> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bendyk: Atom poza kontrolą Drukuj
Edwin Bendyk   
15.09.2011

Herman Kahn, futurolog i strateg militarny zajmujący się przewidywaniem skutków wojny jądrowej, nie był zbyt lubiany wśród amerykańskich wojskowych. Kahn był cywilem, więc generałowie nie rozumieli, jak śmie ich pouczać w temacie prowadzenia wojny. On zaś spokojnie odpowiadał pytaniem: panowie, ile wojen termojądrowych wygraliście?


Cóż, podobne pytanie można zadać polskim ekspertom od energetyki jądrowej: panowie, ile elektrowni atomowych wybudowaliście?  Zamiast więc przyglądać się utarczkom naszych ekspertów, uważnie śledzę francuską dyskusję dotyczącą atomu. W końcu ten kraj ma dużo większe doświadczenie w tej dziedzinie. 


Zacznijmy od bezpieczeństwa. W dzienniku „Le Monde” można przeczytać analizę szkicu planu działania mającego zwiększyć bezpieczeństwo instalacji jądrowych, całkiem niedawno przyjętego przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Co wynika z lektury dokumentu i jego analizy w „Le Monde”? Praktycznie nie istnieje międzynarodowa kontrola nad infrastrukturą jądrową: jeśli jakiś kraj nie chce wpuścić inspektorów Agencji lub poddać się procesowi peer review, to mogą go do tego zmusić co najwyżej sankcje polityczne i gospodarcze, jak w przypadku Iranu. To jednak jest możliwe praktycznie tylko, gdy istnieje podejrzenie rozwijania programu wojskowego. Obligatoryjnym inspekcjom sprzeciwiają się oczywiście kraje posiadające arsenał jądrowy, w których trudno oddzielić kwestie energetyki cywilnej od projektów zbrojeniowych. I tak na przykład Ukraina nie poinformowała Agencji o awarii z 2009 roku (na szczęście niezbyt poważnej) w elektrowni w Równem.Problem tkwi w tym, że jeśli zgadzamy się na rozwój energetyki jądrowej w Polsce, Francji czy USA, to musimy także przyznać to prawo Pakistanowi, Chinom, Indiom, Iranowi, Sudanowi (jeśli by się zdecydował) – każdemu suwerennemu państwu. Niestety, nie mamy jak kontrolować bezpieczeństwa realizowanych tam projektów. Stworzenie takiego systemu w wielobiegunowym świecie wydaje się niemożliwe, skoro nawet Fukushima nie okazała się wystarczającym bodźcem. Drugą opcją jest liczenie na to, że nic się nie wydarzy. Trzecią, radykalną – rezygnacja z energetyki jądrowej w ogóle. Ten wariant jest równie mało realny. Skoro więc i tak nic nie da się zrobić, brnijmy w system, którego nikt nie kontroluje i który w przypadku pokaźnej liczby uczestników służy także realizacji ambicji atomowych w obszarze zbrojeń. To wybór dość logiczny, lecz na pewno nikt mnie nie przekona, że bezpieczny.


W przypadku Polski aspekt bezpieczeństwa jest olbrzymim wyzwaniem, i to nie ze względów technicznych, lecz systemowych. Póki co pokazaliśmy, że  nie potrafimy stworzyć nawet bezpiecznego systemu lotnictwa wojskowego, do czego motywację dostarczyła przecież jedna tragiczna katastrofa. Okazało się jednak, że nie potrafimy uczyć się nawet na błędach. Zawiodło to, co jak mi tłumaczył prezes koncernu Westinghouse, jest najważniejsze w bezpieczeństwie jądrowym: przestrzeganie procedur, które muszą być ważniejsze od woluntaryzmu przełożonych i bezwzględna konieczność przyznawania się do pomyłek. Jako obywatel mam prawo oczekiwać dyskusji, w której władza mnie przekona, że w polskiej energetyce jądrowej nie będzie tak, jak w polskim lotnictwie wojskowym. Nie chciałbym, gdy dojdzie do katastrofy słyszeć od odpowiedzialnego ministra, że „energetykom zabrakło szczęścia”. Ktoś może to nazwać panikowaniem, dla mnie to minimum zdrowego rozsądku.


Debata jest także potrzebna, by przeanalizować inne kwestie związane z energetyką jądrową. Wybór takiej ścieżki rozwoju to skazywanie się na zamknięcie technologiczne – skala inwestycji i czas jej amortyzacji powoduje, że na 60 lat (a z programem demontażu na jakieś 100 lat) zmniejszamy szansę rozwoju innych, alternatywnych technologii energetycznych, które za 15 lat, kiedy teoretycznie odpalimy pierwszy blok, będą atrakcyjniejsze. Konieczność amortyzacji poniesionej inwestycji i brak środków skutecznie zniechęcą do rozwoju alternatywnych technologii, w tym energetyki odnawialnej. Warto przy tym zaznaczyć,  że wybierając opcję jądrową skazujemy się na pełny import technologii, sami tu mamy niewiele do powiedzenia, a szanse na zbudowania własnych kompetencji przemysłowych w tym obszarze są niewielkie (owszem firmy takie, jak Westinghouse obiecują, że zainwestują w Polsce, lecz nie stanie się to wcześniej niż za 20 – 30 lat).  Jako obywatel mam prawo oczekiwać pełnej analizy skutków owego zamknięcia technologicznego i kosztów utraconych możliwości wynikających z wyboru opcji atomowej. Czy korzyści będą wystarczająco duże, by przeważyć w rachunku? Póki co żadnej takiej kalkulacji nie widziałem.


Problematycznych, pozatechnicznych kwestii jest znacznie więcej, i wszystkie wymagają debaty, rzecz jasna z udziałem ekspertów. Tylko warto zdać sobie sprawę, że o w pełni niezależnych ekspertów jest trudno, bo wydają wyroki we własnej sprawie. W końcu trudno spodziewać się, by fizycy jądrowi i, nieliczni w Polsce, ludzie wykształceni w energetyce jądrowej mogli nie popierać programu jądrowego.  Znam jednak prosty test na rzetelność eksperta. Gdy mówi, że „nie ma alternatywy dla programu jądrowego”, przestaje być ekspertem, staje się lobbystą (podobnie jak ekspert zielonych wyrażający fundamentalny sprzeciw przeciwko jądrowej opcji). Rolą eksperta jest bowiem dostarczyć informacji umożliwiających społeczeństwu analizę różnych opcji. Ostateczna decyzja nie należy przecież do ekspertów, tylko do suwerennego społeczeństwa.


Tekst ukazał się na blogu Edwina Bendyka Antymatrix

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00770 Seconds