Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Badiou: Realne kryzysu Drukuj
Alain Badiou   
31.08.2009
Planetarny kryzys finansowy, w formie, w jakiej się nam go przedstawia, przypomina jedną z tych kiepskich, prefabrykowanych, wysokobudżetowych produkcji filmowych, które nazywamy obecnie „kinem”. Zawiera wszystkie elementy, które gwarantują sukces: narastającą katastrofę, silne poczucie zawieszenia, egzotyzm tego, co identyczne – giełda w Dżakarcie umieszczona pod tym samym nagłówkiem, co Nowy Jork. Od Moskwy po Saõ Paulo – wszędzie ten sam ogień, podkładany pod te same banki. Przerażające zwroty akcji: ajajaj… najlepiej skonstruowane „plany” nie powstrzymują czarnego piątku, wszystko się wali, wszystko się wkrótce załamie…

Lecz oto pojawia się nadzieja: na pierwszym planie, mocno skoncentrowani, ci Sarkozy’owie, Paulsonowie, Merkelowe, Brownowie i inni Trichetowie o mrocznym spojrzeniu, niczym w filmie katastroficznym; mała eskadra możnych, gasząca monetarny ogień, wrzuca w centralną Dziurę tysiące miliardów. Później będziemy się zastanawiać (w felietonach, które się pojawią), skąd oni je biorą, skoro w odpowiedzi na najskromniejsze żądanie biednych od wielu lat wywracali kieszenie, twierdząc, że nie mają nawet miedziaka. Na razie jednak jest to mało istotne. „Ocalić banki!” – ten szlachetny, przepełniony humanizmem i demokratyczny okrzyk wydobywa się ze wszystkich politycznych i medialnych piersi. Ocalić je za wszelką cenę! Dobrze, że o tym wspomnieli, gdyż cena ta jest niemała.

Muszę się przyznać: ja sam, widząc krążące cyfry, znaczenia których, jak niemal wszyscy, nie jestem w stanie sobie wyobrazić (co to właściwie jest, ten tysiąc czterysta miliardów euro?), okazuję zaufanie. Całkowicie oddaję się w ręce strażaków. Wszyscy zjednoczeni – wiem to, czuję to – zdołają to osiągnąć. Banki będą nawet większe niż przedtem. Niektóre, te małe lub średnie, nie mogąc przetrwać bez dobroczynności państw, zostaną oddane jako smakowity kąsek większym od siebie. Upadek kapitalizmu? Chyba nie mówią państwo tego poważnie? Zresztą, kto by tego chciał? Kto w ogóle wie, co to oznacza lub miałoby oznaczać? Ocalmy banki, powiadam państwu, a reszta jakoś się ułoży. Dla grających role w tym filmie – to znaczy dla bogatych, ich służących, ich pasożytów, tych, którzy im zazdroszczą, i tych, którzy im schlebiają – biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie i rodzaj prowadzonych polityk, szczęśliwy koniec, być może nieco melancholijny, jest nieunikniony.

Zwróćmy się raczej w stronę widzów tego spektaklu – zdumionej masy, lekko zaniepokojonej, niewiele rozumiejącej, zupełnie pozbawionej możliwości aktywnego zaangażowania w tę sytuację; masy, do której z daleka dociera krzyk konających, osaczonych banków. Ten tłum może jedynie zgadywać, jak męczące weekendy spędza mała, wspaniała grupa szefów rządów. Może obserwować astronomiczne, nieogarnione sumy i machinalnie porównywać do nich swoje własne środki lub nawet, w przypadku znacznej części ludzkości, zwyczajny brak środków, stanowiący podstawę ich gorzkiej i zarazem odważnej egzystencji. Twierdzę, że realne jest właśnie tam, i nie uzyskamy do niego dostępu inaczej, jak tylko odwracając się od ekranu, by przenieść uwagę na niewidzialną masę tych, dla których – na moment przed wtrąceniem w coś jeszcze gorszego niż to, w czym obecnie żyją – ten film katastroficzny, nawet ze swym sielankowym zakończeniem (Sarkozy obejmuje Merkel i wszyscy płaczą z radości), nigdy nie był niczym więcej niż teatrem cieni.

