> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Błędowska: Rok społeczeństwa Drukuj
Magdalena Błędowska   
31.12.2010
2010 był dość specyficznym rokiem: pomimo niezwykle dramatycznych wydarzeń, przyspieszonych wyborów prezydenckich i terminowych samorządowych, festiwalu partyjnych schizm i secesji najciekawsze rzeczy działy się wcale nie na głównej scenie politycznej, ale po stronie społeczeństwa. To właśnie oddolne ruchy społeczne, akcje stowarzyszeń, organizacji i związków zawodowych nadawały w tym roku polskiemu życiu publicznemu prawdziwą dynamikę, jakże inną od niekończącej się medialnej reaktywacji wciąż tych samych politycznych figur, haseł i min. Istotna jest jednak nie tylko liczba społecznych wystąpień, ale fakt, że każde z nich pozwala postawić pytania kluczowe dla lewicy – w obecnym, bardzo trudnym politycznie kontekście, zarówno lokalnym, jak i europejskim.

O co i z kim walczymy?

Pierwsze z tych pytań dotyczy kwestii już dość gruntownie przepracowanej teoretycznie: w jakich kategoriach (języku) formułować własne postulaty i jak szeroko je adresować? Wielokrotnie podkreślano, że izolowane walki partykularnych grup są nieskuteczne. Uderza to zwłaszcza w Polsce, gdzie normą jest antagonizowanie protestujących grup i reszty społeczeństwa. Wydaje się jednak, że dopiero od niedawna udaje się to przekonanie przełożyć na praktykę. Zmianę tę świetnie widać było w akcji Związku Nauczycielstwa Polskiego „Przedszkole dla każdego”. Bardzo konkretny postulat – finansowania przedszkoli z budżetu państwa (teraz są na utrzymaniu samorządów) – wpisano w szerszy projekt społeczny, tłumacząc, że nie jest to walka o utrzymanie dla wąskiej grupy wychowawców przedszkolnych, tylko cywilizacyjna kwestia dotykająca całego społeczeństwa: równego dostępu do edukacji, szans na rozwój i lepsze życie. Co ważne, ZNP szukał – i znalazł – sojuszników, m.in. wśród organizacji społecznych, pozarządowych oraz naukowców.

To samo wspólnotowe podejście widać w akcji Obywateli Kultury. Postulat przekazywania 1% budżetu państwa na kulturę został wpisany w pewną całościową narrację, która nie ogranicza się do twórców, instytucji kulturalnych i artystycznych form działalności. Pakt dla Kultury, jakiekolwiek będą jego dalsze losy i niezależnie od poszczególnych, wymagających dyskusji postulatów (zwłaszcza tych żywcem przeniesionych z raportu Jerzego Hausnera z 2009 roku, jak zrównanie podmiotów państwowych, społecznych i prywatnych w dostępie do publicznych środków), jest próbą zdiagnozowania kondycji społeczeństwa i państwa, a także wizją tego, w jaką stronę powinniśmy się rozwijać, według jakich wartości i jakie umiejętności kształcić. Także w tym przypadku silny jest partycypacyjny impuls: nastawienie na to, żeby jak najwięcej ludzi i grup społecznych wciągnąć. Wbrew więc pesymistycznym głosom, że przedsięwzięcie Obywateli Kultury to kolejna zabawa w głuchy telefon dla ludzi kultury i ludzi władzy (my mówimy, oni nie chcą słuchać albo udają, że nie słyszą), jego istoty nie wyczerpują negocjacje jednej grupy zawodowej czy społecznej z decydentami. Warto tu wspomnieć, że w odpowiedzi na akcję Obywateli Kultury w Poznaniu zawiązała się lokalna inicjatywa ludzi kultury o nazwie Sztab Antykryzysowy. Jeśli działania w Warszawie przyczynią się przynajmniej do mobilizacji mieszkańców w innych częściach kraju, to i tak będzie dużo.

Zgodnie z logiką ekwiwalencji, czyli łączenia na poziomie dyskursywnym postulatów różnych grup społecznych, tak by razem tworzyły one całościowy, uniwersalny społeczny projekt, działał też OPZZ, który zorganizował w lipcu, w trakcie warszawskiej Europride, konferencję o ochronie praw pracowniczych osób LGBT. I organizatorki tegorocznej Manify, która odbyła się pod hasłem „Solidarne w kryzysie, solidarne w walce”. Manifę wsparli Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, „Sierpień 80”, OPZZ i ZNP, a jej czternaście postulatów wyraźnie pokazywało, w jaki sposób nierówności ekonomiczne nierozerwalnie splatają się z płciowymi.

