|
Opinia publiczna ledwo zdążyła okrzepnąć po zaskakującej decyzji Donalda Tuska, a już powód tego zaskoczenia – Andrzej Czuma – przechodzi do ofensywy. Pomysły kolejnych ministrów sprawiedliwości, zaczynając od wojowniczego Zbigniewa Ziobry z jego fantazją ścigania za wszystko i karania wszystkich, przez cynicznego Zbigniewa Ćwiąkalskiego, aż po nowego szefa resortu z wyraźnie republikańskimi inklinacjami, mogą budzić emocje. Rzadko, niestety, prowadziły do konstruktywnych zmian.
Wszyscy ministrowie koncentrowali się na prostej, a medialnie efektownej relacji: przestępca – kara. Im ostrzej, tym lepiej. Mało który z nich na serio zastanawiał się nad przyczynami przestępstw, ewentualnymi projektami mającymi nie tyle karać, co przede wszystkim zapobiegać. Zamiast tego obserwowaliśmy zaklinanie rzeczywistości i sensacyjne konferencje prasowe z użyciem gadżetów high-tech. Nie inaczej, obawiam się, będzie i tym razem.
Pierwszy publiczny występ nowego ministra sprawiedliwości, nie licząc słów o wielkim honorze i równie wielkiej odpowiedzialności, dotyczył zwiększenia dostępu do broni. Wszystko to oparte jest na topornej logice: każdy bandyta ma broń, a wiedząc, że broń może mieć też jego ofiara, pięć razy się zastanowi, zanim na nią napadnie. Cóż, niektórzy nadal wierzą w słynny amerykański sen… Można, oczywiście, tę pierwszą deklarację ministra zlekceważyć, ale moim zdaniem jest ona ważna w perspektywie zmiany ideologicznej, którą Platformie Obywatelskiej coraz trudniej ukryć. Broń w każdym domu, bezwzględne bezpieczeństwo dla każdego, to mity republikańskiej skrajnej prawicy, której groteskową inkarnacją w Polsce jest Janusz Korwin-Mikke, notabene obecny w Pałacu Prezydenckim podczas wręczania nominacji Andrzejowi Czumie.
Partia Donalda Tuska już nie jest szeroką formacją umiarkowanego centrum. Najpierw chemiczna kastracja, potem „dobra nowina” Jarosława Gowina, a teraz szerszy dostęp do broni. Wszystko to pokazuje, jak łatwo przejść z „liberalnego centrum” pod prawą ścianę. Nawet z Januszem Palikotem w drużynie. Tak rzekomo nowocześni, postępowi i otwarci wobec społeczeństwa politycy PO proponują w istocie to, przed czym sami przestrzegali: PiS-owską obsesję penalizacji rzeczywistości.
Minister sprawiedliwości w swoim pierwszym wystąpieniu nie wspomniał ani słowem o tym, jak chce zapobiegać przestępstwom. Nie przedstawił żadnej refleksji na temat przyczyn niskiego poczucia bezpieczeństwa obywateli. Prościej jest przecież zafundować każdemu urządzenie do strzelania ołowiem. Taka informacja na pewno prędko nie zniknie z paska w TVN24. Wskazuje to jednocześnie na podstawowy problem kolejnego już ministra sprawiedliwości: brak elementarnej umiejętności strukturalnego myślenia o swoim resorcie. Ziobro, Ćwiąkalski, a teraz pewnie i Andrzej Czuma wydają się być całkowicie „odporni” na szeroką współpracę z innymi ministerstwami. Tak jakby kwestie sprawiedliwości były oderwane od spraw społecznych, gospodarki czy edukacji. Poziom przestępstw jest bezpośrednio związany i zależny od ogólnego poziomu życia, liczby miejsc pracy, szans edukacyjnych czy szerzej – możliwości społecznego awansu. Jest to szczególnie ważne teraz, w momencie kryzysu ekonomicznego. Dziwnym trafem tam, gdzie mniej państwa, a więcej pistoletów, wcale nie zdarza się mniej przestępstw. Często jest odwrotnie. Złudne bezpieczeństwo związane z dostępem do broni nie zastąpi bezpieczeństwa ekonomicznego; taka polityka prędzej czy później się zemści.
Dlatego z wyraźnym rozczarowaniem wysłuchuję deklaracji kolejnych ministrów sprawiedliwości, którzy zamiast poważnej i twórczej refleksji nad społeczeństwem w kontekście prawa wolą zajmować się zwalczaniem lub popieraniem komisji śledczych. Jeśli państwo zamiast systemowych rozwiązań proponuje obywatelom pistolety, można zacząć się bać.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...