|
Pozwolę sobie przywołać opinię wielkiego portugalskiego mistrza słowa, José Saramago, który, sfrustrowany otępiającą opieszałością włoskiego systemu sprawiedliwości, nie godził się pokornie czekać, aż zbierze się na obrady sąd włoskiego sumienia. Niestety, Saramago nie może osobiście zareagować na werdykt w końcu jednak przez Włochów, choć z bolesnym opóźnieniem, wydany; podejmę się zatem roli jego posłańca – czy też samozwańczego rzecznika. Wszystkie przytoczone przeze mnie cytaty zaczerpnięte zostały z O Caderno (Notesu), swoistego dziennika pisanego przez Saramago w latach 2008 – 2009, a opublikowanego w 2010 w Lizbonie przez wydawnictwo Editorial Caminho.
Saramago, najznakomitszy mistrz swego rzemiosła, znany był z dobierania słów z prawdziwie benedyktyńską troską i niezwykłą precyzją. Wiedział, że w języku włoskim „znaczenie słowa przestępczość (delinquenza) ma znacznie mocniejszy negatywny przekaz niż w jakimkolwiek innym języku europejskim”; a mimo to nie zawahał się użyć tego określenia w odniesieniu do Berlusconiego (patrz wpis pod datą 9 czerwca 2009 roku), mówiąc, że Berlusconi „jawnie dopuścił się wielorakich przestępstw, z których każde było bez wątpienia ciężkie. Co więcej, nie tylko łamie on prawo, ale, co gorsza, tworzy nowe prawa dla chronienia swych publicznych i prywatnych interesów jako polityka, biznesmena i amatora nieletnich dziewcząt”. Saramago nie wahał się przed wnioskiem, że Berlusconi „pogrążył się w najbardziej nikczemnej i kompletnej totalnej deprawacji”.
W notatce zapisanej już o miesiąc wcześniej, bo 9 maja 2009 roku, Saramago nazwał Berlusconiego „Katyliną współczesnych Włoch”, z tą różnicą, że w przeciwieństwie do swojego starożytnego prototypu Berlusconi „nie musi zabiegać o władzę, ponieważ ta już do niego należy, posiada on też aż nadto pieniędzy, by kupić wszystkich wspólników, jakich mógłby kiedykolwiek potrzebować, w tym sędziów, parlamentarzystów, deputowanych i senatorów”. Na próżno jednak poszukiwał „głosu włoskiego ludu”, który powtórzyłby słowa Cycerona, zmieniając jedynie imię adresata: „Jak długo, Berlusconi, będziesz nadużywał naszej cierpliwości?”. I to właśnie nieobecność takiego głosu zdawała się wielkiemu pisarzowi najbardziej przerażającą zagadką – dla niego (podobnie jak dla mnie) nie była to zagadka Berlusconiego, lecz włoskiego społeczeństwa. Jak zauważa we wpisie z 15 maja 2009 roku, „powstaje wrażenie, że Berlusconiemu udało się podzielić naród włoski na dwa obozy: tych, którzy pragną być tacy jak on, oraz tych, którzy już tacy są”. Mimo to Saramago żywił nadzieję, że to tylko „wrażenie” i że koszmar ten (prędzej niż później) dobiegnie kresu.
Historia Włoch, w oczach Saramago, podobnie jak w oczach wielu Europejczyków, wygląda jak „niesamowicie długi różaniec geniuszy: malarzy, rzeźbiarzy i architektów, muzyków, filozofów, pisarzy i poetów… – niekończąca się lista wzniosłych postaci, które wniosły znaczną część do najwspanialszego dorobku, o jakim gatunek ludzki mógł kiedykolwiek myśleć i marzyć”. Szlachetnych dusz nigdy we włoskiej historii nie brakowało. Gdzie więc jesteś, Cyceronie, i dlaczego opuściłeś swój posterunek w momencie, w którym Włochy, jakie znamy i kochamy, są ponownie w niebezpieczeństwie?
We wpisie datowanym na 18 lutego 2009 roku Saramago narzeka (a wielu europejskich miłośników Włoch mogłoby mu zawtórować): „Najbardziej urażony w tym wszystkim jestem ja. Tak, w szczególności ja. Moja miłość do Włoch jest urażona, moja miłość do włoskiej kultury i włoskiej historii. Urażona jest nawet moja wytrwała nadzieja, że ten koszmar się skończy i że Włochy powrócą do wzniosłego ducha inspirowanego Verdim, który w swoim czasie był jego najlepszą manifestacją”. Poprzez dwukrotne – dwukrotne! – wybranie „tego schorzenia, tego wirusa, który zagraża moralną śmiercią ziemi Verdiego”, tej „groźnej choroby, którą wydrzeć trzeba z włoskiej świadomości, zanim jad, płynąc jej żyłami, zniszczy serce jednej z najbogatszych europejskich kultur”, Włosi wkroczyli na „drogę do zniszczenia”, „walając w błocie swoją wolność i godność”.
„Czy Włosi naprawdę pozwolą, aby to się stało? – pytał Saramago w najwyższym osłupieniu i rozpaczy. W pełni podzielałem jego obawy. W związku z innym, choć w licznych swych aspektach podobnym zdarzeniem historycznym Karol Marks zauważył, że żadnemu narodowi, jak i żadnej kobiecie, nie wolno wybaczyć chwili słabości, w jakiej byle awanturnik mógł ich zgwałcić.
***
Tymczasem BBC doniosło dzisiaj: „Tłumy świętują pod pałacem prezydenckim, witając Berlusconiego okrzykiem „błazen”. Alan Johnson, reporter BBC w Rzymie, donosi, że ostatnia podróż pana Berlusconiego w roli premiera była pozbawiona godności. „Policja starała się kontrolować ogromny, wrogi tłum, który szydził i gwizdami odprowadzał konwój” (towarzyszący pohańbionemu premierowi). „Po swojej rezygnacji Berlusconi opuścił pałac bocznym wejściem, aby wymknąć się protestującym”.
Tekst ukazał się na stronie Social Europe Journal.
Tłum. Pat Kulka
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...