Czy Polacy są bierni?

Drugie pytanie, które się nasuwa, gdy obserwujemy ruchy społeczne w Polsce w 2010 roku, brzmi: co dzisiaj łączy ludzi i skłania do wspólnego publicznego działania? Na pozór dotyka ono wałkowanego na wszystkie możliwe sposoby problemu bierności polskiego społeczeństwa. Wydaje się jednak, że należałoby je przeformułować: skoro Polacy chętnie skrzykują się na inscenizacje średniowiecznych bitew i zjazdy fanów fantastyki, to może wcale – czy nie do końca – chodzi o to, że interesuje ich tylko prywatność. Być może tym, co ich zbiera razem, nie są już trwałe i całościowe projekty ideologiczne – ważniejsze staje się potwierdzanie własnej tożsamości, a emocje i estetyka zaczynają wygrywać z tradycyjnie rozumianą polityką.

Chyba najklarowniej problem ten ukazał protest przeciwko krzyżowi na Krakowskim Przedmieściu. W komentarzach lewicowych publicystów widoczna była wyraźna ambiwalencja. Z jednej strony stała się rzecz najzupełniej nieoczekiwana: hegemonia Kościoła katolickiego w polskiej sferze publicznej została ośmieszona. Z drugiej jednak strony, gdy pod lupę wzięło się to, kto przyszedł z 9 na 10 lipca pod Pałac Prezydencki, z jakimi (po części) hasłami, postawami i argumentami, protest ten jawił się jako wystąpienie młodych, nowoczesnych i wielkomiejskich przeciwko „terrorowi” archaicznych i śmiesznych ludzi z krzyżem. Fakt, że umocowanie społeczne czy medialne obrońców krzyża jest bardzo słabe i że jako żywo to nie oni zbudowali potęgę Kościoła katolickiego w Polsce, został tu zupełnie prześlepiony. W ten sposób gest (w zalążku) polityczny stał się po części manifestacją estetycznej odrazy (wyczuł to i próbował błyskawicznie zagospodarować Janusz Palikot, co wydaje się symptomatyczne).

Akcję przeciwników pozostawienia smoleńskiego krzyża można też rozpatrywać pod kątem trwałości obecnych i przyszłych zaangażowań społecznych: czy nie stają się one coraz bardziej efemeryczne? Istnieje ryzyko, że skrzyknięci przez Facebooka nawet w najsłuszniejszej sprawie ludzie momentalnie po akcji się rozpierzchną, by odnaleźć się w zupełnie innych miejscach systemu, walcząc o sprawy zupełnie niepowiązane ideologicznie z naszą.

Gra na zwłokę

A jak rządząca Platforma Obywatelska radziła sobie ze społeczną aktywnością? Jest to też pytanie o skuteczność podejmowanych przez ruchy społeczne działań. Świetnym przykładem strategii PO są losy dwóch ustaw: obywatelskiego projektu ustawy parytetowej, złożonego z inicjatywy Kongresu Kobiet, i przyjętej na jesieni ustawy antydyskryminacyjnej, o którą od wielu lat upominały się środowiska równościowe, kobiece i walczące o prawa mniejszości. Otóż strategia ta polega przede wszystkim na grze na zwłokę: najpierw tak długo, jak to możliwe, ignoruje się społeczne postulaty. Jeśli już są sformułowane w postaci konkretnego projektu – przetrzymuje się go w sejmowej zamrażarce. Aż wreszcie, gdy już nie ma wyjścia (bo grożą nam na przykład kary Komisji Europejskiej), przyjmuje się ustawę w postaci tzw. ogryzkowej: parytety stają się kwotami (i to bez gwarancji miejsc dla kobiet w pierwszej trójce na liście wyborczej), a ustawa antydyskryminacyjna, niedająca żadnych konkretnych narzędzi prawnych osobom poszkodowanym, stanowi regres w stosunku do wcześniejszych projektów, nawet tego opracowanego w jawnie konserwatywnym PiS-owskim rządzie.

