> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bauman: O nie-klasie prekariuszy Drukuj
Zygmunt Bauman   
14.07.2011

O ile mi wiadomo, to profesor ekonomii Guy Standing, trafiając w dziesiątkę, ukuł termin „prekariat” w celu zastąpienia za jednym zamachem kategorii „proletariatu” i „klasy średniej” – mocno już przechodzonych i w pełni zasługujących na miano „kategorii zombie”, jak bez wątpienia określiłby je Ulrich Beck. Jak sugeruje blogerka ukrywająca się za nickiem Ageing Baby Boomer: „To rynek określa nasze wybory i izoluje nas, zapewniając tym samym, że nikt nie zadaje sobie pytania, co na te wybory wpływa. Jeśli wybierzesz źle, zostaniesz ukarany. Okropne jest to, że nie bierze się pod uwagę, o ile lepiej niektórzy ludzie są wyposażeni od innych – mają kapitał społeczny, wiedzę lub zasoby finansowe – do tego, żeby dokonywać dobrych wyborów.

working_class_hero120brothermagneto.jpgTym, co „jednoczy” prekariat, nadając tej wielce pstrej zbieraninie pozór spójności, jest skrajne rozdrobnienie, rozproszenie, atomizacja. Niezależnie od pochodzenia i rangi wszyscy prekariusze cierpią – ale każdy z nich cierpi samotnie, a cierpienie każdego to zasłużona, indywidualnie wymierzona kara za indywidualnie popełnione grzechy: niedostatek sprytu i wysiłku. Indywidualnie znoszone cierpienia są do siebie uderzająco podobne, niezależnie od tego, czy wywołuje je rosnąca sterta rachunków i faktur za naukę w pobieraną na wyższej uczelni, czy nędza poborów, stowarzyszona z niepewnością dostępnych posad i niedostępnością tych solidnych i pewnych. Do tego dochodzi jeszcze mglistość perspektyw i natrętne widmo straty posady czy służbowej degradacji – a wszystko to razem składa się na chroniczny stan egzystencjalnej niepewności: ów niesamowity melanż niewiedzy i niemocy, owocujący z kolei  stratą godności poczuciem upokorzenia.

Te cierpienia, choć podobnego bólu przysparzają, nie jednoczą cierpiących; dzielą ich i separują. Zamiast ją wyciągać na powierzchnię, zaprzeczają wspólnocie losu. Sprawiają, że wszelkie wezwania do solidarności brzmią komicznie. Jeden prekariusz może drugiemu zazdrościć lub się go bać; czasem może czuć dlań litość, a nawet (choć nie nazbyt często) sympatię. Jednak nielicznym tylko, jeśli w ogóle którymś prekariuszom, zdarzy się nabrać szacunku do innych osobników „takich jak oni”. Bo niby dlaczego mieliby ich szanować? Skoro ci inni są tacy jak ja, podobnie jak ja są niegodni szacunku i zasługują na taką samą jak ja dawkę pogardy i szyderstwa. Prekariusze mają równie mocne powody po temu, by odmówić szacunku innym prekariuszom, co po temu, by samemu nie spodziewać się poszanowania: ich szkaradna i bolesna kondycja jest niedającym się zamazać znamieniem ich niskiej wartości i nikczemności.

  

Taka kondycja, rzucająca się nachalnie w oczy bez względu na to, jak starannie próbowałoby się ją zataić, dowodzi naocznie, że ludzie mający moc wystawiania ocen i przyznawania lub odmawiania praw odmówili prekariuszom praw przysługującym „normalnym” i szanowanym ludziom. Jest zatem wystarczającym powodem do pogardzania samym sobą, a zatem i innymi, którzy w podobnej kondycji się znajdą.


Pierwszym znaczeniem słowa precarious wedle Oxford English Dictionary jest bycie „na łasce i niełasce kogoś innego, a zatem w stanie niepewności”. Odmiana niepewności zwana precariousness implikuje przedustawną, z góry zdeterminowaną asymetrię mocy czynu: on może, ja nie mogę. To z jego łaski trwam. Łaskę można jednak wycofać na zawołanie, bez uprzedzenia, i nie w mojej mocy temu zapobiec. Wszak moje życie zależy od jego łaski, on żyłby soie nadal beztrosko, a może i wygodniej jeszcze, gdybym zniknął mu z oczu…

Pojęcie precariousness było początkowo destylacją przeżyć i losów licznych zastępów pieczeniarzy i innych pasożytów wiszących u książęcych klamek, kręcących wokół pańskich stołów i kuchni. Od kaprysu książąt, panów feudalnych i innych możnych dygnitarzy zależał ich codzienny chleb. Pieczeniarze byli winni swoim gospodarzom i dobroczyńcom służalczość, schlebianie i dostarczanie rozrywki – ale ich dobroczyńcy nie byli im nic winni. W przeciwieństwie jednak do swych dzisiejszych następców tamci „chlebodawcy” mieli choćby nazwiska i stałe adresy. Dziś stracili jedno i drugie (pozbyli się jednego i drugiego?). Dyspozytorów tych wyjątkowo chybotliwych i wiecznie przestawianych stolików, do których od czasu do czasu zezwala się dzisiejszym prekariuszom przysiąść, określa się abstrakcyjnymi mianami typu „rynki pracy”, „cykle gospodarcze” lub „globalne siły”.

