> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bendyk: Szczucie na nauczycieli Drukuj
Edwin Bendyk   
23.09.2011

Wczorajszy „Dziennik” odkrył opublikowany niedawno przez OECD raport Education at a Glance 2011, a lektura tego opracowania prowadzi gazetę do dramatycznego tytułu: „Polscy nauczyciele pracują najkrócej na świecie!” oraz  do takich oto wniosków:

nauczycieldb-2.jpg„Mała liczba godzin pracy nauczycieli powoduje też, że musimy zatrudniać ich ogromną rzeszę. Jest ich – od kilkunastu już lat, mimo że w tym czasie o ponad 1 mln zmalała liczba uczniów w szkole – ponad 500 tys. Efekt? Według danych OECD w polskich szkołach podstawowych na jednego nauczyciela przypada zaledwie 10 uczniów. To najlepsza statystyka spośród wszystkich przebadanych krajów. Gorszą mają nawet tak bogate państwa jak Norwegia, USA czy Japonia. Ale tam rocznie nauczyciel spędza przy tablicy odpowiednio 741, 1097 i 707 godzin”.

Cóż, jak się ma gotową tezę, to i o wnioski z dowolnej statystyki łatwo. Moja żona jest nauczycielką i na podstawie prywatnej statystyki mógłbym napisać „polska nauczycielka pracuje najwięcej na świecie!” (ok. 30 godz. tygodniowo przy tablicy, zajęcia pozalekcyjne i drugie tyle czasu na przygotowanie lekcji – przedmiot eksperymentalny wymaga naszykowania doświadczeń, klasówki etc.). Gdyby reporter „Dziennika” się wczytał, toby zauważył, że ów najkrótszy czas pracy odnotowuje się w szkołach podstawowych, w gimnazjach i szkołach średnich już jest inaczej.

Sprawa dość prosta – Polska ma wyjątkową w OECD strukturę społeczną, bardzo duży odsetek ludności mieszkającej na wsi i w małych miasteczkach. To wyzwanie dla szkolnictwa, z którym już próbował sobie radzić PRL, komasując szkoły w większe jednostki, by optymalizować zatrudnienie. Od początku budziło to opór społeczny, każda wieś, choć ma kilkoro dzieci, chce mieć dla nich szkołę. W rezultacie ciągle utrzymywane są szkoły kilkuoddziałowe, uczące po kilkanaścioro czasem tylko dzieci. Pod względem ekonomicznym jedynym sensownym rozwiązaniem jest zapakować maluchy do autobusu i dowozić do szkoły zbiorczej. Czy to rozwiązanie optymalne społecznie? Moim zdaniem nie, tak czy inaczej odpowiedź nie ma nic wspólnego z lenistwem nauczycieli.

Mamy dziś sytuacje, gdy na obszarach zurbanizowanych, na tzw. młodych osiedlach, nauka idzie na trzy zmiany i nauczyciele mają obsadę na dwa etaty. Nieopodal zaś są stare dzielnice, gdzie trudno wypełnić pensum dla nauczyciela biologii w liceum, musi więc pracować w dwóch szkołach, żeby uzbierać, co się należy do pełnego etatu. Nie mylmy tego, co jest wynikiem struktury, z tym, co jest zapisane w Karcie Nauczyciela, którą z lubością starszy się w Polsce społeczeństwo. Wynikające z Karty obciążenia (liczba godzin przed tablicą i liczba godzin do przepracowania łącznie) nie różnią się od europejskich standardów, a wynagrodzenie nauczyciela uzależnione jest od wypracowanego pensum. Z kolei wynagrodzenia te, choć się poprawiły w ostatnich latach, bardzo odbiegają od pensji w Belgii, Francji czy Finlandii.

Przy okazji, skoro już „Dziennik” powołuje się na OECD w ocenie polskich nauczycieli, to powinien także dla równowagi sięgnąć po pochwały dla polskiej edukacji związane z wynikami ostatnich badań PISA. Jako jeden z nielicznych krajów osiągnęliśmy istotny postęp, plasując się w czołówce (oczywiście znowu warto badania PISA rozebrać na kawałki, żeby stwierdzić, że wnioski uogólnione komplikują się, gdy grzebie się w szczegółach).

Polskiej edukacji można wiele zarzucić; podobnie jak wielu polskich nauczycieli niepotrzebnie męczy siebie i dzieci. Najważniejsze problemy mają jednak charakter systemowy: szkoły publiczne uczestniczą w systemie selekcji, a nie wyrównywania szans (co jasno potwierdza choćby raport Młodzi 2011 Michała Boniego), system edukacyjny otoczony jest zdegenerowanym systemem produkcji podręczników i pomocy naukowych, nauczyciele pozbawieni są dobrego wsparcia metodycznego.

Najgorsze jednak, że ciągle po prostu nie wiemy, jakie funkcje powinna spełniać szkoła, w konsekwencji nie do końca wiemy, jak i czego powinna uczyć. System egzaminów na każdym etapie szkoły doszedł już do granicy obłędu: od tego roku uczniowie na koniec gimnazjum będą katowani przez trzy dni, przeżywając egzamin de facto ważniejszy i trudniejszy niż matura (od niego zależy bowiem wybór liceum, klucz do dalszej życiowej kariery).

