|
Nag³ówki pierwszych stron gazet w ubieg³e Bo¿e Narodzenie by³y w USA, w zgodzie ze ¶wi±tecznym nastrojem, radosne. Og³asza³y nadej¶cie koñca kryzysu: Stany Zjednoczone zbli¿a³y siê ku owemu migotliwemu ¶wiat³u u koñcu tunelu, zwanemu „powrotem do normalno¶ci”. Zakupowicze powrócili t³umnie do shopping malls (czyli na handlowe deptaki), jakby ¿a³uj±c chwilowej utraty zakupowej werwy i postanawiaj±c odrobiæ stracony czas. Znów – jak za dobrych, nie tak dawnych czasów – ich d³onie nie dr¿a³y, kiedy siêga³y po karty kredytowe. Popyt na bi¿uteriê i dobra luksusowe ponownie by³ spory, a optymizm zalewaj±cy luksusowe butiki nie móg³ nie skapn±æ na pospolite sklepy i stragany rynkowe. W efekcie dochody sprzedawców upominków wzros³y powy¿ej poziomu sprzed depresji. Znaczyæ to mog³o tylko jedno: Gospodarka, nasz pan i anio³ stró¿, znowu ruszy³a z kopyta.
Tego mo¿na siê by³o dowiedzieæ z gazet o stanie kraju, je¶li siê z gazetowych ok³adek przesz³o wprost do czê¶ci rozrywkowej. Sprawy wygl±da³y jednak inaczej, je¿eli przytrafi³o nam siê byæ jednym z tych wielu, którzy nie byli w stanie przysporzyæ dochodów sklepom, których wiêc w statystykach towarowego obrotu pominiêto; albo te¿ jednym z owych 15 milionów Amerykanów uznanych oficjalnie za bezrobotnych. Jak zauwa¿a Bob Herbert we wstêpniaku „New York Timesa” z 27 grudnia: „W prawdziwym ¶wiecie, gdzie rodziny musz± siê wy¿ywiæ i op³aciæ rachunki, jest ca³e mnóstwo Amerykanów porzuconych w tyle i zapomnianych”.
W Centrum ds. Rozwoju Si³y Roboczej im. Johna J. Heldricha przy Uniwersytecie Rutgers profesorowie Carl Van Horn i Cliff Zukin prowadz± od lata 2009 badania panelowe rejestruj±ce koleje losu i aktualn± sytuacjê tej samej próby statystycznej robotników. Swój najnowszy raport, opublikowany równocze¶nie ze wspomnianymi optymistycznymi nag³ówkami, opatrzyli niepokoj±cym tytu³em: „Zdruzgotany amerykañski sen. Bezrobotni w wieku produkcyjnym trac± grunt pod nogami, nadziejê i wiarê w przysz³o¶æ”. Raport ods³ania (co inni musieli zauwa¿yæ, lecz przez nieuwagê lub z umys³u przemilczeli) postêpuj±c± degradacjê spo³eczn± ludzi pozbawionych pracy.
