> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bielik-Robson: Totem i tabu. Polskiej tanatologii ciąg dalszy Drukuj
Agata Bielik-Robson*   
18.04.2010
wawel.jpgWszystkim, którzy uparcie twierdzą, że tylko „awanturnicy” protestujący pod Wawelem zakłócili jedność narodowej żałoby (w tym zwłaszcza dziennikarzom TVN 24), polecam dla otrzeźwienia ostatni tekst Tomasza Terlikowskiego, który w dwóch lekko się różniących wersjach został opublikowany w „Gazecie Polskiej”, a następnie na portalu Salon24. Nosi on biblijny tytuł Bojaźń i drżenie i jest napisany z apokaliptycznym zapałem polskiego świętego Jana: przynosi gotową religijną wykładnię tragedii pod Smoleńskiem, przez którą przemówił sam Bóg, dając wyraźny znak swoim wiernym.

Dziwny to Bóg, okrutny i mściwy, jak zresztą wszyscy fundamentalistyczni bogowie, te smętne i bezmyślne karykatury Jahwe ze Starego Testamentu, zdolne tylko do imitacji jego gniewu, a zupełnie nieczułe na głębsze, uniwersalistyczne aspekty żydowskiego mesjanizmu. „Jeśli Bóg dopuszcza taki dramat – pisze Terlikowski - to nie robi tegosa po nic, ale po to, by niezwykle mocno wezwać nas do działania, przemiany i zaangażowania… Odczytanie tego zadania – w perspektywie symboliki smoleńskiej tragedii – jest dla nas zadaniem. Z odrzucenia go, z odmowy zaangażowania będziemy rozliczeni na sądzie ostatecznym. I biada nam, jeśli – po takim znaku – udamy, że nic się nie stało. Wtedy pozostanie nam tylko bojaźń i drżenie”. Bóg dał Polsce kolejny znak, będący jednocześnie ostrzeżeniem: jeśli nadal Polacy, mój naród wybrany, będzie zadawać się z tą bezbożną zachodnią zgnilizną i porzuci misję ponownej ewangelizacji świata, to mnie popamięta. Tragedia pod Smoleńskiem to tylko pierwszy z sygnałów czekającej nas apokalipsy: „Trudno nie zadać sobie pytania – ciągnie prorok-Terlikowski - czy nie próbowaliśmy uciec od misji, jaką stawiał przed nami Bóg, w «normalność» Zachodu. Jeśli tak było, to ta tragedia jest wyraźnym przypomnieniem, że nie będzie nam dane bycie «normalnym» narodem, który może żyć w świętym spokoju, że od nas Pan Bóg wymaga co jakiś czas daniny krwi, ofiary (czasem boleśnie absurdalnej) z najlepszych synów”.

Na poparcie swoich mesjańskich tez Terlikowski wzywa objawienia dwóch polskich wizjonerek: Marii Franciszki Kozłowskiej i siostry Faustyny Kowalskiej. Ta pierwsza, co lojalnie przypomina, stała się po odstąpieniu od kościoła założycielką heretyckiej sekty mariawitów, która w najdoskonalszy sposób zrealizowała religijne założenia polskiego mesjanizmu: zdetronizowała Żydów jako naród wybrany, na ich miejsce kładąc Polaków i czyniąc z ewangelii przesłanie ściśle narodowe (do dziś kościół mariawicki ma swoich zwolenników wśród polonii z okolic Chicago). Na miejscu polskiej hierarchii katolickiej zatroskałabym się nieco o „mariawickie odchylenie” doktora Terlikowskiego, bo – jak już wiadomo od czasów Mickiewicza – relacje między polskim mesjanizmem a powszechnym kościołem katolickim wcale nie układają się tak dobrze, jakby to wynikało z powyższego entuzjastycznego credo.

To zresztą zdumiewające, jak topos polskiego męczeństwa ustalony przez Adama Mickiewicza w Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego, utrzymuje się bez żadnych korekt i rewizji po dziś dzień, wołając nadal czystym głosem z głębi narodowej nieświadomości. Oto, co – w luźnej parafrazie – mówi nam Mickiewicz: „Polska znalazła się w niewoli, bo nastała szatańska trójca: król Prus Fryderyk II, caryca Rosji Katarzyna II i cesarzowa Austrii Maria Tereza. Oni sami to trzy bluźnierstwa, ich życia to trzy zbrodnie, a pamięć ich – trzy przekleństwa. Trójca ta wzniosła nowego bożka, i nazwała go Interesem. Jeden jedyny człowiek się jej przeciwstawił: Lafayette. I tylko naród polski nigdy nie miał bożka, nie czcił obcych bogów, zawsze był wierny Panu i nie znał słowa ‚egoizm‘. Nigdy nie napastował innych narodów, a jeśli brał udział w wojnie, to tylko w obronie chrześcijaństwa. Dlatego Pan nagrodził go Litwą, Litwa i Polska pięknie się połączyły, dając wzór powszechnego jednoczenia się narodów, które kiedyś nastąpi”.