Jeśli ktoś liczy, że likwidując Kartę Nauczyciela i wystawiając nauczycieli na samowolę gminnych urzędników, którzy mieliby decydować o pensjach w podległych im szkołach wyleczy wady całego systemu, to się głęboki myli.

Jak zauważają autorzy francuskiego opracowania Les Sociétés et leur école porównującego systemy edukacyjne kilkudziesięciu krajów, szkoły są odbiciem, często paradoksalnym, swoich społeczeństw. Narzekamy, że polska szkoła uniformizuje i nie rozwija indywidualnej ekspresji uczniów. Jednak z badań World Values Survey wynika, że połowa Polaków oczekuje, by dzieci były posłuszne – podobne oczekiwania ma tylko 16 proc. Niemców; 40 proc. Polaków chciałoby dzieci niezależnych, w Niemczech blisko 80 proc. Wyobraźni od dzieci oczekuje tylko 20 proc. Polaków i 40 proc. Niemców. Patrząc z tej perspektywy, polska szkoła doskonale realizuje oczekiwania polskiego społeczeństwa.

  

Tekst ukazał się na blogu Edwina Bendyka Antymatrix.

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |23.09.2011 18:55:13
Klarownie i w głąb problemu spłyconego przez gazetę.
Józef Robotnik   |23.09.2011 19:24:35
Tak mi się skojarzyło stare przysłowie ; Czemuś głupi , boś biedny , czemuś
biedny boś głupi . Ale to nie do końca całe wyjaśnienie naszego losu . Nie jeden
ojciec w latach dwudziestych ubiegłego wieku miał skończone 4 klasy , a czytania
uczył się na książce do nabożeństwa . Jego syn w latach sześćdziesiątych
ukończył szkołę wyższą , i jako inżynier miał wpływ na poprawę życia wielu ludzi
w społeczeństwie . Chcę przez to uświadomić że nie wszyscy muszą mieć
wykształcenie na poziomie co najmniej średnim . Kto się chce uczyć to znajdzie
sposób by wiedzę osiągnąć . Jest jednak coś nie tak w naszym systemie nauki ,
coś co daje nadzieję na szczęśliwą przyszłość , ale ta nadzieja się rozmywa i
pozostaje krótkie stwierdzenie ; tam ojczyzna gdzie chleb . A dlaczego tak jest
? Może dlatego że mądrzy ludzie nie chcą pracować w polityce . A dlaczego nie
chcą ?
heninsyn   |26.09.2011 18:46:19
… patrzę na moją Partnerkę - od 3 tygodni, raz przywiozłem Ją ze szkoły (
polonistka, obecnie gimnazjum ) wcześniej niż o 19 .
Wczorajsza niedziella
- od 16 do 24 sprawdzanie ( o dziwo ciekawych i zdecydowanie rozbudowanych )
opowiadań kryminalnych, poniedziałek - proszę bardzo - od 6 do 9 pisanko
sprawozdania z prac rady i pedagogicznej.

Wychowawca - średnio co 2-3
sobota/niedziellnik zajęta Jej wyjazdem do teatru/na lodowisko/spływ - wszystko
poza godzinami , lista odwiedzin Jej albumu klasowego z wycieczek - 3 tyś. !!!



