> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ankieta: Po co komu ECS? Drukuj
jk   
22.02.2011
_MG_0437.jpgCzy warto budować w Gdańsku nową siedzibę Europejskiego Centrum Solidarności? Odpowiadają Lidia Makowska, Grzegorz Klaman, Ryszard Bugaj i Adam Ostolski

  

  

  

Lidia Makowska: Solidarność żywa, nie martwy mit


Jestem przeciwna budowie siedziby Europejskiego Centrum Solidarności. Uważam, że obecna wystawa „Drogi do Wolności”, działania badawcze i archiwalne ECS-u, a także działania Kolonii Artystów i Instytutu Sztuki Wyspa wystarczają, by w sposób krytyczny i z rzetelną wiedzą naukową odnosić się do dziedzictwa „Solidarności”.Nie potrzebujemy nowej gigantycznej ekspozycji, bo ta istniejąca jest ciekawa. Gdańska na to nie stać, szkoda pieniędzy na kolejne muzeum, które będzie tylko generowało znaczne koszty. Dla mnie jednak aspekt finansowy jest mniej ważny. Istotą problemu z ECS-em jest budowa muzeum, czyli struktury formalnej. Obawiam się, że nie będzie w niej miejsca na solidarność, której potrzebujemy dzisiaj. Nie „Solidarność” wielkiego romantycznego zrywu, tylko solidarność codziennej odpowiedzialności za nasze otoczenie. Obawiam się, że w monstrualnym Europejskim Centrum Solidarności temat oddolnych ruchów społecznych będzie marginalizowany. A my potrzebujemy dziś demokratyzacji w dzielnicach Gdańska, w myśleniu o mieszkańcach, naszym prawie do miasta i naszym współdecydowaniu o sprawach publicznych.

  

Jeśli już musi powstać takie Centrum, to oczekiwałabym szerokiego, interdyscyplinarnego badania fenomenu „Solidarności”, a nie tylko jej martyrologii, romantycznego zrywu Polaków. Oczekiwałabym krytycznej refleksji, miejsca na małą, codzienną solidarność mieszkańców. 


Lidia Makowska  – kulturolożka i germanistka, prezeska Stowarzyszenia Kultura Miejska i koordynatorka inicjatywy mieszkańców wrzeszcz.info.pl

  

 —  

Grzegorz Klaman: Solidarność jako wartość uniwersalna


Jestem absolutnie przekonany, że ECS powinno powstać. Powinno ono nie tyle konserwować przeszłość, ile przedstawiać ją w sposób ciekawy dla nowej generacji. Jako Wyspa zrobiliśmy pierwszą wystawę „Drogi do Wolności”. Postawiono nam bardzo proste i jasne cele: pokazać ludziom, którzy mało wiedzą o „Solidarności”, na czym polega solidarność. Trzeba to zrobić  po to, by pokazać jeden z niewielu pozytywnych faktów w polskiej historii i wyciągnąć z tego wnioski, pokazać powiązania ze światowymi ruchami wolnościowymi czy alterglobalistycznymi. Pokazać, że „Solidarność” mogłoby być wartością uniwersalną. Czego brakuje w projekcie ECS? Przede wszystkim zespołu ekspertów – takich, którzy zajmują się krytyką instytucji, potrafią sformułować koncept i opracować materiał historyczny, treść wystawy. Zresztą to nie musi być tylko wystawa, to mogą być eventy, pokazy.

  

Brakuje też programu współpracy z różnymi ośrodkami w Trójmieście i na świecie, tzn. NGO-sami, organizacjami artystycznymi, które zajmują się praktycznie identyczną problematyką, a były przez dotychczasową dyrekcję ECS pomijane. Nie byliśmy postrzegani jako partnerzy. To, co robiliśmy, nie było uważane za interesujące, z małymi wyjątkami. Dlatego nowym dyrektorem powinien być wysoko wykwalifikowany manager, a nie człowiek z etosu. Budynek ECS nie jest gigantem, ekspozycja ma zajmować jedynie 3000 m2. To będzie mała sala wystawowa. Szkoda, że sam budynek nie jest rewolucyjny w swoim kształcie. Problemem jest też sama konstrukcja tej wystawy, tego, co będziemy mogli oglądać, po co ktoś tam przyjedzie? To jest najważniejsze. Wszystko zmierza to do tego, żeby tu stworzyć Muzeum Powstania Warszawskiego bis. To byłby po prostu regres. A przede wszystkim w projekcie brakuje żywej przestrzeni, miejsca, które byłoby nastawione na łączenie się z działaniami obywatelskimi i oddolnymi, NGO-sami, artystami, sztuką krytyczną. Centrum powinno selekcjonować z otaczającej nas rzeczywistości wszystkie te działania, które dałoby się połączyć z tamtym ruchem obywatelskim i z tą niezgodą, która była podstawą „Solidarności”. Trzeba szukać odpowiedników we współczesnej Polsce i świecie i pokazać, że to nie był fenomen historyczny zamknięty w kapsule czasu, który odhaczamy i robimy z niego zramolałe muzeum. Trzeba to przełożyć na żywą relację do świata. Do tego jest potrzebny zespół, który wie, jak to zrobić w sposób interesujący i zrozumiały, będzie umiał uniknąć zamrożenia „Solidarności” w formę skostniałych konstruktów muzealnych.


