|
Zbigniewa Religę poznałem przez telefon na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy byłem wiceministrem zdrowia w rządzie Hanny Suchockiej. Profesor zadzwonił do mnie z Zabrza w sprawie pieniędzy dla kardiochirurgii, dla swoich pacjentów. Pamiętam, że w głosie czuło się dużą stanowczość i determinację, ale też zwykłe ludzkie ciepło. Myślę, że dzięki tym cechom niejednokrotnie potrafił być skuteczny.
Połączenie wysokich kompetencji i przygotowania z niezwykłą pasją i odwagą pozwoliło mu w trudnych latach osiemdziesiątych na przeprowadzenie pierwszego udanego przeszczepu serca w Polsce. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to wręcz niemożliwe. Szpital poza Warszawą, prowizoryczny sprzęt, wszystkiego brakuje i na dodatek lęk przed pobraniem serca do przeszczepu w innych szpitalach. Profesor potrafił jednak wzbudzić entuzjazm w zespole młodych lekarzy, jakich wokół siebie zgromadził. Jako lekarz nigdy nie poddawał się, dlatego pacjenci go uwielbiali. Ta pionierska operacja uczyniła go sławnym. Dużą popularność umiał wykorzystać w walce o swoich chorych i dla rozwoju transplantologii. Przeszczepianie serca stało się normalną metodą leczenia. Po kilku latach wykonywano już ponad sto przeszczepów rocznie. To było jego zasługą.
Profesor Religa był nie tylko wybitnym lekarzem kardiochirurgiem, ale także świetnym nauczycielem – mistrzem. Wychował kilka pokoleń kardiochirurgów. Można powiedzieć, że stworzył polską szkołę kardiochirurgii. Nie bał się konkurencji. Pozostawił po sobie wielu wybitnych uczniów, którzy kierują dzisiaj ośrodkami kardiochirurgicznymi w różnych miastach. Wielu zrobiło międzynarodowe kariery.
Niezwykła popularność zaprowadziła go też do polityki. Bez problemu dwukrotnie został wybrany senatorem. Nie wykazywał szczególnego przywiązania do barw partyjnych. Był politykiem, dla którego ważna była nie tyle gra polityczna, ile to co można zrobić dla ludzi. Przeniósł do polityki postawę lekarza, gdzie najważniejsza jest misja pomagania ludziom. Gdy został ministrem zdrowia potrafił być twardym i wymagającym partnerem, ale misja pozostawała na pierwszym miejscu. Z kardiochirurgią nie rozstawał się do końca. Ostatnią jego pasją były prace nad tzw. sztucznym sercem.
W swoim działaniu nie był wolny od błędów, ale zasług ma dużo, dużo więcej. Na długo utkwi mi w pamięci jego ostatnie wystąpienie w Sejmie w debacie o prywatyzacji szpitali, kiedy sam zmagając się z ciężką chorobą potrafił jeszcze raz, używając twardych słów, przypomnieć o misji publicznej służby zdrowia, że o dostępie do opieki zdrowotnej powinny decydować potrzeby pacjenta, a nie zasobność jego portfela, że szpitale mają być dla ludzi, a nie działać dla zysku. Te słowa niech pozostaną dla nas jego lekarskim i politycznym testamentem.
Prof. Zbigniew Religa zmarł 8 marca 2009.
*Marek Balicki - lekarz, poseł, były minister zdrowia.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...