjantów.
Panuje pozytywna atmosfera. Ustawia się kolejka po wegetariańskie jedzenie przygotowane przez Warszawską Kooperatywę Spożywczą, leci muzyka. Skłotersi z Elby sprzątają faszystowskie hasła: rozłożone na ulicy kartki z literami układającymi się w napisy „White Power”, „Żydzi do gazu” i „Zakaz pedałowania” rozsypują się pod ciosami szczotek i odkurzaczy. Przemawiają przedstawiciele Porozumienia 11 Listopada oraz zaproszeni goście, m.in. Agnieszka Holland, Seweryn Blumsztajn i Major Frydrych z Pomarańczowej Alternatywy.
W pewnej chwili, od strony uniwersytetu nadchodzi grupa osób ubranych w obozowe pasiaki. Happening zorganizował Paweł Althamer. Ustawili się w rząd tuż przed policją, tworząc niemy mur. Szokujący kontrast miedzy ich drobnymi postaciami a szpalerem policjantów w zbrojach, z tarczami i pałkami. Około 14.20 organizatorzy podają: „Powstały jeszcze dwie blokady, na Senatorskiej i na Podwalu, jesteśmy wszyscy razem, pozdrawiamy tamte blokady! Faszyści zostali okrążeni, nie przejdą!” Rozlegają się brawa. „Marsz Niepodległości” stoi otoczony przez policję pod Zamkiem Królewskim. Wkrótce okazuje się jednak, że nie wszyscy nacjonaliści zdołali dotrzeć na swoje miejsce zbiórki – od strony Nowego Światu szarpaninę wszczyna kilku mężczyzn z biało czerwonymi flagami, oddziela ich jednak policja. Wkrótce dochodzi do ataku na blokadę na Senatorskiej: spora grupa nacjonalistów usiłuje się przedrzeć, w stronę blokujących lecą kamienie. Po chwili napastnicy zostają odparci, zaraz potem inna banda atakuje od strony ulicy Miodowej. Słowa uznania należą się grupom ochraniającym blokadę, gdyby nie ich postawa sytuacja mogłaby się skończyć tragicznie. Do największych starć doszło jednak na trzeciej blokadzie, która zawiązała się na skrzyżowaniu Podwala i Kapitulnej. Około stu pięćdziesięciu neonazistowskich kiboli Legii zostało odciętych od swoich kolegów na pl. Zamkowym. Ruszają na antyfaszystów, wrzeszcząc, że ich „Zaj***ą”. Policjanci pytają zgromadzonych: „Czy oni są od was?”. Kiedy w powietrzu latają już kamienie i butelki, zdezorientowani funkcjonariusze… atakują broniących się antyfaszystów. Przybywają posiłki – po to tylko, by zacząć spychać uczestników blokady w stronę ściany. Na bierny opór antyfaszystów policjanci reagują pałowaniem, a po chwili używają wobec blokujących gazu pieprzowego.