Celny tekst Panie Edwinie !
;)
teacher  - rozterki nauczyciela   |28.09.2011 22:18:22
Ja pracuję w podstawówce od 12 lat, jestem młodym nauczycielem. Dydaktycznych
godzin mam 18 plus wychowawcza. Do tego z art.42 mam 2 godziny (pełne zegarowe -
60 min) na przygotowanie uczniów do sprawdzianu po klasie szóstej. Mam w klasach
4-6 dobrych i słabszych uczniów. Dla najsłabszych i potrzebujących pomocy
organizuję sam z siebie (nie mam za to płacone!) zajęcia dydaktyczno
wyrównawcze, po godzinie zegarowej dla klasy 4 i 5. Kółko zainteresowań kolejna
niepłatna godzina. Dodatkowo sprawdzanie testów, kartkówek, zadań domowych,
przygotowanie się do lekcji (każda klasa jest inna więc trzeba dobrać metody i
formy), sprawozdania, organizacja akcji profilaktycznych, konkursów etc.,
uzupełnianie dziennika jako wychowawca, wycieczki najróżniejsze - głównie w
soboty, 3-dniowe pod warunkiem, że zajmują mi 2 dni weekendu, szkolenia i
warsztaty w tygodniu roboczym zwykle od 15-16 do 20 (minimum 2 razy w miesiącu),
bywają warsztaty czy szkolenia w weekendy, internetowe platformy edukacyjne
(obowiązkowo muszę uzupełniać jako wychowawca), w sierpniu na 7 dni roboczych
przed rozpoczęciem roku szkolnego już w szkole pracujemy, w dni tzw. wolne np.
po 1 maja, po Bożym Ciele, po Wszystkich Świętych gdzie są tzw. długie weekendy
mamy wolne OD ZAJĘĆ DYDAKTYCZNYCH czyli lekcji nie prowadzimy, ale jesteśmy w
pracy bo prowadzimy zajęcia wychowawcze dla nielicznej wówczas grupki dzieci,
które nie wyjeżdżają z rodzicami i są w szkole. Można by jeszcze sporo pisać.
Nauczyciele w LO mają łatwiej proszę pana, wiem bo pracowałem kiedyś w LO, co
nie oznacza, że pracują mniej. To też ciężki kawałek chleba. Aha mam nadzieję,
ze ktoś mądry w mediach ogólnokrajowych w końcu napisze prawdę o zarobkach.
Jestem dyplomowany i ponoć zarabiam około czy nawet ponad 4 tysiące. Pytanie
kiedy i gdzie? Stawka pensji jest znana każdemu (proszę sprawdzić na stronie
MEN), do tego 12% wysługi lat, 130 zł. za wychowawstwo, dodatek motywacyjny (mam
jeden z najwyższych w mojej szkole!) 120 zł - na rękę dostaję koło 2100 zł. Może
ktoś obliczył te stawki łącznie z pensją pani minister K. Hall i pana Tuska?
Proszę, aby ktoś mądry napisał w mediach całą prawdę o tych zarobkach. Mam dość
słuchania jakimi to jesteśmy darmozjadami, bo to przykre. Gdybym miał czas to
skończyłbym jakieś inne studia, żeby zmienić zawód. Czy ktoś z Was pracuje tyle
za darmo? Czy ktoś z was jest na każdym kroku oceniany, rozliczany z
biurokracji, czy ktoś z was musi wykazywać się miejskimi, wojewódzkimi lub
ogólnopolskimi osiągnięciami by zostać chwilowo docenionym (nie finansowo!)? To
przykre, że media piszą nieprawdę o zarobkach, czasie pracy nauczycieli. Mimo
tego odnoszę sukcesy w pracy z uczniami, otrzymuję nagrody dyrektora, lubię
swoją pracę, mimo, że kosztuje mnie dużo zdrowia (niestety praca przyczyniła się
do 2 poważnych chorób u mnie). Na koniec życzyłbym każdemu oceniającemu
nauczycieli, aby spędził pół roku, heh nie miesiąc wystarczy w szkole
podstawowej lub gimnazjum.
Pozdrawiam - nauczyciel.
Andrzej Łączny  - Średniowiecze metod badawczych OECD   |29.09.2011 14:27:04
Jestem informatykiem w księgowości kosztów dużej firmy energetycznej na południu
Polski.
Wpadła mi w ręce książka "Finanse do góry nogami" Thomas
Corbett.
Raport został sporządzony metodami "rachunkowości kosztowej"
podczas gdy ze względu na stopień zróżnicowania różnych systemów pedagogicznych
właściwsze byłyby metody oparte na teorii ograniczeń TOC. Mechaniczny zapis
danych a następnie ich bezkrytyczna mechaniczna analizę opartą na
dotychczasowych zasadach dobrze podsumuje zdanie z przedmowy Marka Kowalczyka i
Bartosza Stawskiego : :Tonąc w morzu danych łakniemy kropli
informacji"
Oświatę należy uspołecznić i odbić z rąk politycznych ignorantów
bezideowych, pozbawionych czci i honoru
MarcinWo  - To wina zaniku inteligencji jako klasy społecznej   |05.10.2011 02:19:22
I jak tu wysłać dzieci do szkoły? I jak tu żyć w takim społeczeństwie?

Tak
naprawdę to nie społeczeństwo jest winne, lecz obecne elity intelektualne,
polityczne, kulturalne i gospodarcze, które nie dążą do modernizacji i
zrównoważonego, długofalowego rozwoju kraju, lecz skupiają się na wyciąganiu jak
największych osobistych korzyści z własnej, uprzywilejowanej pozycji.

Innymi
słowy obserwujemy czyli całkowity zanik etosu inteligencji na rzecz ordynarnej
pazerności, co hamuje zrównoważony rozwój całego społeczeństwa.

Przytoczone
wyniki badań świadczą o tym, że elity nie proponują społeczeństwu pozytywnych
wzorców, adekwatnych do wyzwań XXI wieku.

Trudno wyobrazić sobie powodzenie
naszego kraju, jeśli nie będziemy cenić niezależności i wyobraźni wśród młodych
ludzi. Bez tego pozostaniemy dalej krajem pół-peryferyjnym. Chyba, że… ujawni
się inteligencja i zacznie kształtować konstruktywne propozycje.
Joanna Jarmusz  - Hmmm dziwne spojrzenie na młodych …   |05.10.2011 19:05:44
Panie MarcinieWo jest Pan chyba ślepy. Gdzie Pan widzi wyobraźnię i niezależność
młodych? W komiksach? W teledyskach stacji MTV? Ja widzę co innego jako rodzic i
doświadczona nauczycielka.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.44030 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273