Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Augustyn: Publiczne dobro czy prywatny zysk? |
|
|
Michał Augustyn
|
|
24.11.2009 |
Wrześniowe wystąpienie Baracka Obamy przed Kongresem, w którym jasno dał on do zrozumienia, że należy ukrócić monopol prywatnych ubezpieczycieli, upolityczniło problem ochrony zdrowia w Stanach Zjednoczonych. Mimo pojednawczej retoryki, która pozwoliła prezydentowi USA ustawić się w roli mediatora i pragmatyka, przesłanie przemówienia było jednoznaczne: prywatne firmy nie radzą sobie z zapewnianiem ochrony zdrowia obywatelom. Obama dał do zrozumienia, że rynek ubezpieczeń zdrowotnych należy poddać rządowym regulacjom, żeby zaczął służyć ludziom, w tym również 35 – 45 mln nieubezpieczonych Amerykanów, którzy z braku pieniędzy nie mogą na tym rynku zaistnieć. Co więcej, przeciwstawiając patologiom „wolnego” rynku wizję systemu, w którym państwo reguluje działalność prywatnych firm i stoi na straży konkurencji, odciął się od fundamentalizmu rynkowego swojego poprzednika. Uchwalona właśnie przez Izbę Reprezentantów ustawa jest wciąż bardzo daleka od ideału, którym dla amerykańskiej lewicy byłby system wzorowany na kanadyjskim – z jednym, państwowym ubezpieczycielem (tzw. single-payer system). Ważne jest jednak to, że po raz pierwszy w historii USA ma szansę powstać gwarantowane i zarządzane przez państwo ubezpieczenie dostępne dla osób pracujących (choć na razie opcja ta ma być dostępna wyłącznie dla małych firm oraz tych, którzy obecnie pokrywają wydatki na zdrowie z własnej kieszeni).
Przez ostatnie miesiące nasłana na kongres przez prywatnych ubezpieczycieli „mała armia lobbystów”, o której pisze „The New York Times”, robiła wszystko, żeby nie dopuścić do powstania zarządzanego przez państwo funduszu. Trudno się dziwić; taka konkurencja będzie poważnym wyzwaniem dla obecnych graczy. Z kosztami administracyjnymi sięgającymi 30% przychodów – generowanymi przez żądzę zysku wiecznie nienasyconych akcjonariuszy, absurdalne budżety reklamowe, pensje dla menedżerów i prawników zajmujących się wyszukiwaniem pretekstów do zrywania umów z przewlekle chorymi pacjentami – będzie im trudno utrzymać obecną pozycję.
Batalia o reformę amerykańskiego rynku usług medycznych jest szczególnie interesująca w kontekście prorynkowych pomysłów na uzdrowienie polskiego systemu ochrony zdrowia. Jednym z nich jest właśnie zamiana „systemu ochrony zdrowia” na „rynek usług medycznych” poprzez umożliwienie wyboru prywatnego ubezpieczyciela. O przygotowanej przez Polską Izbę Ubezpieczeń propozycji ustawy wprowadzającej tę zmianę pisze serwis (nomen omen) biznesowy portalu Onet.pl. Nie brakuje też polityków, którzy chętnie podpisaliby się pod tym projektem. Agnieszka Chłoń-Domińczak, była wiceminister pracy w rządzie PO, twierdzi, że „do dostarczania dobra publicznego, jakim jest ochrona zdrowia, można wykorzystać prywatne instytucje”. A jako przykład podaje „polski system emerytalny, w którym wprowadzono drugi filar, czyli otwarte fundusze emerytalne”. Różnica, którą Chłoń-Domińczak pomija, polega na tym, że według wstępnego projektu pacjenci mogliby wybierać między prywatnymi ubezpieczycielami a NFZ, inaczej niż w wypadku systemu emerytalnego. Twórcy reformy zadbali o dobro prywatnych funduszy emerytalnych, zmuszając każdego pracującego Polaka do odprowadzania części swoich składek na zarządzane przez OFE konto i zapewniając funduszom olbrzymie zyski z siedmioprocentowej (w większości wypadków) prowizji. W teorii miała to być skromna opłata za pomnażanie pieniędzy zgromadzonych na kontach emerytalnych. W rzeczywistości ryzykowne inwestycje doprowadziły do tego, że środki zgromadzonych na kontach OFE stopniały w latach 2007 – 2008, podczas gdy Funduszowi Rezerwy Demograficznej, zarządzanemu przez ZUS, udało się wypracować zysk. Nie dla siebie, lecz dla przyszłych emerytów. Nie jest to łatwo dostępna informacja (znalazłem ją na skromnym blogu rzecznika ZUS). Niełatwo też dowiedzieć się, że koszty administracyjne państwowego ubezpieczyciela wynoszą około 3%. Z pewnością trudniej natrafić na te dane niż na akwizytora namawiającego do zmiany Otwartego Funduszu Emerytalnego, z tego, który ma twarz znanego aktora, na ten, który uwodzi nas uśmiechem nie mniej popularnego prezentera.
Kłopot tkwi w tym, że tylko przymus kupowania ubezpieczeń od prywatnych firm zapewnia im rynkową przewagę. Eldorado prywatnych ubezpieczeń medycznych, o którym śni wciąż odurzona neoliberalną ideologią PO, mogłoby zakwitnąć tylko kosztem pacjentów i ich zdrowia.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...