Casus ustawy równościowej jest istotny także z uwagi na postać Elżbiety Radziszewskiej: wbrew powszechnym opiniom, że jest ona po prostu niekompetentna, wydaje się, że powołanie jej na stanowisko pełnomocnika rządu ds. równego traktowania i, na pozór zupełnie irracjonalny, upór Tuska, by ją na nim utrzymać (pomimo licznych protestów po jej homofobicznych wyskokach), były elementem bardzo przemyślanej strategii. Radziszewska jest kompetentna dokładnie w tym, w czym ma być kompetentna: neutralizowaniu niewygodnych dla Platformy społecznych oczekiwań i postulatów, zmienianiu prawa w Polsce tak, żeby de facto nic się nie zmieniło.

Sposobem na ominięcie tej pułapki bezradności było dla części społecznych aktywistów bezpośrednie wejście do polityki. Dyskutowali o tym tuż przed wyborami samorządowymi działacze warszawskich organizacji pozarządowych w Chłodnej 25. W Poznaniu koalicja oddolnych ruchów miejskich „My, Poznaniacy”, walczących o zrównoważony rozwój i bardziej demokratyczne zarządzanie miastem, stworzyła własny komitet wyborczy, zdobywając bardzo dobry wynik (choć z uwagi na ordynację wyborczą nie przełożył się on jednak na mandaty radnych).

Do przodu czy do tyłu?

Na koniec warto przypomnieć to, co się działo w Europie w 2010 roku, a co w Polsce wydaje się wciąż niewyobrażalne: wielodniowe, wielotysięczne, często bardzo gwałtowne protesty przeciwko polityce poszczególnych rządów – czy to podwyższeniu wieku emerytalnego przez Sarkozy’ego, czy to cięciom budżetowym i podwyżce czesnego na wyższych uczelniach przez rząd Camerona w Wielkiej Brytanii. Akcje protestacyjne przygotowywały wspólnie organizacje studenckie, uczniowskie i pracownicze. Tu od razu pojawia się pytanie o bazę społeczną dla protestów na taką skalę w Polsce. Wnioski są dość przygnębiające – o ile świadomość i aktywność związków zawodowych rośnie, o tyle polscy studenci wydają się obecnie jedną z najbardziej konformistycznych i oportunistycznych grup społecznych. Z faktu, że darmowe studia wyższe są w Polsce właściwie iluzją (biorąc pod uwagę, ilu studentów za nie płaci, i jak drogie jest utrzymanie się w miastach akademickich), wyciągają raczej wniosek, że powinni płacić wszyscy – a nie, że trzeba walczyć o prawdziwie darmową i publiczną edukację, z wyrównaniem szans osób upośledzonych społecznie bądź kulturowo.

Analizując protesty w Europie, warto zapytać też, na ile są one obroną status quo, czyli walką dzieci i wnuków o to, co mieli rodzice i dziadkowie. To z kolei rodzi inne zasadnicze pytanie: jakie mają być najważniejsze cele lewicowej polityki? Tony Judt w swojej ostatniej książce przekonuje, że chodzi już jedynie – albo aż – o ocalenie resztek państwa opiekuńczego. Być może jednak alternatywa: walka o utrzymanie dawnych pozycji czy zupełnie nowa wizja przyszłego ładu, jest pozorna, bo każde działanie, jakie podejmiemy w zmieniającym się nieustannie kontekście, będzie ruchem do przodu, niosąc nowe znaczenia i konsekwencje.
Komentarze
Dodaj nowy
Matka Polka z Podkarpacia  - Rok społeczeństwa   |31.12.2010 19:32:55
Witam!
Przeczytałam ten artykuł uważnie i mam wrażenie, iż to ja go napisałam.
Tak jak i autorka myślę. Dodam jeszcze, iż społeczeństwo obywatelskie w naszym
kraju jest ciągle niezbyt liczne. Zbyt mało inicjatyw oddolnych, reagowania na
biedę, dyskryminację no i to"utrudnianie " gdzie się da przez urzędy.

Pozdrawiam i życzę lepszego Nowego Roku 2011.
3sektor  - :-)   |04.01.2011 19:45:34
Ciekawe podsumowanie.

"Radziszewska jest kompetentna dokładnie w tym, w
czym ma być kompetentna: neutralizowaniu niewygodnych dla Platformy społecznych
oczekiwań i postulatów, zmienianiu prawa w Polsce tak, żeby de facto nic się nie
zmieniło."

No właśnie, ona chyba jednak jest bardziej wyrachowana niż
niekompetentna.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09616 Seconds