W ciągu ostatnich tygodni często mówiliśmy o „realnej gospodarce” (produkcja i obrót dóbr) oraz o gospodarce, jakby to powiedzieć, „nierealnej”. Z tej ostatniej pochodziło całe zło, gdyż jej przedstawiciele stali się „nieodpowiedzialni”, „nieracjonalni” i „drapieżni”, mieląc, najpierw z chciwości, a następnie w panice, bezkształtną masę złożoną z akcji, zabezpieczeń finansowych i pieniędzy. Rozróżnienie to jest absurdalne i zazwyczaj było odwoływane dwie linijki dalej, za pomocą przeciwstawnej mu metafory „systemu krwionośnego” gospodarki, określającej cyrkulację i spekulację finansową. Serce i krew miałyby być odjęte żyjącemu ciału? Zawał finansowy miałby być obojętny dla zdrowia całej gospodarki? Jak wiemy, kapitalizm finansowy jest – od zawsze, co w obecnych okolicznościach znaczy od pięciu stuleci – częścią konstytutywną kapitalizmu w ogólności. Jeśli chodzi o właścicieli i animatorów tego systemu, nie są oni „odpowiedzialni” za to, że ich zyski, ich „racjonalność” mierzy się ich dochodami. Nie tylko są drapieżnikami, lecz mają obowiązek nimi być.

Nie ma więc nic bardziej „realnego” w kapitalistycznej hali produkcyjnej niż w piętrze handlowym czy oddziale spekulacyjnym. Dwa ostatnie korumpują do reszty tę pierwszą: w przytłaczającej większości przedmioty, produkowane przez ten typ maszynerii, są wytwarzane wyłącznie dla zysku i spekulacji (która jest pochodną zysku, jego najszybszą i najbardziej widoczna częścią). Są brzydkie, niewygodne, nieużyteczne, trzeba więc wydawać miliardy, by przekonać ludzi, że jest inaczej. Zakłada to przekształcanie tych ludzi w kapryśne dzieci, w wiecznych nastolatków, których egzystencja polega na ciągłym zmienianiu zabawek.

Powrót do realnego z pewnością nie jest ruchem, który prowadzi od złej, „nieracjonalnej” spekulacji do zdrowej produkcji. To ruch prowadzący z powrotem do życia, bezpośredniego i poddawanego refleksji, życia wszystkich tych, którzy zamieszkują ten świat. Tylko z takiej pozycji możemy obserwować kapitalizm, łącznie z filmem katastroficznym, który jest nam obecnie narzucany, nie uginając się pod jego ciężarem. Realne to nie film, lecz jego widzowie.

Co widzimy dzięki owemu odwróceniu lub powrotowi? Co widzimy, gdy udaje się nam pozbyć lęku przed pustką. Lęku, który, zgodnie z oczekiwaniem naszych władców, ma sprawić, że będziemy ich błagać o ocalenie banków? Widzimy, tym razem naprawdę, rzeczy proste i znane od dawna: kapitalizm nie jest niczym innym jak bandytyzmem, nieracjonalnym w swojej istocie i destrukcyjnym w swym rozwoju. Za krótkie dekady szalenie nierównej prosperity zawsze kazał płacić kryzysami, w trakcie których znikały astronomiczne wartości, krwawymi ekspedycjami karnymi we wszystkich regionach uważanych za strategiczne lub mu zagrażające, a także wojnami światowymi, w czasie których odzyskiwał zdrowie.

To jest dydaktyczna siła odwróconego spojrzenia na film-kryzys. Czy wciąż mamy odwagę, w obliczu życia ludzi, którzy go oglądają, być dumni z systemu, który powierza organizację życia zbiorowego najniższym impulsom: chciwości, chęci rywalizacji, zautomatyzowanemu egoizmowi? Czy chcemy wychwalać „demokrację”, w ramach której decydenci w tak bezkarny sposób służą grabieży finansowej, że zadziwiłoby to nawet Marksa, który już sto sześćdziesiąt lat temu określił rządy, jako „ufundowane na władzy kapitału”? Zwykły obywatel czy obywatelka musi „zrozumieć”, że załatanie dziury w systemie zabezpieczeń społecznych jest absolutnie niemożliwe, lecz powinniśmy, bez liczenia, wrzucać miliardy w dziurę bankową? Ponadto, czy powinniśmy zaakceptować to, że podczas gdy nikt nie wyobraża już sobie nawet nacjonalizacji fabryki, która ma kłopoty z powodu konkurencji, i w której pracują tysiące robotników, dla banku, który został bez grosza przy duszy z powodu spekulacji, takie rozwiązanie jest oczywiste?

