Kiedy w 2009 roku zaproponowano mi kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, moją pierwsza myślą było - „to nie dla mnie”. Drugą - „niech inne kobiety kandydują”. Trzecią - „ale ja się nie zgadzam z tym, co mówią inne kobiety - że to nie dla nich”. Więcej - irytuje mnie taka postawa. Nie mogę więc powiedzieć „to nie dla mnie”, jeśli się z tym nie zgadzam.
W wyborach do europarlamentu (okręg 11 obejmujący obszar województwa śląskiego, miejsce 6) otrzymałam 539 głosów. Dużo, bardzo dużo. Liczyłam na 200. A tutaj 539 osób, często w małych miastach i wioskach, oddało głos na osobę, która po raz pierwszy zdecydowała się kandydować; na osobę postrzeganą jako radykalna feministka (a etykieta feministki jest stygmatem1).Te 539 osób oddało głos na kobietę. Na dodatek - na młodą, nieraz słyszałam, zbyt młodą kobietę.2Co z tego, że aby otrzymać mandat, trzeba było zebrać kilkanaście tysięcy głosów, a koalicja, która mnie wystawiała, musiała przekroczyć próg wyborczy - otrzymać co najmniej 5% poparcia?
Dlaczego o tym mówię?
Można przecież przedstawiać naukowe analizy dotyczące udziału kobiet - a raczej jego braku - w politycznych gremiach decyzyjnych. Ale to zostało świetnie opracowane przez Małgorzatę Fuszarę w książce z 2007 roku Kobiety w polityce. Można kontynuować debatę na temat parytetów na listach wyborczych. Ale o parytetach powiedziano już chyba wszystko jesienią 2009 roku, w czasie dyskusji, która przetoczyła się przez nasz kraj w związku z obywatelskim projektem tzw. ustawy parytetowej.
Mówię o tym, ponieważ najważniejsza - w mojej ocenie - jest zmiana postaw wielu kobiet dotyczących bezpośredniego zaangażowania w politykę. Zmiana niezależna od tego, kiedy parytety zostaną wprowadzone do ordynacji wyborczej. I kiedy ordynacja wyborcza zostanie zmieniona tak, aby nie faworyzowała dużych partii politycznych pod względem finansowym i nie kazała zbierać kandydatom, partiom i koalicjom tysięcy podpisów poparcia.
Zmiana, którą możemy wprowadzać już dziś, to zmiana we własnym nastawieniu do polityki. Zmiana, na którą mamy wpływ. Statystyki są nieubłagane, ale i niezmienne: od prawie 100 lat, odkąd kobiety w Polsce wywalczyły czynne i bierne prawa wyborcze, liczba kobiet w Sejmie jest stała: od 10% do 23% (za wyjątkiem I kadencji Sejmu II RP w latach 1919-1922 - od 2% do 5% wedle różnych źródeł, oraz II kadencji Sejmu PRL w latach 1956-61 - 4%). Liczba senatorek jest zbliżona - od 6% do 23%3. Podobnie jest z samorządami. Śląska Przedwyborcza Koalicja Kobiet policzyła mandaty, jakie uzyskały kobiety w ostatnich wyborach samorządowych w 2006 roku w województwie śląskim. Na 75 mężczyzn piastujących stanowisko prezydenta, burmistrza i wójta przypadają tylko 4 kobiety (5,05%). W radach miejskich w dużych miastach najwięcej kobiet zasiada w Katowicach -25%. To wyjątkowa liczba - w Bielsku-Białej i w Sosnowcu jest ona równa zeru4.
Te statystyki mówią jedno - zrównoważony rozwój obejmujący równy udział kobiet i mężczyzn w życiu politycznym nie jest możliwy. A jeśli przez 100 lat udział liczbowy kobiet w parlamencie czy w samorządach nie uległ zmianie, nie może być mowy o żadnym „naturalnym” procesie. Dopóki kobiety czy inne grupy mniejszościowe nie będę brały udziału w gremiach decyzyjnych (tutaj mówi się o magicznej liczbie 30-35%), niemożliwe będzie poddanie dyskusji - na poziomie decydenckim - np. potrzeby angażowania się w tzw. misje stabilizacyjne w Afganistanie i w Iraku czy organizowania Euro 2012. Nieraz zadaję sobie pytanie, jakto możliwe, że kraj z tak wielkim problemem ubóstwa, niewydolną służbą zdrowia, dramatycznym spadkiem poziomu edukacji spowodowanym w dużej mierze chybioną reformą szkolnictwa wydaje ogromne sumy na nierozwojowe w gruncie rzeczy cele. Tutaj nie tylko nie można mówić o jakiejkolwiek równowadze, tutaj nie można mówić nawet o rozwoju!
