|
Europejski Rok Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem zakończył się dla polskiego państwa nie tylko bez sukcesów na tym polu, ale wręcz kompromitująco. Szczególnie wstydliwą rzeczą jest decyzja rządu o niepodniesieniu progów uprawniających do świadczeń z pomocy społecznej. Niepodnoszony od 2006 roku próg nie uwzględnia związanego z inflacją wzrostu cen i w efekcie jest ustalony na wysokości niższej niż obliczany systematycznie przez naukowców z IPiSS poziom minimum egzystencji. W skrócie: oznacza to, że – jak już parę miesięcy słusznie oburzał się dr hab. Ryszard Szarfenberg: „Doczekaliśmy więc sytuacji, gdy nawet skrajna bieda obywateli nie uprawnia ich do korzystania z pomocy pieniężnej państwa!”. To komentarz badacza wykluczenia społecznego do uchwały Komisji Trójstronnej, w której zaproponowano podwyższenie progu z 477 do 546 zł dla osoby samotnie gospodarującej i z 351 do 415 na osobę w rodzinie. Ryszard Szarfenberg miał wątpliwości, czy zmiany wejdą w życie, bowiem z uzasadnienia uchwały nie wynikało, dzięki jakim dodakowym środkom zostanie sfinansowana. Obawy te okazały się niestety uzasadnione, rząd wykpił się od uchwały komisji. Podobnie jak w przypadku płacy minimalnej, której wysokość ustalono na poziomie 1386 zł, podczas gdy komisja po długotrwałych negocjacjach przyjęła wcześniej kwotę 1408 złotych.
Poniżej minimum
Uderzające jest to, że mozolnie budowany od 1994 roku trójstronny dialog społeczny jest „deptany” (wedle słów Janusza Śniadka) ilekroć przedmiotem negocjacji staje się sytuacja najuboższych grup. W przypadku płacy minimalnej sprawa jest dość problematyczna, skoro pracodawcy mogą przechodzić na elastyczne formy zatrudnienia, w których płaca minimalna i tak nie obowiązuję (a w Polsce według sondażu przeprowadzonego w zeszłym roku przez fundację dublińską pracodawcy wyjątkowo często – na tle europejskim – korzystają z pozakodeksowych form zatrudnienia). Jednak w przypadku progów pomocy społecznej rzecz ma się inaczej. Czy będziemy to tłumaczyć arogancją władzy oszczędzającej na najuboższych, czy też tragicznym stanem budżetu państwa, tak czy inaczej jest to działanie kompromitujące dla państwa polskiego i niepokojące. W okresie powojennym, nawet w doktrynie państwa minimalnego mieściła się pomoc tym, którzy znaleźli się w skrajnej nędzy. Państwo, które nie chce lub nie może temu sprostać, traci legitymację.
Tłumaczenie, że progi pozostają na starym poziomie ze względów ekonomicznych, broni się tylko z pozoru. Nie bez kozery publicystka „Nowego Życia Gospodarczego” Irena Dryll zatytułowała swoj felieton (listopad 2010) omawiający tę sprawę „Próg ekonomicznego rozsądku”. Na sugestywnym przykładzie hospitalizacji dzieci z łódzkich enklaw biedy Dryll pokazuje, że oszczędzania na na walce ze skrajnym wykluczeniem okazuje się nie tylko niemoralne, ale również nieefektywne ekonomicznie. „Np.dzieci z enklaw łódzkiej biedy są hospitalizowane, ponieważ w domu, w zagrzybionych, zawilgoconych mieszkaniach, często nie mają nawet własnego łóźka, a rodzinie brak pieniędzy na leki, bieda wypycha je do szpitala nawet przy banalnych chorobach. Przywołuję ten przykład (z badań socjologów łódzkich), dlatego, że nędza, która rodzin wszelkiego typu patologie, sporo kosztuje, a nędza dzieci - wzmocniona zamrożeniem progów - godzi w rozwój i dobrobyt społeczny”. Rząd, chcąc racjonalizować wydatki, popada w jeszcze większą nieracjonalność. I niesprawiedliwość.
Podniesienie progów rzeczywiście oznaczałoby niemały koszt dla budżetu, ale jest to skutek nie tyle niesamowitej hojności polskiego państwa socjalnego, ile tego, że duża jest rzesza ludzi, którzy poziomem życia mieszczą się blisko granicy minimum egzystencji (według GUS w 2009 roku było to 5,7%, czyli około 2 mln!). W związku z tym nawet nieznaczna zmiana wysokości niskich przecież progów rodzi spory koszt. Już samo to powinno prowadzić do poważnego przemyślenia podstaw systemu, który spycha tylu ludzi w rejony nędzy.
Błąd „selektywnego” myślenia
Wydaje się jednak, że restrykcyjne podejście obecnej władzy do progów uprawniających do świadczeń socjalnych nie wynika wyłącznie z wysiłku dopięcia budżetu, ale jest efektem ubocznym przyjętej w kręgach władzy filozofii społecznej. Zgodnie z nią system świadczeń powinien być selektywny, trafiać tylko do osób w skrajnych sytuacjach. W strategicznym raporcie doradców premiera RP „Polska 2030” w rozdziale na temat spójności społecznej, eksponuje się badania dr Anny Kurowskiej z Instytutu Polityki Społecznej, z których wynika, że świadczenia tylko w części trafiają do najuboższych, ale w dużej mierze pomoc trafia do grup z wyższych warstw. Autorzy raportu wysuwają z tego wniosek, że należy jeszcze zwiększyć selktywność systemu i w jeszcze większym stopniu oprzeć go na kryterium dochodu. Okazuje się jednak, że zbyt restrykcyjnie ustalane progi dostępu mogą przynosić efekt odwrotny od zamierzonego. Część potrzebujących zostaje bowiem bez pomocy. Oczywiście świadczenia pieniężne – o czym warto do znudzenia przypominać - to tylko jeden z aspektów pomocy społecznej. Zapewne nie wystarczający, ale niewątpliwie konieczny – zwłaszcza w sytuacji osób żyjących w skrajnej biedzie. Ważne są też inne działania, jak pomoc rzeczowa i usługowa, w tym dostęp do uniwersalnych instytucji społecznych, a także tych nakierowanych na pracę z wykluczonymi, np. zajmujących się pracą socjalną. Jakie osiągnięcia na tym polu przyniósł miniony rok? Strona Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na razie na ten temat milczy.
Polska jest częścią Unii Europejskiej, jednak to, co jest choćby symboliczną inicjatywą w walce z wykluczeniem - ogłoszenie Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem - Polska niestety zlekceważyła. Nie myśląc o wykluczonych, sami jako społeczeństwo się wykluczamy – z europejskiego projektu cywilizacyjnego, w którym ubóstwo nie jest tylko sprawą prywatną ubogich, ale społecznym problemem, który powinniśmy solidarnie rozwiązywać.

[fot. Arkadiusz Całus, nieodwracajwzroku.pl]
—
* Rafał Bakalarczyk (ur. 1986) - absolwent polityki społecznej UW i doktorant tamże. W 2009 r. obronił pracę magisterską z europejskiej socjologii politycznej w Dalarna Hogskolan (Szwecja). Zajmuje się polityką społeczną, w tym polityką edukacyjną, wykluczeniem społecznym i ekonomią opieki i skandynawskim systemem dobrobytu. Współautor m.in. książki Jaka Polska 2030?. Sekretarz redakcji Pisma Dialogu Społecznego „Dialog”.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...