W naszej sprawie realne pojawia się, gdy spojrzymy na odwrotną stronę kryzysu. Skąd pochodzi bowiem cała ta finansowa fantasmagoria? Całkiem po prostu, z wymuszonej sprzedaży luksusowych domów ludziom, którzy nie mieli żadnych środków na ich zakup, i którym machano przed oczami cudownymi kredytami. Nadzieje na spłatę przez nich kredytu były natychmiast odsprzedawane. Dodawano je, jak to się robi z niewyczuwalnymi narkotykami, do papierów wartościowych, których skład, dzięki pracy całej armii matematyków, był przedstawiany w sposób równie uczony, co niejasny. Wszystko to zaczęło krążyć, nabierając coraz większej wartości, sprzedawane i odsprzedawane coraz bardziej odległym bankom. Co prawda, obrót ten miał materialną gwarancję w postaci nieruchomości. Wystarczyło jednak, że nastąpił zwrot na ich rynku, by kupujący zaczęli tracić zdolność do spłaty długów. Wartość ich zastawu spadała, a kredytodawcy domagali się coraz więcej. Gdy ostatecznie kupujący nie mogli już dłużej spłacać rat, narkotyk dodany potajemnie do papierów wartościowych ujawnił się, zatruwając je, w wyniku czego przestały mieć jakąkolwiek wartość. Na pierwszy rzut oka jest to gra, w której wszyscy tracą: spekulant swój udział, a kupujący dom, z którego jest uprzejmie eksmitowany. Niemniej jednak realne tego przegranego meczu jest, jak zawsze, po stronie zbiorowości, po stronie życia codziennego. Ostatecznie wszystko bierze się z faktu, że istnieją dziesiątki milionów ludzi, których pensje, lub brak pensji, sprawiają, że nie są już w stanie zapewnić sobie dachu nad głową. Realną istotę kryzysu finansowego stanowi kryzys mieszkaniowy. Tymi, którzy nie mogą pozwolić sobie na własne lokum, nie są w żadnym przypadku bankierzy. Zawsze trzeba schodzić do poziomu codziennej egzystencji…

Jedyną rzeczą, której moglibyśmy obecnie pożądać, jest to, że wśród kryzysu odnajdziemy to, co realne. Być może dzięki wnioskom, jakie z tej ponurej sceny wyciągną ludzie – wszak nie bankierzy i nie rządy, które im służą, ani też gazety, które są na usługach rządów.

Dostrzegam dwa poziomy tego powrotu do realnego. Pierwszy jest czysto polityczny. Film pokazał, że obecna „demokracja” nie jest niczym innym jak skwapliwą usługą na rzecz banków, jej prawdziwe imię brzmi: kapitało-parlamentaryzm. Trzeba zorganizować politykę zupełnie odmiennej natury, wzorem licznych doświadczeń ostatnich dwudziestu lat. Taka polityka niewątpliwie jest i jeszcze długo będzie oddalona od władzy państwowej, lecz jest to mało istotne. Bierze ona swój początek na poziomie realnego, poprzez praktyczny sojusz ludzi obecnie najbardziej przystosowanych do tego, by ją tworzyć: nowo przybyłych proletariuszy, z Afryki lub skądinąd, oraz intelektualistek i intelektualistów, spadkobierców walk politycznych ostatnich dekad.

Ten sojusz będzie się poszerzał w zależności od tego, do jakich działań będzie zdolny. Nie będzie utrzymywał żadnego typu organicznych stosunków z istniejącymi partiami oraz utrzymującymi je przy życiu systemami – wyborczym i instytucjonalnym. Stworzy nową dyscyplinę tych, którzy niczego nie mają, ich siłę polityczną, nową koncepcję tego, jak miałoby wyglądać ich zwycięstwo.