Inaczej niż ich poprzednicy, jak i ich następcy z późniejszej o stulecie ery płynnej nowoczesności, dwudziestowieczni współcześni Henry’ego Forda Seniora, Morgana czy Rockefellera pozbawieni byli cudownej broni niepewności, a tym samym nie byli w stanie uczynić proletariatu prekariatem. Możliwość przeniesienia bogactwa w inne miejsca – obfitujące w ludzi gotowych znosić bez mruknięcia najokrutniejsze z fabrycznych reżymów w zamian za najnędzniejszą płacę – nie była im dana. Podobnie jak najęci do ich fabryk robotnicy, ich kapitał był glebae adscripti - „przypisany” do miejsca: utopiony w ciężkiej i zwalistej, opornej na przeprowadzki maszynerii i zamknięty w wysokich murach fabrycznych. Najemni i ich najemcy byli skazani na bezterminową współobecność. Zależność była obustronna, co było tajemnicą poliszynela…

Wobec takiej perpektywy obie strony musiały prędzej czy później dojść do wniosku, że w ich interesie jest wypracowanie, wynegocjowanie i przestrzeganie modus vivendi – tzn. takiego przepisu na współistnienie, który zawrze zgodę obu stron na nieuniknione ograniczenie własnej swobody i wyznaczy limity wzajemnej przepychance. Wykluczenie najemnych znajdowało się stanowczo poza limitem, ale musiały się tam też znaleźć obojętność najemców na ich nędzę i odmowa prawa do samoobrony. Przekraczanie tych limitów przez Henry’ego Forda i rosnące zastępy jego wielbicieli, następców i imitatorów równałoby się podcinaniu gałęzi, na której, chcąc nie chcąc, siedzieć musieli - przywiązani do niej równie krzepko jak ich pracownicy do swoich stanowisk pracy. Wyjście najemców poza limity wynikłe ze współzależności równałoby się unicestwieniu źródeł ich bogactwa: szybkiemu wyjałowieniu gleby, na której ich bogactwo wyrosło i miało rozkwitać z roku na rok, być może w nieskończoność. Krótko a węzłowato: nierówność stron miała granice, których przekroczenia kapitał nie przeżyłby. Obie więc strony konfliktu miały interes w tym, by nierówności nie wymknęły się spod kontroli. Obie miały interes w tym, by druga strona nie wypadła z gry i nie opuszczała placu boju…

Istniały zatem „naturalne” ograniczenia nierówności i „naturalne” bariery broniące przed społecznym wykluczeniem. To z ich powodu Marksowska przepowiednia „absolutnej pauperyzacji proletariatu” nie sprawdziła się i straszyć przestała. To z ich powodu ustanowienie „państwa socjalnego”, państwa dbającego o to, by siła robocza nadawała się do sprzedaży, a kapitał było stać na jej zakup, stało się z biegiem czasu problemem „ponad podziałem na lewicę i prawicę” – kwestią dla obu stron bezsporną. Zadaniem państwa socjalnego była ochrona kapitalistycznego porządku przed śmiercionośnymi dlań konsekwencjami predylekcji kapitalistów do szybkich i zmaksymalizowanych zysków. Aby się z tego zadania wywiązać, musiało ono ustanowić minimum płac oraz dzienne i tygodniowe maksima czasu pracy i roztoczyć ochronę prawną nad związkami zawodowymi i innymi organizacjami pracowniczej samoobrony.

Z tych to przyczyn powstrzymywano poszerzanie się rozziewu między dochodami bogaczy i biedoty, a nawet, używając dzisiejszego idiomu, narzucono mu „wzrost negatywny” (czyli spowodowano kurczenie się międzyklasowej nierówności). By przetrwać, nierówność musiała być wyposażona w zdolność do samoograniczenia. I udało się to osiągnąć, i to praktykować, choćby metodą prób i błędów, przez ponad stulecie. Wszystkie te czynniki razem doprowadziły do częściowego przynajmniej odwrócenia „naturalnego” trendu, czyli do ograniczenia niepewności nękającej klasy podporządkowane - a więc w jakimś stopniu do względnego zrównania sił i szans stron zaangażowanych w starcia interesów.