Grzegorz Klaman – rzeźbiarz intermedialny, akcjonista, aktywista w przestrzeni publicznej, współtwórca sztuki krytycznej. Obecnie na terenie Stoczni Gdańskiej prowadzi Instytut Sztuki Wyspa razem z Anetą Szyłak.

  

 —  

Ryszard Bugaj: Solidarność to duch nie budynek


Gdyby to ode mnie zależało, nie budowałbym Europejskiego Centrum Solidarności. Ta pierwsza Solidarność, do której mam stosunek afirmatywny, to była pewna specyficzna tożsamość. Ta tożsamość została zniszczona, między innymi przez ostatnią kampanię prezydencką, gdy wszyscy wmawiali nam, że nie można przeciwstawić „Polski solidarnej” „Polsce liberalnej”. Otóż można. Wspomniana tożsamość Solidarności to był między innymi egalitaryzm, suwerenność państwa i przywiązanie do tradycji republikańskiej, gdzie punkt ciężkości pada raczej na treść demokracji i zbiorowość niż na procedury i prawa indywidualne. To wszystko czyni ją różną od tożsamości liberalnej. Gdy sobie przypominam budynek Solidarności w Gdańsku w 1981 r., na ulicy Marcinkiewicza, to on kipiał życiem. W obecnym budynku Komisji Krajowej przy Wałach Piastowskich korytarze są puste. Na kongresach ruch wewnątrz budynku się znacznie ożywia, ale to nie jest to samo, co kiedyś. Dlatego podejrzewam, że jak powstanie Europejskie Centrum Solidarności, to będzie martwym miejscem wypełnionym przez własny personel. Boję się po prostu, że będzie to miejsce bez duszy.


Ryszard Bugaj – polski polityk, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, pracownik Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, były przewodniczący Unii Pracy, poseł na Sejm X, I i II kadencji.

 —  

Adam Ostolski: Solidarność należy do „wszystkich”


Na stronie internetowej Europejskiego Centrum Solidarności można przeczytać, że „Solidarność oznacza zobowiązanie oraz wyzwanie”. Ale w dotychczasowej działalności tej instytucji niewiele wskazuje na to, by ktoś te słowa traktował poważnie. Na kształcie ECS zaciążył fakt, że zrodziło się ono z mieszanki kompleksów i lęku. Chodzi o kompleks wobec Niemców, których opowieść o zburzeniu muru berlińskiego okazuje się groźnym rywalem dla polskiego mitu o strajku sierpniowym jako początku końca komunizmu. Przekonanie, że mit Solidarności potrzebuje dobrego PR-u, dzięki któremu będziemy zdolni licytować się z Niemcami na historyczne zasługi, to jeden z ważniejszych motywów utworzenia ECS. Drugim ważnym motywem była próba monumentalizacji Solidarności w odpowiedzi na wyzwanie, jakim jest wciąż działający i próbujący lepiej lub gorzej reprezentować pracowników najemnych związek zawodowy NSZZ Solidarność, odwołujący się do symbolicznych zasobów „sierpnia”. Daleko mu wprawdzie do mocy dawnego masowego związku, ale co zaszkodzi na wszelki wypadek zamknąć doświadczenie Solidarności w muzealnej gablocie?  

  

Dlatego właśnie Solidarność nie jest w koncepcji ECS ważna ani jako związek zawodowy, ani jako ruch społeczny, a tylko jako pierwszy krok w drodze do upadku poprzedniego systemu. Rola pierwszej Solidarności spełnia się w obaleniu komunizmu i na tym jej zadanie się kończy. Potem można się rozejść do domów albo zająć dzieleniem mydła, jak to kiedyś radził działaczom związkowym Lech Wałęsa.

  

Zamknięcie doświadczenia w takim muzeum oznacza prosty komunikat: jest już pozamiatane. Zapomnijcie o związku zawodowym, który rościł sobie prawo do reprezentowania „praw, godności i interesów ludzi pracy”. Zapomnijcie o masowym ruchu na rzecz praw człowieka i sprawiedliwości społecznej. Cieszcie się razem z nami, że już nie ma komunizmu i na dodatek możemy pokazać Niemcom, że byliśmy pierwsi.  