Drugi poziom jest ideologiczny. Należy odwrócić starą diagnozę, zgodnie z którą mielibyśmy znajdować się w okresie „końca ideologii”. Widzimy dziś bardzo wyraźnie, że ten rzekomy koniec w rzeczywistości oznacza slogan „uratujmy banki”. Nie ma niczego ważniejszego niż odzyskanie pasji idei i przeciwstawienie światu w obecnym kształcie antycypowanej pewności, że sprawy mogą przybrać zupełnie inny kierunek. Szkodliwemu spektaklowi kapitalizmu przeciwstawiamy rzeczywistość ludów, realne życia ludzi w jego własnym ruchu idei. Motyw emancypacji ludzkości nie stracił niczego ze swojej mocy. Słowo „komunizm”, które od długiego czasu oznaczało tę moc, z pewnością straciło wartość i sprostytuowało się. Lecz dzisiaj jego zniknięcie służy jedynie broniącym porządku, rozgorączkowanym aktorom filmu katastroficznego. Odratujemy je jednak, z jego nową jasnością, która zarazem jest jego starą zaletą. Marks mówił o komunizmie, że przyniesie „najradykalniejsze zerwanie z tradycyjnymi ideami” oraz stworzy „zrzeszenie, w którym swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”.

Całkowite zerwanie z kapitało-parlamentaryzmem, polityka tworzona na poziomie rzeczywistości ludu, suwerenność idei: to wystarczy, byśmy mogli oderwać się od filmu o kryzysie i powstać.

Przełożyła Natalia Kowbasiuk.

Tekst pochodzi ze strony: http://www.entretemps.asso.fr/Badiou/Crise.htm. W skróconej wersji ukazał się w: „Le Monde”, 2008, 18 października. Niniejszy przekład ukazał się w „Recyklingu Idei” nr 12, wiosna/lato 2009.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |03.09.2009 03:18:30
Święte słowa do ponownego przeczytania. Szkoda,że witryna Krytyki nie zmieściła
przedruku z ostatniej Świątecznej innego jej filara ( ani słowo ani gramatyka i
piszący je - zawodzą) ideowego Slavoja Zizka.
Ciekawe stwierdzenia, cytaty,
warte uwagi i polemiki.
Rylew   |03.09.2009 08:55:09
Świetny tekscior.
Może teraz niektórzy zastanowią się dlaczego swoimi
pieniędzmi ratujemy nie swoją kasę, po to żeby inni nie stali się
bankrutami.
Czy to solidaryzm, czy wada systemu ?
Jaki stąd wniosek ?
piootrekk   |03.09.2009 12:47:29
W SZ pisali kilka dni temu, że kryzys kosztował każdego mieszkańca ziemi 1500$.
Po tej informacji czuję się jakiś bogatszy;)Chętnie bym zobaczył te pieniądze
znowu, wtedy nie tylko bym się czuł ,ale i bym był (to jeśli chodzi o wnioski).
maciej   |03.09.2009 13:55:07
Capitalism: A Love Story  Michael Moore w zapowiedzi filmu autor zbiera składkę
na prezesów banków, jak masz kasę możesz się dołożyć.
stylish_lamella   |04.09.2009 05:22:52
To myślenie postulatywne, rozmijające się z rzeczywistością. Pięknie brzmią te
diagnozy, wizje zmiany, marzenia o tym, jak być powinno - duch rośnie i serce
 — romantyczny mit wspólnoty, mit rewolucyjny, może i wojenny też ( bo czy można
inaczej niż za pomocą przewrotu zdekonstruować istniejący porządek w jego
wymiarze praktycznym?) ; intelektualiści i wykluczone masy - do boju, wespół w
zespół! Ale człowiek to nie jest piękne zwierzę, trzeba przede wszystkim liczyć
się z jego instynktami - z jego egoizmem i chciwością; i nie są to niestety
wyłącznie przywary bankierów. Lewica zamiast je wypierać i projektować na
tychże, powinna je przyjąć jako fakt, a następnie się z nimi uporać i to na
drodze ewolucji, wypracowując konstruktywny plan zmiany jak najbliższy zasadzie
rzeczywistości, a nie wyobrażonemu, istniejącemu w świecie złudzeń i pozorów
Realnemu; to tworzenie czegoś ( idei zmiany ) z niczego ( własnej fantasmagorii
) - mam wrażenie, że lewicy bliżej do idealizmu, niż do materializmu. Ten
konstruktywny plan to wg mnie praca, szacunek, życzliwość, przyzwoitość i
aktywność. Pozwolę sobie zacytować dość długi fragment z "Księgi
niepokoju" Pessoa: " Boli mnie fakt, że ktoś może uważać, iż burząc się
zmienia cokolwiek. Gwałt i przemoc były dla mnie zawsze rażącą formą ludzkiej
głupoty. Rewolucjonista czy reformator - błąd jest ten sam. Nie mogąc zmienić i
o panować swojego stosunku do życia, co jest najważniejsze, człowiek ucieka się
do chęci zmieniania innych i zewnętrznego świata. Każdy rewolucjonista i
reformator ucieka od siebie. Walczyć to nie być zdolnym do zwalczania siebie.
Reformować to nie móc siebie samego poprawić. Człowiek wrażliwy, jeśli przejmuje
się złem i niesprawiedliwością na świecie, szuka oczywiście sposobów poprawienia
tego, ale przede wszystkim tam, gdzie najbliżej się przejawia - i znajduje to w
swojej własnej istocie. Praca ta zajmuje mu całe życie"
jzl  - symboliczne realnego   |05.09.2009 15:34:16
Wielką wartością tego tekstu jest pokazanie, że na końcu - a i na początku
zresztą także - tej wirtualnej cyrkulacji kapitału jest człowiek. Z krwi i
kości. Ale także z "najniższych impulsów. Jeżeli jednak przyjmiemy, że
"realne" to to, co wymyka się swojej symbolicznej reprezentacji, to
kapitalizm w opisanej przez Badiou formie nie mógłby się pojawić, gdyż nie
istniałby, że tak powiem, jego "kapitał założycielski". Dopiero kiedy
przyjmiemy, że realne kryzysu jest już od początku symboliczne możemy zrozumieć
dlaczego bank może skutecznie "realnemu" człowiekowi sprzedać miraż.
Rylew  - do stylish_lamella   |06.09.2009 04:40:22
> To myślenie postulatywne, rozmijające się z rzeczywistością
Nie wiem skąd
wywodzisz poglądy które tu wyrażasz, chyba nie z tekstu Badiou, domyslam się, że
z tekstów konserwatywnych bałamutów, z których jednego tutaj cytujesz.