Wiele kobiet uczestniczy w życiu publicznym, angażując się w działania trzeciego sektora: zajmuje się problemami przemocy wobec kobiet, dzieci i młodzieży, zdrowiem reprodukcyjnym, dyskryminacją na rynku pracy, wykluczeniem społecznym spowodowanym bezrobociem, ubóstwem, niepełnosprawnością, polityką równego statusu kobiet i mężczyzn itp. Często są to działania skuteczne - to właśnie organizacjom pozarządowym zawdzięczamy przede wszystkim przeforsowanie ustawy antyprzemocowej - czy to po raz pierwszy w 2005 roku, czy obecnie - jej nowelizacji. Niemniej podejmując szeroko zakrojone działania w różnych sferach życia, niejako „wyręczmy” państwo, a jednocześnie utrwalamy rządzących w przekonaniu, że państwo sprawnie funkcjonuje5.
Organizacje pozarządowe nie są poza polityką. Problemy przez nie podejmowanenie nie są apolityczne. „Od polityki nie ma ucieczki - pisałam, kiedy publicznie odpowiadałam na pytane, dlaczego startuję w wyborach do PE - polityka jest zawsze i wszędzie. Polityka, jak zaznaczyła kiedyś Beata Maciejewska z Zielonych 2004, zagląda nam do lodówek i wchodzi do łóżka. To politycy decydują np. o wysokości dopłat do mięsa czy mleka, tym samym wpływając na nasze codzienne menu. To politycy decydują o refundacji środków antykoncepcyjnych. Polityka wchodzi do naszego życia bez pukania i z butami. Najczęściej w najbardziej nieoczekiwanej chwili”6.
Trzeci sektor jest OK, ale tylko w parlamencie, w samorządzie mamy prawdziwy, realny wpływ na rzeczywistość, na to, żeby ją zmieniać. Apeluję więc do kobiet: nie mówcie: „nie znam się na polityce”, „nie nadaje się”. Przecież zarządzacie domem, umiecie ocenić opiekę lekarską swojego dziecka, jesteście nauczycielkami, przedsiębiorczyniami czy pielęgniarkami, więc znacie się na edukacji, biznesie, służbie zdrowia. Macie zwykle lepsze wykształcenie, świetne umiejętności zaradcze i organizacyjne, wysokie kompetencje interpersonalne.
Nie mówcie „to nie ten moment”. Nigdy nie będzie dobrego momentu, bo małe dzieci, bo buduję dom, bo właśnie zmieniłam pracę, bo robię doktorat, habilitację, bo…
Nie mówcie „to nie dla mnie”. Też mówiłam o sobie: „Nie jestem polityczką. Nie czuję - wypowiem to słowo - powołania do polityki”. Bo o polityce myślę w kategoriach powołania. O polityce właśnie, którą rozumiem jako partnerstwo, dialog, ścieranie się idei, merytoryczną debatę nad wizją Polski, a niejako pojedynek PR-owców. Mówiłam: „Jestem przede wszystkim intelektualistką i działaczką społeczną”. Ale uznałam, że kandydowanie w eurowyborach jest moim obywatelskim obowiązkiem. Jest zadaniem, którego nie mogę nie podjąć.
Apeluję raz jeszcze: spróbuj. Właśnie ty. I ty. I ty. Teraz - jeszcze w jesiennych wyborach samorządowych albo za rok w wyborach do parlamentu.
To twój obowiązek.Bądź niezłomna. Jak Alice Paul z filmu „Niezłomne”.
Bądź konsekwentna i autentyczna. W czasie jednego ze spotkań wyborczych usłyszałam, że moje konsekwentnie prezentowane poglądy w zakresie wyrównywania szans kobiet i mężczyzn budzą szacunek, nawet jeśli mój rozmówca nie zgadzał się ze mną.