Dziś czynników tych coraz wyraźniej brakuje. O ile najemnicy dalej są w wyborze strategii i postulatów ograniczeni, ich kontrahenci ograniczeń się pozbyli. Zależność, do niedawna wzajemna, stała się jednostronną. Proletariat przeobraża się więc w prekariat, i to w towarzyszystwie rosnącego odłamu klas średnich. Na odwrócenie obecnego trendu się nie zanosi: przekształcenie dawnego proletariatu w zdolną do samoobrony klasę społeczną władze państwowe gorliwie wspomagał. Dzisiaj wspomagają rozproszkowanie prekariatu – który jest potomkiem proletariatu i jego zaprzeczeniem.

  

Tekst ukazał się na stronie „Europe Social Journal”.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
wtret  - jedno ale   |15.07.2011 08:33:59
Jak zwykle ciekawy i odważny artykuł prof. Baumana. Jednak, jako obywatel
Izraela, zamiast stale ‘ogólnie biadolić’ nad tym co robi ten zły kapitalizm,
mógłby zająć się tym, co jego kraj wyrabia w Palestynie. Chomsky stwierdził, że
jeśli obywatel Izraela nawołuje do przestrzegania praw człowieka wszędzie poza
Izraelem, to tak jakby to robił to stalinista - przeholował, ale niewiele.
MIC   |15.07.2011 09:02:43
Wracamy więc po 100 latach na Marksowskie tory.
MIC   |15.07.2011 09:16:59
Wszystko znajdziemy u Marksa, w Kapitale. Jest tam też "Prekariat",
występujący jako część rezerwowej armii przemysłowej zatrudnionej okresowo, na
niepewnych warunkach i za najniższą stawkę (m.in. chałupnicy). Tylko że ta
rezerwowa armia przemysłowa jest podstawą ekzystencji kapitału, tak ja i czynna
armia robtnicza. Nie jest więc "na łasce" kapitału, jest jego produktem
i warunkiem jego istnienia. Bauman niepotrzebnie próbuje rozrywać organiczny
związek między "prekariatem" a kapitałem.
ubik   |15.07.2011 13:12:04
Autor rozwija swoją teorię płynnej nowoczesności w bardzo interesujący sposób.
żeby dokonywać prawidłowych wy  - W dobie wszechobecnego internetu wiedz   |15.07.2011 14:23:42
to nie jest przeważnie jakikolwiek problem,czy tylko czy ktoś chce z tej wiedzy
skorzystać to jest inna sprawa.Ktoś idzie obecnie na studia prawnicze,kiedyś
bardzo renomowane,obecnie masowe jak socjologia,z myślą,że będzie robił nie
wiadomo jaką karierę.Słysząc dość wyraznie od bardzo wielu ludzi,że przyszłość
jest po tym średnia,nie powiecie mi,że nie miał ten ktoś wiedzy,żeby dokonać
trafnego wyboru.
TymoteuszKochan  - Tekst interesujący   |15.07.2011 14:30:36
Tekst bardzo interesujący, choć ma jedną, podstawową wadę. Jest w perspektywie
zawężony do problematyki wybranych państw Europy. Dlatego wypada mi nie zgodzić
się:

Iż "Marksowska przepowiednia
kot   |15.07.2011 19:51:31
Prekariusze - co za okropne słowo.
Pojecie, czy, nazwa -potworek językowy nie do
przyjęcia, niewygodny do stosowania.
milton66  - pewne takie zdziwienie   |15.07.2011 21:54:51
Ciekawy tekst, ciekawe komentarze - oprócz tego pierwszego, na który jak dotąd
nikt nie zwrócił uwagi, a dość jest niepokojący, zwłaszcza wobec ostatniej
dyskusji, jaka przetacza się przez KP a propos Izraela. Komentarz insynuujący,
że Zygmunt Bauman nie ma prawa wypowiadać się o złu kapitalizmu, ponieważ jest
"obywatelem Izraela", w ogóle nie powinien się tu znaleźć - moderatorzy
KP powinni byli wykazać się większą czujnością! To oczywiście brednie: Zygmunt
Bauman jest obywatelem Wielkiej Brytanii. Ale nawet gdyby był obywatelem
Izraela, prawo to przysługiwałoby mu tak samo. Niech się lewica Chomskym nie
zasłania. Coś tu paskudnie śmierdzi.
franiszyn   |15.07.2011 23:45:55
Tymek, napisz jeszcze raz, bo zjadło Twoją wypowiedź!
Proszę:]
TymoteuszKochan  - Tekst interesujący   |16.07.2011 17:25:10
Tekst bardzo interesujący, choć ma jedną, podstawową wadę. Jest w
perspektywie
zawężony do problematyki wybranych państw Europy. Dlatego wypada mi
nie zgodzić
się:

Iż "Marksowska przepowiednia pauperyzacji" przestała
straszyć. Ciężko się z tym stwierdzeniem zgodzić w skali innej niż skala
Europejskiej usługówki. Kiedy spojrzymy na Indie, Chiny, w dużym stopniu Amerykę
Łacińską czy nawet na ten pozostający przemysłowym proletariat w USA czy UE, to
pauperyzacja następuje.