Istotę tego religijno-politycznego przesłania streszcza utożsamienie Polski z Chrystusem: „Naród polski nie umarł, trzeciego dnia zmartwychwstanie i oswobodzi wszystkie zniewolone ludy“. Oto polska historiozofia, widomy dowód na to, że Hegel się mylił, wykluczając słowiańszczyznę, w tym Polaków, ze światowego obiegu Ducha! Trzy Epoki Joachima de Fiore, na kanwie których Hegel zbudował swój system historii, mają też swojską, ładniejszą i bardziej poetycką wersję, gdzie miejsce faryzejskiej „pracy dziejowej“ zajmują rdzenne polskie cnoty chrześcijańskiej miłości, walki i cierpienia. „Anglia i Francja są jako Izrael i Juda, parlamentaryzm nie różni się od zgromadzenia faryzeuszy i sadyceuszy, którzy nie wiedzą, co to miłość i co znaczy umrzeć za prawdę“. Polacy zaś wiedzą – i wiedza ta najwyraźniej nie opuszcza ich do dziś, kiedy z równym przekonaniem „prześladowanego wśród narodów“ wygłaszają androny pod adresem zachodniej „cywilizacji śmierci“. Terlikowski dodaje do tej mesjańskiej historiozofii swoje trzy grosze, całkowicie jednak zgodne z mickiewiczowską logiką: Polska zmartwychwstała, odzyskała wolność, lecz zamiast dać wzór chrześcijańskiej cnoty całemu światu, sprzeniewierzyła swoją misję i poddała się faryzejskiej „tyranii Interesu“. I za to też została ukarana.

Ja jednak nie całkiem o tym. Choć bowiem losy polskiej herezji pseudo-mesjańskiej bardzo są interesujące, to znacznie ważniejszy jest wpływ emocji, które myśl ta obsługuje, na bieżącą politykę. Emocję, jaką wyraża tekst Terlikowskiego, można by zinterpretować jako, zgodnie z tytułem, „bojaźń i drżenie“ wobec gniewnych wyroków bożych, ale także jako nadzieję na to, że dzięki smoleńskiej tragedii Polacy się opamiętają i odstąpią od uczestnictwa w zachodnim projekcie demokracji liberalnej. Że zamkną się w swojej polskiej swoistości i samowsobnie, tylko dzięki wsparciu tradycji i kościoła, wypracują własną „demokrację nieliberalną“ (tamże!), w istocie będącą formułą narodowo-katolickiej teokracji (co od lat chodzi już po głowie redaktorom „Teologii Politycznej“). Dlatego kluczem do „analizy“ Terlikowskiego jest zdanie, które raz jeszcze in extenso przytoczę: „Trudno nie zadać sobie pytania, czy nie próbowaliśmy uciec od misji, jaką stawiał przed nami Bóg, w «normalność» Zachodu”. W ujęciu Terlikowskiego masowa żałoba, w której Polacy, dotąd raczej niechętni prezydenturze Lecha Kaczyńskiego, spontanicznie wyrażają swój żal i rozpacz, jest widomym znakiem równie masowego nawrócenia. Polacy otrząsają się z fałszywych uroków „cywilizacji śmierci” i zbiorowo wracają do pieleszy, do narodowo-katolickiego źródła, którego symbolem (dość nieoczywistym zresztą) staje się Lech Kaczyński, a raczej Prezydencka Para, w której miłość i śmierć, te dwie cnoty opiewane przez Mickiewicza, znalazły swe mityczne spełnienie.

Tymczasem wydaje się, że ten masowy rytuał żałobny można zinterpretować nieco inaczej. Masowa żałoba, w której uczestniczą, na swój sposób szczerze, także ludzie prezydenturze Kaczyńskiego niegdyś niechętni, nie świadczy bynajmniej o opamiętaniu, w którym naród polski, przez chwilę uwiedziony przez mamidło zachodniej „normalności”, budzi się do swej porzuconej misji narodu wybranego. Świadczy – na pozór paradoksalnie - o tym, że Polacy tę normalność wybrali, zaakceptowali, a to, co się teraz dzieje, to jedynie przejaw wielkiego poczucia winy, które nieuchronnie wiąże się z porzuceniem przez nich martyrologicznej tradycji. „Normalność”, wybór życia, jest bowiem na gruncie polskiej tradycji tak właśnie nienormalny, że ci, którzy go dokonują, sami siebie – mniej lub bardziej nieświadomie – obwiniają o zdradę i niewierność. Wielu, zwłaszcza młodszych Polaków dokonało tego wyboru, mówiąc mimo wszystko TAK zachodniej cywilizacji liberalnej, zwykle po cichu i półgębkiem, zachowując jednocześnie związek z tradycją i kościołem. Wiedzą, że hierarchowie nazywają ją „cywilizacją śmierci”, choć dla większości z nich to istna brama do życia, droga ewakuacji ze zbiorowego polskiego sarkofagu. Dokonało tego wyboru indywidualnie, nie wzmacniając go żadnym publicznym rytuałem przejścia.