Poszukaj koalicji. Śląska Przedwyborcza Koalicja Kobiet powstała właśnie po to, aby przygotowywać i wspierać kobiety kandydujące do samorządów w wyborach w 2010 r. Poszukaj wsparcia i pomocy wśród bliskich osób. Również wsparcia finansowego i logistycznego. Start w wyborach, zwłaszcza poza strukturami dużych partii, wymaga nakładów pieniężnych i zebrania setek, a nawet tysięcy podpisów. Namów bliskich i znajomych do wspólnego utworzenia obywatelskiego komitetu wyborczego - zwłaszcza w czasie wyborów samorządowych. Zainteresuj lokalne media.
A jeśli nie startujesz w wyborach, wspieraj i pomagaj innym. Nie masz szans na wybór? Na pewno masz większe szanse, kiedy znajdziesz się już na liście wyborczej. Masz szansę podjąć dyskusję z kontrkandydatami/tkami. Masz szansę zaprezentować swoją osobę, poglądy, program wyborczy. Masz szansę zapytać ubiegających się o reelekcję kandydatów/tki, co zrobili np. dla zwiększenia liczby miejsc w przedszkolach.
Czasem przypominam sobie sukces, jaki odniosłam podczas debaty europejskiejw Cieszynie 1 czerwca 2009 roku. Otrzymałam 8,64% głosów i zajęłam 3 miejsce - po kandydacie PO (dr Jan Olbrycht - 49,38%) i PiS (prof. Michał Seweryński - 20,98%). Ten wynik, gdyby to były wybory, pozwoliłby wejść do PE reprezentowanemu przeze mnie Koalicyjnemu Komitetowi Wyborczemu.
A że nie zostałam wybrana za pierwszym razem? Być może uda się za drugim, trzecim, czwartym…Idź więc do polityki. Z podniesioną głową.
Nie pretenduję do bycia kolejną papieżycą polskiego feminizmu, ale dodam jeszcze - „Nie lękaj się!”
Referat wygłoszony na II Kongresie Kobiet w panelu pt. Kobiety a zrównoważony rozwój.
Aleksandra E.Banot* (1977) - literaturoznawczyni z doktoratem oraz psycholożka; wykłada na Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej; feministka teoretyczna i praktyczna: interesuje się prozą kobiet z drugiej połowy XIX w. i początku wieku XX, dyskursem feministycznym w Polsce i na świecie oraz psychologią rodzaju (gender psychology); członkini Śląskiego Klubu Krytyki Politycznej; od 2007 r. współorganizuje Śląskie Manify; jedna z inicjatorek Grupy Inicjatyw Genderowych, w ramach której współtworzyła projekt powoływania lokalnych pełnomocniczek ds. równego statusu kobiet i mężczyzn (2008-2009); wraz z dr Małgorzatą Tkacz-Janik organizowała ruch społecznego poparcia dla Alicji Tysiąc w czasie katowickich rozpraw przeciwko „Gościowi Niedzielnemu” (2009-2010); mieszka w Cieszynie.
Przypisy:
1Por. E. Mandal, A. E. Banot, Kobiecość i męskość a stereotyp feministki [w:] W kręgu gender, (red.) E. Mandal, Wyd. Uniwersytetu Śląskiego, Katowice2007, s. 58-78; M. Kofta i in. Feministki w Polsce jako obiekt wykluczenia kulturowego, „Kolokwia Psychologiczne” 2008, XVII.
2To był średni wynik dla Zielonych 2004, partii, która rekomendowała moją kandydaturę, a startowała w koalicji zPD i SdPl jako KKW PdP CentroLewica (ok. 3% głosów).
3M. Fuszara, Kobiety polityce, Wyd. Trio, Warszawa 2007, s.88-90.
4Czas na parytet na Śląsku, prezentacja multimedialna Śląskiej Przedwyborczej Kolacji Kobiet przygotowana z okazji debaty nt. parytetów z udziałem prof. Magdaleny Środy 15.10.2009 w Katowicach.
5Por. dyskusję na temat III sektora na łamach m.in. „Gazety Wyborczej” w styczniu br.
6A. E. Banot, Dezyderata, czyli dlaczego startuję w wyborach do Parlamentu Europejskiego, http://www.zieloni2004.pl/art-3347.htm, dostęp: 16.06.2010.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...