  

Muzeum kojarzy się wielu ludziom albo z zakurzoną gablotą, albo z czymś w rodzaju tematycznego „interaktywnego” disneylandu. Ale współczesnym świecie muzea pełnią różne funkcje, nie tylko propagandowe, edukacyjne czy kolekcjonerskie. Często towarzyszą im archiwa lub instytuty badawcze. Mogą też stymulować debatę intelektualną i to nie tylko dotyczącą nowych interpretacji przeszłości. Na przykład w londyńskim Imperial War Museum obok wystaw poświęconych pierwszej i drugiej wojnie światowej oraz Holokaustowi jest też osobna ekspozycja dotycząca ludobójstwa we współczesnym świecie, a niedawno odbyła się tam debata dotycząca tego, jak brytyjskie społeczeństwo będzie zmieniać się w odpowiedzi na kryzys klimatyczny. Co ma zmiana klimatu do II wojny światowej? Otóż jeśli wojna oznacza dla nas mundury, czołgi i samoloty, to faktycznie związek między jednym a drugim może wydawać się mglisty. Ale dla Brytyjczyków druga wojna światowa to nie tylko naloty czy walki na froncie, ale także opowieść o radykalnej zmianie społecznej, o tym, jak w odpowiedzi na warunki czasów wojny zbudowane zostały podstawy powojennego państwa dobrobytu. Jeśli zdamy sobie sprawę, że zmiany klimatyczne mogą wymagać od nas daleko posuniętej reorganizacji stosunków społecznych, to muzeum II wojny światowej będzie naturalnym miejscem, by rozmawiać o tych wyzwaniach. Myślę, że podobny potencjał ma także historia Solidarności i innych ruchów społecznych, które w latach 80. głęboko zmieniły nasz kraj.

  

Marzy mi się, aby Europejskie Centrum Solidarności nie zajmowało się PR-ową obsługą dominującej wizji historii, ale było ośrodkiem intelektualnego fermentu, inicjowania dyskusji o wyzwaniach, jakie niesie ze sobą idea solidarności. Co oznacza solidarność w kraju, który w ilości umów śmieciowych prześcignął już Hiszpanię, a pracownicy są systematycznie dyskryminowani i zwalniani z pracy za próbę działalności związkowej – dokładnie za to, za co wyrzucono z pracy Annę Walentynowicz? Co oznacza solidarność w Europie, której integracja ułatwia przepływ kapitału i podmywa narodowe systemy zabezpieczeń społecznych, ale jednocześnie stwarza niespotykane wcześniej możliwości ograniczania nacjonalizmu i odbudowy solidarności społecznej na wyższym poziomie? Co oznacza solidarność na świecie, w którym bogate kraje zamykają się przed migrantami, a zmiany klimatyczne pozbawiają miliony ludzi podstaw do życia?  Jeśli zamiast poważnie stawiać sobie takie pytania ECS zajmuje się organizowaniem koncertów, to jest to  smutna sytuacja. Ale naprawdę ponury jest dopiero fakt, że takie są formułowane przez publicystów oczekiwania wobec ECS. Jeśli ECS rozlicza się właśnie z tego, czy dobrze czy źle zorganizowało jakiś koncert, to jest to pewna miara poziomu debaty publicznej w naszym kraju.   

  

Muzeum Solidarności nie powinno reprezentować jakiejś konkretnej ideologii. Podobnie jak pierwsza Solidarność powinno być przestrzenią sporu i debaty między różnymi nurtami i ludźmi, których łączyło to, że chcieli wspólnie bronić praw, godności i interesów ludzi pracy. W Solidarności współistniały i ścierały się ze sobą nurty socjalistyczne, chrześcijańskie czy niepodległościowe i nie ma żadnego powodu, by dziś sprowadzać ten wielogłos do jakiegoś monologu. Ale najbardziej groźną ideologią, która próbuje zawłaszczyć sobie to doświadczenie, jest dziś ideologia „ponadpartyjności”. Chodzi o komunał, zgodnie z którym pierwsza Solidarność należy do „wszystkich” i w związku z tym nie ma sensu dyskutować o tym, kto dziś lepiej reprezentuje jej wartości. Taka fałszywa jedność zamienia Solidarność w gadżet, wzorek na szaliku, slogan „szalikowego” nacjonalizmu. Zabijając spór, pozbawia mit Solidarności życia. Jeśli Europejskie Centrum Solidarności zdołałoby powstrzymać tę tendencję, bez wątpienia byłoby dla Polski czymś więcej niż muzeum jednego tematu.


Adam Ostolski  – socjolog, filozof i tłumacz. W nauce reprezentuje perspektywę teorii krytycznej, łączącej badanie społeczeństwa z zaangażowaniem w jego zmianę. Wykłada socjologię na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Członek zespołu KP.

  

  

Notował: Bartosz Siudak

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.51840 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273