Pierwszym zbiorowym festiwalem poczucia winy, związanego z wyborem „normalnego życia”, była wielka żałoba po Janie Pawle II, która w podobny sposób podzieliła żałobników: na mniejszość, która postanowiła się „nawrócić” i do końca realizować program antyliberalnej krucjaty JP II – oraz na większość, która okazała polskiemu patriarsze rytualne maksimum miłości i szacunku, by następnie pójść własną drogą. Śmierć Lecha Kaczyńskiego, w doskonały sposób ucieleśniającego polski syndrom kultu śmierci i pogardy dla życia, stała się dla tej drugiej grupy kolejnym, jeszcze silniejszym pretekstem do tego, by rytualnie uzewnętrznić głęboko tłumione poczucie winy – nie po to jednak, by w nim trwać i dokonać regresu na pozycje „antyliberalne”, lecz by się od niego raz na zawsze oczyścić.

Dla tego drugiego typu żałobników, który wydaje się w Polsce stanowić większość, Lech Kaczyński stał się uosobieniem totemicznego Ojca, a zarazem symbolem przeszłości, którą Polacy zdecydowali się odesłać do lamusa, by wreszcie móc zacząć uczestniczyć w normalnym życiu zachodniej cywilizacji. W eseju poświęconym analizie prymitywnych form religijności, Totem i tabu, Freud mówi o zbiorowych rytuałach poczucia winy, wynikłych z aktu zabicia ojca: aktu jednocześnie strasznego i koniecznego. Ojciec reprezentuje archaiczny typ władzy suwerennej, tłumiący wszelki odruch wolności u swych dzieci. Synowie, aby wkroczyć na drogę emancypacji i cywilizacji, muszą dokonać „mordu na Ojcu”, zarazem jednak pozostaje w nich nieusuwalne poczucie winy z aktem tym związane. Rytualna remisja wyrzutów sumienia, jakiej się czasowo oddają, nie oznacza jednak żadnej woli powrotu do archaicznej sytuacji, w której Ojciec mógłby odzyskać swą autorytarną władzę; jest tylko oddaniem niezbędnego hołdu wielkiemu Cieniowi, któremu przysługuje odtąd symboliczny status totemu.

Dokładnie to samo dzieje się teraz z Polakami: pochówek na Wawelu ma znaczenie totemiczne, ale nie polityczne. Wstępne sondaże nie dają Jarosławowi Kaczyńskiemu, jako mistycznemu następcy Ojca, żadnych szans. Poczucie winy, podobnie jak w przypadku opisanych przez Freuda synów, nie odwraca kierunku, jaki przybrał ich bunt. Polacy wybrali „normalność”, choć wybór ten oznaczał dla wielu z nich zerwanie z polskim kultem śmierci i cierpiętniczym pomazaństwem, okupiony nieświadomym poczuciem winy, które teraz – być może już po raz ostatni - wydobywa się na powierzchnię. Właśnie siła tej rytualnej żałoby świadczy o tym, że nie będzie politycznego nawrotu do archaicznego polskiego modelu „rządu dusz”. Im mocniej Polacy manifestują swoje poczucie winy, tym jaśniejsze się staje, że większość z nich już dokonała zerwania – i w duchu, symbolicznie, rzeczywiście „zabiła Ojca”, który nie pozwalał im żyć. Niech umarli grzebią swoich umarłych – Polacy tymczasem wybrali życie.