"Proletariat przeobraża się więc w prekariat, i to
w towarzyszystwie rosnącego odłamu klas średnich." To także proces stricte
Europejski i ograniczony do dość specyficznej roli jaką przyjmuje Europa,
producenta wysokich technologii i ośrodka finansowego, gdzie dotychczasowi
proletariusze z racji krajów trzeciego świata utracili swą pozycję i zostali
zepchnięci w szeroko rozumiany prekariat, który właśnie z uwagi na brak
samodzielności przy produkcji wartości dodatkowej jest tą opisaną
"nie-klasą".

Gdy połączymy rozwój UE z upadkiem kultur w dużej mierze
autonomicznie-przemysłowych jakie za czasów PRL/państwa opiekuńczego tu
występowały, otrzymamy obraz utraty suwerenności produkcyjnej przez Unię.
Globalnie proletariat ma się całkiem dobrze, ale nie tu. Tak też często
obserwowane przeze mnie próby przekształcenia prekariatu w klasę rewolucyjną,
nie mogą się powieść, bo jest to klasa w dużej mierze wtórna i tak jak to
trafnie opisał Prof Bauman zatomizowana u źródeł, u genezy.
Józef Robotnik   |17.07.2011 12:34:10
Myślę ze posiadacze kapitału niszczą swoje stany posiadania , bo ; kapitał jest
tyle wart ile pożyczający go zapłaci za jego pożyczenie , ale po co będzie
pożyczał kiedy swojej produkcji nie umie sprzedać , na rynku będą funkcjonować
tylko prekariusze , a tym się nie pożycza , a i oni nie chcą pożyczać jeśli są
normalni . Zatem gdyby przyrównać kapitał do stada kóz , to ma się wrażenie że
opiekunowie stada prowadzą je w strefy pustynne , a powinni utrzymywać je w
pobliżu rzek . Ci opiekunowie profesorowie ekonomii na usługach wielkich grup
kapitałowych zatracili możliwość zauważenia skrajów obszarów swego działania ,
można powiedzieć że widzą tylko swój portfel w garści wyciągniętej swej ręki .
itd …
wtret  - re: pewne takie zdziwienie   |17.07.2011 15:37:25
Argument, że Bauman jest obywatelem Wielkiej Brytanii, a nie Izraela oczywiście
(o ile to prawda, nie sprawdziłem), obala co napisałem - przepraszam za
ignorancję.

Ale niby dlaczego moderatorzy mieliby usuwać mój wpis? Chodzi mi
oto, że jak każdy będzie krytykował ‘kapitalizm’ ogólnie, a nie będzie również
działał na swoim poletku, przy okazji narażając się na baty, to będziemy mieć
dyskurs oparty na zrzędzeniu i moralizowaniu, a nie będzie żadnego ruchu
prowadzącego do zmiany. Takie ogólne uniwersyteckie zrzędzenie może być łatwo
łyknięte przez system. Nie ma tu agresji wobec Baumana, próbuję, trafnie bądz
nie, argumentować.

‘Ogólne’ narzekanie (ok, ogólnej teorii nie zamierzam do
końca dyskredytować) na kapitalizm, to trochę jak prawienie morałów Korei
Północnej - wiadomo, gdzie je ona ma.

Co to znaczy, że ja niby twierdzę, że
Bauman ‘nie ma prawa’? Oczywiście, że ma prawo Bauman mówić co chce, a ja mam
prawo go krytykować i dlaczego owo prawo mieliby mi moderatorzy odbierać?

A
może uważasz, że wytykanie obywatelstwa Izraela jest antysemickie?
zylol  - re: re: pewne takie zdziwienie   |22.07.2011 00:29:37
wtret napisa?:

A może uważasz, że wytykanie obywatelstwa Izraela jest antysemickie?


A jesteś pewien, że w równym stopniu byłbyś skłonny uczynić dźwignię
swojej argumentacji z obywatelstwa dajmy na to, RPA?

Tam też się
dzieją złe rzeczy (jak wszędzie), ale czy to powoduje, że ich
obywatele mają zaprzestać "biadolenia" w jakiejkolwiek sprawie,
która nie dotyczy bezpośrednio pozytywistycznego rozwiązywania
ich lokalnych problemów?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.49152 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273