Trzy czwarte próby pozosta³o bezrobotnymi podczas ca³ego badania. Dwie trzecie nie mia³o dochodów z pracy przez ponad rok, a jedna trzecia przez ponad dwa lata. Oszczêdno¶ci ju¿ wydali co do grosza, sprzedali wszystko, co siê sprzedaæ da³o, i ¿yj± z pieniêdzy po¿yczanych od krewnych i przyjació³. Starsi spo¶ród bezrobotnych stworzyli now± klasê „emerytów nie z wyboru”. Wiêkszo¶æ tych, którzy przekroczyli 50 rok ¿ycia, nie wierzy, ¿e kiedykolwiek bêd± jeszcze pracowaæ na pe³nej posadzie. Co siê tyczy owych 25% szczê¶liwców, którym uda³o siê znale¼æ ponownie zatrudnienie – podjêli oni prace gorzej p³atne i mniejszymi ¶wiadczeniami socjalnymi opatrzone (lub ca³kiem ich pozbawione). W¶ród 50 tysiêcy nowych ofert pracy dodanych do statystyk zatrudnienia w listopadzie (miesi±cu rozpoczêcia „powrotu zakupowiczów”, opiewanego przez nag³ówki z pierwszych stron gazet) – 80% stanowi³y prace tymczasowe. Za najbardziej charakterystyczn± cechê nastroju panuj±cego dzi¶ w¶ród badanych Van Horn uznaje utratê wiary w to, ¿e „je¶li zaci¶niesz zêby i we¼miesz siê do roboty, pójdziesz naprzód”. Poni¿eni i upokorzeni, nie wierz± ju¿ d³u¿ej w nadej¶cie lepszych czasów. Jak zauwa¿a Bob Herbert, „bezrobotni nie kupuj± zbyt wielu telewizorów plazmowych” – i, aby jeszcze sol± ich rany posypaæ, politowania godna warstwa nie znajduje sympatii w oczach tej czê¶ci spo³eczeñstwa, która powraca na handlowe deptaki. Bezrobotni s± ju¿ dzi¶ nie tyle konsumentami z usterk±, ile zdyskwalifikowanymi i wybrakowanymi. Nie do³±cz± do t³umu zwiastuj±cego/promuj±cego „siln± poprawê”, jakiej dopatrzyli siê uk³adacze gazetowych nag³ówków.
Mo¿emy siê w nied³ugim czasie spodziewaæ statystyk mówi±cych, ¿e najtrwalszym i najbardziej korozyjnym skutkiem dwuletniego za³amania kredytowego i sposobu reagowania nañ przez w³adze, by³o dalsze pog³êbienie siê spo³ecznych nierówno¶ci, które ju¿ toczy³y amerykañskie spo³eczeñstwo od ¶rodka. Jak zauwa¿y³ Tony Judt w ksi±¿ce Ill Fares the Land, w ostatniej z licznych przestróg adresowanych przezeñ do narodu amerykañskiego:
Nierówno¶æ […] jest nie tylko nieatrakcyjna sama z siebie; wi±¿e siê ¶ci¶le z patologiami spo³ecznymi, na które nie mo¿emy poradziæ je¶li nie uwzglêdnimy wywo³uj±cych je czynników. S± przyczyny po temu, by ¶miertelno¶æ noworodków, skracanie przewidywalnej d³ugo¶ci ¿ycia, przestêpczo¶æ, populacja wiêzieñ, choroby psychiczne, bezrobocie, oty³o¶æ, niedo¿ywienie, ilo¶æ ci±¿ w¶ród nastolatek, narkomania, brak ekonomicznego bezpieczeñstwa, zad³u¿enie i zatroskanie by³y o wiele bardziej wyra¼ne w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii ni¿ w Europie kontynentalnej. […] Nierówno¶æ rozk³ada. Powoduje gnicie spo³eczeñstw od ¶rodka. Wp³yw zró¿nicowania materialnego ujawnia siê stopniowo: z biegiem czasu ro¶nie rywalizacja o status i dobra materialne, potêguje siê w ludziach poczucie wy¿szo¶ci (lub ni¿szo¶ci) dyktowane ich stanem posiadania, pog³êbiaj± siê uprzedzenia wobec tych na ni¿szym poziomie drabiny spo³ecznej. Ro¶nie przestêpczo¶æ, a patologie nizin spo³ecznych jaskrawiej±. Dziedzictwo nieregulowanego wytwarzania bogactwa jest doprawdy gorzkie.
Kiedy pojawi± siê w koñcu statystyki potwierdzaj±ce mroczne przepowiednie Judta, na której stronie gazet bêd± drukowane?
prze³. Emilia Oksentowicz, Konrad Major
Tekst ukaza³ siê pierwotnie w „Social Europe Journal”.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...