Czytaj też: Polski triumf Tanatosa

*prof. Agata Bielik-Robson - filozofka, pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, wykłada w Collegium Civitas, Szkole Nauk Społecznych i Ośrodku Studiów Amerykańskich UW.
Komentarze
Dodaj nowy
elgiet  - Bojaźń i drżenie…   |18.04.2010 20:26:48
…ogarnia po przeczytaniu propoctw Terlikowskiego. Właściwie słychać te typowo
klerykalną manierę, z przerwami na refleksję i zadumę.
Okiem emigranta śledzę
Polski cyrk i z politowaniem kręcę głową. Kiedyś włączę odbiornik i usłyszę
"Szczęść Boże" z ust prezenterów Wiadomości; w niedzielę sumę będzie
można obejrzeć na pierwszym kanale i wysłać SMSa o treści "daję" na 2233
by wesprzeć rządzący kler. Polska zwariowała. Jeszcze dwa tygodnie temu, gdyby
ktoś powiedział, że tysiące ludzi będzie dobrze mówić o Prezydencie a on sam
wraż z żoną spocznie na Wawelu, byłby zbiorowy, histeryczny śmiech. Dziś mamy
zbiorową histerię a Wawel za marzenia. Wypada zakończyć tylko: "Amen".
wiko   |19.04.2010 05:19:39
zgadzam się z Tobą.. Jedynym komentarzem jaki mi się nasuwa to fakt, że już
kilka dni temu opadły mi ręce… W związku z powyższym faktem jakiekolwiek
dalsze pisanie w tej sprawie i o tym fakcie wydaje mi się niewykonalne…
izmy   |19.04.2010 05:26:01
tak sobie myślę: (1) żałoba po prezydencie była wyrazem przywiązania Polaków dla
wartości urzędu, nie dla prezydentury Kaczyńskiego. Ludzie to mieszają, niech
ktoś to głośno powie. (2) te publiczne egzekwie to wyraz resentymentu - dużo
łatwiej zapalić znicz, wystać noc w zimnie, łez naronić i szukać winnych, niż
zrozumieć to co się stało i oddzielić od tego, co się przeżywa, a co ludzie
wygadują na ten temat.
uzid   |19.04.2010 05:41:55
a czy ktos wogole zbadal ten narod w ostatnim tygodniu? czy histeria histerie
pogania? jedni w imieniu narodu inni o calym narodzie. a z motywacjami jest tak
ze sa najrozniejsze.

tyle jest tekstow o szalenstwie narodu, a czemu nie ma
tekstu o szalenstwie tvnu?

za to mamy liczby narazie

150 tysiecy w
kolejce, po 100 tysiecy w krakowie i warszawie.

na woodstocku w zeszlym roku
400 tysiecy.
Marcin Szymański   |20.04.2010 17:22:17
To co najbardziej jest niepokojącego w publicystyce Terlikowskiego to ta
"boska" pewność. On najlepiej wie, najlepiej interpretuje rzekomo
"boskie" znaki i tylko on trafnie wyciąga z nich wnioski, reszta ma
tylko słuchać "boskiego przesłania" i się mu podporządkować. O ile się
nie mylę, to chyba Michalski napisał m.in. właśnie o Terlikowskim, że "czuje
się Bogiem". Jeśli się mylę proszę mnie poprawić.
laluna   |21.04.2010 04:18:22
Fantasta Terlikowski i bajarz.

I znowu zamaszysta przesada w powyższym
tekście.

Ludzie opłakujący zmarłych istotnie cenią życie.
Nowobilski   |21.04.2010 10:28:18
P. Agata Belik wybrała zbyt łatwy obiekt krytyki. Normalni ludzie chodzili
w
żałobie bo były ku temu powody: wydarzyła się tragedia. Pamięć o ofiarach
jest
rzeczą ważną dla każdego narodu: Naród Żydowski robi wszystko żeby
świat
pamiętał o holokauście i nikt nie twierdzi, że mają jakiegoś
Żydowskiego
Tanatosa. Osiem dni żałoby to byłoby minimum przyzwoitości: ale nie,
to za
trudne: każdy publicysta próbował w tym czasie popisać się trzeźwością
spojrzenia.
Ahtram   |21.04.2010 17:01:20
Ja też odnoszę wrażenie, że demonizuje się zbytnio tę żałobę.
1. Ponad 46000
osób wspierających (z różnych przyczyn) akcję ‘nie dla Wawelu’ .
2. Motywacje
osób które przyszły pod pałac i na pogrzeb były różne: ciekawość, chęć
uczestniczenia w historycznym wydarzeniu, o czym mogły świadczyć tłumy
fotografujące przejeżdżający kondukt, chęć wyrażenia współczucia, choć także i
potrzeba rekonstruowania martyrologicznego mitu.
Byli tam też handlarze
sprzedający flagi i znicze. A już najbardziej rozczulająca staje się próba
sprzedaży na internetowej aukcji tulipana z konduktu M. Kaczyńskiej…(choć gest
wydaje się być dość cyniczny to aukcjoner najwidoczniej ma nadzieję, że kupujący
dostrzeże tu element sacrum)
kin  - aha   |27.11.2010 15:38:17
czyli mamy rozumieć,że Bóg starotestamentowy jest szlachetnym oryginałem (co tam
wpływ Mezopotamii czy zwł. Egiptu),po którym trafiły się już tylko wredne kopie?
czyż to nie fundamentalizm najczystszej wody?
Jahwe gnębiący Amorytów czy
Filistynów, o Egipcjanach nie wspominając,to rzeczywiście modelowy Uniwersał.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.23254 Seconds