15.30 Z namiotu na Krakowskim Przedmieściu słychać komunikat: „ Policja skierowała faszystów dołem, ulicą Furmańską! Wypchnęliśmy ich z centrum, pójdą jak szczury, opłotkami!”. Na blokadzie panuje radość, z głośników leci Tubthumping Chambawamby, tłum wiwatuje, grupa osób przed namiotem tańczy. „Słuchajcie, to jeszcze nie koniec!”- apeluje ktoś z namiotu. - „Bednarska i Karowa zastawione przez policję, idźmy do Uniwersytetu, tam przetniemy im drogę! Przenosimy blokadę!” Ponad dwa tysiące osób kieruje się w stronę Krakowskiego Przedmieścia, policja próbuje je zatrzymać; część uczestników blokady stara się obejść kordon przez kościół św. Anny. Kilkadziesiąt osób przy kościele przerywa linię prewencji i wydostaje się na ulicę. To samo udaje się następnej grupie. I nagle kordon pęka – antyfaszyści zalewają ulicę, skandując: „Krakowskie jest nasze!”. Na czele idzie transparent „Faszyzm nie przejdzie”, dudnią bębny Samby „Rytmy Oporu” aż ciarki przechodzą po plecach. Z okien budynku Instytutu Filozofii wywieszony zostaje kolejny antyfaszystowski transparent. Warszawa jest nasza, a Krakowskim idzie zupełnie inny pochód, niż ten zarejestrowany w urzędzie miasta. Mijamy Bramę Uniwersytetu. Nagle około trzystu osób z przodu tłumu zaczyna biec, słychać okrzyki „Raz, dwa, Antifa!” oraz „Alerta, alerta, antifascista!”, coraz więcej ludzi dołącza do nich. Skręcają przy pomniku Kopernika, i lecą w dół ulicą Oboźną. Na skrzyżowaniu z Browarną z parku wybiegają faszystowscy bojówkarze, dochodzi do starcia. W ruch idzie kostka brukowa, kosze na śmieci, race. Panuje chaos, nie wiadomo co się dzieje. Nagle około setki antyfaszystów biegnie w głąb parku – okazuje się, że gonią uciekających nacjonalistów. Wkracza policja, pałuje i spycha nas do skrzyżowania Oboźnej i Browarnej. Ktoś rzuca „Siting!”. Siadamy na skrzyżowaniu. Jest 16.25, nowopowstałą blokadę od czoła marszu dzieli ok. 200 metrów i kilka kordonów policji. Znów pojawiają się osoby w pasiakach i w milczeniu siadają na jezdni, w połowie drogi miedzy jedną grupą, a drugą. Nacjonaliści stoją. Ponad kaskami policji widać biało-czerwone flagi oświetlone racami. Policjanci kilkakrotnie wzywają blokujących do rozejścia się. Otaczają blokadę ciasnym pierścieniem, podjeżdżają dwa wozy z armatkami wodnymi. Policja grozi użyciem pocisków niepenetracyjnych, pałek oraz „wodnych środków obezwładniających”. Sytuacja staje się coraz bardziej groteskowa: spokojnie siedzących ludzi otacza coraz więcej policjantów, armatki wodne wycelowane w członków grającej na środku blokady Samby. Wciąż powtarzane groźby, samochody z armatkami podjeżdżają coraz bliżej, świecą reflektorami prosto w oczy. Antyfaszyści skandują „To jest protest pokojowy!”. Panuje niepewność – uderzą na nas czy nie? Około 16.45 staje się jasne, że faszystowski marsz znów puszczono inną trasą (ulicą Dobrą). Wstajemy, krzyczymy: „Chcemy się rozejść!”, nic się jednak nie zmienia, poza tym, że policja milknie. Policjanci zabraniają osobom z zewnątrz policjanci przekazywać nam jedzenie i napoje. Następne dwie godziny spędzamy zamknięci w kotle. W tym czasie marsz ONR pod silną eskortą policji, dochodzi do pomnika Dmowskiego. Opłotkami.
W ciągu całego dnia zatrzymano 33 osoby, z czego ponad połowę stanowili tzw. patrioci. Uczestników blokad było dwa-trzy razy więcej niż nacjonalistów. Udało nam się wypchnąć ich z centrum, dwa razy zmuszając do zmiany trasy. Jedynie dzięki ogromnym wysiłkom ze strony policji dotarli do celu. Może i przeszli, ale upokorzeni, a swoje ohydne hasła skandowali do drzew w parku. Do kuriozalnej sytuacji doszło podczas pikiety jaką antyfaszyści zorganizowali pod komisariatem na Wilczej w akcie solidarności z zatrzymanymi kolegami. Około godziny 20 kilkanaście osób zaczęło grać sambę i skandować „Solidarność naszą bronią!”. Reakcją policji było zatrzymanie siedmiu osób. Dwie z nich zostały przez stróżów porządku pobite – za granie na bębnie. Po interwencji prawnika całą siódemkę wypuszczono. Czytaj też: Michał Sutowski, Wygwizdaliśmy nienawiść Zobacz: Jakub Szafrański, fotorelacja z blokady
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...