|
Godzina 12. Przed chwilą skończyłem wypełniać kolejny wniosek o grant. W ciągu ostatniego tygodnia sprawozdawanie i rozliczanie poprzedniego projektu oraz budżetowanie nowego zajęło mi około 80 proc. czasu pracy. To niejedyny taki tydzień. Mam 30 lat, jestem polskim naukowcem. Czuję, że coś tu nie gra. Pracująca dwa piętra wyżej 60-letnia pani profesor, publikująca z roku na rok w coraz lepszych czasopismach, o wszystkich tych grantach może tylko pomarzyć. W jej wieku ma szansę co najwyżej na szczuplejące środki na „badania statutowe”. Tu coś naprawdę nie gra.
Jeszcze do niedawna sytuacja młodych uczonych była w Polsce dość trudna - hierarchiczna struktura świata akademickiego uniemożliwiała szybkie kariery naukowców, a dostępne środki na badania były niezwykle ograniczone. Dziś sytuacja się odwróciła - pojawiło się wiele programów stypendialnych, jest mnóstwo grantów dla młodych badaczy, a cały system finansowania nauki zaczął niebezpiecznie zmierzać ku dyskryminacji wiekowej starszych profesorów. Polska - inaczej niż cały świat - wprowadziła prawne kryterium wieku w przeznaczaniu środków na badania podstawowe: kwoty będą obowiązywać w Narodowym Centrum Nauki, natomiast środki dla jednostek na badania własne mają być przeznaczane wyłącznie dla młodych naukowców. Młodzi naukowcy jeszcze większą część czasu przeznaczać będą na przygotowywanie i rozliczanie wniosków, a jednostki będą ich do tego motywować.
Wprowadzony niedawno przez MNiSW konkurs grantowy Iuventus Plus (dla osób do 35. roku życia) rozstrzygany był w ciągu tygodnia, choć rozpatrywanie zwykłych wniosków grantowych MNiSW trwa zwykle ponad pół roku. Wnioski w konkursach „dla młodych” nie pozwalają nawet porządnie opisać badań - bo przecież to wiek i ilościowo rozumiany dorobek mają być najważniejszym kryterium.
To na młodym naukowcu (doktorancie, adiunkcie, czasem nawet studencie) spoczywa dziś odpowiedzialność za pozyskiwanie funduszy na swoje życie i badania: zdobywanie kolejnych grantów czy stypendiów dedykowanych właśnie tej grupie wiekowej. Adaptując się do tak funkcjonującego systemu, najzdolniejsi młodzi naukowcy spędzają większość swojego życia na przygotowywaniu wniosków grantowych, ubieganiu się o stypendia, rozliczaniu dotacji, zarządzaniu projektami. Powstaje dziwna alternatywa: albo wieloetatowość i chałtury, albo kariera naukowca księgowego. Rozumiem, że profesor z wielkim zespołem powinien być po trochu menedżerem, ale czy musi nim też być świeżo upieczony adiunkt czy nawet doktorant?
Polska polityka naukowa to nie tylko projekty ministerialne - to również działania licznych polskich i zagranicznych fundacji, Komisji Europejskiej. Bardzo wiele z nich również opiera się na negatywnej dyskryminacji wiekowej. Zakłada się, że wszyscy polscy naukowcy starszego pokolenia są żywcem wyjęci z „Barw ochronnych” Zanussiego - skażeni starym systemem, cyniczni, nieuczciwi, niezdolni do odkrywczych badań i publikowania w czołowych czasopismach, w końcu - utrudniający kariery młodych uczonych.
Wystarczy rozejrzeć się po najlepszych polskich uczelniach, by zrozumieć, jak bardzo niesprawiedliwe jest takie podejście: wielu starszych profesorów to przecież prawdziwi strażnicy etosu naukowego, wywiedzionego z najświetniejszych lwowsko-warszawskich tradycji. Ludzie ceniący naukę bardziej niż doraźne zyski czy możliwość wzbogacenia się na kilku etatach.
W obecnej polityce zdaje się pokutować mit o obumierającym mózgu, który uniemożliwia starszym osobom wykonanie jakichkolwiek ważnych zadań poznawczych. Coraz więcej badań naukowych z obszaru poznawczego starzenia się (cognitive aging) zdaje się ten mit obalać. Na przykład sprawność językowa bądź procesy oparte na akumulowaniu wiedzy przebiegają sprawniej właśnie u osób starszych.
Timothy Salthouse w swoich licznych badaniach z tego obszaru wykazał, że w zadaniach wymagających sprawnego dopasowania synonimu (a zatem wymagających bogatego słownika) najlepiej wypadały właśnie osoby po pięćdziesiątce.
O ile stwierdzono spadek z wiekiem zdolności do rozumowań logicznych czy deficyty pamięci roboczej u osób starszych, o tyle zjawiska te częściowo mogły wynikać ze sposobu pomiaru. Na to wskazywałyby badania Grzegorza Sędka, który pokazuje, że zadania poznawcze przedstawiane symbolami (a więc tak jak w większości psychologicznych testów) lepiej wykonywane są przez ludzi młodych - jednak wystarczy te same zadania przedstawić w formie zdań języka naturalnego - a różnice między młodymi a starszymi zanikają. Wiadomo też, że starzenie się poznawcze przebiega inaczej u osób pracujących umysłowo.
Umysł trenowany działa sprawniej. Starszy naukowiec, szczególnie ten wybitny, może więc całkiem wiele zdziałać.
Na czołowych amerykańskich czy niemieckich uniwersytetach to profesorowie zajmują się pozyskiwaniem funduszy, wnioskowaniem o dotacje, rozliczaniem kolejnych grantów. To oni popularyzują wiedzę naukową, tłumacząc świat liczb i symboli na język zrozumiały dla niewykształconego odbiorcy.
Życie młodych naukowców - doktorantów i post-doców - upływa w laboratorium badawczym. Bo, statystycznie rzecz ujmując, to w tym wieku właśnie generujemy najwięcej pomysłów, najlepiej liczymy, potrafimy wykonywać najbardziej zaawansowane operacje formalne. W Polsce jest jednak odwrotnie. Obecna polityka naukowa w Polsce, zamiast ułatwić profesorom zatrudnianie doktorantów czy post-doców w ramach istniejących grantów, skłania młodych badaczy do „papierkowej roboty”. Promuje głównie zaradność i umiejętność dobrego sprzedawania swoich osiągnięć, a nie sumienną i spokojną pracę nienastawioną na PR. Jest to jeden z powodów, dla których młodzi polscy naukowcy tak świetnie funkcjonują za granicą (badając, publikując, licząc), a po powrocie do kraju - ich naukowa wydajność gwałtownie spada. Do tego dochodzi zwykłe poczucie niesprawiedliwości, które odczuwamy na widok naukowców z kategorii wiekowej „>35”. Często wybitnych, często publikujących w świetnych pismach naukowych. Mimo to - bez szans na granty czy stypendia. Ale może właśnie dlatego? Może dlatego, że nie dostąpili do rogu obfitości polskiej polityki naukowej - który swoich beneficjentów przemienia z naukowców w księgowych?
*Michał Bilewicz jest psychologiem społecznym, adiunktem na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Był stypendystą Uniwersytetu w Jenie oraz nowojorskiej New School for Social Research. Jest członkiem zespołu KP.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...