Badiou
nawołuje właśnie do powrotu do realnego.
*Jedyną rzeczą, której moglibyśmy
obecnie pożądać, jest to, że wśród kryzysu odnajdziemy to, co realne. Być może
dzięki wnioskom, jakie z tej ponurej sceny wyciągną ludzie 
wszak nie
bankierzy i nie rządy, które im służą, ani też gazety, które są na usługach
rządów.*
Nie o rewolucję zatem chodzi lecz o powrót do świadomości, do realu
czyli odwrócenie się od ekranu.
Dzisiaj chyba większość lewicy nie wierzy w
rewolucyjne spełnienie. Ewolucja której trzeba pomóc to droga do potrzebnych
zmian.
Zaczynem tych zmian jest świadomość o którą teraz toczy się
walka.

Przytaczasz cytat:
 Boli mnie fakt, że ktoś może uważać, iż burząc
się zmienia cokolwiek. Gwałt i przemoc były dla mnie zawsze rażącą
formą
ludzkiej głupoty. Rewolucjonista czy reformator - błąd jest ten sam. Nie
mogąc zmienić i o panować swojego stosunku do życia, co jest najważniejsze,
człowiek ucieka się do chęci zmieniania innych i zewnętrznego świata. Każdy
rewolucjonista i reformator ucieka od siebie. Walczyć to nie być zdolnym do
zwalczania siebie. Reformować to nie móc siebie samego poprawić.

Nic
bardziej bałamutnego i pokrętnego pod słońcem.
Postęp społeczny na świecie nie
jest wynikiem realizacji planów bożych tylko nieustannej walki ludzi o zmiany
stosunków społecznych na lepsze.

Człowiek wrażliwy, jeśli przejmuje się złem
i niesprawiedliwością na świecie, szuka oczywiście sposobów poprawienia tego,
ale przede wszystkim tam, gdzie najbliżej się przejawia - i znajduje to w swojej
własnej istocie. Praca ta zajmuje mu całe życie

To znaczy, że ktoś kto
widział zło w sytuacji niewolników np. na plantacjach w Stanach Zj. Ameryki
powinien raczej zająć się naprawianiem siebie samego na resztę życia zamiast
czynnie występować ku zmianie tego stanu.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.53526 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273